Iran na atak Izraela i USA odpowiedział znacznie skuteczniej niż w zeszłym roku. Udało się m.in. uszkodzić amerykańskie instalacje wojskowe. Ograniczone sukcesy Irańczycy osiągnęli jednak głównie dzięki masowości uderzenia, a nie jakości użytych środków. Zapasy rakiet pozwolą najpewniej na kontynuowanie ostrzału przez trzy-cztery tygodnie. Po tym czasie wojna będzie musiała zmienić charakter.
- Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”
Dziękujemy, że jesteś z nami!
Foto: Newsweek
Atak odwetowy Teheranu był znacznie silniejszy niż w czerwcu ubiegłego roku. Na amerykańskie i izraelskie cele na Bliskim Wschodzie wystrzelono ok. 470 pocisków balistycznych i 460 latających bomb Shahed-136. W sumie irańskie pociski spadły na sześć krajów w regionie.
Zdecydowana większość rakiet została przechwycona przez wielowarstwowe systemy obrony przeciwlotniczej państw regionu, wspierane przez amerykańskie systemy. Nie oznacza to jednak całkowitej porażki irańskiego uderzenia.
Część pocisków zdołała przedrzeć się przez obronę i spowodowała poważne straty, zwłaszcza w Bahrajnie, gdzie zniszczone zostały systemy łączności i instalacje radarowe w Naval Support Activity Bahrain, gdzie mieści się dowództwo V Floty.
Zniszczeniu lub poważnemu uszkodzeniu uległy stacje radarowe krótkiego i średniego zasięgu, systemy antenowe oraz część zaplecza łączności, wykorzystywanego do koordynacji ruchu okrętów i samolotów operujących w Zatoce Perskiej. Choć amerykańskie dowództwo podkreślało, że zdolności bojowe floty nie zostały całkowicie sparaliżowane, to czasowe wyłączenie części systemów znacząco ograniczyło świadomość sytuacyjną.
Zniszczenia w amerykańskiej bazie w Bahrajnie:
Nie odnotowano ofiar śmiertelnych wśród personelu wojskowego, jednak kilku żołnierzy odniosło lekkie obrażenia w wyniku eksplozji i pożarów będących efektem ataku. W następstwie ataku podjęto decyzję o ograniczeniu obecności personelu do minimum niezbędnego do utrzymania ciągłości operacyjnej, a okolice bazy objęto dodatkowymi środkami bezpieczeństwa i ostrzeżeniami dla ludności cywilnej.
W Katarze celem ataku stała się baza lotnicza Al Udeid, będąca jednym z najważniejszych centrów dowodzenia i głównym zapleczem logistycznym amerykańskich operacji powietrznych na Bliskim Wschodzie. Część nadlatujących pocisków została przechwycona, jednak kilka spowodowało lokalne zniszczenia infrastruktury pomocniczej, w tym magazynów oraz obiektów obsługi technicznej.
Choć pasy startowe nie zostały trwale uszkodzone, operacje lotnicze musiały zostać czasowo ograniczone, a część personelu ewakuowano do schronów. Równolegle mniejsi partnerzy USA w regionie zdecydowali się na zamknięcie przestrzeni powietrznej, a porty lotnicze i morskie w Kuwejcie, Iraku i Bahrajnie odnotowały uszkodzenia spowodowane przez spadające odłamki lub szczątki przechwyconych rakiet. Już doprowadziło to do paraliżu transportu pasażerskiego i towarowego oraz zakłóceń w regionalnych łańcuchach dostaw.
Odwet Iranu. Zniszczenia obiektów cywilnych na Bliskim Wschodzie
Zniszczenia nie ograniczyły się jednak tylko do obiektów wojskowych. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich systemy obrony przeciwlotniczej wykryły łącznie 165 pocisków balistycznych i ponad 500 bezzałogowych statków powietrznych. Większość została zniszczona jeszcze poza przestrzenią powietrzną kraju. Część środków napadu powietrznego przeniknęła jednak przez obronę. Około 35 dronów oraz kilka pocisków balistycznych spadło na obszary zurbanizowane, uderzając w dzielnice mieszkaniowe, zaplecze logistyczne portów lotniczych oraz infrastrukturę energetyczną i transportową.
