Naturalną obroną organizmu przed nadmiarem chamstwa jest czasem zatykanie uszu. Ale to ślepa uliczka, bo tylko ośmiela propagatorów chamstwa
Kiedy Karol Nawrocki pojawił się po raz pierwszy w smokingu, prawicowy internet kipiał od porównań do Jamesa Bonda. Rzecz w tym, że agent 007 w mgnieniu oka był w stanie obić twarz niemal każdemu, ale nie prężył się wciąż jak bramkarz z nocnego klubu. Jeszcze gorzej jest, kiedy taki przebieraniec zaczyna mówić. Nawrocki udowodnił, że nawet najbardziej chropawe drewno da się oheblować, ale wystudiowane przemówienia to jedno, a reagowanie na pytania na żywo to zupełnie co innego, zwłaszcza jeśli nie pytają wielbiciele ani zaprzyjaźnieni propagandyści.
Na niedawnej konferencji z prezydentem Węgier Nawrocki musiał się zmierzyć z pytaniem, które zadał dziennikarz TVN24 Mateusz Półchłopek. Pytanie było oczywiste: dlaczego Nawrocki jedzie spotkać się z premierem Węgier Viktorem Orbánem, skoro kilka miesięcy temu spotkanie odwołał, a rzecznik prezydenta wyraźnie argumentował, że to z powodu uścisków Orbána z Putinem. Co się zmieniło? I dlaczego prezydent Polski postanawia wesprzeć Orbána na finiszu kampanii wyborczej, skoro Orbán kupuje ropę od Putina i na jego życzenie blokuje 90 mld euro pomocy dla Ukrainy, a także miliardy euro dla Polski za pomoc wojskową udzieloną Ukrainie?





