Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Jest ich trzy razy więcej niż ludzi. Ich przodek wciąż kryje się w lesie

Jest ich trzy razy więcej niż ludzi. Ich przodek wciąż kryje się w lesie

6 kwietnia, 2026
Wojna w Iranie. Donald Trump o Irańczykach: To zwierzęta

Wojna w Iranie. Donald Trump o Irańczykach: To zwierzęta

6 kwietnia, 2026
Dave uderzył w Europę. Ma siłę huraganu. Zniszczenia nad Bałtykiem

Dave uderzył w Europę. Ma siłę huraganu. Zniszczenia nad Bałtykiem

6 kwietnia, 2026
Pożar krzyża. Monika Kirschenstein, była radna KO, wywołała burzę

Pożar krzyża. Monika Kirschenstein, była radna KO, wywołała burzę

6 kwietnia, 2026
Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski odebrał raport od generałów

Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski odebrał raport od generałów

6 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Jest ich trzy razy więcej niż ludzi. Ich przodek wciąż kryje się w lesie
  • Wojna w Iranie. Donald Trump o Irańczykach: To zwierzęta
  • Dave uderzył w Europę. Ma siłę huraganu. Zniszczenia nad Bałtykiem
  • Pożar krzyża. Monika Kirschenstein, była radna KO, wywołała burzę
  • Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski odebrał raport od generałów
  • Ważka osiągnęła wielkość krogulca. Jak to jest w ogóle możliwe?
  • Atak na Iran. Eksplozje w kompleksie naftowym Marvadasht
  • Donald Tusk reaguje na słowa Marcina Przydacza w Polsat News. „Nie pozwolę”
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Torba z poćwiartowanym ciałem Joanny leżała na dnie 24 lata. On ją odnalazł w kilka godzin
Torba z poćwiartowanym ciałem Joanny leżała na dnie 24 lata. On ją odnalazł w kilka godzin
Aktualności

Torba z poćwiartowanym ciałem Joanny leżała na dnie 24 lata. On ją odnalazł w kilka godzin

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości6 kwietnia, 2026

Myślę o nim, jakby był apostołem. Trudno powiedzieć, że dobrej nowiny, ale powiedział: odnajdę ci syna. I dotrzymał słowa.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Dziękujemy, że z nami jesteś!

Foto: Newsweek

– Woda, w której utonął mój syn, ma piękny, wręcz porażający zielony kolor, jest jak turkus w pierścionku. Po zanurzeniu się nic nie widzisz – ani roślin, ani ryb, ani dna. Nic. Jakbyś patrzył w kamień – mówi ojciec Kajetana Stanocha.

Syn miał 23 lata, jechał do Włoch, po drodze zatrzymał się w Austrii, nad turkusowym, otoczonym górami jeziorem Wolfgangsee. 18 sierpnia ubiegłego roku o godzinie 13 rozmawiał z ojcem ostatni raz w życiu. Później poszedł popływać na desce typu SUP. Z tego, co zeznali świadkowie, wynika, że o 14.33 spadł z deski i zniknął w jeziorze.

Wolfgangsee to 667 mln m sześc. wody. Do dna, w najgłębszym miejscu, jest 114 metrów.

– Jak ktoś się utopi, służby raczej go nie podniosą, są bezsilne. Gdy pojechałem tam i rozmawiałem z policją, usłyszałem, że na dnie leży wiele ciał – opowiada ojciec Kajetana. I dodaje, że dopóki nie ma ciała, rodzina nie ma pewności, co się stało. I nie ma grobu. Od Dębicy, w której mieszkają, do jeziora, w którym syn utonął, jest ponad tysiąc kilometrów. – Pozostałoby nam jeździć tam, żeby pobyć chwilę bliżej syna, postać nad tą wodą, która jest nieprzejrzysta, jak kamień i zastanawiać się, czy Kajtek tam naprawdę leży. I w którym miejscu – mówi ojciec. O znalezienie ciała syna poprosił Marcela Korkusia.

