W książce Szymona Piegzy „Mieli nas za opętanych. Historie nadużyć egzorcystów” multum jest przykładów na to, że cywilizacyjnie cofamy się w imponującym tempie.
Kiedyś to były czasy! Wystarczyło, żeby arcybiskup Marek Jędraszewski coś powiedział, a natychmiast robił się szum medialny. Kiedy indziej wybryki arcybiskupa Henryka Hosera podrywały do wzmożonej pracy dziennikarzy i rozpalały policzki czytelników. Ach, co się działo, kiedy ksiądz Jarosiewicz z fundacji SMS z Nieba spalił na stosie w Gdańsku książki o Harrym Potterze oraz laleczkę Hello Kity! Bez przesady można powiedzieć, że cała Polska żyła ekscesami polskiego Kościoła.
Ale to było dawno, w czasach, gdy wszyscy interesowali się piekielnymi postępkami Kościoła, a nie jedynie tym, czy Kaczyński wstał, czy usiadł oraz czy „Kierownik” się wściekł niemożebnie, czy może jednak prezes wściekł się bardziej.
Obawiam się, że blaknie już pamięć o tym, co niedawno działo się w diecezji sosnowieckiej, najbardziej przeklętym miejscu w całej Polsce. Czy pamiętacie, co wyprawiali księża z Dąbrowy Górniczej, zdolni zawstydzić nawet zatwardziałych dewiantów? Przypomnijcie sobie księdza Piotra Glasa, swego czasu galaktyczną gwiazdę wśród egzorcystów, o którym ostatnio świat zapomniał. Tego Glasa, który wypędzał demony zboczeń, wydawał o tym poczytne książki, aż okazało się, że jego niepohamowany „fetysz stóp”, jak to sam Glas nazwał, ujawniał się nadmiernym zainteresowaniem stopami dzieci.
Jeśli coś pamiętamy, to zapewne wyłącznie działalność upadłego księdza Olszewskiego, salcesonem wypędzającego z młodej kobiety zalęgłego w niej demona wegetarianizmu, a w międzyczasie odbierającego esemesy od samego szatana. Temat egzorcyzmów, kiedyś tak bardzo nas rajcujący, teraz zszedł na drugi, by nie rzec trzeci plan, w czym osobiście widzę sprawkę Złego. To Zły wam podrzuca ciągle treści o „maślarzach” i „harcerzach”, żebyście tym zaprzątali swoją uwagę, podczas gdy Książę Ciemności czyni swą piekielną powinność.
Ale nie lękajcie się! Kościół nie zaprzestał swojej misji! Kościół nadal walczy z szatanem, czego przykładem niedawne, 404. posiedzenie Konferencji Episkopatu Polski. Otóż niezawodny Episkopat powołał do życia w warszawskiej Akademii Katolickiej coś, co nazwał „Studium przygotowujące do posługi uwalniania duchowego”, mające kształcić zawodowych egzorcystów. Niby owo studium ma ucywilizować bezhołowie, jakie rozpanoszyło się w Polsce, gdzie obłąkańcy wypędzają z ludzi demony bez żadnego nadzoru, ale samo to, że będą studia na kierunku „uwalnianie duchowe”, świadczy o tym, że szamanizm w Kościele ma się coraz lepiej.
Mam przeczucie, że im bardziej będziemy się rozwijać technologicznie, tym szybciej osuwać w obskurantyzm, zabobon i negowanie nauki. Będzie malowniczo, aczkolwiek strasznie. Ale im straszniej, tym ciekawiej, bo wielką widzę przyszłość przed Polską jako skansenem kołtunerii i walki z medycyną za pomocą pogańskich obrządków. Najnowsze doniesienia z frontu wojny z szatanem są takie, że kardynał Konrad Krajewski, jałmużnik papieski, a od marca metropolita łódzki, powołał właśnie dwóch kolejnych egzorcystów w diecezji łódzkiej, a przy okazji przyklepał i przedłużył posługę wszystkich innych kościelnych czarowników.
