-
Kreml zabronił mediom kontrolowanym przez siebie publikowania informacji o zakazach oraz ograniczył użycie tego słowa w przekazie medialnym.
-
Rosyjskie media zmuszone są do unikania słowa „zakaz”, a sytuację utrudnia brak jasnych instrukcji, czym można je zastąpić.
-
Nowe wytyczne mają miejsce w kontekście spadającego poparcia dla polityki Władimira Putina i zbliżających się wyborów do Dumy Państwowej.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
– „Jedna Rosja” nie jest partią zakazów – oświadczył cytowany przez Meduzę przewodniczący Rady Generalnej partii Władimir Jakuszew, który we wtorek wezwał deputowanych, by nie uciekali się do „prohibicyjnego szaleństwa”. Jak przekonywał, ludzie w większości przypadków „sami decydują, co i jak ograniczyć”.
– Zbyt wiele barier hamuje rozwój, a Rosja jest wieczna (…) Prawo powinno być elastyczne, dynamiczne, postępowe i skierowane w przyszłość – mówił wówczas przywódca Rosji.
Teraz okazuje się, że zapowiedzi rządzących nie były przypadkowe. W cieniu spadających notowań Putina, a przed wrześniowymi wyborami do Dumy Państwowej, Kreml znalazł jeden prosty sposób na to, by Rosjanie nie przejmowali się opresją systemu. „Zakazy”, przynajmniej na papierze, znikają po cichu z przekazu głównych mediów.
Rosja bez „zakazów”. Meduza dotarła do informatorów
Informację o nietypowych wytycznych z Administracji Prezydenta Meduza potwierdziła u dwóch pracowników prokremlowskich mediów i jednego pracownika mediów państwowych. Słowo „zakaz” ma nie pojawiać się w nagłówkach, a najlepiej o „zakazach, ograniczeniach i grzywnach” pisać jak najmniej.
– Jest jeden wyjątek – gdy zakaz zostanie zniesiony – przekazał ironicznie jeden z informatorów. Meduza przypomina, że w ostatnich latach nie zostały zdjęte żadne restrykcje, wręcz przeciwnie.
Sytuacji wydawców i pracowników mediów nie poprawia fakt, że Kreml nie przekazał jasnych wytycznych, czym można zastąpić słowo objęte cenzurą. W efekcie, przy ostatnim, bezprecedensowym ukraińskim ataku dronów na Rosję rosyjskie serwisy musiały opisać nowy „zakaz filmowania incydentów” bez kluczowej frazy. Gazeta.ru i Lenta postawiły na „ograniczenia” z kolei moskiewskie MSK1 na „zaostrzone kary za złamanie przepisów”.
– Okazuje się, że nie ma żadnych zakazów: Są tylko wyższe grzywny – żartował jeden z informatorów.
Spadające poparcie i „dobre tematy”. Propaganda musi zmienić podejście
To jednak nie koniec nowych wytycznych. Dziennikarze zachęcani są do promowania i nagłaśniania „pozytywnych i terapeutycznych inicjatyw Jednej Rosji”. Pożądane jest pisanie o przypadkach, gdy politycy i urzędnicy otwarcie „walczą” z ograniczeniami (lub przynajmniej się z nimi nie zgadzają). Do decyzji „niezależnego” medium może należeć np., czy w tytule pojawi się imię i nazwisko konkretnego deputowanego.
Według cytowanego przez Meduzę stratega politycznego współpracującego z blokiem politycznym AP większość zakazów inicjowana jest przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa, z którymi Kreml „nie jest gotowy na konfrontację”.
– Walka nie toczy się przeciwko zakazom, ale przynajmniej ma ograniczyć liczbę rozmów na ich temat i ich negatywnego wpływu – twierdził, dodając, że „zakaz zakazów” to „robienie dobrej miny do złej gry”.
Oznacza on spadek aprobaty o 8,4 pp. od lutego, szóstą kolejną odsłonę badania z topniejącym poparciem dla przywódcy Rosji oraz historycznie niski wynik Putina. Negatywne zdanie o działaniach Kremla ma 23,3 proc. ankietowanych.
-
Zełenski ujawnił plany Rosji. „Mają pięć różnych scenariuszy”
-
Nowa taktyka Ukrainy – drony wyposażone w pociski. Działają na tyłach wroga