Znalazł je na głębokości 70 m.

Szary miś

– Próbowałam różnych sposobów, żeby ustalić, co się stało z ciałem córki. Najęłam detektywa, wziął pieniądze i zniknął. Najęłam nurków, żeby przeszukali jezioro, wzięli pieniądze, trochę popływali, nic nie znaleźli – mówi Danuta Januszewska z Olsztyna, która straciła córkę Joannę. Ostatni raz widziała ją jesienią 1996 r. Wtedy, we wrześniu, Joanna wyszła za mąż, trzy tygodnie po ślubie mąż ją zabił, poćwiartował, włożył do torby, którą obciążył cegłami, kostkami bruku, żelastwem. Torbę wsadził do pontonu, wypłynął na Jezioro Dywickie i wrzucił do wody. Jezioro – w najgłębszym miejscu – ma zaledwie siedem metrów, a torby z ciałem Joanny nikt przez 24 lata nie potrafił znaleźć. Choć poza nierzetelnymi ludźmi, którzy tylko wyciągali pieniądze od zrozpaczonej matki, ciała szukała policja, strażacy, nawet Marynarka Wojenna.

– Oni przez tyle lat nie mogli znaleźć, a przyjechał Marcel Korkuś i znalazł w kilka godzin – mówi mama Joanny.

Torba leżała 40 metrów od brzegu.

– Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak to jest przez 24 lata nie wiedzieć, co się stało z dzieckiem. Ja nie wiedziałam przez dwa tygodnie. I to mnie wykańczało – mówi Joanna Wacyk z Nowogrodźca na Dolnym Śląsku. Jej 3,5-letni Kacperek przepadł 27 kwietnia 2020 r. Tego dnia ojciec zabrał go do swojego kolegi, na działkę, nad rzekę Kwisę. Tam – jak mówił – trochę z kolegą popracowali, rąbali drewno, a w tym czasie Kacperek jeździł na rowerku. Później okazało się, że ojciec z kolegą pili alkohol, wciągali metamfetaminę, nawet nie zauważyli, kiedy Kacperek zniknął. Przez dwa tygodnie szukało go niemal całe miasto i ponad 200 policjantów oraz strażaków. Ściągnięto psy tropiące, śmigłowiec, łodzie z sonarami, roboty podwodne, kamery termowizyjne. Nie mogli znaleźć ciała.

Znalazł je Marcel Korkuś.

– Przyjechał prywatnie, z własnej woli. Służby robiły swoje, on swoje. Wchodził do rzeki tam, gdzie inni wcześniej już szukali. Gdyby nie on, nadal bym nie wiedziała, co się stało z Kacperkiem. Nie znaleźliby go, chyba żeby wypuścili wodę z rzeki – twierdzi Joanna Wacyk.

Marcel Korkuś w czasie poszukiwań

Marcel Korkuś w czasie poszukiwań

Foto: Maciej Kowal / Newsweek

Gdy odnalazł jej synka, chciała mu podziękować, powiedzieć, że jest dla niej superbohaterem. – Podeszłam, ale co mu wtedy powiedziałam? Nie pamiętam. Byłam w okropnym stanie. I wtedy nic jeszcze o nim nie wiedziałam, ani jak się nazywa, ani skąd jest. Dopiero później ktoś mi powiedział, że z Żar. Przyjeżdżał codziennie, schodził pod wodę i badał metr po metrze, robił film, który później analizował, sprawdzał, czy czegoś nie przeoczył. Jeśli coś budziło wątpliwości, następnego dnia schodził w to samo miejsce – opowiada Joanna Wacyk.

Przed pogrzebem syna zadzwoniła do Marcela zapytać, czy przyjedzie na pogrzeb.

