Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Czy można sadzić pomidory obok ogórków? Złota zasada w warzywniku

Czy można sadzić pomidory obok ogórków? Złota zasada w warzywniku

23 maja, 2026
Żołnierze USA w Polsce. Wyciekły depesze ambasady USA. „Poczucie zdrady”

Żołnierze USA w Polsce. Wyciekły depesze ambasady USA. „Poczucie zdrady”

23 maja, 2026
Śmierć w trakcie meczu. Ogromna tragedia na koniec sezonu – Ekstraklasa – Sport Wprost

Śmierć w trakcie meczu. Ogromna tragedia na koniec sezonu – Ekstraklasa – Sport Wprost

23 maja, 2026
Te miejsca emitują więcej CO2 niż całe miasta. Niechlubna trójka

Te miejsca emitują więcej CO2 niż całe miasta. Niechlubna trójka

23 maja, 2026
Łotwa. Tajemniczy dron spadł do jeziora na wschodzie. Trwa śledztwo

Łotwa. Tajemniczy dron spadł do jeziora na wschodzie. Trwa śledztwo

23 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Czy można sadzić pomidory obok ogórków? Złota zasada w warzywniku
  • Żołnierze USA w Polsce. Wyciekły depesze ambasady USA. „Poczucie zdrady”
  • Śmierć w trakcie meczu. Ogromna tragedia na koniec sezonu – Ekstraklasa – Sport Wprost
  • Te miejsca emitują więcej CO2 niż całe miasta. Niechlubna trójka
  • Łotwa. Tajemniczy dron spadł do jeziora na wschodzie. Trwa śledztwo
  • Pogoda na lato. Prognozy są zgodne: wakacje 2026 będą bardzo ciepłe
  • Legia Warszawa bez europejskich pucharów! Co za finisz w Ekstraklasie – Ekstraklasa – Sport Wprost
  • W głębi Ziemi powstaje wodór. Jest tylko jedno takie miejsce na świecie
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Wichury i ulewy coraz groźniejsze. Te błędy budowlane kosztują najwięcej
Wichury i ulewy coraz groźniejsze. Te błędy budowlane kosztują najwięcej
Aktualności

Wichury i ulewy coraz groźniejsze. Te błędy budowlane kosztują najwięcej

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości23 maja, 2026

Potężne ulewy i wichury będą coraz częściej wystawiać na próbę nasze domy. Co zrobić, żeby to przetrwały? Warto sięgnąć po doświadczenia krajów, które z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi mierzą się od dawna.

Tylko w jeden marcowy weekend tego roku strażacy interweniowali przy ponad 120 zerwanych lub uszkodzonych dachach. Trudno uznać to za katastrofę stulecia. Raczej za jeden z wielu epizodów coraz bardziej zmiennej pogody.

To nie są już incydenty. To trend. Doświadczyły go w ostatnich latach dziesiątki miejscowości — nie tylko nad morzem czy w górach, gdzie zawsze wiało najmocniej, lecz także w centrum kraju, o którym jeszcze niedawno nikt nie myślał jako o strefie ryzyka.

O wiatrowym zagrożeniu zrobiło się głośno w lipcu 2007 r., gdy w powiecie częstochowskim trąba powietrzna zniszczyła 263 budynki. W całym kraju wskutek silnych wiatrów ucierpiało wówczas 401 obiektów. Rok później było jeszcze gorzej. Główny Urząd Nadzoru Budowlanego (GUNB) doliczył się aż tysiąca katastrof budowlanych.

Tylko jednego dnia — 15 sierpnia 2008 r. — w okolicach Radomska, Piotrkowa Trybunalskiego i Wielunia dachy straciło co najmniej 541 budynków, a w Strzelcach Opolskich kolejnych 236.

Statystyki nadzoru budowlanego pokazują wyraźnie, że zdecydowana większość katastrof ma związek z czynnikami losowymi, przede wszystkim z pogodą. Wichura połączona z intensywnym deszczem to dziś najczęstszy „pakiet destrukcyjny”. Co więcej, takie zdarzenia pojawiają się falami — nagle i gwałtownie — dokładnie tak jak same zjawiska pogodowe, które je wywołują.

