Żołnierze nie przebierają w słowach, komentując weto prezydenta Karola Nawrockiego do ustawy o SAFE. — Czy się czuję zdradzony? — pyta oficer rezerwy, od lat współpracujący z przemysłem obronnym. — Tak. Bo głosowałem na Nawrockiego. Teraz jestem po prostu wkur*****. Jako żołnierz i jako pracownik przemysłu.
W całej awanturze politycznej wokół mechanizmu SAFE i ustawy, która miała regulować jego funkcjonowanie, pomijano głos armii i przemysłu, których najbardziej dotyczył ten program. Polityczna awantura była ważniejsza. Tymczasem zdanie jednych i drugich było jasne. I jasne jest również teraz, jeśli chodzi o weto prezydenta.
Stanowisko polskiego przemysłu obronnego było w sprawie SAFE zaskakująco jednoznaczne. Największe firmy zbrojeniowe oraz organizacje branżowe publicznie poparły mechanizm finansowania europejskich inwestycji obronnych, uznając go za szansę na przyspieszenie modernizacji armii i rozwój krajowej produkcji uzbrojenia.
„Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy SAFE powinien być postrzegany nie jako pożyczka, lecz jako instrument inwestycyjny, stymulujący rozwój zarówno polskiego przemysłu, jak i również polskiej myśli technicznej” — podkreślał w liście otwartym do prezydenta Karola Nawrockiego Sławomir Kułakowski, prezes Polskiej Izby Producentów na Rzecz Obronności Kraju.
„SAFE stanowi unikalną szansę dla polskiego przemysłu obronnego i naszego bezpieczeństwa. Jako współodpowiedzialni za jego kształtowanie działamy wspólnie, by tej szansy Polska nie zmarnowała” — podkreślono w innym komunikacie największych polskich firm zbrojeniowych.
„Obiecał, oszukał dla własnych korzyści i zdradził”
Podobną ocenę prezentowali przedstawiciele wojska i instytucji odpowiedzialnych za zakupy sprzętu dla sił zbrojnych. W wypowiedziach żołnierzy podkreślano, że program może pomóc w realizacji projektów kluczowych z punktu widzenia zdolności operacyjnych sił zbrojnych. Dotyczy to zwłaszcza systemów artyleryjskich, amunicji, bezzałogowców oraz technologii rozpoznawczych i satelitarnych.
Dla Agencji Uzbrojenia SAFE oznaczało również możliwość stabilniejszego planowania zamówień. Mechanizm finansowy, oparty na długoterminowych instrumentach objętych europejskimi gwarancjami, pozwalał rozłożyć w czasie finansowanie dużych programów zbrojeniowych i lepiej synchronizować je z rozwojem zdolności produkcyjnych przemysłu. Weto prezydenta wprost uderzyło w perspektywę modernizacji Sił Zbrojnych. I żołnierze nie przebierają w słowach, komentując decyzję prezydenta. W żołnierskich słowach gen. broni rez. Mirosław Różański delikatnie powiedział, że prezydent stracił w oczach żołnierzy. To bardzo subtelne określenie, ponieważ w bezpośrednich rozmowach padają opinie w żołnierskich słowach i nikt się nie gryzie w język. Nawet publicznie.
Najdelikatniejszym komentarzem był ten st. chor. szt. rez. Artura Ziółkowskiego, mówiący o tym, że „Nawrocki wspólnie i w porozumieniu z niskich pobudek dokonał sabotażu wymierzonego w armię, Policję, SG i przyszłość przemysłu obronnego oraz miejsca pracy w Polsce”.
W prywatnych rozmowach żołnierze mówią, że „Nawrocki potraktował armię jak pana Jerzego od kawalerki, obiecał, oszukał dla własnych korzyści i zdradził”. Jeden z oficerów powiedział, że „ogólnie wojsko ma być apolityczne, wiadomo, ale trudno się nie wkur****, kiedy bezpieczeństwo staje się kapitałem rozgrywania politycznych gierek”.
