Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
250 lat USA. Karol Nawrocki: Wpisaliście się w historię walki o wolność

250 lat USA. Karol Nawrocki: Wpisaliście się w historię walki o wolność

4 lipca, 2026
Kraków. Tragiczna śmierć Anastazji. Rodzice walczą o prawdę. Kto zawinił?

Kraków. Tragiczna śmierć Anastazji. Rodzice walczą o prawdę. Kto zawinił?

4 lipca, 2026
„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

4 lipca, 2026
Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowa stawka 15 proc. dla ryczałtowców – Biznes Wprost

Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowa stawka 15 proc. dla ryczałtowców – Biznes Wprost

4 lipca, 2026
Wielkie elektrownie wracają do gry. To największe magazyny energii

Wielkie elektrownie wracają do gry. To największe magazyny energii

4 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • 250 lat USA. Karol Nawrocki: Wpisaliście się w historię walki o wolność
  • Kraków. Tragiczna śmierć Anastazji. Rodzice walczą o prawdę. Kto zawinił?
  • „Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny
  • Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowa stawka 15 proc. dla ryczałtowców – Biznes Wprost
  • Wielkie elektrownie wracają do gry. To największe magazyny energii
  • „Kalejdoskop Wydarzeń”. Afera w Szpitalu Południowym. Gawryuk: To jest skan0dal
  • Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?
  • CBA wydało komunikat, współpracowało z Prokuraturą Europejską. Wojciech Król reaguje – Wprost
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Ameryka wciąż kocha Kennedy’ego. I nie wierzy, że zabójca działał sam
Ameryka wciąż kocha Kennedy’ego. I nie wierzy, że zabójca działał sam
Aktualności

Ameryka wciąż kocha Kennedy’ego. I nie wierzy, że zabójca działał sam

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości4 lipca, 2026

Prezydentura Johna F. Kennedy’ego obrosła legendą i trudno oddzielić prawdę od mitu. Żadne wydarzenie we współczesnej historii nie zainspirowało równie wielu teorii spiskowych jak jego zabójstwo.

Zamach w Dallas 22 listopada 1963 r. na Johna Fitzgeralda Kennedy’ego zainspirował dziesiątki teorii spiskowych i do dziś budzi ogromne emocje. Tylko 19 proc. Amerykanów zaakceptowało ustalenia komisji Warrena, powołanej do zbadania zabójstwa 46-letniego prezydenta, że winę ponosi jeden człowiek — Lee Harvey Oswald, działający bez niczyjej pomocy.

Prawie dwie trzecie mieszkańców USA jest przekonanych, że w zbrodni maczali palce ludzie z najwyższych kręgów władzy, mafia spiskująca z FBI, kubańscy imigranci zatrudnieni przez CIA, kryptokomuniści pracujący na zlecenie KGB, kryminaliści wynajęci przez producentów broni. Setki książek, dziesiątki tysięcy artykułów i kilometry taśmy filmowej nie uspokoiły wyrzutów narodowego sumienia. Zbiorowa psychoanaliza trwa i co roku w połowie listopada ożywa dyskusja: kto, dlaczego i po co.

Jack Ruby przygotowuje się do oddania śmiertelnego strzału w kierunku Lee Harveya Oswalda, przewożonego przez policję. Zdjęcie wykonane 24 listopada 1963 r. w Dallas przez Roberta H. Jacksona z „Dallas Times Herald”, który dostał za nie w następnym roku Nagrodę Pulitzera

Foto: Photo by Jack Beers/Dallas Morning News/MCT/ABACAPRESS.COM

Dallas, w samo południe

John F. Kennedy pojechał do Teksasu, by godzić zwaśnionych liderów Partii Demokratycznej. Prezydent myślał już o następnych wyborach, a konflikt w lokalnej organizacji partyjnej wzmacniał republikanów i groził mu utratą 25 głosów elektorskich. Pierwszy raz od miesięcy JFK zabrał w służbową podróż żonę, która dochodziła do siebie po cesarskim cięciu i śmierci synka Patricka. Chłopczyk przyszedł na świat 7 sierpnia, zmarł dwa dni później wskutek niedorozwoju płuc.