– Chciałam mu przekazać tabliczkę z podziękowaniem, którą dla niego przygotowałam, byłam tak wdzięczna, że znalazł ciało Kacperka. Powiedział, że na pogrzebie zapewne będą tłumy i media, przyjedzie później. I przyjechał, położył na grób szarego misia – mówi mama Kacperka. – Miś leżał bardzo długo, aż w końcu zabrałam go do domu, żeby nie mókł. Wyprałam go, trzymam.

Choć ciało leżało prawie 70 m pod wodą, dzięki aparaturze, jaką ma, potrafił określić szczegóły: wzrost, rozmiar stopy, kształt twarzy – mówi ojciec Kajetana, jego syn utonął w jeziorze w Austrii

Szuka do skutku

– Ile ciał wyciągnął pan z wody? – pytam Marcela Korkusia.

– Liczę tylko te, których wyciągnąć jeszcze się nie udało. Jest kilka spraw, nad którymi wciąż pracuję. Zastanawiam się, czy szukać jeszcze raz w tym samym miejscu, czy w nowym. Nie odpuszczam – mówi.

W pierwszej akcji poszukiwawczej wziął udział, gdy miał 13 lat. – Dosyć szybko zacząłem nurkować. To przedziwne, że w ogóle to robię, mógłbym mieć uraz do wody, miałem siedem lat, gdy się topiłem.

Teraz ma 36. Jest płetwonurkiem ekstremalnym, biegłym sądowym z zakresu nurkowania i poszukiwań podwodnych, dwukrotnym rekordzistą Guinnessa w nurkowaniu wysokogórskim. We wrześniu tego roku nurkował w najwyżej położonym europejskim jeziorze Matscherjochsee – wszedł na wysokość 3195 m n.p.m., wnosząc butle i kilkadziesiąt kilogramów sprzętu potrzebnego do zejścia pod wodę. Zrobił to sam, bez jakiejkolwiek pomocy. Wcześniej nurkował w najwyżej położonym jeziorze na świecie – Cazadero (5990 m n.p.m.). I zszedł pod wodę w skutym lodem zbiorniku na wulkanie Ojos del Salado (6395 m n.p.m.)

Połowę każdego roku spędza daleko od Polski, pracuje jako oficer nawigator na statkach specjalistycznych, przy budowie platform wiertniczych i podwodnych rurociągów.

– Ostatnio w Egipcie, wcześniej w Australii, Meksyku, Nigerii, Angoli. Najczęściej w systemie: miesiąc pracy, miesiąc wolnego. Jednak gdy przychodzi to „wolne” i wracam do domu, znów pracuję: schodzę pod wodę, szukam – mówi. Ostatnio pomagał znaleźć ciało 17-latka, który zatonął na jeziorze Dąbie w Szczecinie. Łódź, na której były cztery osoby, wywróciła się 500 m od brzegu, dwie osoby się uratowały, dwie zaginęły. Ich ciał bezskutecznie szukali ratownicy z WOPR, straży i policji wodnej. Jedno ciało po tygodniu wypłynęło, a drugie udało się znaleźć, kiedy za szukanie wziął się Korkuś.

– Szuka ciała do skutku – mówi Joanna Wacyk. – Jeżeli za pierwszym razem mu się nie uda, po jakimś czasie wraca, próbuje jeszcze raz.

Poza ciałami szuka też zatopionych dowodów przestępstw: samochodów, broni, amunicji, narkotyków, telefonów, nośników pamięci. Zdarza się, że na dnie znajduje rozsadzone bankomaty.

– Jasne, że ciągłe bycie w pracy jest męczące. Ale co mam zrobić? Odmówić? Gdy jestem na statku i dzwonią zrozpaczone rodziny, które straciły kogoś bliskiego, proszą o pomoc, to przecież nie powiem, że nie pomogę, bo chcę odpocząć. Obiecuję, że jak tylko wrócę do kraju, poszukam – mówi Marcel.

