Należący w większości do państwa Bank Ochrony Środowiska udzielił 10 mln euro kredytu spółce, której właściciele wymieniani są w kontekście znajomości z rosyjskimi oligarchami i członkami polskiej mafii z lat 90. Przy tej transakcji 300 tys. złotych popłynęło do spółki pośredniczącej. Dotarliśmy do wewnętrznego raportu.
Jak ujawnili autorzy podcastu „W związku ze śledztwem” Mariusz Gierszewski z Radia ZET i Dominika Długosz z „Newsweeka”, w Banku Ochrony Środowiska w większości należącym do państwa doszło do konfliktu w zarządzie. Zakończył się on niespodziewaną dymisją prezesa Bartosza Kublika. Impulsem prowadzącym do odwołania prezesa był raport z kontroli kart służbowych zarządu. Był on krytyczny w stosunku do kilku wiceprezesów. Ale to nie koniec historii z BOŚ.
Dotarliśmy do kolejnego raportu z wewnętrznego audytu przygotowanego jeszcze wcześniej, zanim w zarządzie banku doszło do konfliktu i odwołania prezesa. Tym razem nie chodzi już o tysiące złotych na paliwo czy na kolację, ale o miliony pożyczki i o pośrednika, który pojawił się z dnia na dzień. Autorzy audytu piszą o „ryzyku reputacyjnym” i „powiązaniach z wątkami kryminalnymi oraz politycznymi”.
Bank Ochrony Środowiska udzielił pożyczki. Mimo ostrzeżeń
W połowie 2025 r. — jak czytamy w raporcie z audytu — bank udzielił spółce N. kredytu w wysokości 9,7 mln euro. Spółka potrzebowała pieniędzy, bo chciała szybko spłacić zadłużenie w innym banku. Zanim jednak BOŚ Bank zgodził się na ten kredyt, bankowcy jednego z biur zajmujących się wnioskiem kredytowym w wydanej pod koniec maja opinii wskazali na ryzyko wiążące się z tym kredytem. Informacja trafiła na komitet kredytowy banku, ale ten i tak wydał pozytywną decyzję.
Prezes zarządu BOŚ Bartosz Kublik niedawno został odwołany ze stanowiska
Foto: Piotr Nowak / PAP
Sprawdziliśmy w Krajowym Rejestrze Sądowym, o jakie ryzyko mogło chodzić bankowcom. Wśród beneficjentów rzeczywistych spółki N., czyli właścicieli, znajduje się osoba będąca obecnie rezydentem Portugalii, a w latach 90. pojawiająca się w otoczeniu członków tak zwanej mafii pruszkowskiej. Drugi z właścicieli miał kilka lat temu zasiadać we władzach spółek kontrolowanych przez jednego z najbogatszych Rosjan. Spółka N. należy do grupy będącej jednym z dużych graczy na rynku deweloperskim.
Ale u audytorów z Banku Ochrony Środowiska zastrzeżenia wzbudził nie tylko sam kredytobiorca, lecz również pośrednik przy tej transakcji. W tym przypadku pośrednik miał pobrać wynagrodzenie od instytucji, z którą współpracuje. Pośrednik dostał 300 tys. złotych od banku za transakcję, ale audytorzy — na co zwracali uwagę w raporcie — nie mogli ustalić, jaka była jego rola przy udzielaniu kredytu. Nie natrafili na żadne dokumenty potwierdzające „faktyczny udział pośrednika przy pozyskiwaniu klienta”. W dodatku sam pośrednik pojawił się trochę znikąd. Kiedy spółka N. złożyła wniosek kredytowy, BOŚ z nim nie współpracował. Być może dlatego, że pośrednik istniał zaledwie od miesiąca.
11 marca sąd zarejestrował spółkę pośredniczącą, a już dwa dni później Bank Ochrony Środowiska rozpoczął procedurę nawiązywania z nią współpracy. Umowę zawarto w końcu 28 maja, a wniosek kredytowy spółki N. został złożony 17 kwietnia. Oznacza to, że jeszcze przez ponad miesiąc po złożeniu wniosku o kredyt pośrednik, który otrzymał 300 tys. złotych wynagrodzenia za zaangażowanie przy tej transakcji, formalnie nie był pośrednikiem, bo nie miał umowy z bankiem.
