W Bielsku-Białej kultura nie jest dodatkiem do codzienności — jest jej częścią. Od Studia Filmów Rysunkowych i jazzu po Cavatina Hall — salę koncertową z najnowocześniejszym systemem nagłośnienia w naszym kraju — miasto właśnie zaczyna swój rok jako pierwsza Polska Stolica Kultury.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Program Polskie Stolice Kultury wyrósł z doświadczeń konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Gdy komisja ESK wskazała Lublin jako gospodarza edycji 2029, trzy pozostałe miasta — Bielsko-Biała, Katowice i Kołobrzeg — również miały gotowe, dopracowane programy. Zamiast pozwolić im zniknąć w szufladach, Ministerstwo Kultury zdecydowało się stworzyć nową platformę: narodowy odpowiednik europejskiej idei, oparty na lokalnych tożsamościach i realnym zaangażowaniu mieszkańców.
— Inwestowanie w kulturę jest inwestycją we wspólnotę — mówi Marta Cienkowska, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. I podkreśla, że w tym projekcie chodzi nie tylko o wydarzenia, ale o długofalowe wzmocnienie miast spoza głównego obiegu. — Chciałabym, żeby nawet największe krajowe wydarzenia w jakiś sposób trafiały także do mniejszych ośrodków.
W obiegu nowego myślenia
Bielsko-Biała otwiera cały cykl — nie z powodów prestiżowych, lecz czysto praktycznych. Tytuły przyznano w kolejności alfabetycznej. Ale symbolika jest czytelna: to miasto o skomplikowanej historii, będące mieszaniną kultur, narodowości i tradycji, dziś staje się laboratorium nowego myślenia o kulturze.
Z jednej strony mamy tu Studio Filmów Rysunkowych — z „Reksiem”, „Bolkiem i Lolkiem” oraz „Porwaniem Baltazara Gąbki”, z drugiej — silne jazzowe tradycje (Bielska Zadymka Jazzowa, Jazzowa Jesień im. Tomasza Stańki), z trzeciej — nową Cavatina Hall, która w kilka lat stała się jednym z najbardziej imponujących punktów na muzycznej mapie Polski, m.in. dzięki zaawansowanemu systemowi nagłośnienia w technologii dźwięku immersyjnego 360 stopni.
Działa tu m.in. sześć miejskich instytucji kultury, w tym dwa teatry — dramatyczny i lalkowy — galeria sztuki współczesnej oraz biblioteka z 17 filiami i dom kultury złożony z 14 placówek. Polska Stolica Kultury nie startuje tu więc od zera — raczej porządkuje i wzmacnia istniejący ekosystem. To wszystko składa się na obraz miasta, które od lat traktuje kulturę jako narzędzie rozwoju, a nie sezonową atrakcję.
Program jest mocno nastawiony na mieszkańców i obejmuje wiele inicjatyw realizowanych w przestrzeni publicznej — od plenerowego widowiska operowego „Carmen” (28 i 30 sierpnia 2026 r.), przez czasowo wyłączoną z ruchu główną ulicę oddaną wydarzeniom kulturalnym, po potańcówki swingowe, targi sztuki i inicjatywy skupione wokół hasła dobrostanu. To ważne, bo w Bielsku-Białej kultura od dawna nie funkcjonuje w jednym punkcie. Jest rozlana po całym mieście — od instytucji po przestrzeń publiczną, od animacji sąsiedzkich po duże projekty muzyczne. Polska Stolica Kultury nie dokłada tu „kolejnej warstwy programu”, lecz nadaje wspólny rytm temu, co już istniało.
Możliwe, sensowne i spójne
W Bielsku-Białej mieszkańcy nie są tylko publicznością. Już na etapie konkursu kibicowali projektowi — dosłownie, tworząc „strefy kibica”. Ogłoszeniu tytułu towarzyszyły ogromne emocje.
— To nie jest gotowy model przywieziony z Warszawy — mówi Joanna Orlik, zastępczyni dyrektora Narodowego Centrum Kultury. — Pomysły są po stronie miast. Bielsko-Biała, Kołobrzeg i Katowice włożyły ogromną pracę w przygotowania do konkursu Europejskiej Stolicy Kultury, a decyzja o przyznaniu im tytułu Polskich Stolic Kultury sprawiła, że ta energia nie została zmarnowana. My dokładamy koordynację, dokładamy się także finansowo, ale to lokalne zespoły decydują, co jest możliwe i sensowne do zrobienia.
W bielskim ratuszu mówi się dziś o PSK jak o inwestycji w przyszłość, nie jednorocznym projekcie. Chodzi o zatrzymanie młodych ludzi, wzmocnienie lokalnych instytucji i wyraźniejsze pozycjonowanie Bielska-Białej na kulturalnej mapie Polski. Władze podkreślają, że tytuł ma pomóc połączyć rozproszone dotąd inicjatywy w spójną narrację o mieście.
W realiach konkretnych miast
— Już samo uzyskanie tytułu Polskiej Stolicy Kultury przełożyło się na większą rozpoznawalność miasta — widzimy to w liczbie publikacji i odwiedzających. Ale dla mnie najważniejsza jest duma mieszkańców z faktu, że Bielsko-Biała jest pierwszą w historii Polską Stolicą Kultury — mówi prezydent Jarosław Klimaszewski. — To widać we frekwencji na wydarzeniach i w tym, jak tysiące Bielszczanek i Bielszczan świętowało razem z artystami dzień otwarcia. To było niezapomniane przeżycie.