Rok 2017 był kolejnym, w którym nawałnice i wichury doprowadziły do ponad 400 katastrof budowlanych, głównie w północnej i zachodniej Polsce. Podobny mechanizm zadziałał w 2022 r. Łącznie w ciągu niespełna 20 lat ekstremalnych warunków pogodowych nie przetrwało ponad 3,8 tys. budynków, głównie domów. To oznacza, że co roku średnio znikała z mapy jedna niewielka wieś.

Jeszcze bardziej zdradliwy obraz wyłania się z danych dotyczących silnych opadów i powodzi. Od lat przyzwyczajaliśmy się do myśli, że to właśnie one stanowią największe zagrożenie. I rzeczywiście — wielka woda w 1997 i 2010 r. zapisała się w zbiorowej pamięci jako narodowa trauma. Zginęło wówczas 56 i 25 osób, a straty liczono w miliardach złotych.

Paradoks polega na tym, że liczba katastrof formalnie zakwalifikowanych do tej kategorii jest relatywnie niewielka. W niektórych latach to zaledwie kilka lub kilkanaście zdarzeń. I właśnie tutaj statystyki GUNB najbardziej rozmijają się z rzeczywistością.

Rok 2010 jest tego najlepszym przykładem. W rejestrach pojawiły się 53 katastrofy spowodowane powodzią, ale jednocześnie organy nadzoru oceniły ponad 25 tys. obiektów na terenach zalanych, z czego przeszło 1,2 tys. uznano za nadające się wyłącznie do rozbiórki. Te budynki nie trafiły do statystyk, tylko dlatego, że woda działała powoli — wsiąkając w ściany, podmywając fundamenty, powodując pęknięcia i odchylenia — a nie gwałtownie. Formalnie nie było katastrofy. Faktycznie były nieodwracalne straty.

Ten sam mechanizm powtórzył się w 2024 r. Powódź na południu i zachodzie kraju doprowadziła do ponad 14 tys. uszkodzeń budynków w ciągu kilku tygodni. Setki inspektorów nadzoru pracowały w terenie, oceniając bezpieczeństwo obiektów. A jednak tylko niewielka część tych zdarzeń mogła zostać zakwalifikowana jako katastrofy budowlane.

W efekcie statystyki GUNB nie pokazują pełnego obrazu zniszczeń, lecz ich najbardziej dramatyczny wycinek. Wichura niszczy gwałtownie i punktowo — dlatego trafia do rejestrów. Powódź ciszej, ale szerzej. Właśnie dlatego w statystykach wygląda na mniej groźną, niż jest w rzeczywistości.

Trzeba przyznać, że w ciągu ostatnich 20 lat zrobiono wiele, by ograniczyć skutki powodzi. Po 1997 r. Polska ruszyła z inwestycjami hydrotechnicznymi. Budowano i modernizowano wały, śluzy, jazy, zapory i zbiorniki retencyjne. Po powodzi w 2010 r. Sejm uchwalił specustawę przyspieszającą budowę wałów, a w rekordowym 2013 r. wydano ponad 1,6 tys. pozwoleń na budowę obiektów hydrotechnicznych.

Z czasem okazało się jednak, że sama budowa wałów nie rozwiązuje problemu. Przede wszystkim daje złudne poczucie bezpieczeństwa. Na terenach zagrożonych wciąż powstawały domy i całe osiedla. Przez lata gminy mogły, ale nie musiały uwzględniać ryzyka powodziowego w planach zagospodarowania czy wydawanych inwestorom decyzjach o warunkach zabudowy.

W 2014 r. Najwyższa Izba Kontroli wprost wskazała, że jedną z głównych przyczyn rosnących strat jest zabudowa terenów zagrożonych powodzią. W roku 2018 zaostrzono przepisy i wprowadzono obowiązek uzgadniania inwestycji z Wodami Polskimi. Jednak kontrola NIK z 2023 r. pokazała, że w dziewięciu z jedenastu gmin objętych kontrolą przepisy te były łamane.

Coraz częściej problemem nie jest już wielka woda z rzek, lecz ta, która spada z nieba i nie ma gdzie odpłynąć. Powodzie miejskie są szybkie i lokalne. Beton i asfalt nie przepuszczają wody, a kanalizacja była projektowana na zupełnie inne opady. Miasto przestaje wchłaniać wodę i zaczyna ją odbijać. A wtedy nawet kilkanaście centymetrów wystarcza, by zniszczyć instalacje, zalać piwnice i podmyć fundamenty.

Jak temu zapobiegać? Warto spojrzeć na Holandię, gdzie z wodą nauczono się żyć. Jedna trzecia kraju leży tam poniżej poziomu morza, a bez systemu zabezpieczeń regularnie zalewane byłoby nawet 60 proc. powierzchni lądu. Zamiast więc próbować zamykać rzeki w coraz węższych korytach i podnosić wały w nieskończoność, zmieniono sposób myślenia o przestrzeni. Rzekom oddano tereny, które w czasie wysokich stanów wody mogą zostać zalane bez większych szkód. Są to łąki, poldery, obszary zielone i specjalnie zaprojektowane strefy zalewowe, gdzie woda może się rozlać, spowolnić i wytracić energię, zanim dotrze do zabudowy. W tych miejscach po prostu się nie buduje — a jeśli już, to w sposób uwzględniający okresowy kontakt z wodą.

Kluczowe jest to, że decyzje o zabudowie zapadają tam z pełną świadomością ryzyka. Nie zakłada się, że powódź „może się nie zdarzyć”, lecz że prędzej czy później się zdarzy i trzeba na nią zostawić miejsce. Dzięki temu woda nie musi przebijać się przez osiedla i ulice, bo wcześniej trafia na obszary, które zostały dla niej przewidziane. To myślenie systemowe, w którym bezpieczeństwo nie zaczyna się przy drzwiach domu, lecz dużo wcześniej — w skali całego krajobrazu. W Polsce dopiero zaczynamy je wdrażać.

Najciekawsze jest to, że na poziomie pojedynczego domu wiele da się zrobić bez wielkich pieniędzy. Woda niemal nigdy nie wdziera się spektakularnie przez drzwi. Najczęściej trafia do środka przez miejsca, o których rzadko się myśli: kanalizację, przyłącza, szczeliny przy oknach.

Podczas podtopienia woda potrafi cofnąć się rurą kanalizacyjną jak przez komin. W takich sytuacjach różnicę robi zawór zwrotny — element, który pozwala wodzie płynąć tylko w jedną stronę. Instalatorzy traktują go jak oczywistość, ale w wielu domach, zwłaszcza starszych, wciąż go nie ma. Kosztuje tyle, co porządna bateria łazienkowa. A potrafi oszczędzić miesiące remontu.

Woda spływa też z całej działki. Każde utwardzenie przyspiesza odpływ, każda depresja zbiera wodę. Czasem wystarczy kilkanaście centymetrów różnicy wysokości, by zdecydować, czy dom pozostanie suchy.

Dlatego tak skuteczne bywa podniesienie poziomu budynku: wyższy fundament, próg wejścia czy niewielki nasyp od strony potencjalnego napływu wody.

W nowoczesnym budownictwie przeciwpowodziowym funkcjonuje też pojęcie sacrificial ground floor — parteru „do poświęcenia”. Może zostać zalany, ale konstrukcja budynku i piętro mieszkalne pozostają nienaruszone. Jeszcze dalej idą domy stawiane na słupach, gdzie woda może swobodnie przepłynąć pod budynkiem.

Innym sposobem na ograniczenie strat jest takie przygotowanie wnętrza domu, by kontakt z wodą nie oznaczał od razu poważnych zniszczeń. W praktyce oznacza to stosowanie materiałów, które lepiej znoszą wilgoć — na przykład betonu, płytek czy odpornych wykończeń ścian — zamiast tych, które nasiąkają i szybko się degradują.