Uszkodzeniu uległy fragmenty sieci energetycznej, co doprowadziło do czasowych przerw w dostawach prądu. Uszkodzone zostały także elementy infrastruktury drogowej i kolejowej obsługującej transport towarów do portów morskich. W kilku przypadkach odłamki rakiet spadły w pobliżu terminali lotniczych, co wymusiło zamknięcie przestrzeni powietrznej i wstrzymanie ruchu lotniczego.
Wedle miejscowych władz zginęli pracownicy zagraniczni zatrudnieni na placach budów i w sektorze usługowym, a kilkadziesiąt osób odniosło obrażenia, głównie na skutek eksplozji i upadku szczątków przechwyconych rakiet.
Równolegle Teheran podjął działania destabilizujące żeglugę w rejonie Cieśniny Ormuz, kluczowej arterii światowego handlu ropą naftową. Ataki na statki handlowe i tankowce doprowadziły do uszkodzenia co najmniej trzech jednostek. W jednym przypadku potwierdzono śmierć członka załogi. Ryzyko dalszych incydentów skłoniło armatorów do wstrzymania rejsów. Około 150 tankowców przewożących ropę naftową i gaz utknęło w Zatoce Perskiej.
Irańskie pociski spadały też 1 marca na Izrael. W mieście Bet Szemesz w środkowym Izraelu zginęło dziewięć osób, a 23 zostały ranne. W innym miejscu niedaleko Jerozolimy irański pocisk balistyczny ranił trzy osoby.
Akcja ratunkowa po irańskim ataku na Bet Szemesz w Izraelu 1 marca 2026
Foto: Middle East Images/ABACA / PAP
Czym atakuje Iran?
Użycie Shahedów potwierdziło wcześniejsze obserwacje dotyczące ograniczonej skuteczności tych konstrukcji w starciu z nowoczesnymi systemami obrony powietrznej. Zarówno w Ukrainie, jak i podczas zeszłorocznego starcia USA i Izraela z Iranem, lecące wolno i na stosunkowo niskim pułapie bezzałogowce okazały się łatwym celem dla artylerii przeciwlotniczej oraz środków walki elektronicznej. W praktyce pełniły one funkcję uzbrojonych wabików i narzędzia zużywania zasobów obrony przeciwlotniczej. Żaden z Shahedów nie zniszczył istotnego celu wojskowego.
Najwięcej problemów sprawił najnowszy i zarazem najbardziej zaawansowanym z użytych systemów, czyli pociski balistyczne średniego zasięgu Kheibar Shekan. Debiut bojowy miały podczas zeszłorocznego starcia Iranu z Izraelem, do którego włączyły się USA. Nowy system został zaprojektowany z myślą o większej mobilności i krótszym czasie reakcji. To dotychczas było największym problemem Irańczyków.
Zastosowanie materiałów kompozytowych pozwoliło obniżyć masę całkowitą pocisku, co z kolei ułatwia jego transport, maskowanie oraz szybkie przygotowanie do odpalenia z mobilnych wyrzutni kołowych. W warunkach konfliktu z przeciwnikiem dysponującym przewagą w rozpoznaniu satelitarnym i lotniczym jest to cecha o kluczowym znaczeniu.
Kheibar Shekan przenosi głowicę bojową o masie około 500 kilogramów na dystans sięgający 1500 km, co daje Iranowi możliwość rażenia celów w Izraelu, na Półwyspie Arabskim i w rejonie Zatoki Perskiej bez konieczności wysuwania wyrzutni na pozycje blisko granic. Najważniejszym elementem tej konstrukcji pozostaje jednak głowica zdolna do zmiany kierunku lotu w ostatniej fazie ataku.
Zdolność do zmiany trajektorii na ostatnim odcinku sprawia, że tor lotu staje się mniej przewidywalny, co znacząco utrudnia pracę systemom obrony przeciwrakietowej, takim jak Arrow czy THAAD, zaprojektowanym do zwalczania klasycznych, balistycznych profili lotu.
Irańczycy użyli też dwóch innych typów pocisków rakietowych — Emad i Ghadr-110. To głęboko zmodernizowane wersje pocisku Shahaba-3, a zarazem pierwsze irańskie rakiety balistyczne, w których realnie zaimplementowano system naprowadzania z korektą trajektorii w końcowej fazie lotu. W odróżnieniu od wcześniejszych irańskich konstrukcji, opartych na radzieckich pociskach systemu SCUD, Emad i Ghadr-110 mają możliwość separacji głowicy bojowej od członu nośnego w końcowej fazie lotu. W zależności od wersji Ghadr-110 może razić cele oddalone nawet o 2 tys. km. Zasięg Emada sięga do ok. 1800 km, a głowica bojowa ma masę ok. 750 kg.
