Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Komary nie lecą na ślepo. Znaczenie ma kolor i miejsce na ciele

Komary nie lecą na ślepo. Znaczenie ma kolor i miejsce na ciele

4 maja, 2026
Dlaczego rododendron ma żółte liście i jak im pomóc?

Dlaczego rododendron ma żółte liście i jak im pomóc?

4 maja, 2026
Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem Trumpem. Komunikat KPRP

Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem Trumpem. Komunikat KPRP

4 maja, 2026
Nowy system zbierania deszczówki. Holendrzy wpadli na genialny pomysł

Nowy system zbierania deszczówki. Holendrzy wpadli na genialny pomysł

3 maja, 2026
Iran ujawnia w sprawie negocjacji z USA. „Dostaliśmy odpowiedź”

Iran ujawnia w sprawie negocjacji z USA. „Dostaliśmy odpowiedź”

3 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Komary nie lecą na ślepo. Znaczenie ma kolor i miejsce na ciele
  • Dlaczego rododendron ma żółte liście i jak im pomóc?
  • Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem Trumpem. Komunikat KPRP
  • Nowy system zbierania deszczówki. Holendrzy wpadli na genialny pomysł
  • Iran ujawnia w sprawie negocjacji z USA. „Dostaliśmy odpowiedź”
  • Trutka na szczury w słoikach dla niemowląt. Trafiły do kilku krajów Europy
  • Gliwice, pożar w fabryce drutu. Kłęby dymu nad miastem
  • Kwiat, który kwitnie nocą. Tytoń oskrzydlony hitem ogrodników
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Danuta pracowała w więzieniu 30 lat. „Co ta blondynka w szpilkach tu robi?”
Danuta pracowała w więzieniu 30 lat. „Co ta blondynka w szpilkach tu robi?”
Aktualności

Danuta pracowała w więzieniu 30 lat. „Co ta blondynka w szpilkach tu robi?”

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości13 czerwca, 2025

Więzień wyjął z rękawa naostrzony drut i wymierzył go prosto w twarz Danuty. Spytał, czy się boi. Pod biurkiem miała przycisk alarmowy. Myślała: czy zdążę go wcisnąć? Czy zadziała?

To miała być chwila. Parę miesięcy, może rok. Ostatecznie „za kratami” spędziła 30 lat. Danuta Augustyniak była świeżo po maturze, gdy pierwszy raz przekroczyła próg Aresztu Śledczego na warszawskiej Olszynce Grochowskiej. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Zamierzała zostać nauczycielką chemii, a nie pracownicą więzienia.

– Zaraz powiem, jak to wszystko wyszło, tylko kawę przyniosę – mówi. Jesteśmy w salonie jej mieszkania, stawia filiżanki na małym stoliku i siada na fotelu naprzeciwko mnie. Odgarnia z czoła krótką blond grzywkę i opowiada: – Akurat w areszcie szukali żywieniowca. Ja co prawda znałam się na przetwórstwie warzyw i owoców, a nie dietetyce, ale i tak mnie wzięli. Uznałam, że trochę dorobię, bo zarobki były wysokie, a potem spróbuję znów z nauczaniem.

Tego, jak planować zaopatrzenie czy liczyć kalorie, miała się uczyć od jednej z osadzonych kobiet. Ale ta nie była wcale chętna, by pomóc. Czuła, że jeśli ktoś przejmie jej obowiązki, to straci pozycję, jaką zdobyła w więzieniu. Danuta miała więc pod górkę. Nie raz, nie dwa zamykała za sobą drzwi zakładu ze łzami w oczach.

Zacisnęła jednak zęby. A przełożeni docenili tę wytrwałość i wysłali ją do szkoły podoficerskiej. W plutonie była jedną z dwóch kobiet. Brakowało dla nich odpowiednich butów i ubrań – nosiły więc te męskie, za duże. I chociaż dobrze sobie radziły, ciągle były obiektem żartów. Strzelały celnie, ale słyszały: „Tylko nikogo przypadkiem nie zabijcie”. Potem jeszcze wiele razy w głosie współpracowników i przełożonych brzmiała wątpliwość: „Ale na pewno dasz radę? Przecież jesteś kobietą”.

Co ta blondynka tu robi?

