W skrócie
-
Andrzej Duda opisał swoje spotkanie z Wołodymyrem Zełenskim w Kijowie tuż przed rosyjską inwazją, wskazując na poruszającą postawę ukraińskiego prezydenta.
-
Zełenski zadeklarował, że pozostanie w Kijowie z rodziną i będzie walczył do końca, co Duda uznał za kluczowe dla obrony Ukrainy i morale społeczeństwa oraz wojska.
-
Część ukraińskiego rządu została ewakuowana do Iwano-Frankiwska, natomiast część pozostała w stolicy, a kluczowe narady odbywały się zdalnie.
Do spotkania doszło 23 lutego 2022 roku – zaledwie kilka godzin przed atakiem rosyjskich wojsk. Duda wracał wówczas do Polski, żegnając się z Zełenskim w napiętej atmosferze, gdy groźba wojny była już niemal pewna.
– Nigdy nie zapomnę tej rozmowy. Byłem tak poruszony, że miałem łzy w oczach – wspominał były prezydent w wywiadzie.
Według jego relacji, Wołodymyr Zełenski jasno zadeklarował, że nie opuści Kijowa, nawet w obliczu bezpośredniego zagrożenia życia. Miał podkreślić, że pozostanie w stolicy razem z rodziną i będzie walczył „do końca”.
Poruszające wspomnienie Andrzeja Dudy. Zdradził, co powiedział Zełenski tuż przed wojną
Duda przytoczył także słowa ukraińskiego lidera skierowane do niego w tamtym momencie. Zełenski miał ostrzec, że Rosja nie powtórzy scenariusza z 2014 roku, gdy zajęcieKrymu oraz części Donbasu odbyło się przy ograniczonym oporze.
– Powiedział mi: „Andrzej, jeśli Putin myśli, że zajmie Ukrainę w taki sam sposób, jak zdobył Krym w 2014 roku, bez walki, to przyjdzie. (…) Myli się – relacjonował Duda.
Były prezydent podkreślił, że decyzja Zełenskiego o pozostaniu w Kijowie była jednym z kluczowych czynników, które wpłynęły na skuteczną obronę Ukrainy w pierwszych dniach wojny. Jego zdaniem obecność głowy państwa w stolicy miała ogromne znaczenie dla morale społeczeństwa i wojska.
Duda zaznaczył również, że Zełenski był świadomy ryzyka. W jego ocenie Rosjanie dążyli do schwytania ukraińskiego prezydenta, co mogło zakończyć się jego śmiercią.
Równolegle, jak wynika z relacji ówczesnego ministra spraw zagranicznych Ukrainy Dmytra Kułeby, część ukraińskiego rządu została ewakuowana do Iwano-Frankiwska. Był to krok zapobiegawczy na wypadek szybkiego upadku Kijowa, mający zapewnić ciągłość władzy.
Kułeba przyznał jednak, że nawet tam sytuacja nie była w pełni bezpieczna. Urzędnicy przebywali w jednym budynku, który mógł zostać zniszczony jednym lub dwoma uderzeniami rakietowymi. Mimo to część władz pozostała w stolicy, a kluczowe narady odbywały się zdalnie.













