Amerykanie stracili inicjatywę w Iranie. Nie ma dla nich dobrego wyjścia. Jedyne opcje to zły pokój lub dalsza eskalacja.
Postępująca putinizacja Donalda Trumpa wkroczyła w kolejną fazę. Putin zamknięty we własnej bańce był przekonany, że podbije Ukrainę w 24 godziny. Stworzył rzeczywistość, w którą sam uwierzył i kazał wierzyć innym. Trump spodziewał się błyskawicznej wojny z Iranem. Pomógł stworzyć rzeczywistość, w którą sam uwierzył i kazał wierzyć innym.
Stany Zjednoczone nie mają ambasady w Teheranie od 1979 r., z otoczenia Trumpa wygnano wszelkich ekspertów, informacje CIA były wątpliwej jakości. Zaś Izrael, który ma własne cele w Iranie, świadomie manipulował Amerykanami. Nie zauważono, że od czerwca 2025 r. Iran odbudował swe siły. Zignorowano zapowiedzi, że zaatakuje sąsiadów w całym regionie i zamknie cieśninę Ormuz. Dla USA wszystko to było zaskoczeniem. Sekretarz ds. energii zapewniał, że podobnie jak w czasie wojny 12-dniowej kilka miesięcy wcześniej światowe ceny energii nie drgną. A cały Biały Dom się z nim zgadzał.
Ukraina udowodniła, że słabsza strona może narazić znacznie silniejszego napastnika na ogromne straty dzięki innowacjom na polu walki, choćby tanim dronom. Iran wykorzystał tanie drony do blokady Cieśniny Ormuz. Nie musiał mieć nawet marynarki. Tego Amerykanie również nie wzięli pod uwagę.
„Prawda jest taka, że Amerykanie nie docenili skali zadania. I mniej więcej po 2 tygodniach stracili inicjatywę w Iranie” — ocenił były szef brytyjskiego wywiadu.
Po miesiącu od rozpoczęcia wojny Trump jest wściekły i zdezorientowany. Nie rozumie, dlaczego Iran nie chce przerwać wojny, którą prezydent USA wszczął. I dlaczego nie chce tego zrobić na warunkach, które są nie do przyjęcia dla Teheranu. Trump zachowuje się jak Putin, który wciąż powtarza te same żądania. Pozazdrościł Putinowi nawet jego zbrodni wojennych: kopiując scenariusz ukraiński, grozi zniszczeniem irańskich elektrowni.
W ciągu pierwszych dni konfliktu Ameryka zużyła mniej więcej tyle samo Patriotów, co Ukraina w czasie całej wojny. Musi zakończyć wojnę, zanim wyczerpie swoje zapasy broni. Nie może też swych angażować sił na zbyt długo z innego powodu — w powietrzu wisi konflikt o Tajwan. A nie ma dla Pentagonu większego koszmaru niż wizja dwóch wojen jednocześnie.
Teheran jest bardzo zadowolony
W połowie lat 70. amerykański politolog Robert Jervis opublikował przełomową książkę, w której wyliczał główne błędy poznawcze, mające wpływ na stosunki międzynarodowe. Jeden z nich sprowadza się do tego, że przywódcy kraju A uważają, że kraj B dokonuje takiej samej analizy korzyści i strat, co oni sami. Według rachunku strat i korzyści, dokonanej przez Amerykanów, Iran powinien już dawno się poddać. Ale Iran liczy inaczej. Uważa ten konflikt za wojnę egzystencjalną, toczy walkę o własne przetrwanie.
„Ludzie reżimu są bardzo zadowoleni. Skupiają się na zniszczeniach, jakie spowodowali. Oraz na tym, że ich rakiety czy drony przedarły się przez systemy obronne. Śledzę kanały Gwardii Rewolucyjnej na Telegramie i nie widać tam smutku ani niepokoju. A podczas wojny w czerwcu 2025 r. tak właśnie było. Dziś są raczej emocje typu: »Spójrzcie, uderzyliśmy w Dubaj«. Nie opłakują nawet Najwyższego Przywódcy. Śmierć Chameneiego wzmacnia narrację, że Stany Zjednoczone i Izrael zawsze chciały zniszczyć Iran. Teraz pojawił się na to kolejny dowód. Ta wojna może się zakończyć bez zmiany reżimu, a Iran ogłosi wtedy, że pokonał Izrael i Stany Zjednoczone” — tak nastroje w kraju podsumowała Nicole Grajewski, jeden z najlepszych ekspertek od Iranu na świecie.