Dała radę i zanim się zorientowała, minął jej rok pracy. Poczuła, że zainwestowała w służbę tyle wysiłku, że wcale nie ma ochoty odchodzić. Zostaję – postanowiła. Z czasem zdobywała doświadczenie – skończyła szkołę oficerską, ale też upragnioną pedagogikę. To wszystko pozwoliło zdobywać kolejne awanse. Od referenta aż po kierowniczkę działu kwatermistrzowskiego. – Gdy trafiłam do aresztu na Służewcu, to właściwie zmieniłam się w budowniczą – uśmiecha się. Więzienie wymagało wtedy licznych remontów.

Był rok 2006 i właśnie doszło do katastrofy budowlanej na Śląsku – pod naporem śniegu zawalił się dach hali Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie akurat odbywała się wystawa gołębi pocztowych. Zginęło 65 osób, a 170 zostało rannych. Danuta dostała telefon od przełożonych: „Odśnieżajcie areszt jak najprędzej”. Stan budynku był tak zły, że dach załamał się w jednym miejscu pod więźniem, który tam sprzątał. Wpadł wprost do celi. Na szczęście skończyło się bez obrażeń. Nie brakowało też sytuacji, w których odcinało prąd albo wysiadała kotłownia.

Danuta uznała, że musi się doszkolić – żeby mieć wiedzę, co dokładnie dzieje się podczas przebudowy. Na własną rękę zrobiła kurs audytu energetycznego. Robotnicy patrzyli na nią z politowaniem i szeptali z dezaprobatą: „Co ta blondynka w szpilkach tu robi?”. Po czym otwierali buzie ze zdziwienia, gdy sypała technicznymi terminami.

Między zemstą a wybaczeniem

Na Służewcu zmierzyła się też z największym emocjonalnym wyzwaniem w życiu. Jej mąż jechał z kolegą samochodem. Kolega prowadził, z jego winy auto wpadło w poślizg. Mąż zginął na miejscu. Danucie świat się zawalił, z dnia na dzień została samotną matką. A człowiek odpowiedzialny za wypadek trafił do aresztu, w którym pracowała.

Przełożeni starali się ochronić ją przed tą informacją, ale wieści rozchodzą się szybko. Mogłaby łatwo utrudnić mu odsiadkę, starać się o jej wydłużenie. Albo rozpuścić wieść wśród innych więźniów, że siedzi z nimi „klawisz”, bo mężczyzna też pracował w służbie więziennej.

Któregoś dnia spotkała jego żonę z kilkuletnią córką, gdy przyszły w odwiedziny. I wtedy zadała sobie kilka pytań: Czy warto się mścić? Co mi to da, że człowiek będzie siedział rok dłużej czy rok krócej? Czy będę się lepiej czuła, wiedząc, że to dziecko też nie ma taty? Uznała, że wybiera wybaczenie zamiast nienawiści. Wiedziała, że ten mężczyzna nie zabił jej męża celowo.

Danuta pokazuje rozwieszone na ścianach zdjęcia swoich dzieci. – One musiały wtedy szybko dojrzeć. Do dziś jestem im wdzięczna, że dały radę. Że ze spokojem przyjmowały, gdy musiałam jakoś pogodzić pracę z ich wychowaniem. Gdy nagle w środku nocy jechałam do aresztu – opowiada.

Takie podróże zdarzały się regularnie, gdy została wicedyrektorką największego aresztu śledczego w Polsce – Warszawa-Białołęka. Gdy telefon dzwonił o północy czy nad ranem, nierzadko oznaczało to próbę samobójczą. Nie chciała zostawiać swoich podwładnych samych w takich sytuacjach. Wyznawała zasadę, że jako szefowa powinna mówić: „za mną”, a nie: „naprzód”.

Na Białołęce pierwszy raz musiała użyć środków przymusu bezpośredniego – więzień został umieszczony w celi zabezpieczającej z dodatkowym użyciem pasa obezwładniającego. Inaczej mówiąc: został unieruchomiony na łóżku. Biła się z myślami: czy to humanitarne? Czy powinna? Ale uznała, że dla jego dobra i dobra innych osadzonych to jedyne rozwiązanie.

Agresywni i sprawiający kłopoty to zazwyczaj ci najmłodsi albo z krótkimi wyrokami. Dlatego najbardziej lubiła gangsterów. – Oni byli najbardziej inteligentni, byle kogo się do mafii nie brało. Mieli dobrych prawników, więc niełatwo też było o wyrok dla nich. Ale jak już dostawali, to porządny. A jak ktoś trafia na 15, 25 lat czy dożywocie, to stara się sobie tu życie poukładać, nie jest w jego interesie robić zamieszanie – wyjaśnia.

Raz osądzeni

Niektórych więźniów jednak szczególnie trudno polubić – gdy Danuta spotykała na swojej drodze pedofilów, musiała szukać w sobie wyjątkowych pokładów empatii. Nie mogła nie czytać akt i patrzeć na osadzonych jak na niezapisaną kartkę. Była w końcu zobligowana do wydawania opinii, jak sobie radzą. Trzymała się więc myśli: sąd ich już raz osądził, nie muszę tego robić drugi raz.

– A to prawda, że generalnie pedofile mają przekichane w więzieniach? Widziałam to nieraz w filmach – wyrywa mi się. Danuta wzdycha i kręci głową. Mówi, że owszem – współwięźniowie witają ich niezbyt przyjemnymi okrzykami. Ale funkcjonariusze i administracja odpowiadają za życie i zdrowie takich więźniów. Są umieszczani w odpowiednio dobranych celach, a jeśli trzeba – izolowani dla ich bezpieczeństwa.

– Jesteśmy tylko ludźmi i jakiemuś strażnikowi mogą puścić nerwy, może użyć przemocy. Nie mówię, że to się nigdy nie zdarzyło. Ale taki człowiek powinien odejść ze służby. W takim miejscu jak więzienie pracownicy nie mogą sobie pozwalać na brak kontroli – podkreśla.

Puste oczy

Chociaż w trakcie pracy Danuta spotkała się z wieloma stresującymi sytuacjami, tylko raz naprawdę bała się o swoje życie. Osadzony poprosił ją o indywidualną rozmowę. Spotkali się w pokoju wychowawcy. W pomieszczeniu obok siedział oddziałowy, ale akurat, gdy Danuta rozmawiała z więźniem, musiał na chwilę wyjść. Część osadzonych wróciła ze spaceru, miał ich odprowadzić do cel.

Właśnie wtedy więzień wyjął z rękawa naostrzony drut i wymierzył go prosto w twarz kobiety. Spytał, czy się boi. Danucie przed oczami przeleciało życie, pojawiła się trudna myśl: co dzieci zrobią beze mnie? Pod biurkiem miała przycisk alarmowy do użycia w ekstremalnych sytuacjach. Ale czy zdąży go wcisnąć? Czy przycisk zadziała?

Danuta patrzyła więc tylko w puste, pozbawione wyrazu oczy więźnia i przyznała, że owszem – boi się. On wtedy oddał jej drut. Twierdził, że chciał tylko pokazać, jak bezużyteczny jest oddziałowy. Że nie jest wystarczająco uważny. – Nie winiłam oddziałowego. Problemem nie był on, lecz braki kadrowe. To one są największym wyzwaniem więziennictwa – podkreśla.

Uważa, że takich sytuacji jak ta ze szpikulcem albo kiedy jej koleżanka dostała na spacerniaku kamieniem w głowę, można by uniknąć, gdyby nie brakowało pracowników. Dużo się zmieniło na lepsze w więziennictwie – wyżywienie, przestrzeń dla osadzonych, język, jakim się z nimi rozmawia. Niestety, braki kadrowe nie zniknęły.

Przekonać kogoś do pracy w tej służbie może być nawet trudniej niż kiedyś. Zarobki nie wypadają w porównaniu z innymi zawodami już tak dobrze, a ryzyko jest duże. To nie jest spokojne, bezpieczne zajęcie.

Nie ma dokąd pójść

W ciągu tych 30 lat Danuta czuła też dużo satysfakcji. Dziś, gdy uczy studentów Akademii Pedagogiki Specjalnej, często słyszy na zajęciach pytanie: czy resocjalizacja ma sens?

Odpowiada, że oczywiście. Według niej jest tylko źle mierzona. Ludzie zwracają uwagę jedynie na to, czy ktoś wrócił do więzienia, czy nie. – Jeśli osadzony był alkoholikiem, który przestał pić po 20 latach dzięki odsiadce i już do butelki nie wrócił, ale powinęła mu się noga, coś ukradł i trafił za kraty, to mamy skreślić cały jego rozwój? – mówi.

Uważa, że wielu więźniów robi ogromne postępy. Niestety, gdy opuszczają mury, społeczeństwo nie daje im szansy. Pracodawcy chcą zaświadczeń o niekaralności, rodziny się odwracają, instytucje nie wspierają. I taki człowiek wraca – nie dlatego, że resocjalizacja nie działa, tylko dlatego, że nie miał dokąd pójść.

