-
Ulice Budapesztu pokrywają antyukraińskie i antyunijne plakaty, wpisujące się w narrację premiera Viktora Orbana na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi.
-
Prezydent Wołodymyr Zełenski oraz temat pomocy Ukrainie znalazły się w centrum kampanii wyborczej, a spór o tranzyt rosyjskiej ropy, unijne wsparcie i prawa mniejszości węgierskiej eskaluje.
-
Węgry zadeklarowały wstrzymanie tranzytu ropy i blokowanie unijnej pożyczki dla Ukrainy, co spotkało się z ostrą reakcją ukraińskich władz i oskarżeniami o „terroryzm państwowy i wymuszenie”.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Na nieco ponad miesiąc przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech na ulicach Budapesztu, gdzie nie spojrzeć, zobaczyć można antyukraińskie i antyunijne plakaty. Wpisują się one w narrację rządu Viktora Orbana, który kwietniowe głosowanie przedstawia jako wybór między wojną a pokojem.
Bannery zmieniły budapeszteńskie ulice, przystanki autobusowe i stacje metra w przestrzeń walki politycznej, a w jej centrum znalazł się prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i jego konflikt z rządem Orbana.
Wybory na Węgrzech. Kampania Orbana skupia się na ostrzeganiu przed „zagrożeniem”
Władze w Kijowie i Budapeszcie od lat spierają się o prawa węgierskiej mniejszości na ukraińskim Zakaparciu, stosunek do rosyjskiej agresji, pomoc udzielaną Ukrainie przez Unię Europejską oraz dostawy rosyjskiej energii na Węgry.
Przed wyborami Orban i jego środowisko skupiają się na ostrzeganiu przed zagrożeniem „europejską wojną” i zapewnieniach, że tylko doświadczenie obecnego premiera zapewni Węgrom bezpieczeństwo.
– Orban argumentuje, że w obliczu międzynarodowego chaosu to on oferuje stabilność i jest politykiem utrzymującym dobre relacje z przywódcami USA, Rosji i Chin. Twierdzi, że dzięki niemu Węgry są na świecie szanowane. Jednocześnie ostrzega, że tak porywczy (polityczny – red.) laik jak Peter Magyar (lider opozycyjnej partii TISZA – red.) nie jest politykiem skrojonym na te niestabilne czasy – ocenił Gabor Gyori z węgierskiego think tanku Policy Solutions.
Węgry. Antyukraińskie plakaty na ulicach Budapesztu
W Budapeszcie najczęściej pojawia się plakat, przedstawiający uśmiechniętą twarz prezydenta Ukrainy z ostrzeżeniem: „Nie pozwólmy, aby to Zełenski śmiał się ostatni”. Banner reklamuje tzw. konsultacje narodowe, w ramach których rząd pyta obywateli o stosunek do pomocy udzielanej Kijowowi przez UE, regularnie apelując przy tym o głosowanie przeciwko wspieraniu węgierskiego sąsiada.
Niemal równie powszechnie występuje plakat, na którym przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej Manfred Weber i szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wskazują na otwartą dłoń Zełenskiego, co ma symbolizować apele o pomoc finansową i wojskową UE dla Ukrainy. Podpis głosi: „Wyślijmy wiadomość do Brukseli. NIE ZAPŁACIMY”.
Przesłanie ma potwierdzać narrację rządu, który od miesięcy przedstawia Ukrainę i UE jako zagrożenie dla stabilności gospodarczej i suwerenności Węgier. Władze podkreślają, że ich kampania odzwierciedla uzasadnione obawy, dotyczące priorytetów w wydatkach Unii.
Węgierska opozycja o zachowaniu Orbana: Wstyd mi, gdy na to patrzę
Opozycyjny burmistrz Budapesztu Gergely Karacsony powiedział agencji Associated Press, że przekaz i polityka Orbana to „zdrada nie tylko Ukrainy, ale i węgierskiego interesu narodowego”. „Mam nadzieję, że przejdzie to do historii jako nieudana polityka, ale historia zapamięta również, że byli tacy, którzy stanęli w obronie tego, co słuszne” – ocenił.
W jednej ze swoich analiz think tanku Europejska Rada Spraw Zagranicznych (ECFR) przypomniała, że rządząca na Węgrzech partia Fidesz Orbana od dawna opiera swoje przekazy w kampaniach billboardowych na atakach na podmioty zewnętrzne, np. migrantów, filantropa George’a Sorosa i instytucje unijne.
– Wstyd mi, gdy na to patrzę, ale z drugiej strony śledzę sondaże i widzę, że ludzi nie da się tak łatwo ogłupić – powiedział Csongor, 35-letni mieszkaniec Budapesztu.
– Gdyby sprawa nie była tak poważna, byłoby to śmieszne. Ale skoro ja się nie daję nabrać, liczę na to, że inni też będą odporni – przyznała z kolei 27-letnia Kira.
Spór Węgry – Ukraina. O co chodzi?
Spór między Węgrami a Ukrainą nasilił się w ostatnim czasie, gdy premier Viktor Orban w wywiadzie dla węgierskiego radia zadeklarował, że jego kraj nie poprze członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej.
Jednym z powodów napięcia jest rurociąg Przyjaźń, którym Węgry odbierają rosyjską ropę. Budapeszt oskarża Kijów o celowe wstrzymywanie tranzytu, podczas gdy Ukraina podkreśla, że infrastruktura została uszkodzona w rosyjskim ataku i wymaga remontu, który potrwa około półtora miesiąca.
Sytuacja zaostrzyła się po zatrzymaniu przez węgierskie służby siedmiu obywateli Ukrainy oraz dwóch pojazdów, transportujących dużą gotówkę i złoto. Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha nazwał działania Węgier „terroryzmem państwowym i wymuszeniem” i zapowiedział skierowanie sprawy do Unii Europejskiej. Wśród zatrzymanych znalazł się były generał ukraińskich służb wywiadowczych, co dodatkowo podgrzało atmosferę między stolicami.
Na tle tych wydarzeń Orban zapowiedział wstrzymanie tranzytu ropy i blokowanie unijnej pożyczki dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, dopóki Kijów nie zgodzi się na wznowienie dostaw. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odpowiedział ostrym komentarzem, grożąc ujawnieniem adresu premiera Węgier siłom ukraińskim i podkreślił, że decyzja o pożyczce powinna zostać podjęta na marcowym szczycie UE. Zełenski wskazał również, że blokada pożyczki może mieć związek z kampanią wyborczą na Węgrzech, gdzie rządzący Fidesz traci przewagę w sondażach.
Eksperci obserwujący sytuację wskazują, że konflikt energetyczny Węgier i Ukrainy nie jest wyłącznie sporem bilateralnym, lecz ma także wymiar unijny. Blokada tranzytu ropy i wstrzymanie wsparcia finansowego dla Ukrainy mogą wzmocnić napięcia w relacjach UE z Moskwą i postawić Brukselę w roli mediatora między stronami. W tle pozostaje także nadchodząca kampania wyborcza w Budapeszcie, która, zdaniem Kijowa, wpływa na decyzje Orbana w sprawach międzynarodowych.