Reżim jest w dziwny sposób przekonany, że wygrywa. A to oznacza, że zamierza również dyktować warunki pokoju. Dlatego tak głośno szydzi z pokojowych propozycji Trumpa.
Teheran przygotowuje się do tej wojny od prawie czterech dekad, od wojny irańsko-irackiej, która rozpoczęła się w 1980 r. i trwała osiem lat. To w czasie tego konfliktu opracował strategię wojny asymetrycznej. Iran został odcięty od dostaw broni konwencjonalnej: po nałożeniu amerykańskiego embarga większość państw świata przestała dostarczać mu uzbrojenie. Rząd w Teheranie musiał improwizować. Opracował taktyki, takie jak wojna minowa czy wprowadzenie wysoko zmotywowanych oddziałów bojowników-samobójców.
„W centrum irańskiej doktryny strategicznej znajduje się hasło: »przetrwać i wyczerpać«. Celem nie jest pokonanie Stanów Zjednoczonych ani Izraela w konwencjonalnym sensie. Chodzi o to, by pokazać obu tym krajom, że koszt konfrontacji z Iranem jest nie do udźwignięcia pod względem militarnym, gospodarczym i politycznym. Na razie ta strategia działa. Iran przyjmuje ciosy i nadal funkcjonuje. Jego dowództwo wojskowe uległo decentralizacji, a nowe pokolenie dowódców jest jeszcze bardziej skłonne do walki niż poprzednie. Jeśli trendy będą nadal sprzyjać Teheranowi, wojna może zakończyć się tym, że Iran wyjdzie z tego osłabiony pod względem zdolności konwencjonalnych, ale silniejszy w sferze, która zawsze miała dla niego największe znaczenie: wykaże zdolność do obrony swojej suwerenności przed najpotężniejszymi siłami zbrojnymi na świecie” — podkreśla Narges Bajoghli, autorka książki „Iran Reframed: Anxieties of Power in the Islamic Republic”
Koniec Trumpa?
Dziś wygląda na to, że wojna w Iranie nie ma dobrego zakończenia. Trump ma do wyboru: zawieszenie broni na warunkach akceptowalnych do Iranu lub dalszą eskalację konfliktu. Tyle że to będzie oznaczało bardzo poważne konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych i światowej gospodarki. Wojna już jest niepopularna wśród Amerykanów, w Kongresie i wśród sprzymierzeńców USA. Sam Trump jest również coraz bardziej niepopularny. I gwałtownie traci w sondażach.
„Ta wojna jest zaprzeczeniem przesłania, które wyniosło Trumpa do władzy. Obietnica zaprzestania angażowania niekończących się wojen była nierozerwalnie związana z zapowiedzią kontroli granic i odbudowy bazy przemysłowej. Te trzy filary tworzyły nierozerwalną całość. Dziś złamanie tej obietnicy idzie w parze z impasem w realizacji pozostałych elementów. W Iranie stawką jest dziedzictwo Trumpa: jeśli wojna się przedłuży na dobre, to właśnie to zostanie zapamiętane z jego drugiej kadencji” — twierdzi Curt Mills, redaktor naczelny „The American Conservative”.
Twierdzi on, że wojna z Iranem to nie tylko błąd w polityce zagranicznej, ale posunięcie, które może zniszczyć koalicję wspierającą Trumpa w kraju. Im dłużej będzie trwała ta wojna, tym większe prawdopodobieństwo, że baza Trumpa na dobre zbuntuje się przeciwko niemu. Poparcie dla jego administracji spadnie do dwudziestu paru procent — i to będzie realny koniec Trumpa. Wojna w Iranie pochłonie go. Tak jak George’a W. Busha pochłonął Irak: został zapamiętany jako prezydent, który rozpoczął bezsensowną wojnę.
I co będzie dalej? W optymistycznym scenariuszu Ameryka po Trumpie choć trochę otrzeźwieje. W zdecydowanie mniej optymistycznym Republikanie jeszcze bardziej się zradykalizują, a ponieważ Demokraci wciąż są bardzo niepopularni, kolejnym prezydentem zostanie J.D. Vance lub Tucker Carlson. Ktoś przy kim nawet Trump będzie uchodził za ideologicznego mięczaka.