Wątpliwości audytorów wzbudziła także informacja przedstawiona przez spółkę, że pośrednik posiada ponad 20-letnie doświadczenie w bankowości i pośrednictwie finansowym. Według danych z rejestru sądowego założycielem spółki był Daniel K., który obecnie prowadzi kilka spółek zajmujących się restauracjami i gastronomią.
Zwróciliśmy się z pytaniami do Daniela K. Odpowiedział, że zanim założył firmę pośrednictwa kredytowego, miał jednoosobową działalność gospodarczą, która świadczyła usługi doradcze. Spółkę miał założyć, by spełnić formalne wymogi współpracy z BOŚ. Jak mówi, przez 17 lat pracował dla różnych banków. W tym czasie poznał właścicieli spółki N. jako klientów tych banków i jest to znajomość wynikająca wyłącznie z takich kontaktów.
Audyt BOŚ. Wynagrodzenie pośrednika budzi wątpliwości
Audytorzy zgłosili m.in. wątpliwości dotyczące rozliczenia wynagrodzenia pośrednika. „Regulacje wewnętrzne Banku obowiązujące w okresie rejestracji wniosku kredytowego klienta, jak również podpisania umowy z pośrednikiem oraz uruchomienia transakcji, nie przewidywały wypłaty wynagrodzenia za pośrednictwo przy sprzedaży pożyczki hipotecznej dla firm” — napisali kontrolerzy z BOŚ. „Regulacje wewnętrzne sankcjonujące wynagrodzenie dla pośrednika, wydawane były już po uruchomieniu klientowi kredytu” — czytamy w raporcie z audytu.
Wydano trzy takie regulacje — między 30 września a 28 listopada 2025 roku. W pierwszym (z 30 września) dodano możliwość wynagradzania pośredników za sprzedaż kredytów obrotowych i inwestycyjnych, ale nadal nie było w nim regulacji dotyczących możliwości sprzedaży pożyczek hipotecznych dla firm. Ta znalazła się dopiero w kolejnych pismach. Oznacza to, że dopiero niemal pół roku po pojawieniu się w banku pośrednika i kilka miesięcy po zawarciu umowy kredytowej wprowadzono wewnętrzne przepisy, które umożliwiały zapłacenie mu wynagrodzenia za tę transakcję.
Pośrednik wystawił fakturę bankowi w połowie października, chociaż dopiero miesiąc później podpisany został raport rozliczeniowy. To specjalny dokument, który zamyka transakcję i jest podstawą do wypłacenia honorarium.
Raport z audytu ukończono pod koniec lutego tego roku. Do dziś nie omówiono go na zarządzie BOŚ, ponieważ nie został podpisany przez wszystkie wymagane procedurą departamenty. W efekcie raport jest „zablokowany” i nie można omówić go na posiedzeniu zarządu.
Dwa tygodnie po rozesłaniu raportu z audytu opisującego sprawę pożyczki dla spółki N. i działania pośrednika Departament Audytu Wewnętrznego w BOŚ Banku zaprezentował także „wyniki badania pozaplanowego”, które prezentowaliśmy w podcaście „W związku ze śledztwem”.
Dotyczyły wydatków z kart służbowych zarządu. Audytorzy stwierdzili, że rozliczanie wydatków kart służbowych nie odbywało się zgodnie z przyjętymi w banku przepisami. Z raportu wynika między innymi, że przez 19 miesięcy wszyscy członkowie zarządu Banku Ochrony Środowiska wydali przy użyciu kart służbowych ponad pół miliona złotych, z czego 432 tys. na usługi gastronomiczne.
W odpowiedzi na nasze pytania Biuro Prasowe BOŚ Banku przysłało oświadczenie:
„Bank nie komentuje jakichkolwiek materiałów odnoszących się do wewnętrznego funkcjonowania instytucji — niezależnie od ich rzekomej treści, statusu ani okoliczności pozyskania. Wszelkie tego rodzaju materiały podlegają ochronie prawnej, a Bank zastrzega sobie prawo do dochodzenia roszczeń wobec podmiotów odpowiedzialnych za ich pozyskanie, przetwarzanie lub rozpowszechnianie.
Decyzje dotyczące zakresu i formy komunikowania ustaleń wewnętrznych należą wyłącznie do właściwych organów Banku i podejmowane są zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa”.