Sam Kennedy kilkakrotnie ocierał się o śmierć. Został ciężko ranny, gdy latem 1943 r. dowodził kutrem torpedowym na południowym Pacyfiku. Udało mu się ocalić niemal całą załogę, dostał medal za męstwo i mimo nawracających problemów z kręgosłupem, które nękały go, od kiedy był nastolatkiem, ponownie zgłosił się do służby. Chroniczne bóle pleców oraz ukrywana przed opinią publiczną choroba Addisona były przyczyną uzależnienia JFK od amfetaminy, uważanej wówczas za nieszkodliwy środek znieczulający i pobudzający. Podobnie jak każdy prezydent USA dostawał listy z pogróżkami. W pierwszym roku urzędowania przyszło ich do Białego Domu 870.

Rodzina Kennedych. Prezydent Kennedy, John F. Kennedy Jr., pierwsza dama Jacqueline Kennedy, Caroline Kennedy. Psy: Clipper (stoi), Charlie (z Caroline), Wolf (leży), Shannon (z Johnem Jr.), dwa szczeniaki Pushinki (z panią Kennedy)

Rodzina Kennedych. Prezydent Kennedy, John F. Kennedy Jr., pierwsza dama Jacqueline Kennedy, Caroline Kennedy. Psy: Clipper (stoi), Charlie (z Caroline), Wolf (leży), Shannon (z Johnem Jr.), dwa szczeniaki Pushinki (z panią Kennedy)

Foto: East News

Wizyta w Dallas zapowiadała się jednak na spektakularny triumf polityczny. Air Force One wylądował o 11.40. Niebo było bezchmurne, temperatura sięgała 25 st. C. Już na lotnisku prezydenta witały tłumy. JFK i pierwsza dama z bukietem czerwonych róż podeszli do barierki i, ku niezadowoleniu ochroniarzy, ściskali dłonie sympatyków, by nie rzec fanów. Byli pierwszą prezydencką parą w historii USA, która miała status gwiazd, jak idole filmu czy estrady. Dopiero po kilkunastu minutach dotarli do szarogranatowej limuzyny, gdzie czekali na nich gubernator John Connally w białym teksańskim stetsonie oraz pani gubernatorowa. Pierwsza para usiadła na tylnych fotelach, prezydent po prawej, jego żona po lewej stronie. W środkowym rzędzie siedzieli gospodarze, a obok kierowcy szef agentów Secret Service.

Kolumnę otwierali i zamykali policjanci na motorach, za prezydenckim kabrioletem jechał kuloodporny samochód zwany Queen Mary, z pięcioma ochroniarzami w środku i czterema stojącymi na bocznych progach, gotowymi do natychmiastowej interwencji w razie zagrożenia. Funkcjonariusz Secret Service, gdy wymaga tego sytuacja, ma obowiązek zasłonić prezydenta USA własnym ciałem. JFK towarzyszyło w sumie 36 takich ludzi. Drugą limuzyną jechali: wiceprezydent Lyndon B. Johnson, jego żona i senator Ralph W. Yarborough.

Zamach na prezydenta Kennedy’ego, Dallas 1963 r.

Zamach na prezydenta Kennedy’ego, Dallas 1963 r.

Foto: UPPA/Photoshotfot. Photoshot/REPORTER

Dallas było bastionem skrajnej prawicy. Miesiąc wcześniej, podczas przemówienia ambasadora USA przy ONZ Adlaia Stevensona, jeden z radykalnych republikanów zdzielił go w głowę tablicą na kiju. Prezydent miał przemawiać w gigantycznym centrum handlowym Dallas Trade Mart (DTM) o powierzchni 0,5 mln mkw. i szykował się na konfrontację z politycznymi przeciwnikami. Tymczasem trasę przejazdu flankowały zbite szeregi jego zwolenników, w wielu miejscach zajmujących całą szerokość chodnika. Kennedy wpadł w znakomity humor. Wstał z fotela i roześmiany, opierając się o siedzenie gubernatora, machał do wyborców.

Według planu w DTM miał być o 12.15, ale ze względu na wiwatujące tłumy kazał kierowcy jechać wolniej i dwa razy zatrzymywać samochód. O 12.29 kolumna wjechała na Dealey Plaza, JFK w końcu usiadł, a pierwsza dama Teksasu odwróciła się do niego i zagadnęła: „Panie prezydencie, nie powie pan chyba, że Dallas pana nie kocha?”. Kennedy skinął głową i w tym momencie rozległ się wystrzał. Kula kalibru 6,5 mm z ołowianym rdzeniem i miedzianym płaszczem przeszyła bark prezydenta, uszkodziła wierzchołek płuca i kręgi szyjne, wyleciała pod krtanią, ugodziła gubernatora Connally’ego w plecy tuż pod prawą łopatką, zdruzgotała mu piąte żebro, a następnie prawy nadgarstek i utkwiła w lewym udzie.

