Joanna Biegaj, „Wprost”: Dzień Matki w mediach to głównie laurki, kwiaty i… szczęście. Chcę zapytać o to, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetu leczenia niepłodności w tym czasie. Czym ten dzień jest dla pani pacjentek?
Lek. Anna Wajda* – specjalistka w diagnostyce i leczeniu niepłodności: Na pewno jest to dla nich trudny dzień, kiedy we wszystkich sklepach i kwiaciarniach widać bukiety dla mam. Mają poczucie niesprawiedliwości, straty, niespełnienia i oczekiwania, że dla nich również kiedyś będzie to dzień związany z radością.
Dobrze, że powiedziała pani o tej niesprawiedliwości, bo myślę, że to rzeczywiście powinno mocno wybrzmieć. Teraz przejdę do kolejnego pytania — o „dobre rady” dawane przez inne osoby typu: „wyluzuj”, „pojedź na wakacje”, „nie myśl o tym”. To często klasyka w takiej sytuacji. I moje pytanie brzmi: czy są one bezużyteczne, szkodliwe? A może wręcz przeciwnie?
Oczywiście, że są szkodliwe. Niepłodność to choroba. „Nie przechodzi” od relaksu. Dobrze, gdy nasi pacjenci korzystają z chwil odpoczynku i dbają o swoje samopoczucie. Jednak urlop czy wyjazd nie naprawią niedrożnych jajowodów ani nie wyleczą endometriozy czy obniżonej rezerwy jajnikowej.
Takie rady mogą powodować, że pacjentka zaczyna myśleć, że przez swoje nadmierne staranie „blokuje” ciążę, a to wzmacnia poczucie winy i bezradności.
Jak można wspierać kobiety w procesie leczenia, żeby nie wchodzić w rolę ekspertów od cudzego życia? Z pani doświadczenia — czego takie pacjentki potrzebują najbardziej? Co bliscy mogą zrobić?
Przede wszystkim towarzyszyć parom starającym się o dziecko, a nie doradzać. Nie narzucać swoich doświadczeń, które nie są poparte wiedzą medyczną. Wysłuchać bez oceniania, zapytać, jak się czują. Nie pytać o dziecko par z dłuższym stażem małżeńskim, jeśli mają z tym trudności i nie chcą tego omawiać publicznie
Często się tego wstydzą, mają poczucie, że to jakiś rodzaj dysfunkcji czy nieprawidłowości. Pytania typu: „A kiedy dziecko?” sprawiają, że czują się jeszcze bardziej samotne i smutne, jeszcze bardziej się zamykają. One chcą po prostu, żeby zapytać je, co u nich słychać i jak się czują. Czasem potrzebują też, by ktoś wysłuchał ich trudnych emocji związanych ze staraniami o dziecko. Ale nie doradzał — tylko wysłuchał.
A z jakimi najbardziej raniącymi komentarzami albo „dobrymi radami” spotykały się pani pacjentki ze strony bliskich?
Najczęstsze: „pojedźcie na urlop”, „może za bardzo chcecie” „wyluzujcie”. Pacjentki bywają też oceniane, gdy próbują znaleźć sobie odskocznię od myśli o dziecku — na przykład kupują psa albo zajmują się hodowlą roślin.