Kiedy czytam o idei stworzenia studiów dla egzorcystów — zamiast zakazania tej praktyki, bo to jak cywilizować krokodyle — zawsze przypomina mi się historia Anneliese Michel. Niedziwne, bo jej przypadek jest najsłynniejszym na świecie dowodem, że egzorcyzmy zabijają, a ściślej — ludzie zabijają ludzi za pomocą szamańskich zabiegów. Anneliese Michel miała dwadzieścia kilka lat, epilepsję i problemy psychiczne, a co najgorsze — sfanatyzowanych religijnie rodziców. Tragedia młodej Niemki nakarmiła oczywiście popkulturę, nakręcono inspirowane jej dramatem horrory, jak „Egzorcyzmy Emily Rose”, ale jeśli chcecie poznać tę historię w formie psychologicznej, a nie efekciarskiej, bez satanistycznych bredni, za to z przerażającym obrazem katolickiego kołtuństwa, obejrzyjcie niemieckie ”Requiem” sprzed dwudziestu lat z fenomenalną Sandrą Hüller u progu wielkiej kariery. Michel, zagłodzona na śmierć przez własnych rodziców pod kierownictwem dwóch księży, wypędzających z niej demony za pomocą głodówki i odwadniania, dla Kościoła, zdaje się, nadal jest dowodem na istnienie szatana.
Opętanie? Historia nadużyć polskich egzorcystów
Egzorcyzmy nad Wisłą trzymają się mocno, w końcu nasz ulubiony Ojciec Święty był wielkim zwolennikiem tej metody uzdrawiania. On przecież wyniósł na piedestał Gabrielego Amortha, naczelnego watykańskiego magika od przepędzania diabłów. A i sam Wojtyła — dowiaduję się z książki Szymona Piegzy „Mieli nas za opętanych. Historie nadużyć egzorcystów” — znajdował upodobanie w osobistym wypędzaniu złych duchów z opętanych.
Książka Piegzy to kronika polskiego obłędu, ale nie szatan za tym stoi, lecz zbiorowe zaburzenia psychiczne i seksualne kleru. Nie egzorcyzmować należy młode kobiety, ale wszystkich księży solidnie przebadać pod kątem odstępstw od normy. Bo naturalnie egzorcyści specjalizują się w wypędzaniu demonów z ciał młodych kobiet, z dziewcząt, a nawet dziewczynek, demonów wielu rodzajów, najchętniej jednak demonów seksu. Jakoś nie znajduję u Piegzy relacji z wypędzania szatana ze staruszek albo mężczyzn w podeszłym wieku. Dajcie spokój, żaden szanujący się egzorcysta nie będzie sobie zawracał głowy starymi ludźmi, on poluje na dziewczyny z problemami, a nawet dzieci, żeby pobawić się z nimi, najchętniej w BDSM. Jak wygonić z dziewczyny demona seksu, który ją opętał? Jeszcze bardziej perwersyjnym seksem, wiadomo! Klina klinem, że ujmę to staropolską maksymą.
Z książki Piegzy dowiaduję się, że znalezienie dziś dobrego egzorcysty graniczy z cudem. Przykre, ale prawdziwe — nikt już się nie rwie do tej roboty. No nie rwie się, ale i tak mamy najwięcej egzorcystów w Europie, nie licząc Włoch. Jesteśmy światową potęgą w egzorcyzmach, blednie przy tym nasza potęga gospodarcza i militarna. Samymi egzorcyzmami moglibyśmy pokonać Putina.
U Piegzy multum jest przykładów na to, że cywilizacyjnie cofamy się w imponującym tempie, ale podaję najbardziej znamienny. Oto niejaki ksiądz Gutmajer z diecezji bydgoskiej wypędzał z opętanej szatana za pomocą skarpetki Jana Pawła II, znajdującej się w pozłacanym relikwiarzu. Szatan szatanem, ale ważna skarpetka — jeśli znajdowała się w relikwiarzu, to znaczy, że owa skarpetka jest relikwią. Blednie przy tym krew papieska rozprowadzana w ampułkach przez Stanisława Dziwisza.
Dziwny fetyszyzm księdza Gutmajera związany ze skarpetkami papieża może sugerować, że gdzieś znajduje się relikwia w postaci majtek Wojtyły. Jakie majtki nosił polski papież? Bokserki czy slipy? To poważne pytanie teologiczne, a wręcz demonologiczne — jeśli można szatana pogonić jedną skarpetką, to tym bardziej majtkami. Lepiej wypraną skarpetką czy brudnymi majtkami, na których pozostał zapach Ojca Świętego? Nieprane skarpetki świętego Jana Pawła II, a tym bardziej nieprane jego majtki powinny być wstrętne każdemu demonowi.