Kupił najnowocześniejszy sprzęt: sonary, kamery, podwodne drony, systemy laserowe obrazujące dno, profilografy osadów, które pozwalają zobaczyć obiekty przykryte mułem.

Anioł i ząb

– To, co zarabia na statkach i platformach wiertniczych, tu wydaje, żeby pomagać takim matkom jak ja. Grosza ode mnie nie wziął – mówi Danuta Januszewska. Zanim przyjechał szukać w jeziorze torby ze szczątkami jej córki, dokładnie przeczytał akta sprawy. – Poświęcił dużo czasu, żeby się przygotować. Samo odnalezienie poszło już szybko. Przyjechał w nocy, zdrzemnął się w hotelu trzy godziny i wypłynął na jezioro – opowiada.

Gdy po otwarciu torby i zbadaniu szczątków okazało się, że brakuje fragmentu czaszki, obiecał, że za jakiś czas wróci, poszuka. – I wrócił, szukał. Na razie z tej brakującej części znalazł ząb. Trzymam ten ząb mojej córki jak najświętszą relikwię – mówi mama Joanny. O Marcelu mówi ciepło, często używa słowa „anioł”.

Ojciec Kajetana: – Myślę o nim, jakby był apostołem. Trudno powiedzieć, że dobrej nowiny, ale powiedział: odnajdę ci syna. I odnalazł. Pojechał do Austrii przed Świętem Zmarłych, a w nocy z 1 na 2 listopada zadzwonił z pytaniem, czy może mi przesłać na maila odczyty sonarowe z tego miejsca, w którym – jak obliczył – mój syn utonął. Przysłał dwa odczyty, obejrzałem. Tam na 99,9 proc. było ciało mojego syna. Tak, to był Kajtek. Znalazł go! Choć ciało leżało prawie 70 m pod wodą, dzięki aparaturze, jaką ma, potrafił określić szczegóły: wzrost, rozmiar stopy, kształt twarzy. Gdy zapytałem, czy potrafiłby ustalić długość włosów, podał: osiem centymetrów. Wszystko się zgadzało – mówi ojciec Kajetana. Gdy już było wiadomo, gdzie leży ciało, w wydobycie włączyli się Austriacy, w sumie 10 nurków.

Rodzice Kajetana pojechali nad Wolfgangsee, żeby być tam, gdy wyciągną syna. – Mogłem zobaczyć akcję od kuchni, przyjrzałem się, jak pracuje Marcel, który tam dowodził. Pozwolił mi być blisko, choć woli, żeby rodziny trzymały się z dala, bo – wiadomo – dekoncentrują, co chwilę o coś pytają albo płaczą, krzyczą – opowiada ojciec Kajetana. – Widziałem, jak drobiazgowo wszystko przygotowuje. Ma znajomych chyba w każdym miejscu świata, więc jak trzeba było coś skonsultować w sprawie Kajtka, dzwonił do Nowej Zelandii, Australii czy Stanów. Gdy po wyciągnięciu ciała syna rozmawiałem z komendantem tamtejszej policji, mówiąc o Marcelu, wyprostował się jak struna, trzasnął obcasami – wspomina ojciec Kajetana. – Początkowo myśleli, że przyjechał sobie jakiś nurek z Polski, pokręci się trochę i szybko się podda.

Zacieranie śladów

Trudno się umówić z Marcelem Korkusiem na dłuższą rozmowę. 30 października wylatuje do Kairu, stamtąd helikopterem na statek, a wcześniej każdy dzień ma zapełniony – nurkuje, poszukuje. Najpierw na południu kraju, później na północy.

Ustalamy, że zobaczymy się na północy. Przysyła pinezkę: Szczecin, Odra Zachodnia, przy moście Dziewoklicz.

Ma tam do sprawdzenia kilka zatopionych samochodów, nie wiadomo, czy kradzione, czy z wypadku, czy są w nich ciała.

