-
Na Morzu Bismarcka odnotowano silną erupcję podwodnego wulkanu, która wywołała chmury popiołu, pary i duże pola pumeksu unoszące się na powierzchni oceanu.
-
Obserwacje satelitarne oraz badania naukowców wskazują, że może dojść do powstania nowej wyspy, jeśli materiał wulkaniczny stopniowo przebije się ponad poziom morza.
-
Eksperci monitorują sytuację, analizując możliwe dalsze scenariusze, takie jak trwałe wynurzenie lądu, długotrwała aktywność wulkaniczna lub gwałtowna eksplozja spowodowana kontaktem magmy z wodą.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Podwodne wulkany to struktury wulkaniczne ukryte pod powierzchnią oceanów, często na głębokości setek metrów. Powstają w miejscach, gdzie magma wydostaje się przez szczeliny dna oceanicznego.
Ich erupcje różnią się od tych na lądzie, ponieważ gorąca lawa natychmiast styka się z zimną wodą. Powoduje to gwałtowne reakcje, ogromne ilości pary i wyrzuty popiołu oraz skał. Czasem skutkiem takich wybuchów jest powstanie nowej wyspy, jeśli materiał wulkaniczny zacznie wynurzać się ponad poziom morza.
Satelity NASA wykryły erupcję wulkanu w Oceanie Spokojnym
Jak można przeczytać na stronie NASA, erupcja została zauważona 8 maja 2026 r. w centralnej części Morza Bismarcka, na północ od Papui-Nowej Gwinei. Początkowo sejsmometry odnotowały serię niewielkich trzęsień ziemi, a chwilę później satelity zaczęły rejestrować gęste chmury pary wodnej i popiołu unoszące się nad powierzchnią oceanu.
W kolejnych dniach instrumenty NASA obserwowały zmieniający się kolor wody oraz rozległe pola pumeksu dryfujące wraz z prądami morskimi.
Zdjęcia wykonane przez satelitę Landsat 9 pokazały skupiska białych pióropuszy pary wydobywających się z jednego miejsca. Z kolei sensory podczerwieni wykryły bardzo silne anomalie cieplne, co sugeruje, że magma znajduje się wyjątkowo blisko powierzchni.
Eksperci podkreślają, że aktywność była tak intensywna, iż gorący materiał rozciągał się na obszarze ok. siedmiu kilometrów kwadratowych.
Do erupcji doszło prawdopodobnie w rejonie Grzbietu Tytana, ok. 16 kilometrów od miejsca wcześniejszego wybuchu podmorskiego wulkanu z 1972 r. Problem polega jednak na tym, że dno Morza Bismarcka jest słabo zbadane. Naukowcy nie posiadają dokładnych map batymetrycznych tego obszaru, dlatego nie są nawet pewni, który konkretnie komin wulkaniczny odpowiada za obecne zjawisko.
Naukowcy mówią o możliwych narodzinach nowej wyspy
Największe emocje budzi możliwość wynurzenia się nowego fragmentu lądu. Według specjalistów materiał wulkaniczny może stopniowo budować stożek, który przebije powierzchnię oceanu. Takie zjawisko zdarza się niezwykle rzadko i zwykle trwa od kilku dni do wielu miesięcy.
Czekamy, by zobaczyć, czy narodzi się nowa wyspa
Eksperci zwracają uwagę, że obecna erupcja różni się od słynnych wybuchów podmorskich wulkanów Tonga czy Fukutoku-Okanoba. Tamte wydarzenia były wyjątkowo gwałtowne i doprowadziły do gigantycznych eksplozji oraz fal uderzeniowych odczuwalnych na ogromnych odległościach. Tym razem aktywność wydaje się spokojniejsza, choć nadal bardzo intensywna.
Szczególnie interesujące jest to, że erupcja zachodzi prawdopodobnie w strefie grzbietu wulkanicznego związanego z rozsuwaniem się płyt tektonicznych. To właśnie dlatego badacze sądzą, że wybuch może mieć mniej eksplozywny charakter niż erupcje typowe dla stref subdukcji.
„Musi tam być bardzo dużo gorącego materiału blisko powierzchni” – ocenił w rozmowie z NASA wulkanolog Simon Carn z Michigan Tech.
Co może wydarzyć się dalej po erupcji podwodnego wulkanu
Scenariuszy jest kilka. Jeśli materiał wulkaniczny będzie nadal się gromadził, może dojść do trwałego wynurzenia wyspy. Wówczas naukowcy rozpoczną obserwacje nowego ekosystemu i procesów erozyjnych. Tego typu miejsca są niezwykle cenne dla badań nad tym, jak natura kolonizuje świeżo powstały ląd.
Istnieje jednak również ryzyko gwałtowniejszej eksplozji. Jeśli do płytko położonej komory magmowej przedostanie się większa ilość wody morskiej, może dojść do silnych wybuchów hydrotermalnych. Takie zjawiska są w stanie wyrzucać ogromne ilości popiołu wysoko do atmosfery i zakłócać ruch lotniczy.
Już teraz satelity obserwują rozległe smugi pumeksu unoszące się na oceanie. Fragmenty skał wulkanicznych mogą dryfować setki kilometrów, wpływając na żeglugę i lokalne ekosystemy morskie. Zmiana koloru wody świadczy również o ogromnej ilości materiału mineralnego oraz gazów uwalnianych podczas erupcji.
Naukowcy przypominają, że podobne podmorskie erupcje potrafią trwać bardzo długo. Wybuch z 1972 r. w tym rejonie trwał zaledwie cztery dni, ale inne historycznie erupcje pod oceanem utrzymywały się nawet przez kilka lat. Dlatego obecnie trudno przewidzieć, kiedy aktywność osłabnie.
Podwodny wulkan na Pacyfiku może zmienić wiedzę o oceanach
Obecne wydarzenie jest wyjątkowe również dlatego, że pozwala obserwować narodziny potencjalnej wyspy niemal w czasie rzeczywistym. Dzięki nowoczesnym satelitom badacze śledzą każdy etap procesu: od pierwszych trzęsień ziemi po zmiany temperatury oceanu i formowanie się nowych struktur.
Jim Garvin z NASA podkreśla, że podobne zjawiska są bezcenną okazją do nauki o Ziemi i procesach geologicznych zachodzących pod oceanami. Zdaniem ekspertów wydarzenie może pomóc lepiej zrozumieć, jak powstają wyspy wulkaniczne oraz jak wygląda aktywność ukryta głęboko pod powierzchnią mórz i oceanów.