Duże znaczenie ma także sposób rozmieszczenia instalacji. Elementy elektryczne, kable czy urządzenia sterujące można umieścić wyżej niż standardowo — zazwyczaj powyżej jednego metra od podłogi. W wielu przypadkach da się to zrobić już na etapie projektu albo modernizacji, w tych miejscach domu, które są najbardziej narażone na zalanie.

Skoro wiemy, że wiatr niszczy najszybciej, warto przyjrzeć się dachom. Wichury pojawiają się dziś w całym kraju. Przy porywach rzędu 70 km na godz. dobrze wykonany dach powinien przetrwać. Jeśli nie przetrwa, oznacza to problem systemowy — projektowy, wykonawczy albo regulacyjny.

W Polsce obowiązują dziś eurokody, czyli europejskie normy projektowe, które uwzględniają obciążenia wiatrem, ukształtowanie terenu i strefy klimatyczne. Projektant wie, co robi. Tyle że to jest wiedza na papierze.

W praktyce projekty katalogowe są często dopasowywane do działki raczej formalnie niż realnie. A później zaczyna się proces, który trudno nazwać inaczej niż negocjacją z rzeczywistością: zmiany materiałów, skróty technologiczne, oszczędności na tym, czego nie widać. Najczęściej na dachu.

Dlatego podczas tej samej burzy jeden dom traci kilka dachówek, a drugi cały dach.

W innych krajach tę lekcję przerobiono wcześniej. Na Florydzie, gdzie huragany są elementem codzienności, po katastrofach z lat 90. wprowadzono obowiązkowe standardy konstrukcyjne. Nie ogólne zasady, ale konkretne rozwiązania: jak łączyć dach ze ścianą, jak kotwić konstrukcję, jakie elementy stosować. Ich efektem są dziś oszczędności liczone w miliardach dolarów rocznie.

Także w Niemczech doświadczenia z silnymi wichurami doprowadziły do zaostrzenia wymagań dotyczących mocowania pokryć i konstrukcji dachów. Normy nie kończą się tam na ogólnym stwierdzeniu, że „dach ma wytrzymać wiatr”, ale precyzyjnie określają sposób montażu dachów.

Problem nie polega na tym, że w Polsce buduje się domy źle albo bez wiedzy. Przeciwnie — przez ostatnie lata do praktyki projektowej weszły nowoczesne normy, a projektanci doskonale wiedzą, jak liczyć konstrukcje pod kątem wiatru czy obciążeń związanych z wodą. Problem polega na czymś innym: budujemy tak, jakby klimat wciąż był taki sam jak 20 czy 30 lat temu. Ten błąd zaczyna się często już na etapie wyboru działki. Grunty w obniżeniach terenu, dawnych starorzeczach czy w sąsiedztwie rowów melioracyjnych rzadko są przypadkiem tanie. Potem przychodzi projekt katalogowy, który „pasuje wszędzie” i adaptacja sprowadzona do formalności.

Najwięcej rozstrzyga się jednak na budowie. To tam detale, których nie widać na wizualizacjach, schodzą na dalszy plan: liczba łączników, sposób zamocowania dachu, szczelność przejść instalacyjnych, jakość izolacji. To są drobiazgi — do momentu, w którym przychodzi wichura albo nawalny deszcz. W przypadku wiatru największym błędem jest wiara, że sam ciężar dachu wystarczy. Nie wystarczy. O odporności decyduje sposób połączenia konstrukcji: to, czy dach jest rzeczywiście „przywiązany” do budynku. Jeśli te połączenia są słabe albo wykonane po kosztach, wiatr nie musi być spektakularny. Wystarczy jeden silniejszy podmuch, by zaczął działać jak dźwignia. Dach nie zawsze odlatuje dlatego, że był źle zaprojektowany — częściej dlatego, że został źle zamocowany.

Z wodą bywa jeszcze bardziej podstępnie. Łatwo uwierzyć, że skoro dom ma odprowadzenie, problem został rozwiązany. Tymczasem podczas nawalnego deszczu to właśnie ten system staje się najsłabszym ogniwem: kanalizacja się przeciąża, a woda zaczyna wracać tam, skąd miała odpływać.

