To pierwsza tak dotkliwie samotna choroba prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Pokazuje, jak bardzo osłabła jego pozycja na prawicy.
Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Miarą utraty znaczenia przez wodza jest reakcja na jego niedomagania. Jeśli jest potężny, a jego władza niekwestionowana, każdy pobyt w szpitalu wstrzymuje działanie państwa. Wszystko zastyga w oczekiwaniu.
Tak też było przez lata z Jarosławem Kaczyńskim. Za rządów PiS każde przeziębienie prezesa — o szpitalnych pobytach nie wspominając — wprawiało partię i rząd w stan hibernacji, a do prezesowskiego łoża pielgrzymowali najważniejsi ludzie w państwie, by pod pozorem troski załatwić swoje interesy kosztem konkurentów.
Gdy w 2018 r. leczył kolana, to kule osobiście przywoził mu dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego gen. Grzegorz Gielerak. Nie ma się co dziwić — dzięki temu, że szpital MON leczył prezesa, generał uniknął wyrzucenia na bruk przez ministra obrony Antoniego Macierewicza.
Gdy Kaczyński operował sobie kolana w 2019 i 2022 r., do szpitala w Otwocku przeniosło się centrum decyzyjne rządu. Przez pewien czas premier Mateusz Morawiecki bywał tam każdego dnia, a przyjeżdżał też minister od spółek państwowych Jacek Sasin i — rzecz jasna — minister zdrowia Łukasz Szumowski, by osobiście dopilnować dobrostanu pacjenta. Jednocześnie szpital dostał dotacje z Funduszu Sprawiedliwości sięgające niemal 18,5 mln zł.
Jeśli mierzyć tą miarą obecną chorobę prezesa, to jasno widać schyłek jego potęgi. Tak naprawdę PiS jest zajęte same sobą. Walkę o kontrolę nad partią prowadzą frakcje „maślarzy” Czarnka, Jakiego, Sasina i Bocheńskiego oraz „harcerzy” Morawieckiego. Obie walczą o sukcesję po Kaczyńskim. Jedyna różnica jest taka, że „maślarze” liczą na to, że przejmą PiS za przyzwoleniem prezesa, podczas gdy „harcerze” zakładają, że Kaczyński może się ich pozbyć, i będą musieli stworzyć własną partię.
Chorobowa nieobecność Kaczyńskiego zaostrzyła wojnę i wciąga w nią kolejnych polityków. Sasin w radiu atakuje Morawieckiego. W odpowiedzi Morawiecki drwi z jego politycznych talentów, przypominając, że jako partyjny lider na Podlasiu doprowadził do utraty władzy przez PiS w tamtejszym sejmiku. Do starcia przyłącza się harcerz Waldemar Buda, na co maślany Bocheński każe mu płacić składki na PiS, z czym Buda się nie spieszy.
Równocześnie bliski Morawieckiemu były szef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk atakuje bliskiego „maślarzom” Janusza Kowalskiego — za sugestię, że PiS powinno postawić na polexit.
Wreszcie harcerz Michał Dworczyk ścina się z namiestnikiem prezesa Mariuszem Błaszczakiem, któremu także bliżej jest do „maślarzy”. Dworczyk frasuje się, że w MON przez wiele lat działał ruski szpieg. To wieloletni pracownik resortu obrony, który ostatni raz przechodził procedurę kontrolną w 2021 r. — za ministrowania Błaszczaka. Rzecz jasna, Błaszczak uznaje, że Dworczyk przyłącza się do ataku na niego.
Ale i tak największą groteską była niedawna konferencja prawicy w Brukseli. Słowo wstępne wygłaszał m.in. Patryk Jaki — więc zbojkotowali go „harcerze”. Z kolei w finałowym panelu wystąpił Mateusz Morawiecki — więc nie przyszli „maślarze”.
Tego już nawet zdrowy Kaczyński nie jest w stanie skleić.
Zarówno scenariusze „maślarzy”, jak i „harcerzy” zakładają, że w dającej się przewidzieć perspektywie — najdalej po wyborach parlamentarnych w 2027 r. — Kaczyński odejdzie albo będzie tak słaby, że przestanie się liczyć. Ale Kaczyński nie odejdzie — dobrowolnie nie zrzeknie się PiS nigdy, nawet jeśli to miałoby oznaczać powolny upadek partii. A słabość rzeczywiście zagląda prezesowi w oczy. Są już pierwsze sondaże pokazujące mijankę — PiS ma mniejsze poparcie niż wspólnie Konfederacja i Braun.
Wydawać się mogło, że zwycięstwo Karola Nawrockiego będzie początkiem renesansu PiS. Stało się dokładnie odwrotnie. Kaczyński liczył, że stawiając na kandydata radykalnego, przyciągnie do swojej partii wyborców Konfederacji i Brauna. Ten plan obrócił się przeciwko niemu samemu — radykalna kampania Nawrockiego rozbudziła radykalizm w wyborcach PiS i dziś Kaczyński im już nie wystarcza. Odpływają głównie do Brauna, który daje prostsze odpowiedzi na postulaty prawicy — wyjść z UE, pogonić Ukraińców, ograniczyć wpływy Żydów, wepchnąć do szafy gejów, dogadać się z Kremlem. Wystarczy popatrzeć na sondaże — w 2019 r. niespełna 10 proc. wyborców PiS popierało polexit. Dziś chce tego niemal połowa z nich.
Na naszych oczach Kaczyński staje się ofiarą własnej polityki. Prezes kompletnie nie panuje nad partią i nie ma pomysłu, jak zatrzymać odpływ wyborców. Dlatego właśnie to jest pierwsza tak dotkliwie samotna choroba prezesa.