W marcowy kalendarz warto wpisać dwa ważne wydarzenia: Biennale Malta 2026 oraz wystawę „Wajda. W stulecie urodzin” w krakowskim Muzeum Manggha. Danuta Wałęsa i Andrzej Poczobut zostali laureatami nagrody wybitnego reżysera.
Czy w czasach łatwych recept i błyskawicznych internetowych opinii największą wartością może być wahanie i namysł? Tę myśl przynosi artystka multimedialna i poetka Weronika Zalewska w filmowej instalacji „Archiwum wahań”, która otwiera Pawilon Polski podczas drugiej edycji Biennale Malta.
„Nie wiem” ciekawsze od „wiem”
Na młodym maltańskim biennale sztuka współczesna zostaje zderzona z przeszłością, która na Malcie sięga 7000 lat wstecz, a do artystycznych prezentacji posłuży 11 zabytkowych budowli — od fortów po muzea. Ambicje potwierdza patronat UNESCO i Prezydenta Republiki Malty, ale i zatrudnienie hiszpańskiej kuratorki o międzynarodowej sławie, Rosy Martínez. Pojawi się 130 artystów ze świata, z gwiazdą — włoskim rzeźbiarzem Maurizio Cattelanem na czele, będzie 21 wystaw tematycznych (w tym „Redefining. Polish-Ghanaian Textile Narratives” organizowane przez OmenaArt Foundation) i osiem pawilonów narodowych. Wśród nich Pawilon Polski (w Forcie Saint Elmo), pod opieką Instytutu Adama Mickiewicza i z kuratorką Adą Piekarską z Galerii Bielskiej BWA (Bielsko-Biała to tegoroczna polska stolica kultury).
— Po pracy nad malarskim konkursem Bielskiej Jesieni miałam potrzebę wyjścia poza tradycyjne media, jak malarstwo czy rzeźba, a formuła biennale zachęca do eksperymentowania — wyjaśnia kuratorka. Do udziału zaprosiła Weronikę Zalewską (rocznik 1994) — artystkę, badaczkę, poetkę. Wykształcona w Warszawie, Gandawie i Dutch Art Institute, w sztuce łączy dokument i fikcję, film eksperymentalny i obserwację społecznych przemian, które wpływają na nasze osobiste wybory. Jej sposób widzenia wpisywał się w tegoroczne hasło CLEAN | CLEAR | CUT, nawołujące do transformacji otaczającego nas świata i szukania wyjścia z rozlewających się kryzysów.
„Archiwum wahań” Zalewskiej to dwukanałowa instalacja wideo. Jeden z filmów nakręcony został w studiu TVP w konwencji telewizyjnych teleturniejów z przełomu milenium, drugi — zmontowany z archiwów Wytwórni Filmów Oświatowych. Towarzyszą im winylowe zasłony odbijające obraz z odbiorników oraz fragmenty poezji autorki, pobudzające wspomnienia odbiorców.
— Punktem wyjścia było wspomnienie oglądania telewizji z moją babcią na jednej kanapie — opowiada urodzona w 1994 r. artystka. — Spędzałyśmy tak wieczory, ale zwykle milczałyśmy lub rzucałyśmy krótkie komentarze. To była przestrzeń bliskości i pysznego jedzenia, ale też zanikającej wymiany międzypokoleniowej.
Z telewizji przesączały się do głowy Weroniki wizje „nowego wspaniałego świata” Zachodu w postaci kapitalizmu, wolnego rynku, kultury masowej, a jednocześnie brakowało opowieści o doświadczeniach babci, o historii jej życia, przedtransformacyjny czas stanowił zaś sowite tabu. W głowie dziecka babcia zdawała się należeć poniekąd do „niezachodniej”, wypartej przeszłości. — W wideo z archiwów próbuję znaleźć sferę, która jest inna niż ta quizowa przestrzeń ściśniętego czasu i gotowych odpowiedzi. Chodzi mi o te wrażliwe, kruche, trudno dostępne miejsca, które są też miejscami wiedzy, tyle że niemieszczącej się w formie jasnych recept i zamkniętych odpowiedzi.
Jak mówi kuratorka, hasło CLEAN | CLEAR | CUT było tu ważnym odniesieniem.
— Wychodzimy z założenia, że klarowność i wiara w przejrzyste odpowiedzi została zachwiana, i sprawdzamy status tytułowego zawahania jako narzędzia odpowiedzialności wobec wiedzy. Chodzi o moment namysłu, prowadzący do sytuacji, gdy możliwe jest zadawanie pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi.
Każde NIE WIEM potencjalnie otwiera nas na nowe rozwiązanie, każde WIEM prowadzi w znane i często ślepe zaułki, uważa artystka: — Gest zawahania, przyznania, że się nie wie, może być czymś, co jest wywrotowe i pozwala inaczej spojrzeć na zastaną rzeczywistość, otworzyć pole dialogu, wyjść poza utarte hasła i ścieżki.
BIENNALE MALTA 2026 – otwarcie 11 marca. Dla szerokiej publiczności: od 14 marca do 29 maja
Ludzie po stronie wartości
Danuta Wałęsa i Andrzej Poczobut zostali laureatami Nagrody Andrzeja Wajdy. Wręczenie prestiżowych wyróżnień odbyło się w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie dokładnie w setną rocznicę urodzin reżysera. Wydarzenie zainaugurowało obchody Roku Andrzeja Wajdy i ściągnęło pod Wawel wiele ważnych osobistości ze świata polityki, dyplomacji, sztuki. Oprócz nagrodzonych osób bohaterką wieczoru była Krystyna Zachwatowicz-Wajda, która niebawem — jak ogłoszono — zostanie podniesiona przez prezydenta Emmanuela Macrona do godności Oficera Legii Honorowej.