W ratuszu podkreśla się, że PSK to element strategii rozwoju miasta — opartej na wspólnocie, kreatywności i kulturze jako naturalnym kierunku budowania marki Bielska-Białej. Klimaszewski wskazuje na trzy „nici”, przez które Bielsko-Biała opowiada swoją tożsamość: wspólnotę, naturę i kreatywność. — Nazywamy je nićmi, bo bogactwo miasta zostało zbudowane na przemyśle włókienniczym. My nie spinamy — my splatamy ludzi, wydarzenia i naturę otaczających miasto Beskidów — mówi.
Polska Stolica Kultury ma być impulsem rozwojowym, a nie chwilowym fajerwerkiem. Podobnie myślą w Narodowym Centrum Kultury. — Europejska Stolica Kultury to ogromna rywalizacja, presja międzynarodowej widoczności i gigantyczne budżety. Polska Stolica Kultury jest osadzona w realiach konkretnych miast. Jest tu mniej konkurencji, a więcej procesu i rozwoju. Od początku stawiamy na trwałość, wzmacnianie lokalnych ekosystemów kultury i realny udział mieszkańców — mówi Robert Piaskowski, dyrektor NCK. — To nie jest finał w postaci jednego roku wydarzeń. To kilkuletnia praca nad kompetencjami, instytucjami i wspólnotą.
Polskie Stolice Kultury nie są kopią europejskiego projektu w skali mikro. To próba zmiany logiki: przesunięcia ciężaru z metropolii na mniejsze ośrodki. Włodarze projektu mówią wprost, że najważniejsze wydarzenia nie powinny odbywać się wyłącznie w Warszawie czy Krakowie — mają trafiać także do miast, które do tej pory pozostawały na peryferiach ogólnopolskiego obiegu.
Więcej punktów na mapie
Przykład? XIX Konkurs Chopinowski. Dzięki tzw. efektowi Chopina muzyka klasyczna dotarła do setek miejscowości, także tych, gdzie kontakt z kulturą na żywo jest rzadkością. Konkurs zanotował rekordowe zasięgi online — w tym około 90 mln użytkowników na TikToku — ale równolegle odbywały się koncerty i działania edukacyjne w małych ośrodkach. — Korzystamy z tych narzędzi komunikacji także po to, by docierać do najmłodszego pokolenia — mówi Marta Cienkowska.
Ten sam mechanizm ma zadziałać przy PSK. Kołobrzeg buduje swoją opowieść wokół nadmorskiego charakteru i turystyki, rozwijając latem festiwal I SEA YOU — trzydniowe święto kultury, literatury, muzyki i sztuki wizualnej — aż do kulminacji w 2028 r.. Katowice angażują całą aglomerację, pokazując, że Polska Stolica Kultury nie musi się ograniczać do jednego punktu na mapie — może być procesem obejmującym większy region.
Trzy różne modele pokazują, że nie mamy do czynienia z gotowym szablonem.
— Każde z tych miast pracuje w zupełnie innym kontekście i choć wiele je łączy, mają też przed sobą różne cele — dodaje Joanna Orlik. — Bielsko-Biała pragnie przyciągać nowych mieszkańców, Kołobrzeg poza ofertą dla turystów kładzie nacisk na pracę z mieszkańcami, Katowice muszą myśleć w skali wszystkich samorządów wchodzących w skład metropolii. Dla nas kluczowe jest to, żeby nie narzucać jednego modelu, tylko szukać punktów wspólnych oraz wzmacniać to, co już w tych miejscach działa.
W praktyce chodzi też o dostępność. W stolicy na darmowych wydarzeniach w przestrzeni publicznej często widać puste miejsca — oferta jest tak bogata, że bywa przesycona. Tymczasem w miastach liczących kilka tysięcy mieszkańców podczas koncertów czy spektakli „nie ma gdzie wbić szpilki”. Głód kultury jest realny. Zwłaszcza tam, gdzie wcześniej docierała ona sporadycznie albo wcale.
Dlatego wiele wydarzeń w ramach PSK ma być bezpłatnych. Koordynująca rola NCK, odpowiadającego za obecność programu w mediach, dotyczy tych zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich — a także serwisów społecznościowych. Równolegle budowane są partnerstwa zagraniczne i współpraca między miastami. Premiowane mają być projekty realizowane w miejscowościach tracących swoje funkcje społeczno-gospodarcze — tam, gdzie instytucje kultury na co dzień konkurują z największymi ośrodkami w kraju.
Ambicje sięgają dalej
Program zaplanowano na trzy lata. Po nich, w 2029 r., pałeczkę przejmie Lublin jako Europejska Stolica Kultury. Ale ambicje sięgają dalej. — Myślimy o modelu, w którym funkcjonują trzy Polskie Stolice Kultury, potem europejska, a następnie znów polskie — mówi Marta Cienkowska.
— Kultura nie może być sprawą ogólnopolską raz na dziesięć lat. Musi mieć swój rytm — podkreśla Robert Piaskowski, zwracając uwagę, że Polskie Stolice Kultury przesuwają ciężar z wielkich miast na mniej oczywiste narracje. — Wydobywają miejsca o silnej tożsamości, ale słabszej reprezentacji medialnej. Chodzi o wzmacnianie miejsc, a nie spektakularne kampanie. To sposób na budowanie realnego kapitału kulturowego i wyrównywanie szans.
Jeśli Polskie Stolice Kultury mają sens, to właśnie taki: nie jako jednorazowe święto, ale jako długofalowa praca z lokalną tożsamością. I jako próba trwałej zmiany sposobu myślenia o tym, gdzie w Polsce rodzi się kultura.