Danuta pamięta więźnia, na którym postawiono krzyżyk. Miał ciągłe pretensje, był agresywny, wykłócał się, grypsował. Z bezsilności zawarła z nim układ. Jeśli przez miesiąc będzie się dobrze zachowywał, to ona zgodzi się na to, by poszedł do pracy poza zakładem. On wziął to sobie do serca i zaczął być wzorowym osadzonym. Danuta nie miała wyboru – dała słowo. Poszedł pracować na stadionie Legii. Już nie wrócił do robienia burd.

Potem zabrała go nawet do pomocy przy Kongresie Kobiet. Spotkali tam jego byłą wychowawczynię z innego zakładu. Ta na początku myślała, że nawiał z więzienia. Nie mogła uwierzyć w jego przemianę. Danuta była prawdopodobnie pierwszą osobą, od której dostał komunikat: wierzę w ciebie, daję ci szansę. I to zadziałało.

Danuta do dziś dostaje czasem wiadomości od byłych osadzonych: „Dzięki pani wyszedłem na prostą”. To dla niej największa nagroda. I jeszcze to, że w jednym z zakładów została po niej tabliczka, którą podarowała swojemu ówczesnemu podwładnemu. Dziś – dyrektorowi aresztu. Powiesił ją na ścianie, żeby pamiętać, czego go nauczyła.

Na tabliczce wyryty jest krótki cytat – maksyma Jeana-Jacques’a Rousseau: „Człowiek z natury jest dobry”.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
17-18

21.04.2025

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Odpuszczali dzieciom, teraz są zdesperowani. „Usunęłam wszystko z pokoju syna”

Odpuszczali dzieciom, teraz są zdesperowani. „Usunęłam wszystko z pokoju syna”

Dlaczego Karol Nawrocki mówi o konstytucji? Są dwa powody [OPINIA]

Dlaczego Karol Nawrocki mówi o konstytucji? Są dwa powody [OPINIA]

Samospełniająca się przepowiednia Donalda Tuska? Premier bardzo ryzykuje [OPINIA]

Samospełniająca się przepowiednia Donalda Tuska? Premier bardzo ryzykuje [OPINIA]

Więzienie Łukaszenki odebrało jej najlepsze lata. „Oczekiwano, że się przyznam”

Więzienie Łukaszenki odebrało jej najlepsze lata. „Oczekiwano, że się przyznam”

Marlena stworzyła toksyczną relację z chatbotem. „Doszło do opisu zbliżeń”

Marlena stworzyła toksyczną relację z chatbotem. „Doszło do opisu zbliżeń”

Zbigniew Bogucki nagle trafił do pierwszej ligi. „Wie, jak przebić się do ucha prezesa Kaczyńskiego”

Zbigniew Bogucki nagle trafił do pierwszej ligi. „Wie, jak przebić się do ucha prezesa Kaczyńskiego”

W Berlinie szepczą o francuskich wyborach. „Ostatnia szansa”

W Berlinie szepczą o francuskich wyborach. „Ostatnia szansa”

Caryca była wściekła. Po uchwaleniu Konstytucji Polacy popełnili błąd

Caryca była wściekła. Po uchwaleniu Konstytucji Polacy popełnili błąd

Naczelny „Newsweeka” o Hołowni: muszę zakładać, że sobie z nas żartuje

Naczelny „Newsweeka” o Hołowni: muszę zakładać, że sobie z nas żartuje

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Dlaczego rododendron ma żółte liście i jak im pomóc?

Dlaczego rododendron ma żółte liście i jak im pomóc?

4 maja, 2026
Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem Trumpem. Komunikat KPRP

Karol Nawrocki rozmawiał z prezydentem Trumpem. Komunikat KPRP

4 maja, 2026
Nowy system zbierania deszczówki. Holendrzy wpadli na genialny pomysł

Nowy system zbierania deszczówki. Holendrzy wpadli na genialny pomysł

3 maja, 2026
Iran ujawnia w sprawie negocjacji z USA. „Dostaliśmy odpowiedź”

Iran ujawnia w sprawie negocjacji z USA. „Dostaliśmy odpowiedź”

3 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Trutka na szczury w słoikach dla niemowląt. Trafiły do kilku krajów Europy

Trutka na szczury w słoikach dla niemowląt. Trafiły do kilku krajów Europy

3 maja, 2026
Gliwice, pożar w fabryce drutu. Kłęby dymu nad miastem

Gliwice, pożar w fabryce drutu. Kłęby dymu nad miastem

3 maja, 2026
Kwiat, który kwitnie nocą. Tytoń oskrzydlony hitem ogrodników

Kwiat, który kwitnie nocą. Tytoń oskrzydlony hitem ogrodników

3 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.