Z jednej strony finediningowe restauracje wyróżnione przez przewodnik Michelina, z drugiej — wyrastające jak grzyby po deszczu kawiarnie, niezobowiązujące knajpki, food trucki oraz wyjątkowe imprezy gastronomiczne przyciągające coraz więcej Wrocławian i turystów. Oto dlaczego stolica Dolnego Śląska staje się jednym z najważniejszych punktów na kulinarnej mapie Polski.
Prowadzenie restauracji w ikonicznej dla Wrocławia Hali Stulecia to wielka odpowiedzialność. Wymaga szacunku dla kontekstu i historii miejsca, ale też niesie pewne ograniczenia — mówi Katarzyna Daniłowicz, executive chef Hali Stulecia, odpowiadająca m.in. za koncepcję kulinarną mieszczącej się tutaj restauracji Tarasowa.
To docenione znaczkiem Bib Gourmand przez przewodnik Michelina miejsce, w którym skomponowane współcześnie dania uśmiechają się do tradycji dawnego Wrocławia. Ot chociażby śląskie niebo. Co to takiego? Jak tłumaczy Katarzyna Daniłowicz, to lokalna, tradycyjna świąteczna potrawa. Składa się z kawałka wieprzowiny, często peklowanej lub podwędzanej, w sosie z suszonymi owocami. Jako dodatek — buchty, czyli bułki na parze, lub kluski śląskie. — Przepadam za połączeniem wieprzowiny i owoców w każdej postaci, więc to danie, w różnych interpretacjach, często gości w naszym menu — mówi. W wiosennej karcie rzucają się też w oczy serca drobiowe, które nieczęsto widzi się w restauracji. — To dla mnie niezrozumiałe, bo to wspaniały, a zarazem niedrogi produkt, zawsze dostępny, świeży i dobrej jakości — tłumaczy Daniłowicz. — Wiosną podajemy je z botwinką, czosnkiem niedźwiedzim i mlecznym chlebem.
We wnętrzu Tarasowej, wykonanym przez grupę projektową CUDO, dodano wewnętrzny taras, by zagwarantować jeszcze lepszy widok na Pergolę i Fontannę Multimedialną z głębi lokalu. Bo w Tarasowej ma się miasto na talerzu i za oknem. — No właśnie, to jak smakuje Wrocław? — pytam na koniec Katarzynę Daniłowicz. — Młodo. Studencko. Wielokulturowo — odpowiada z uśmiechem. I trochę jak w studenckim życiu wiele się tu dzieje. Dowodów nie trzeba daleko szukać.
W Tarasowej ma się miasto na talerzu i za oknem
Foto: Zasoby Studio
Najnowsze wydanie przewodnika Michelina poleca Wrocław jako jedno z miejsc, które miłośnicy jedzenia powinni odwiedzić w 2026 r., uzasadniając, że to „środkowoeuropejskie miasto z bogatym krajobrazem kulinarnym, właśnie wychodzi z cienia”. To efekt pracy wielu wrocławskich szefów kuchni, o których przewodnik napisał: „młodzi i ambitni, reinterpretują tradycje — pierogi, dziczyznę, fermentację — z nowoczesną precyzją”. Idąc za ciosem, Michelin trzem wrocławskim lokalom przyznał odznaczenie Bib Gourmand, wyróżniające restauracje serwujące znakomitą kuchnię za rozsądną cenę.
Moda na bistro
Jest wśród nich niestygnąco popularna Dinette, która swego czasu zrobiła na scenie kulinarnej Wrocławia małe zamieszanie, rozpoczynając modę na bistro i śniadania poza domem, które zresztą nieustająco serwuje, na wspaniałym chlebie z własnej piekarni Di. Tutejsze śniadanio-brunche cesarskie dla dwojga czy omlety z czosnkiem niedźwiedzim serwowane pod zielonym neonem stały się wrocławską klasyką. Na fali jej sukcesu bistra zaczęły wyrastać w całym mieście, a najpopularniejszą dziś wariacją na ich temat jest Baba, mieszcząca się w kamienicy przy ul. Nożowniczej 1d, tuż obok kultowej kawiarni Łyk i niemal po sąsiedzku z Ida Kuchnia i Wino (podobnie jak Baba oznaczoną przez przewodnik Michelina wyróżnieniem Bib Gourmand).
BABA to najpopularniejsze bistro we Wrocławiu
Foto: Pion Studio
Na ścianach ma Baba boazerię ze stali nierdzewnej, płyt MDF oraz czereśniowego forniru, a na podłodze — kafle z naturalnego bazaltu. Wnętrze, utrzymane w kolorach ziemi, to nawiązanie do menu, w którym warzywa, zioła, owoce i kwiaty pochodzą z ekologicznej podwrocławskiej farmy prowadzonej przez Jedzeniogród, zaledwie 30 minut drogi od Baby. Z kolei oleje, wino, sery czy ryby wędrują tu od dostawców kierujących się ideą zrównoważonego rozwoju.
Baba to drugie, po popularnej Młodej Polsce, wspólne dzieło restauratora Tomasza Czechowskiego i Beaty Śniechowskiej, która dwa razy z rzędu (rok i dwa lata temu) znalazła się na liście najlepszych szefów kuchni według międzynarodowego rankingu The Best Chef Awards. I to w niezwykle doborowym towarzystwie — m.in. Rasmusa Munka z kopenhaskiej Alchemist czy słoweńskiej gwiazdy kulinarnej — Any Roš z Hiša Franko.
A że Wrocław to miasto zarówno świetnej kuchni, jak i stu mostów, warto zajrzeć do restauracji Między Mostami, prowadzonej przez Łukasza Budzika, który szlify zbierał w trzygwiazdkowych restauracjach w San Sebastian i Paryżu. Dziś serwuje kuchnię autorską robioną, jak mówi, z szacunkiem dla polskiego stołu, historii i kuchni babć. Jego podejście do gotowania opiera się na prostocie, a każde danie jest wyważone i skomponowane tak, by wydobyć ze składników maksimum smaku, co zostało docenione trzema czapkami przez Gault & Millau i polecajką Michelina. W menu znajdziemy tej wiosny polskie kawiory, comber jagnięcy czy pierożki z udkami gęsimi z truflami, ale też bezpretensjonalny krem szczawiowy, kaszankę z cebulką czy kotlet de volaille z kością.
Między Mostami – tu serwuje się kuchnię autorską, robioną z szacunkiem dla polskich smaków
Foto: Dominika Scheibinger
Jak widać, na scenie finediningowej dużo się we Wrocławiu dzieje, na tej ulicznej również, ale o tym za chwilę. Gdzieś pomiędzy nimi funkcjonuje w lekkim zawieszeniu Bazar Smakoszy, na którym można kupić najlepsze lokalne produkty od miejscowych farmerów, wytwórców serów czy szynek lub miodów. Działa w soboty i niedziele od rana do południa w ceglanej hali w rejonie Browaru Mieszczańskiego i trudno tu nic nie kupić, nawet jak się jest we Wrocławiu tylko przejazdem.
Jedzeniowo, zabawowo
Piwowarskie tradycje Wrocławia sięgają średniowiecza, a dziś jest on uważany za „stolicę polskiej rewolucji piwnej”, której swoistym symbolem jest tutejszy, rzemieślniczy Browar Stu Mostów. Nic więc dziwnego, że to właśnie we Wrocławiu odbywa się największe święto kraftowego piwa w Polsce, czyli Wrocławski Festiwal Dobrego Piwa (19-21 czerwca). Jego tegoroczna, 16. już edycja zapowiada się wyjątkowo barwnie, ba, wręcz dyskotekowo, bo tematem przewodnim jest disco lat 70., więc jako tło dla najlepszego polskiego i europejskiego piwa rzemieślniczego spodziewajcie się cekinów, brokatu i błysku dyskotekowych kul. Tym bardziej że organizatorzy zachęcają do uczestnictwa w strojach z epoki, która — umówmy się — nigdy przecież tak naprawdę nie wyszła z mody. Będą oczywiście konkurs na najlepszy kostium, muzyka disco na żywo, a nawet silent disco. Imprezie towarzyszą 22. Wrocławskie Warsztaty Piwowarskie dla piwowarów domowych i profesjonalistów oraz spotkania dla wszystkich fanów fermentacji: od miodosytników aż po cydrowników. W programie festiwalu znajdziemy też czas na quizy i degustacje tematyczne oraz oryginalne smaki od Wrocławskich Ulicożerców. Wszystko to na esplanadzie wrocławskiego stadionu Tarczyński Arena, na którym na co dzień występuje Śląsk Wrocław.
W kolejny weekend (26-28 czerwca) czeka idealna „dogrywka”, czyli Festiwal Pasibrzucha, koncept łączący street food z dobrą zabawą, DJ-skimi setami, stand-upami i koncertami. Wielbicieli food trucków czeka istna podróż dookoła świata: od kultowych burgerów Włoski Pastuch czy pikantnych Gonzales z Pasibusów, przez serwującego niezwykle ostre sosy Dzikiego Billa i koreański street food Masitta, aż po modne hot dogi w chrupiącym cieście kukurydzianym od Corn Dogs Brodka.
Będą też atrakcje dla amatorów planszówek i specjalna strefa zabaw dla dzieci z wyścigami, konkursami i nagrodami. I jeszcze kino plenerowe. Miejsca jest dużo, bo festiwal odbywa się na ogromnej przestrzeni Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych Partynice. Co ciekawe, Pasibrzuch powstał, gdy klasyczna formuła zlotów foodtruckowych zaczęła się wyczerpywać, i wygląda na to, że festiwal idealnie trafił we wrocławskie gusta — dość powiedzieć, że rok temu odwiedziło go 65 tys. gości. Jak będzie w tym roku, przekonamy się już wkrótce.
A na rozgrzewkę już w ten weekend (15-17 maja) Bulwar Dunikowskiego zamieni się w kulinarne serce Wrocławia w ramach Gastro Miasta, czyli festiwalu, którego ideą jest promowanie wrocławskich restauracji w formule street food. Będzie można spróbować ich flagowych dań w bardziej przystępnej, przygotowanej specjalnie na tę okazję formule. Chociażby specjałów od Stacji Breslau, rolek sushi od Izakaya czy eklerek i kraftowych lodów od Meistersztyka albo koreańskich bułeczek z Chao Bao. Tłem wydarzenia będzie malowniczy Bulwar Dunikowskiego, ponadkilometrowy brzeg Odry z nowoczesnymi, tarasowymi trawnikami, gdzie można wygodnie rozsiąść się i cieszyć widokiem na Ostrów Tumski. Kolejne imprezy w ramach Gastro Miasto odbędą się m.in.: 10-12 lipca; 21-23 sierpnia i 11-13 września.