Jeden ze starszych oficerów na pytanie, jak ocenia weto prezydenta, odpowiedział jedynie: „Weź mnie nie wkur****”. Dodał, że sprzęt będzie i tak, ale drożej, wolniej i na gorszych zasadach. A cieszyć się mogą tylko głupcy, którzy nie wiedzą, w jakim stanie jest przemysł zbrojeniowy. Na prezydenckim wecie straci choćby Fabryka Broni w Radomiu czy Zakłady Mechaniczne Tarnów, które miały mieć duże kontrakty na broń dla Policji i Straży Granicznej. To olbrzymie pieniądze, które nie trafią do polskiego przemysłu.
Nasi rozmówcy z przemysłu zbrojeniowego podkreślają, że „dla tych samych ludzi pożyczka na sprzęt od Korei Południowej na 6 proc. to był wielki sukces, kiedy rządzili”. Jak słyszymy, choć potrzeby zostały te same, „to pożyczka od UE na 3 procent to wielkie zło, bo to nie oni rządzą, bo przecież lepiej było wydać te pieniądze w obcym przemyśle niż w swoim”.
Sojusz wojskowo-przemysłowy
W sprawie zawetowania umowy o SAFE przemysł z wojskiem mówią jednym głosem.
— Jako były oficer-logistyk, wyraźnie widzę, że brak SAFE w pełnym pakiecie, który był na stole, uniemożliwi modernizację infrastruktury drogowej, mostów. Kto był w wojsku, wie, o czym mówię — zauważa ppłk rez. Tomasz „Burza” Burzyński, oficer Jednostki Wojskowej Komandosów.
Oficer podkreśla, że wygrała polityka, nie ponadpartyjne myślenie, a brak podpisu oznacza odcięcie wojska od najtańszego możliwego źródła finansowania zakupów uzbrojenia do 2030 r. — Podkreślam, że wypowiadam się jako były oficer logistyki, który był m.in. szefem logistyki komponentu sił specjalnych w Afganistanie. Logistyka opiera się na sprawnym łańcuchu dostaw, zarówno na misji, jak i w kraju. Brak podpisu pod ustawą to uderzenie w rodzime fabryki, które miały dostarczać sprzęt z Polski, co jest kluczowe dla szybkości serwisowania i niezależności dostaw w czasie konfliktu — podkreśla ppłk. rez. Burzyński.
Pieniądze z SAFE miały zostać przeznaczone m.in. na rozbudowę infrastruktury i zaplecza produkcyjno-remontowego, a także na zabezpieczenie logistyczne „Tarczy Wschód”, która chroni polską granicę z obwodem królewieckim i Białorusią. Teraz tych dodatkowych pieniędzy na logistykę nie będzie.
— Niestety, jako żołnierz i obywatel uważam, że decyzja pana prezydenta Karola Nawrockiego to przedłożenie sporów politycznych nad realne potrzeby materiałowo-techniczne armii, co bezpośrednio uderza w bezpieczeństwo żołnierzy na pierwszej linii — konstatuje doświadczony oficer. — Czy się czuję zdradzony? — pyta inny oficer rezerwy, od lat współpracujący z przemysłem. — Tak. Bo głosowałem na Nawrockiego. Teraz jestem po prostu wkur*****. Jako żołnierz i jako pracownik przemysłu.
Polski przemysł widział w tym programie dużą szansę na rozwój, zwłaszcza że od lat domagał się dofinansowania na rozbudowę linii produkcyjnych i badań rozwojowych.
Badania są finansowane na poziomie podobnym jak uniwersyteckie, co stawia Polskę niemal na samym końcu wśród największych krajów NATO. To miało się zmienić. Jest jeszcze na to szansa, choć będzie znacznie trudniej. Zarówno PiS, jak i jego prezydent, zupełnie się tym nie przejmują. Najważniejszy jest interes partii, a nie państwa.