Jak długo może potrwać wojna USA i Izraela z Iranem? Wszystko zależy od zapasów
Jak długo Iran będzie zdolny do odwetu, a Izrael, USA i ich sojusznicy na Bliskim Wschodzie do obrony? Donald Trump zapowiedział, że wojskowa kampania „będzie kontynuowana aż do osiągnięcia wszystkich celów strategicznych. Jego zdaniem USA „mają bardzo sprecyzowane cele”. Trump stwierdził, że „nie można pozwolić Iranowi na posiadanie pocisków dalekiego zasięgu”. Działania USA i Izraela mają na celu „zniszczenie ich pocisków i przemysłu rakietowego”, a także „anihilację ich marynarki”. Teheran zapowiedział, że na ataki będzie odpowiadał w „adekwatny” sposób.
Kluczowym ograniczeniem dla odwetowych zdolności Iranu jest liczba nowocześniejszych pocisków balistycznych średniego zasięgu. Choć całkowite zapasy rakiet wszystkich typów mogą sięgać od tysiąca do nawet 3 tys. sztuk, to zdecydowana większość z nich to starsze konstrukcje krótkiego zasięgu. Ich wartość w starciu z rozbudowaną obroną przeciwrakietową i celami oddalonymi o ponad tysiąc kilometrów jest znikoma.
Najbardziej wartościowe systemy, takie jak wspomniane Kheibar Shekan, Emad czy Ghadr, produkowane są wolniej i w znacznie mniejszych ilościach. Przy utrzymaniu obecnego tempa ognia Teheran byłby w stanie prowadzić intensywne ataki być może jeszcze przez kilka tygodni, ale kosztem niemal całkowitego zużycia najbardziej zaawansowanej części arsenału.
Odtworzenie tych zapasów w trakcie trwania konfliktu jest praktycznie niemożliwe, ponieważ produkcja pocisków balistycznych wymaga czasu, specjalistycznych komponentów i stabilnego zaplecza przemysłowego. A zaplecze to jest przecież celem uderzeń przeciwnika. Obecna produkcja jest szacowana na ok. 100 sztuk pocisków balistycznych miesięcznie. Po atakach na irańskie fabryki na pewno będzie niższa.
Po drugiej stronie Stany Zjednoczone i ich sojusznicy stoją przed innym, lecz równie poważnym problemem. Amerykańskie systemy obrony przeciwrakietowej są technologicznie zaawansowane i skuteczne, ale ich użycie jest niezwykle kosztowne. Przechwycenie jednego pocisku balistycznego często wymaga odpalenia dwóch pocisków przechwytujących, co przy masowych atakach prowadzi do lawinowego zużycia zapasów.
Nawet jeśli USA posiadają kilka tysięcy pocisków przechwytujących różnych typów, tylko część z nich jest rozmieszczona poza terytorium kraju i dostępna do natychmiastowego użycia na Bliskim Wschodzie. Reszta zabezpiecza obronę kontynentalną, strategiczne bazy oraz inne potencjalne teatry działań, których nie można pozostawić bez osłony. Ponadto część jest wysyłana na Ukrainę.
Doświadczenia z Ukrainy już wcześniej pokazały, że tempo zużycia pocisków obrony powietrznej może wielokrotnie przewyższać tempo ich produkcji. Jeśli w trakcie jednej nocy obrony przed irańskim uderzeniem zużywano kilkaset pocisków, to przy utrzymaniu takiej intensywności przez kilka tygodni zapasy regionalne szybko zeszłyby do krytycznego poziomu. Odtwarzanie ich na bieżąco jest utrudnione przez ograniczone moce produkcyjne i konkurencję między różnymi regionami świata, które domagają się tych samych systemów.
W efekcie obie strony dysponują środkami, które pozwalają na prowadzenie wojny powietrznej o wysokiej intensywności przez trzy do czterech tygodni. Później konflikt musiałby albo wyhamować, albo zmienić charakter.
Ograniczenia zapasów, kosztów i produkcji sprawiają więc, że czas staje się jednym z najważniejszych czynników tego starcia, a przedłużanie intensywnych działań powietrznych działa na niekorzyść obu stron. Zapowiada się więc kolejna wymiana ciosów, która niewiele zmieni w Iranie, jeśli sami Irańczycy nie zdecydują się na rewolucję.