A my wciąż wierzymy, że skoro coś nie zdarzyło się od kilkunastu lat, to pewnie się nie zdarzy. Tymczasem zmiany klimatu nie są już prognozą, lecz rzeczywistością, która co roku testuje nasze domy i nasze decyzje. Praktyka budowlana wciąż zbyt często opiera się na przyzwyczajeniach i kosztach. A klimat nie zwraca na nie najmniejszej uwagi. I tylko od nas zależy, czy dalej będziemy budować tak, jakby nic się nie zmieniło.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Potężny zgrzyt między Nawrockim a Kaczyńskim. W tle Wałęsa i sędzia nr 1 w Polsce

Potężny zgrzyt między Nawrockim a Kaczyńskim. W tle Wałęsa i sędzia nr 1 w Polsce

Kim: nigdy nie czułam do Szymona Hołowni nienawiści. Po prostu wykonywałam swoją pracę

Kim: nigdy nie czułam do Szymona Hołowni nienawiści. Po prostu wykonywałam swoją pracę

Stankiewicz: działania Amerykanów to przestroga dla Donalda Tuska. Mają pretensje

Stankiewicz: działania Amerykanów to przestroga dla Donalda Tuska. Mają pretensje

Kiedy najlepiej jeść śniadanie? Naukowcy dają jednoznaczną odpowiedź

Kiedy najlepiej jeść śniadanie? Naukowcy dają jednoznaczną odpowiedź

Luksus zyskał nową definicję. Coolcation to nowa filozofia podróżowania

Luksus zyskał nową definicję. Coolcation to nowa filozofia podróżowania

Varga: ta książka to kronika polskiego obłędu. Nie szatan za tym stoi

Varga: ta książka to kronika polskiego obłędu. Nie szatan za tym stoi

Chopin grywał tu z narzeczoną na fortepianie, a Goethe wdał się w płomienny romans. Dzisiaj mało kto pamięta o tym mieście

Chopin grywał tu z narzeczoną na fortepianie, a Goethe wdał się w płomienny romans. Dzisiaj mało kto pamięta o tym mieście

Reżyser polskiego antysemityzmu. Uderzeniem w Michnika i Kuronia zakłopotał nawet władze PZPR

Reżyser polskiego antysemityzmu. Uderzeniem w Michnika i Kuronia zakłopotał nawet władze PZPR

Polska skorzystała na kłopotach Trumpa. Jego ludzie musieli się cofnąć

Polska skorzystała na kłopotach Trumpa. Jego ludzie musieli się cofnąć

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Żołnierze USA w Polsce. Wyciekły depesze ambasady USA. „Poczucie zdrady”

Żołnierze USA w Polsce. Wyciekły depesze ambasady USA. „Poczucie zdrady”

23 maja, 2026
Śmierć w trakcie meczu. Ogromna tragedia na koniec sezonu – Ekstraklasa – Sport Wprost

Śmierć w trakcie meczu. Ogromna tragedia na koniec sezonu – Ekstraklasa – Sport Wprost

23 maja, 2026
Te miejsca emitują więcej CO2 niż całe miasta. Niechlubna trójka

Te miejsca emitują więcej CO2 niż całe miasta. Niechlubna trójka

23 maja, 2026
Łotwa. Tajemniczy dron spadł do jeziora na wschodzie. Trwa śledztwo

Łotwa. Tajemniczy dron spadł do jeziora na wschodzie. Trwa śledztwo

23 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Pogoda na lato. Prognozy są zgodne: wakacje 2026 będą bardzo ciepłe

Pogoda na lato. Prognozy są zgodne: wakacje 2026 będą bardzo ciepłe

23 maja, 2026
Legia Warszawa bez europejskich pucharów! Co za finisz w Ekstraklasie – Ekstraklasa – Sport Wprost

Legia Warszawa bez europejskich pucharów! Co za finisz w Ekstraklasie – Ekstraklasa – Sport Wprost

23 maja, 2026
W głębi Ziemi powstaje wodór. Jest tylko jedno takie miejsce na świecie

W głębi Ziemi powstaje wodór. Jest tylko jedno takie miejsce na świecie

23 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.