Wdowa po reżyserze ze wzruszeniem przysłuchiwała się słowom uznania dla męża. Nie szczędziła ich Małgorzata Kidawa-Błońska, która przypomniała, że Andrzej Wajda potrafił łączyć ludzi. Robi to zresztą do dzisiaj za sprawą swoich filmów, które choć opowiadają o Polsce i Polakach, są rozumiane na całym świecie. Połączył też senatorów RP, którzy jednogłośnie ustanowili rok 2026 Rokiem Andrzeja Wajdy. W podobnym tonie jak marszałkini Senatu wypowiadała się ministra kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska, która podkreśliła, że reżyser zawsze pozostawał wierny jednemu pytaniu: kim jesteśmy jako wspólnota?
Wspólnota podobnie myślących osób tworzy środowisko skupione wokół Fundacji Kyoto-Kraków, założonej przez Andrzeja Wajdę i Krystynę Zachwatowicz-Wajdę. W poprzednich latach fundacja przyznała Nagrodę im. Andrzeja Wajdy m.in. Jerzemu Owsiakowi, Adamowi Michnikowi, Marianowi Turskiemu. W tym roku kapituła postanowiła wręczyć ją Danucie Wałęsie i Andrzejowi Poczobutowi. – Ta nagroda to gest polityczny w najszlachetniejszym znaczeniu tego słowa, to akt uznania dla suwerenności jednostki wobec zawirowań historii — powiedział Basil Kerski, były dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku.
Kobietą, która doświadczyła całej gamy takich zawirowań, jest bez wątpienia Danuta Wałęsa. W trudnych czasach wychowywała ośmioro dzieci, znajdując się jednocześnie w samym centrum wydarzeń historycznych, które zmieniły Polskę. Gdy nadeszła wolność, jako pierwsza dama wspierała rodziny wielodzietne, a także osoby niepełnosprawne. Jej książka „Marzenia i tajemnice” stała się punktem zwrotnym dla dziesiątek tysięcy kobiet, które poczuły, że nie muszą stać całe życie w cieniu swoich mężów i powinny w końcu zacząć mówić własnym głosem.
— Dziękuję kapitule, a szczególnie Krysi, która przysłużyła się temu, żebym to właśnie ja otrzymała tę nagrodę — powiedziała Danuta Wałęsa i dodała: — Moim największym życzeniem jest to, by Andrzej Poczobut znalazł się na wolności.
Drugi laureat nagrody nie mógł osobiście pojawić się w Krakowie. Działacz Związku Polaków na Białorusi, dziennikarz, publicysta w marcu 2021 r. został zatrzymany, a następnie skazany na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W jego imieniu wyróżnienie odebrała córka, Jana Poczobut. O laureacie tak mówił dziennikarz „Gazety Wyborczej” Bartosz T. Wieliński: — Andrzeja Poczobuta nie było w żadnej z grup uwolnionych przez reżim więźniów. Wyciągam z tego wniosek, że jest ważniejszy dla Łukaszenki niż najważniejsze postaci białoruskiej opozycji. Albo że Łukaszenka Poczobuta na wolności się bardziej boi. Czesław Miłosz pisał wszak, że poeta pamięta i że spisane będą czyny i rozmowy. Zrobi to Andrzej Poczobut, gdy tylko odzyska wolność.
— Cieszę się, że tak wielu ludzi pamięta o moim ojcu, nawet w Krakowie, który leży tak daleko od Białorusi — powiedziała córka dysydenta, odbierając nagrodę z rąk ściskającej ją z całych sił Krystyny Zachwatowicz-Wajdy.
Na sali czuć było atmosferę prawdziwej solidarności z więźniem sumienia. Nikt nie miał też wątpliwości, że wybór laureata ucieszyłby Andrzeja Wajdę. On sam uśmiechał się do przybyłych gości ze zdjęć, które znalazły się na wystawie „Wajda. W stulecie urodzin”. To bardzo osobista opowieść Krystyny Zachwatowicz-Wajdy o zmarłym przed dziesięciu laty mężu, którego tak wspominała w rozmowie z dziennikarzem Radia Kraków Tadeuszem Markiem:
— Mogę opowiedzieć panu jedną śmieszną anegdotkę o nas. Mieliśmy koty, psy, ale wyjeżdżaliśmy za granicę. No to zawsze był kłopot. Ktoś musiał się nimi zająć. Moja mama przyjeżdżała, póki miała siłę. Kiedy mamie sił brakło, musieliśmy kogoś do domu wziąć na stałe, żeby w razie naszego wyjazdu te zwierzęta były zaopiekowane. Zamieszkała z nami jedna pani. I po jakimś roku czy dwóch przyszła do mnie i spytała, czy może mnie o coś zapytać. Ja mówię: „Bardzo proszę, tu nie ma żadnych tajemnic”. A ona mówi: „Bo ja właśnie się dowiedziałam, że państwo nie mają kościelnego ślubu”. Ja mówię: „Nie mamy. No i co?”. „No tak, ale jak to jest możliwe, że państwo się nigdy nie kłócą?”.
I właśnie taka jest wystawa w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha. Wątki prywatnego życia obydwojga artystów przeplatają się z prezentacją fragmentów twórczości reżysera, utrwalonych w rysunkach i notatkach. Duża część ekspozycji została poświęcona japońskim pasjom Andrzeja Wajdy, dlatego też możemy na niej oglądać dzieła mistrzów drzeworytu oraz szkice samego reżysera, tworzone w czasie jego podróży do tego kraju.
Wystawa „Wajda. W stulecie urodzin” — czynna do 28 czerwca w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie




