Maturzyści i studenci obawiają się, że studia to dziś za mało, by znaleźć stabilne zatrudnienie. Czują, że muszą ścigać się ze zmianami technologicznymi, a kompetencje, które nabywają, bardzo szybko mogą stracić na wartości. Co studiować w dobie AI i jakie zawody mają większą szansę na przetrwanie niż inne?
Wiktora nie było jeszcze na świecie, a przyszłość miał z grubsza zaplanowaną. Dobrze, żeby w podstawówce grał na jakimś instrumencie, może być pianino. W liceum najlepiej profil matematyczny, a potem jakieś dobre studia. — Może byś został programistą? — pytał dziadek, wystawiając nos zza papierowej gazety. — Wszędzie szukają programistów.
A potem w parę lat się wszystko zmieniło, a Wiktor zdał maturę i zrobił sobie przerwę od edukacji.
— Wziąłem trochę pieniędzy od rodziców i pojechałem do Hiszpanii. Posiedziałem tam parę miesięcy, po powrocie pracowałem w gastronomii. A teraz pomagam kumplowi, który zajmuje się serwisem telefonów i laptopów. Wynajmuję pokój, dobrze mi się żyje, i tak trochę czekam, co się wydarzy: wojna będzie? Świat się skończy? Wszystko się tak szybko zmienia, że staram się nie napinać. Nawet to pianino, co je tłukłem przez prawie całą podstawówkę, może mi się za bardzo nie przydać, bo AI sama dziś pisze piosenki i sama je gra.
Są tacy, którzy idą na prawo, medycynę i jeszcze jakieś kierunki techniczne, które dają zawód. Reszta studiuje z ciekawości albo po prostu kupuje sobie więcej czasu u starych, zamyśla się Olga, która ma 23 lata, a na koncie niedokończone kulturoznawstwo i rozpoczęte studia w szkole artystycznej. — Większość osób w tym wieku nie ma pojęcia, co robić, natomiast w pokoleniu moich starych pokutuje przekonanie, że studia są bardzo ważne i bez nich umrzesz, a na pewno nie zrealizujesz swojego potencjału. Dla dzieciaków to super sytuacja: nie wiem, co ze sobą zrobić, to zrobię tak, żeby starzy byli zadowoleni, i pójdę na jakiś humanistyczny kierunek, na który nietrudno się dostać. Zdecydowanie łatwiej jest pójść na studia niż do pracy.
Kiedy po drugim roku w Instytucie Kultury Polskiej Olga postanowiła odejść, jeden z wykładowców powiedział: te studia są po to, żeby trochę poznać siebie. I ich nie kończyć. — To było takie wygodne przedłużenie nastoletności — wspomina. — Nic nie musisz. Łatwo w to wpaść.
Uczyć się przez całe życie
— Wracam na studia. Jaki wybrać kierunek, żeby mieć piękną przyszłość? — zagaduję dr. Krzysztofa Kuźmicza z Akademii Leona Koźmińskiego.
— Nie da się powiedzieć, że wybór konkretnego kierunku da komukolwiek 100 proc. szans na rynku pracy. Kierunek to nie wszystko. Coraz więcej uczelni oferuje możliwość samodzielnego kształtowania sporej części swojej drogi edukacyjnej. Przedmioty dodatkowe, fakultety, kursy, praktyki, staże. Z moich czasów studenckich pamiętam, że wiele osób traktowało przedmioty fakultatywne po macoszemu. Dziś są coraz istotniejsze. Student w większym stopniu przejmuje odpowiedzialność za kształt swojej edukacji.
— Da się w ogóle przewidzieć, kto się będzie cieszył wzięciem na rynku pracy za kilka lat?
— To coraz trudniejsze. Sądzę, że kluczowa jest idea całożyciowego uczenia się. W trakcie studiów trzeba nabyć umiejętności doskonalenia, adaptowania się do nowej rzeczywistości. Stawiać i na twarde umiejętności, i kompetencje społeczne. Przygotować się na nieustanną zmianę.
— A może pewniejszym strzałem jest wcale nie studiowanie, ale nauczenie się konkretnego zawodu? Na przykład w szkole zawodowej?
— Sporo w tym prawdy. Jeśli popatrzymy na zawody niezagrożone bezrobociem technologicznym, to budownictwo, usługi — tam pracy długo nie zabraknie. Ale przecież ważna jest odpowiedź na pytanie: kim chcę być w przyszłości? Będą potrzebni specjaliści z obsługi uczenia maszynowego i od interpretacji danych. Od zrównoważonego rozwoju, budownictwa, energetyki. A może mamy wysokie kompetencje społeczne? Społeczeństwo się starzeje, będzie trzeba coraz więcej osób do pracy z osobami starszymi lub takimi, które potrzebują wsparcia. Sztuczna inteligencja nie zamyka drogi w żadnym kierunku. Natomiast jedno zmieniła na pewno: będziemy się uczyć przez całe życie.
Czy warto studiować?
Foto: Getty Images
Profesorowie to ostoja prawdy
Mikołaj ma 20 lat i nie wie, co chciałby robić. Bardzo go to stresuje. — Niby można wszystko, a przez to jakby nic nie można — tłumaczy. — Bardzo bym chciał mieć pewność, którą ma choćby moja siostra. Ona od dawna wiedziała, że chce pisać. A ja mam tę cholerną niepewność.
Na razie skończył drugi rok kultury śródziemnomorskiej. — Ciekawi mnie to. A też skorzystałem z tego, że mogę sobie jeszcze pozwolić na studiowanie, a nie planowanie życia, kariery. Przez jakiś czas myślałem — jak niektórzy moi znajomi — żeby olać te studia, ale jak już na nie poszedłem, skumałem, że one mają wartość, nawet jeśli nie rynkową. Może nawet większą. W tym natłoku informacji, dezinformacji studia i profesorowie to jakaś ostoja prawdy. Masz ludzi i instytucję, która jest rzetelna, która jest odtrutką na internet. W internecie coraz rzadziej wiem, co jest naprawdę. A potem idę na zajęcia z interpretacji literatury starogreckiej i myślę: profesor, który je prowadzi, jest jedną z najbardziej imponujących mi osób, jakie w życiu spotkałem. Oczywiście na każdym kierunku są gównozajęcia, ale są też takie, które pokazują ci zupełnie inne wymiary świata.
Zosia, pierwszy rok szkoły filmowej, mówi, że ludzie są przerażeni AI. — Pracowałam trochę w korporacji jako copywriterka — opowiada. — Myślę, że mojego miejsca pracy już dawno nie ma. W szkole filmowej wszyscy są lekko zes**ni. Bo jest strach, że uczysz się czegoś, co za chwilę przestanie istnieć. Próbują nam wprowadzać jakieś zajęcia z AI, ale studenci są przeciwni. Wiele osób z filmu pracuje w reklamach. Ludzie tam zarabiają, uczą się, a coraz więcej tego przejmuje właśnie sztuczna inteligencja.
Branże, które przegrają z AI
Co warto studiować, a jakich kierunków lepiej nie ryzykować, jeśli chciałoby się nie przegrać wyścigu o pracę z AI?
— Na pewno byłbym ostrożny ze studiowaniem kierunków, po których wykonuje się pracę podlegającą łatwej automatyzacji — mówi Marek Szymaniak, autor wydanej niedawno książki „Młócka. Reportaże o pracy przyszłości”. — Na przykład wprowadzanie danych, analizowanie prostych dokumentów prawnych. Osoby, które skończyły prawo i dziś pracują w korporacjach, analizując na podstawowym poziomie dokumenty, już dziś mają kłopoty, bo te procesy są automatyzowane. Dzięki narzędziom opartym na sztucznej inteligencji jedna osoba z doświadczeniem może wykonać pracę całego zespołu. Podobnie jest w księgowości — jeśli nie łączymy tego z głębszą wiedzą, doradztwem, możemy być łatwo zastąpieni przez automat. To samo z językami obcymi. Sama ich znajomość to dziś za mało.
— Nad jakimi kierunkami warto się zastanowić?
— Szukałbym takich, które są związane z rozumieniem drugiego człowieka, umiejętnością jego wysłuchania. Społeczeństwo się starzeje, będzie coraz więcej pracy opiekuńczej. Będzie trzeba psychologów i psychoterapeutów, osób o wysokich umiejętnościach społecznych.
— Czyli jednak nie zabraknie pracy dla humanistów?
— To nie takie proste. Kiedyś kończyło się filozofię i już. Teraz trzeba by ją połączyć np. ze znajomością technologii. Ktoś będzie musiał przyglądać się algorytmom, technologiom mającym coraz większy wpływ na nasze życie. Będzie trzeba stawiać im granice. Szukać etycznego wymiaru. Rośnie też liczba cyberprzestępców, więc będą potrzebni cyberpolicjanci.
— Jezu, a co ze słynnym „skończ studia, będziesz miał super życie”?
— Nieaktualne, i to od dawna. Stary kontrakt społeczny, polegający z grubsza na tym, że kto zdobędzie wykształcenie, ten będzie miał zarobki i stabilizację, jest już w dużej mierze nieaktualny. Technologie przyspieszyły jego koniec. Większość osób będzie w ciągu swojego życia zmieniała zawód co najmniej kilkukrotnie. Najważniejsze jest to, żeby się na te zmiany przygotować. U mnie i moich kolegów rodzice mówili: skończ studia, znajdziesz dobrą pracę. Ale już dla mnie zderzenie z rynkiem pracy było brutalne. Milenialsi przeszli przez młyn bezpłatnych staży, pracy za darmo, przez śmieciówki. Kiedy kilkanaście lat temu kończyłem dziennikarstwo, rzeczywistość medialna była zupełnie inna niż dziś. Istniały wysokonakładowe gazety, a o nowych formach dziennikarstwa, jak podcasty, nikt nawet nie myślał. To dotyczy wielu zawodów. Gotowość do uczenia się nowych rzeczy jest dziś kluczowa.
— Mówiłeś o kompetencjach społecznych. A przecież coraz częściej się mówi o psychoterapii za pomocą AI.
— Biedniejsi będą skazani na czatbota. Bogatszych będzie stać na pomoc człowieka profesjonalisty. Myślę, że prawdziwi psychoterapeuci będą jeszcze bardziej rozchwytywani. Namawiałbym też młode osoby do podejmowania np. pracy pielęgniarskiej, która jest i ważna społecznie, i potrzebna. A będzie też coraz bardziej opłacalna. Robot może wyręczyć w tym, że będzie rozdawać leki, nie pomyli się, zmierzy temperaturę, a pielęgniarka czy pielęgniarz w tym czasie zajmie się rozmową z pacjentem, wsparciem emocjonalnym. Podobnie w innych zawodach medycznych.
— Nie za bardzo wiadomo, co będziesz robił po dziennikarstwie, za to wiadomo, że raczej nie zabraknie pracy dla elektryków czy hydraulików. Czas przeprosić się ze szkołami zawodowymi, którymi gardzili wykształceni z wielkich ośrodków?
— Już się z nimi przepraszamy. Klasa średnia, ludzie z wyższym wykształceniem pracujący w biurach, korporacjach, płaczą, że przychodzi specjalista i bierze za naprawę rury czy czegoś, co wymaga specjalistycznej wiedzy, kilkaset złotych. Pojawia się poczucie niesprawiedliwości, że ja po pięciu latach studiów i stażach zarabiam mniej. Elektrycy, elektronicy to jest przyszłość, całe nasze życie jest podpięte pod elektronikę. Te zawody są i będą potrzebne. Szczególnie związane z energią zieloną, bo i ta transformacja w końcu nas czeka.
Inna definicja sukcesu
Marta ma dwóch synów. 21 i 19 lat. Starszy zamierza rzucić studia i zacząć inny kierunek, bo chciał być humanistą, ale się zakochał w matematyce. Młodszy zrobił sobie gap year. „W końcu będę miał czas, by sprawdzić, czy to, co mnie interesuje — inwestowanie, giełda — jest OK”. Może work and travel? A może wolontariat? — Mieliśmy mnóstwo rozmów, próbowałam im jakoś doradzać, ale nie potrafię powiedzieć, co otworzy przed nimi horyzonty i możliwości finansowe — opowiada Marta. — Mam wrażenie, że młodzi niekoniecznie szukają dziś tego, czego ja szukałam. Ja nie miałam wyboru: Polska się rozwijała, pracowało się siedem dni w tygodniu i nikt się nie przejmował nadgodzinami, nockami. Było takie podejście, że trzeba dużo pracować, zarabiać, żeby wynająć mieszkanie, coś oszczędzić. Dla mnie sukces to było zapewnienie sobie bytu. Oni ten byt mają zapewniony. I chyba uważają, że sukces jest wtedy, kiedy życie będzie ciekawe. Kiedy nie będzie ich drenować tak jak nas. Przede wszystkim chcą żyć.
Tymczasem Wiktor lutuje styki w używanych laptopach, naprawia moduły Bluetooth w słuchawkach bezprzewodowych i się cieszy, że ostatnio w Warszawie wszyscy tacy eko. Może to też kryzys, a może to AI wszystkich z pracy zwolniła, że mniej wyrzucają starych sprzętów, tylko je przychodzą naprawiać. — To nie jest robota na lata — mówi. — Ale trochę się tu rzeczy nauczyłem, zarabiam tyle, że mi wystarcza i mogę pomyśleć. Czy coś wymyśliłem? Jeszcze nic. Ale kiedyś bym wrócił do edukacji, poszedł na jakieś studia. Na razie bez wielkich zobowiązań. Wielkie zobowiązania są chyba niedzisiejsze.




