Amerykańskie rodziny mają obecnie więcej długów niż kiedykolwiek wcześniej, a zadłużenie całej gospodarki USA stale narasta. Rosną też wydatki na spłatę długów — na koniec 2025 r. stanowiły 11,3 proc. dochodu gospodarstwach domowych. Sporo więcej niż w 2021 r.
Jak wykazał najnowszy raport Banku Rezerw Federalnych Nowego Jorku, za taki stan rzeczy odpowiadają: inflacja, wyższe stopy procentowe oraz ostatnie zmiany w polityce gospodarczej. Z badania wynika, że w pierwszym kwartale 2026 r. zadłużenie gospodarstw domowych wzrosło do 18,8 bln dolarów.
Chociaż stanowi to tylko niewielki wzrost w porównaniu z czwartym kwartałem 2025 r., jest to kolejny historyczny rekord, nasilający obawy zarówno o sytuację zadłużonych Amerykanów, jak i o tych, którzy w wyniku kryzysu ucierpią pośrednio — np. w wyniku zaostrzenia kryteriów przyznawania kredytów czy ogólnego pogorszenia się kondycji gospodarki opartej na konsumpcji.
Rosnące zadłużenie Amerykanów
W uproszczeniu — długi rosną, ponieważ siła nabywcza konsumentów nie nadąża za inflacją. Z najnowszych danych Departamentu Pracy wynika, że ceny rosną szybciej niż wynagrodzenia, przez co coraz więcej Amerykanów korzysta z kart kredytowych i pożyczek, by opłacić nawet codzienne wydatki.
Jak podaje Bank Rezerw Federalnych Nowego Jorku, w pierwszym kwartale 2026 r. saldo kart kredytowych spadło do kwoty 1,25 bln dolarów, jednak w ciągu ostatnich pięciu lat łączna kwota wzrosła o ponad 60 proc. W obliczu rosnących kosztów — związanych m.in. z wynajmem mieszkania, pożyczkami studenckimi czy opłatami związanymi z posiadaniem samochodu — najnowsze badania firmy JG Wentworth wskazują, że wyższe stopy procentowe wydłużają okresy spłaty wszystkich rodzajów długów, czasem nawet na większą część życia.
Ostatni wzrost zadłużenia wynika głównie z wyższych sald kredytów hipotecznych i na samochód, które wzrosły odpowiednio do 13,2 i 1,7 bln dolarów. Zadłużenie z tytułu kredytów studenckich w pierwszym kwartale nieco spadło.
Największe zagrożenie? Zaległości
Główne ryzyko dla zadłużonych Amerykanów to opóźnienia w spłatach i popadnięcie w zaległości, co może skutkować naliczeniem odsetek za zwłokę, obniżeniem zdolności kredytowej, a w niektórych przypadkach przejęciem majątku w razie niewypłacalności. Konsekwencje te mogą ciążyć na stabilności finansowej przez wiele lat.
Około 4,8 proc. zadłużenia w pierwszym kwartale znajdowało się w stadium zaległości. Jak opisuje Bank Rezerw Federalnych Nowego Jorku, sytuacja pozostaje „w zasadzie stabilna”, choć opóźnienia w spłacie kredytów studenckich zaczynają wracać do poziomów sprzed pandemii.
Jeśli jednak liczba zaległości wzrośnie wraz ze wzrostem zadłużenia — na przykład z powodu wyczerpania oszczędności lub poważnego wstrząsu gospodarczego — może to doprowadzić do zaostrzenia warunków kredytowania, co utrudni Amerykanom dostęp do przystępnych pożyczek, refinansowania czy nawet podstawowych linii kredytowych.
Według badań Zarządu Gubernatorów Rezerwy Federalnej ten proces już się rozpoczął — na koniec 2025 r. miesięczne wydatki na spłatę długów w gospodarstwach domowych stanowiły 11,3 proc. dochodu. W czwartym kwartale 2024 r. było to 11,1 proc., a na początku 2021 r. zaledwie 9,1 proc. Wskaźniki są więc wysokie, jednak nadal nie przekroczyły one poziomów sprzed pandemii.
Z kolei według najnowszego badania LendingTree, przeciętna miesięczna rata za nowy samochód pod koniec ubiegłego roku wzrosła do 767 dolarów z 746 dolarów odnotowanych rok wcześniej.
Powtórka z 2008 roku?
Wyższe minimalne spłaty kart kredytowych, droższe pożyczki na samochody oraz bardziej rygorystyczne warunki przyznawania hipotek mogą jeszcze bardziej obciążyć budżety domowe. A gdy rosnące odsetki ograniczają zdolność do spłaty zadłużenia, rodziny są zmuszone ciąć wydatki, co spowalnia wzrost gospodarczy i ostatecznie zwiększa ryzyko zaległości oraz dalszego zaostrzenia warunków kredytowych.
Jak wynika z najnowszych badań S&P Global, trwająca blokada Cieśniny Ormuz już teraz wywołuje napięcia na globalnym rynku kredytowym „zwiększając oczekiwania inflacyjne i ograniczając warunki finansowania”, a przedłużający się konflikt może jeszcze bardziej podbić koszty pożyczek, ograniczyć dostęp do kredytów i spowolnić aktywność gospodarczą.
Do tego dochodzą skutki ogólnogospodarcze — utrata miejsc pracy, stagnacja płac i ogólne pogorszenie się sytuacji finansowej — które są realnym zagrożeniem w scenariuszu kolejnego kryzysu. Eksperci ostrzegają, że obecne trendy kredytowe mogą pogarszać amerykańską sytuację fiskalną i przypominają okoliczności poprzedzające Wielką Recesję.
„Obecny odsetek zadłużenia na kartach kredytowych w stanie zaległości zbliża się do poziomów z globalnego kryzysu finansowego z 2008 r., a udział osób zalegających ze spłatami przekroczył już poziomy z tamtego okresu” napisali badacze z oddziału Banku Rezerw Federalnych w St. Louis na swoim blogu.
Ekspert: to nie powód do paniki
Nie wszyscy jednak biją na alarm w związku z najnowszymi danymi o zadłużeniu i zaległościach.
— Wiem, że rekordowe zadłużenie Amerykanów brzmi niepokojąco, ale niemal trzy czwarte z tego to kredyty hipoteczne — powiedział Ted Rossman, analityk w firmie Bankrate, zajmującej się finansami konsumenckimi.
Jak stwierdził w rozmowie z „Newsweekiem”, posiadanie własnego domu — choć niemal zawsze wymaga zadłużenia — jest „głównym źródłem budowania majątku w większości gospodarstw domowych”. Dodał również, że wzrost salda na kartach kredytowych odzwierciedla upowszechnienie ich użycia i spadek znaczenia gotówki, a przez ten pryzmat zadłużenie można postrzegać jako „oznakę rozwijającej się gospodarki napędzanej przez konsumentów”.
— Choć oczywiście są obszary problematyczne, na przykład osoby, które popadły w zbyt duże długi na kartach kredytowych czy pożyczkach studenckich, to statystyki te generalnie świadczą pozytywnie o kondycji całej gospodarki — dodał.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





