— Pan Bóg powinien autorom tego tekstu wybaczyć — ogłosił prezydent, bo autorzy tekstu ośmielili się powiedzieć to, co wszyscy wiedzą i co jest prawdą — obecna pierwsza dama ma 39 lat i jest na emeryturze. Nie ma co mieszać Boga nie tylko w dyskusję o systemie emerytur mundurowych, ale przede wszystkim o funkcji pierwszej damy.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękuję, że nas czytasz
Foto: Newsweek
Marta Nawrocka jest w najlepszej sytuacji, w jakiej może znaleźć się pierwsza dama. Żadna z dotychczasowych lokatorek Pałacu Prezydenckiego nie miała takiego komfortu. Nawrocka jest już bowiem emerytką — co prawda w związku z przejściem na emeryturę w tym wieku dostanie tylko ok. 40 proc. ostatniego wynagrodzenia, ale przez kolejne lata Kancelaria Prezydenta będzie wpłacała na jej fundusz emerytalny, więc po zakończeniu kadencji Karola Nawrockiego będzie mogła liczyć na dodatkowe świadczenie.
A biorąc pod uwagę, że obecny prezydent może spędzić w pałacu 10 lat, jego małżonka nie będzie miała nawet pięćdziesiątki, kiedy opuści Krakowskie Przedmieście, a już będzie mogła liczyć na porządną emeryturę. Jej poprzedniczki nie mogły.
Pierwsza dama Danuta Wałęsa
Od samego początku, czyli od pierwszych wyborów prezydenckich w 1990 r., Rzeczpospolita nie ma pojęcia, co zrobić z pierwszą damą. Ustawodawcy i praktycy wyszli z założenia, że każda z towarzyszących głowie państwa kobiet powinna poświęcić swoje zawodowe ambicje na ołtarzu Ojczyzny i stanąć przy mężu dla prestiżu i splendoru. Tylko wszyscy jakby zapomnieli, że po prezydenturze następuje normalne życie, które wcale normalne nie jest i nigdy już nie będzie. Prawdopodobnie wyniknęło to także z tego, że nasza pierwsza pierwsza dama Danuta Wałęsa ani wcześniej, ani później nie pracowała zawodowo, a doświadczenie prezydentury Lecha Wałęsy odcisnęło się na wszystkich innych.
Danuta Wałęsa całe swoje życie miała w Gdańsku. Warszawy nie lubiła i niezbyt często do niej przyjeżdżała. Właściwie tylko wtedy, kiedy już naprawdę musiała wziąć udział w jakichś uroczystościach przy boku męża. To, że nie pracowała zawodowo, nie jest zarzutem, bo całe swoje życie poświęciła na wychowanie ośmiorga dzieci, a to jest praca na cały etat. Po prostu, kiedy ona została pierwszą damą, nikt się nie zastanowił, że przecież trzeba jej zapłacić albo zadbać o jej emeryturę. Nie pomyślał o tym ani sam prezydent, ani żaden z jego ministrów.
Być może gdybyśmy załatwili to wtedy, teraz nie byłoby takich dyskusji. Danuta w żaden sposób nie ukształtowała pozycji pierwszej damy, nie wywalczyła nawet biura czy sekretariatu, który zajmowałby się jej sprawami. Nie mówiąc już o takich podstawowych standardach jak budżet na stylizację. I ona, i wszyscy dookoła uznali, że pierwsza dama jest cieniem prezydenta i właściwie jej rola do tego się sprowadza a co ma sobie jest zdecydowanie drugorzędne.
Jolanta Kwaśniewska przeciera szlaki
Jolanta Kwaśniewska weszła do Pałacu jako młoda, aktywna zawodowo kobieta, która pierwotnie miała w planach normalny rozwój swojej kariery i zarabianie na własną przyszłość. Zderzyła się nie z jedną, a z kilkoma ścianami. Po pierwsze, okazało się, że praca w przypadku pierwszej damy to fikcja. Nie da się i już. Nie można prowadzić własnego biznesu, bo od razu pojawia się problem fundamentalny — niezależnie od tego, jaki to jest biznes, bardzo wielu biznesmenów, przedsiębiorców, a czasami zwykłych krętaczy i oszustów zechce przez ten biznes trafić do grona znajomych prezydenta.
Nie mówiąc już o tym, że jeśli prezydentowa chce być aktywna i nie pokazywać się tylko „od czasu do czasu”, to po prostu na pracę zawodową nie zostaje zbyt wiele przestrzeni. Nagle też okazało się, że do prezydentowej przychodzi masa korespondencji, o pomoc proszą ludzie i organizacje, dostaje zaproszenia na imprezy, w których prezydent nie uczestniczy i nie ma nawet nikogo, kto może jej pomóc zorganizować pracę. Początkowo w czasie prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego wszystkie listy przychodziły do sekretariatu prezydenta, bo nie było nawet komu ich dostarczyć, jeśli adresatką była pierwsza dama. Kwaśniewska musiała zorganizować swoje biuro i wymyślić, czym tak naprawdę powinna zajmować się pierwsza dama. Nikt jej nie pomógł w sensie prawnym, legislacyjnym czy praktycznym, bo nadal wszyscy uznawali, że to funkcja charytatywna oraz tak prestiżowa, że sam prestiż wystarczy.
Kwaśniewska początkowo nie miała także budżetu ani na stroje, ani na fryzjera, ani na inne zabiegi, które każda kobieta opłaca przynajmniej raz miesięcznie. Za to regularnie wszyscy oceniali jej stylizacje. Początkowo zresztą musiała pożyczać ubrania od siostry i koleżanek, bo jej własna garderoba dość szybko się skończyła. To Kwaśniewska wymyśliła dla nas to, jak prezentuje i czym zajmuje się pierwsza dama, ale wciąż poruszała się w prawnej pustce. Kiedy założyła fundację Porozumienie bez Barier też okazało się, że właściwie nie wiadomo, jak powinna taka fundacja działać. Problem dokładnie ten sam co w przypadku prywatnego biznesu — wpłaty na fundację były często uważane za wsparcie nie tyle charytatywnego działania ówczesnej pierwszej damy, ile przysługę dla prezydenta. Ba, część ówczesnego biznesu sadziła, że bez wpłaty na fundację nie mają co liczyć na przychylność prezydenta a nawet na zaproszenie na którąś z organizowanych w pałacu imprez. Kiedy Kwaśniewska opuściła pałac, a jej fundacja została organizacją pożytku publicznego, wszystko stało się znacznie bardziej przejrzyste, a fundacja działa nieprzerwanie od prawie 30 lat. Kwaśniewska nigdy natomiast nie wróciła do pracy zawodowej, bo tego zwyczajnie po prezydenturze męża zrobić się nie da.
Agata Kornhauser-Duda stawia sprawę jasno
Dwie kolejne pierwsze damy weszły do Pałacu Prezydenckiego jako panie domu. Przed prezydenturą męża nie pracowały zawodowo. Maria Kaczyńska udzielała korepetycji i robiła tłumaczenia, ale były to zlecenia, a nie praca na etacie. Anna Komorowska od początku lat 90. poświęcała się wychowaniu piątki dzieci. Być może także dlatego nie było właściwie rozmowy o tym, jak uregulować status pierwszej damy. Zaczęły się natomiast poważnie rozmowy o emeryturze, bo nagle okazało się, że pierwsza dama musi dla kariery swojego męża poświęcić nie tylko 5-10 lat swojego życia rodzinnego i zawodowego, ale także własną emeryturę. Aleksander Kwaśniewski po prostu opłacał żonie ZUS ze swojej pensji. Kolejni dwaj prezydenci robili to samo, ale nie podnosili sprawy pensji pierwszej damy. Właściwie każdy prezydent uważał, że mu nie wypada stanąć po stronie własnej żony w tej sprawie.
Kiedy do pałacu wprowadziła się kolejna aktywna zawodowo pierwsza dama, temat powrócił za sprawą złożonych przez PiS projektów. Mówiło się, że to Agata Kornhauser-Duda postawiła sprawę bardzo jasno i powiedziała, że jej rezygnacja z życia zawodowego będzie kosztować. Przed prezydenturą męża pracowała jako nauczycielka niemieckiego w renomowanym krakowskim liceum. Kiedy Andrzej Duda objął prezydenturę, pracować już nie mogła, ale podobno — tak głosiła miejska legenda — udzielała wciąż korepetycji w domu i prowadziła lekcje nazywane w Krakowie „tajnymi kompletami u Dudowej”. PiS dwa razy składał projekt ustawy o wynagrodzeniu dla pierwszej damy i dwa razy lądowały one w koszu. Raz sam PiS zdecydował, że to nie jest czas i miejsce na taką dyskusję, drugi raz projekt przepadł w Senacie, w którym większość miała już Koalicja Obywatelska. Jedno co się udało to zapewnić pierwszej damie opłacanie przez państwo składek ZUS.
Marta Nawrocka tego problemu nie ma
Sytuacja zawodowa każdej pierwszej damy jest absurdalna. Z jednej strony chcemy, my wyborcy, my naród, żeby reprezentowała nas godnie, wyglądała pięknie, modnie i elegancko, stała zawsze uśmiechnięta za prezydentem, pochylała się nad najsłabszymi grupami społecznymi, wypowiadała się o polityce, lepiła pierogi z Kołami Gospodyń Wiejskich, ubierała choinkę z dziećmi z grupy przedszkolnej Biedronek, śpiewała patriotyczne pieśni z okazji rocznic, wizytowała Filharmonię i Teatr Narodowy, wspierała sportowców, interesowała się sztuką ludową i zabawiała małżonki innych głów państw, była ciepła, skromna, zaangażowana, ale nie przesadnie, stanowiła doskonałe tło, a jednocześnie miała swoje zdanie.
Z drugiej strony nie chcemy jej za to wszystko zapłacić. Oczywiście, że tu podnoszą się głosy, że przecież nikt jej z pracy rezygnować nie każe. Ale bądźmy poważni — jak wyobrażamy sobie pracę na pełen etat, kiedy w drzwiach naszej firmy, szkoły, urzędu stoi Służba Ochrony Państwa i sprawdza każdego, kto wchodzi? Jak wyobrażamy sobie pracę na etat, kiedy co chwila musimy towarzyszyć mężowi jak nie na Igrzyskach Olimpijskich, to w czasie wizyty na drugim końcu świata, bo tego oczekuje nie tylko mąż, ale także protokół dyplomatyczny?
Oczywiście, można powiedzieć: „trzeba było się nie pchać na świecznik”, tylko problem polega na tym, że żadna z pierwszych dam się tam nie pchała. Żadna z lokatorek pałacu nie była szczęśliwa ani z tego powodu, że musi tam zamieszkać, ani z tego, że musi zrezygnować ze swojego życia. Płakały, prosiły, przekonywały. Opuszczając pałac po 10 latach, Agata Kornhauser-Duda powiedziała: „nie ma nikogo szczęśliwszego ode mnie”. To nie one zostały wybrane, to ich mężowie wygrali wybory a pierwsze damy — wciąż niezależnie od tego, kto tę funkcję pełni — muszą spełnić oczekiwanie o byciu perfekcyjną żoną, która poświęci swoją przyszłość dla męża. Efekt? Żenujące zabiegi ostatniej pierwszej damy o znalezienie pracy za godne pieniądze po prezydenturze męża i kolejne doniesienia o tym, co były prezydent i jego małżonka dla pieniędzy są gotowi zrobić.
Marta Nawrocka nie ma w tej chwili tego problemu. Dostanie pieniądze od państwa, bo dostanie emeryturę. Być może teraz właśnie jest najlepszy moment, żeby zadbać o przyszłość wszystkich kolejnych pierwszych dam, zapewnić im wynagrodzenie, a nie tylko pałacowy wikt i opierunek. Być może to jest coś, co mogłaby po sobie w pałacu zostawić małżonka prezydenta, bo nie będzie walczyła dla siebie, ale dla każdej następnej, która przyjdzie po niej.




