Amerykanie wychłostali Donalda Tuska. Tak jak wcześniej chłostali Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Dudę, Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera. Dziś sojusznicy zza Oceanu znów mają do polskich władz pretensje. Grają Ziobrą i wycofaniem wojsk.
Najpierw ze względu na „kwestie bezpieczeństwa narodowego” wiceszef Departamentu Stanu USA nakazał przyznać Zbigniewowi Ziobrze amerykańską wizę. Potem Pentagon oznajmił, że wstrzymuje relokację do Polski 4 tys. żołnierzy.
W obu przypadkach Amerykanie nie tylko nie wysłali rządowi ostrzeżenia. W obu przypadkach wręcz dezinformowali. Wszak ambasador USA w Polsce Tom Rose przekonywał szefa MSZ Radosława Sikorskiego, że Ameryka nie wpuści Ziobry. Donald Trump zaś tuż przed ogłoszeniem wojskowych cięć rozwodził się nad znakomitością swego frienda Karola Nawrockiego, za którą miało pójść zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce.
Zgadza się — chroniąc Ziobrę i wycofując część żołnierzy, Ameryka wymierzyła dwa siarczyste policzki ekipie Tuska. Ale niewiele się one różnią od policzków, które wcześniej dostawały wszystkie polskie rządy. Różnica jest tylko taka, że wcześniej policzkowano nas bardziej subtelnie. Teraz ostentacja jest większa — jak przystało na megalomański potencjał Trumpa.
Pierwszą lekcję prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz rząd Jerzego Buzka z obecnymi politykami Platformy i PiS na pokładzie odebrali wiosną 1999 r., zaledwie kilkanaście dni po przystąpieniu do NATO. Amerykanie zarządzili wówczas bombardowanie Serbii, co Polska musiała poprzeć. Interwencja NATO była moralnie słuszna — chodziło o uniemożliwienie Serbom czystek etnicznych i zakończenie wojny w byłej Jugosławii. Tyle że Ameryka działała bez mandatu ONZ, a bombardowania doprowadziły do śmierci wielu cywilów.
Potem był Afganistan. Wysłaliśmy tam wojska w ramach sojuszniczej zemsty po tym, jak 11 września 2001 r. powiązani z afgańskimi talibami terroryści porwali samoloty i zaatakowali strategiczne obiekty w USA.
I Irak, dokąd w 2003 r. na wezwanie Ameryki Polska — w odróżnieniu od sojuszników z Niemiec i Francji — wysłała żołnierzy, by obalić krwawego dyktatora Saddama Husajna. Husajn miał być groźny dla Zachodu, bo wedle CIA budował broń masowego rażenia. Nigdy nie została ona odnaleziona.
W obu operacjach życie straciło niemal 70 polskich żołnierzy, rannych były setki.
Dziś Trump mówi, że wsparcie sojuszników dla Ameryki było nic niewarte. I to w sytuacji, gdy w ramach pomocy Amerykanom po 11 września Polska poszła najdalej ze wszystkich państw NATO — premier Leszek Miller i prezydent Kwaśniewski zgodzili się na utworzenie na Mazurach tajnych więzień, do których CIA zwoziła podejrzanych o terroryzm z krajów muzułmańskich. Tortury były tam chlebem powszednim.
Gdy w efekcie walki politycznej w Ameryce informacje o tajnych więzieniach w Polsce wyciekły do mediów, polscy politycy musieli publicznie kłamać i skręcali śledztwo w tej sprawie.
Bolesną lekcję odebrali nie tylko postkomuniści, którzy próbowali się wkupić w łaski Ameryki. Podobnie Waszyngton traktował rządy PiS.
Za pierwszej kadencji Trumpa prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki dostali zakaz spotkań na najwyższym szczeblu w Waszyngtonie. To był rewanż za przyjęcie przez PiS ustawy, która wprowadzała kary dla tych, którzy przypisywali Polakom współodpowiedzialność za Holokaust. Zdaniem Izraela — a za nim Ameryki — była to próba uciszenia ofiar i badaczy Zagłady, którzy zajmują się współodpowiedzialnością Polaków. Pod presją Ameryki PiS pospiesznie się z przepisów wycofało.
Po przegranej Trumpa w 2020 r. demokratyczny prezydent Joe Biden po prostu bojkotował rząd PiS — za zbyt zamordystyczny styl rządzenia. Ale gdy Kaczyński próbował ustawą przejąć telewizję TVN, kontrolowaną przez Amerykanów, to dostał sygnał ostrzegawczy. Nie przypadkiem ustawę zawetował Andrzej Duda — chciał dobrze żyć z Amerykanami. Najbardziej wyrazistym przykładem tej woli są losy ustawy „lex Tusk”. Przyjęta tuż przed wyborami w 2023 r. miała zablokować powrót Donalda Tuska do władzy, skazując go na 10-letni zakaz zajmowania stanowisk publicznych. Duda się na to zgodził, po czym pospiesznie — pod naciskiem Ameryki — zgodę wycofał.
Dziś Amerykanie znów mają do polskich władz pretensje. Chodzi o to, że — podobnie jak inni europejscy sojusznicy — nie włączyliśmy się w operację przeciwko Iranowi. Jednocześnie nie podoba im się to, że rząd doprowadził do stworzenia programu SAFE, z którego kraje UE mają kupować broń produkowaną głównie w Europie. Co prawda Amerykanie skłonili prezydenta Nawrockiego do zawetowania ustawy wdrażającej SAFE, ale rząd to weto ominął.
Przyjęcie Ziobry i wycofanie wojsk — a potem cofnięcie wycofania — to po prostu przestroga ze strony sojusznika, na którego jesteśmy skazani. Dlatego rząd kalkuluje, co Ameryce dać. I dlatego walczy o żołnierzy, pozorując walkę o Ziobrę.