Gdy przyjeżdżam do Szczecina, Korkuś już jest na miejscu, chodzi z kolegą wzdłuż brzegu, sprawdza, w którym miejscu zwodować łódź.

– Trzeba najpierw ten obszar przesonarować, sprawdzić, gdzie dokładnie jest każde z tych aut, oznakować je bojkami – tłumaczy. Zanim wejdzie pod wodę, żeby przyjrzeć się z bliska zatopionym samochodom, przez kilka godzin pływa nad nimi łodzią, na której ma kilka sonarów, sprawdza położenie, robi pomiary.

Dwa lata temu w Odrze – na wysokości Obrowca w województwie opolskim – natrafił na fiata sienę – samochód zamulony, pokryty muszelkami małż, w środku szczątki mężczyzny. Okazało się, że zaginął 17 lat wcześniej. Młody, dwa lata po ślubie, maleńkie dziecko… Rano wyszedł z domu, wsiadł do samochodu, żeby podjechać do banku, wybrać pieniądze, opłacić czesne za studia. Przepadł. W dniu zaginięcia miał na sobie brązowe sztruksy, ciemnoszary sweter. Marcel we wnętrzu samochodu, po stronie kierowcy, zauważył rękaw swetra. Zawiadomił policję.

– Nie lubią, jak im zgłaszam, że znalazłem zatopiony samochód – mówi Marcel. Częsta reakcja: znowu? Dopytują, czy jest pewien, że ktoś jest w środku. Jeżeli mówi, że tylko wyciągnięcie samochodu i dokładne sprawdzenie może dać stuprocentową pewność, czuje, że woleliby wersję: to stary wrak, bez ludzkich szczątków. Uznaliby, że skoro jest pod wodą już 10 czy 20 lat, może jeszcze trochę pobyć. Zatopiony samochód to dla służb dodatkowa robota, w dodatku czasami nie wiedzą, jak się zabrać za wyciąganie. Bywa, że zabierają się za to najgorzej, jak tylko się da. Niszczą ślady, gubią część szczątków.

– Kryminalistyka podwodna to u nas dziedzina wciąż nierozwinięta. Zakłada się, że najważniejsze jest, żeby ciało zostało odnalezione. A w jaki sposób znalazło się w wodzie, w jakiej pozycji leżało, jakie były ostatnie chwile tego człowieka? – tego często się nie ustala. Nie mówię o sytuacji, w której ciało udaje się szybko odnaleźć, ale o przypadkach, w których nie ma świadków, ciało zostaje znalezione po długim czasie, a służby przez nieodpowiednie działania gubią dowody, zacierają ślady i nie udaje się ustalić, czy człowiek sam wpadł do wody, czy został wepchnięty – mówi Marcel. Zanim wyciągnie się ciało, powinno się pod wodą zrobić pełną dokumentację fotograficzną, a ciało wydobyć na powierzchnię w specjalnym worku, z tzw. meszku, który pozwala odprowadzić wodę, ale nie uszkodzić ciała, nie zatrzeć śladów. On ma takie worki. Niestety, u ludzi ze służb, które wyciągają ciała z wody, ich nie widział. Za to często natykał się na to, że nurek dopływał do ciała, łapał za nogę i ciągnął na brzeg.

Pięć samochodów i naboje

– Są bardzo blisko siebie. Tu pierwszy, a tu dwa – jeden przy drugim. Kawałek dalej jeden na kołach, a drugi na nim, kołami do góry. W sumie pięć samochodów. W środku nie ma ciał – relacjonuje Marcel po wyjściu z wody. Pokazuje, co zarejestrował. Przy samochodach znalazł ostre naboje, trzy łuski. Jedzie na komisariat policji zgłosić to i oddać.

