-
Nowy raport ECFR pokazuje, że unijny import rosyjskiego węgla i ropy został znacznie ograniczony, a gazu – mocno zmniejszony, jednak Europa nadal pozostaje zależna od importu paliw kopalnych.
-
Rosja została zastąpiona przez USA, Norwegię, Katar i innych dostawców energii, a wśród państw UE powstała nowa sieć energetycznych umów i inwestycji infrastrukturalnych.
-
Raport wskazuje, że mimo tych zmian Europa wciąż jest podatna na zagrożenia wynikające z uzależnienia od importu oraz niedostateczny rozwój własnych odnawialnych źródeł energii.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Gdy Rosja zaatakowała Ukrainę w lutym 2022 r., europejscy politycy stanęli przed problemem, o którym eksperci ostrzegali od lat. Unijna gospodarka była silnie uzależniona od importowanych paliw kopalnych, a szczególnie od dostaw z Rosji. W ciągu kolejnych czterech lat państwa członkowskie rozpoczęły gorączkowe poszukiwania alternatywnych źródeł energii i podpisały dziesiątki nowych umów z partnerami na całym świecie.
Według analizy przygotowanej przez Szymona Kardasia z European Council on Foreign Relations efekty tych działań są imponujące. Udział rosyjskiego gazu w imporcie do UE spadł z około 45 proc. w 2021 r. do około 12 proc. w 2025 r. Jeszcze większa zmiana nastąpiła w przypadku ropy. Jej udział zmniejszył się z około 26 proc. do zaledwie 2 proc. Węgiel z Rosji zniknął z unijnego rynku całkowicie za sprawą sankcji.
To jednak nie oznacza końca problemów. Europa nadal pokrywa niemal 60 proc. swojego zapotrzebowania energetycznego paliwami kopalnymi. Około 90 proc. zużywanej ropy i 85 proc. gazu pochodzi z importu. Zmienił się więc przede wszystkim dostawca, a nie sam model funkcjonowania systemu energetycznego.
Gaz z Rosji zastąpiły USA, Norwegia i Katar
Jeszcze w 2021 r. do Unii Europejskiej trafiało niemal 160 miliardów metrów sześciennych rosyjskiego gazu rocznie. Cztery lata później było to już tylko około 37 miliardów metrów sześciennych. Część zmian wymusiła sama Rosja, ograniczając dostawy przez Nord Stream i wprowadzając mechanizm płatności w rublach. Ważną rolę odegrała także Ukraina, która nie przedłużyła umowy tranzytowej obowiązującej do końca 2024 r.
Największym beneficjentem tej zmiany okazały się Stany Zjednoczone. Import amerykańskiego LNG do UE wzrósł z niespełna 21 miliardów metrów sześciennych w 2021 r. do niemal 83 miliardów metrów sześciennych w 2025 r. To wolumen porównywalny z całkowitym zużyciem gazu przez Niemcy. Dziś USA są drugim najważniejszym dostawcą gazu do Unii po Norwegii.
Rosyjskie dostawy zastąpiły również Katar, Azerbejdżan oraz szereg innych producentów LNG. Państwa europejskie inwestowały przy tym w nowe terminale i gazociągi. Niemcy, które jeszcze kilka lat temu nie miały ani jednego terminalu LNG, uruchomiły kilka nowych obiektów. Polska rozbudowała terminal w Świnoujściu i przygotowuje pływający terminal w Gdańsku.
Według autorów raportu szczególnie duży sukces odniosły Polska, Niemcy i Włochy. Kraje te jeszcze przed wojną należały do największych odbiorców rosyjskiego gazu. Obecnie Polska nie importuje go wcale, a Niemcy i Włochy sprowadzają jedynie niewielkie ilości.
Ropa i energia jądrowa także zmieniają kierunek
Zmiany objęły nie tylko gaz. Import rosyjskiej ropy do UE zmniejszył się z około 115 mln ton rocznie w 2021 r. do około 10 mln ton w 2025 r. Główną rolę odegrały tutaj kolejne pakiety sankcji, które ograniczyły zarówno transport morski, jak i wykorzystanie ropociągu Przyjaźń.
Brakujące surowce zastąpiono dostawami między innymi z USA, Norwegii i Kazachstanu. Jednocześnie część państw rozpoczęła uniezależnianie się od rosyjskiego paliwa jądrowego. Czechy podpisały umowy z Westinghouse i Framatome, podobne działania podjęły także Bułgaria, Finlandia i Słowacja.
W ocenie autora raportu są to jedne z największych sukcesów europejskiej polityki energetycznej ostatnich lat. Dzięki nim zmniejszyło się ryzyko politycznego szantażu energetycznego ze strony Kremla, które jeszcze kilka lat temu było realnym zagrożeniem dla wielu państw regionu.
Zielona energia ma rosnąć, ale wciąż dominuje gaz
Równolegle z poszukiwaniem nowych dostaw paliw kopalnych Unia zaczęła rozwijać współpracę dotyczącą energii odnawialnej, wodoru oraz surowców krytycznych potrzebnych do produkcji baterii, paneli słonecznych i turbin wiatrowych. Powstały projekty zakładające import energii elektrycznej z Afryki Północnej czy regionu Morza Kaspijskiego.
Przykładem jest planowany korytarz energetyczny przez Morze Czarne, który miałby przesyłać energię z Azerbejdżanu do Europy. Innym projektem jest podmorskie połączenie między Albanią a Włochami, rozwijane wspólnie ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Rozważane są także nowe połączenia energetyczne między Egiptem, Grecją i Cyprem.
Autor raportu zwraca jednak uwagę, że nawet jeśli wszystkie te projekty zostaną zrealizowane, ich udział w europejskim zużyciu energii pozostanie ograniczony. Łączny import czystej energii elektrycznej z krajów spoza UE może w latach trzydziestych odpowiadać zaledwie za 1-3 proc. europejskiego zapotrzebowania na energię elektryczną. Znacznie większe znaczenie będzie miała rozbudowa własnych źródeł odnawialnych, energetyki jądrowej oraz sieci przesyłowych. Bez tych inwestycji Europa nie będzie w stanie znacząco ograniczyć importu energii z zewnątrz.
Europa nadal jest podatna na kryzysy
Mimo sukcesów ostatnich lat raport wskazuje również na szereg słabości europejskiej strategii. Najważniejszą jest utrzymująca się zależność od importowanego gazu. Wiele nowych kontraktów obowiązuje przez dekady, niektóre nawet po 2050 r., kiedy UE chce osiągnąć neutralność klimatyczną. Jednocześnie większość umów dotyczących zielonej energii i wodoru ma charakter niewiążących deklaracji.
Autor zwraca uwagę także na rozproszenie działań. Większość umów energetycznych była negocjowana indywidualnie przez poszczególne państwa, a nie wspólnie przez Unię Europejską. W efekcie kraje często konkurowały ze sobą o dostęp do tych samych zasobów, co mogło podnosić ceny i osłabiać pozycję negocjacyjną całej Europy.
Wojna na Bliskim Wschodzie oraz napięcia wokół dostaw LNG pokazują, że Europa pozostaje zależna od wydarzeń rozgrywających się tysiące kilometrów od jej granic. Dlatego w jego ocenie przyszłość europejskiego bezpieczeństwa energetycznego zależy nie tylko od nowych kontraktów, ale przede wszystkim od szybszego rozwoju odnawialnych źródeł energii, sieci elektroenergetycznych i magazynów energii.