– Są takie rzeczy, którymi państwo w ogóle nie powinno się zajmować, i takie, którymi powinno – mówi ojciec Kajetana. Wyciąganiem ciał i tego, co znajduje się w rzekach i jeziorach – powinno koniecznie. – Tymczasem Marcel jest często sam, pomaga mu najwyżej grupa kolegów, podobnych zapaleńców – opowiada. – Niedawno go zapytałem: jak długo zamierzasz to robić? Powiedział, że dopóki mu wystarczy sił. Czyli ile? Jeszcze 10 lat? A co później? Państwo powinno wykorzystać go do szkolenia innych. Może z czasem uda się stworzyć grupę ludzi, którzy będą choć w 60 proc. tacy jak on. Bo w stu to się nie zdarzy.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
45

03.11.2024

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Viktor Orbán zaczął operację pod fałszywą flagą? Paniką wokół rosyjskiego gazu chce wygrać wybory

Viktor Orbán zaczął operację pod fałszywą flagą? Paniką wokół rosyjskiego gazu chce wygrać wybory

Kulisy spotkania Morawieckiego z Kosiniakiem-Kamyszem. „Donald się będzie temu przyglądał”

Kulisy spotkania Morawieckiego z Kosiniakiem-Kamyszem. „Donald się będzie temu przyglądał”

Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]

Czegoś takiego nie było na Węgrzech od ponad 35 lat. „Ten reżim trzeba zetrzeć z powierzchni ziemi i zbudować nowy porządek” [KORESPONDENCJA]

„Cywilizacja kończy się w Lublinie. Z winy tego komucha Tuska dalej brak dróg szybkiego ruchu, lotniska i kolei”

„Cywilizacja kończy się w Lublinie. Z winy tego komucha Tuska dalej brak dróg szybkiego ruchu, lotniska i kolei”

Szadkowski: mamy szczęście, że trafił nam się nieudolny Kaczyński, a nie ktoś tak skuteczny jak Orbán [OPINIA]

Szadkowski: mamy szczęście, że trafił nam się nieudolny Kaczyński, a nie ktoś tak skuteczny jak Orbán [OPINIA]

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tusk hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Tuska hamuje Żurka? „Pisowcy powsadzają nas tak czy inaczej”

Donald Trump coraz bardziej przypomina swojego poprzednika. „Kiedyś się od niego odcinał”

Donald Trump coraz bardziej przypomina swojego poprzednika. „Kiedyś się od niego odcinał”

Sprawdziłam, jak się pracuje na jednodniowym zleceniu. „Kołchoz, nie robota”

Sprawdziłam, jak się pracuje na jednodniowym zleceniu. „Kołchoz, nie robota”

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Wojna w Iranie. Donald Trump o Irańczykach: To zwierzęta

Wojna w Iranie. Donald Trump o Irańczykach: To zwierzęta

6 kwietnia, 2026
Dave uderzył w Europę. Ma siłę huraganu. Zniszczenia nad Bałtykiem

Dave uderzył w Europę. Ma siłę huraganu. Zniszczenia nad Bałtykiem

6 kwietnia, 2026
Pożar krzyża. Monika Kirschenstein, była radna KO, wywołała burzę

Pożar krzyża. Monika Kirschenstein, była radna KO, wywołała burzę

6 kwietnia, 2026
Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski odebrał raport od generałów

Wojna na Ukrainie. Wołodymyr Zełenski odebrał raport od generałów

6 kwietnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Ważka osiągnęła wielkość krogulca. Jak to jest w ogóle możliwe?

Ważka osiągnęła wielkość krogulca. Jak to jest w ogóle możliwe?

6 kwietnia, 2026
Atak na Iran. Eksplozje w kompleksie naftowym Marvadasht

Atak na Iran. Eksplozje w kompleksie naftowym Marvadasht

6 kwietnia, 2026
Donald Tusk reaguje na słowa Marcina Przydacza w Polsat News. „Nie pozwolę”

Donald Tusk reaguje na słowa Marcina Przydacza w Polsat News. „Nie pozwolę”

6 kwietnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.