Kennedy złapał się oburącz za gardło i pochylił w stronę żony, gubernator krzyknął: „O nie, nie, nie. Mój Boże. Zabiją nas wszystkich”. Wówczas kolejna kula przebiła prezydentowi podstawę czaszki i odłupała prawą skroń. Mózg, krew i fragmenty kości opryskały przednią szybę, maskę i bagażnik limuzyny, samochód ochroniarzy, a także policjantów jadących na motorach po obu stronach prezydenckiego auta. Zszokowana pierwsza dama wspięła się na bagażnik, powtarzając: „Zabili mojego męża, zabili mojego męża, trzymam w rękach jego mózg”. W czasie śledztwa nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego zerwała się z siedzenia, po czym na nie wróciła, bo w ogóle tego nie pamiętała. Niemal równocześnie na tylny zderzak przeskoczył agent Secret Service Clint Hill, stojący dotychczas na lewym progu Queen Mary. Jego zdaniem Jackie nie uciekała (jak można by wnioskować z archiwalnych zdjęć), tylko czegoś szukała, prawdopodobnie fragmentów czaszki męża.

John F. Kennedy Junior salutuje przy trumnie ojca, wynoszonej z katedry św. Mateusza. Waszyngton, 25 listopada 1963 r.

John F. Kennedy Junior salutuje przy trumnie ojca, wynoszonej z katedry św. Mateusza. Waszyngton, 25 listopada 1963 r.

Foto: fot. Bettmann Archive/Getty Images

Agent rzucił się na prezydencką parę, by osłaniać ją przed kolejnymi strzałami. Jego kolega z karabinem maszynowym gotowym do strzału ruszył w stronę chodnika, wypatrując sprawcy. Ludzie wpadli w panikę, zaczęli uciekać, przewracać się, tratować. Jakiś czarnoskóry mężczyzna chwycił w objęcia białe dziecko i ruszył biegiem w kierunku pobliskiego wiaduktu. Policjant należący do konwoju zeskoczył z motocykla, wyciągnął rewolwer i machając bronią, pędził za nim z krzykiem: „Stój, bo strzelam!”. Szef ochroniarzy, który siedział koło kierowcy limuzyny, zakomenderował przez krótkofalówkę: „Natychmiast do najbliższego szpitala”.

Kierowca wcisnął gaz do oporu i kolumna pomknęła z zawrotną prędkością w stronę szpitala Parkland Memorial. „Spokojnie — mitygował dowódca. — Jeśli jeszcze żyje, nie chcemy go zabić, prawda?”. Samochody zwolniły do 100 km na godz., lecz mimo to prezydencki kierowca brał ostatni zakręt na dwóch kołach. Przez całą drogę trwającą 9 minut agent, który wskoczył do limuzyny, z wściekłości walił pięścią w bagażnik. Jackie trzymała głowę męża na kolanach, a na podłodze w kałuży krwi leżały trzy połamane róże i bukiet astrów.

Zadziwiające jest to, że Kennedy nie zginął na miejscu. Akcja serca ustała dopiero pół godziny po strzałach. Lekarze wiedzieli, że nie mają szans, ale zastosowali wszystkie możliwe techniki reanimacyjne. Doktor James Carrico wsunął prezydentowi do gardła dren pompy tlenowej, jednak gaz uciekał przez ranę w krtani. Z kafeterii przybiegł dr Malcolm Perry. „Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, była taka, że Kennedy jest o wiele większy, niż sądziłem. I natychmiast uświadomiłem sobie, że przecież jest wielki nie tylko fizycznie. Potem nie miałem już czasu myśleć, byłem zbyt zajęty” — opowiadał reporterom „Newsweeka”. Perry błyskawicznie włożył sterylne rękawiczki, wykonał głębokie cięcie tchawicy i umieścił tubę poniżej rany. Carrico przetaczał pacjentowi krew. Jackie, która przez chwilę stała oszołomiona pod drzwiami, wyrwała się wiceprezydentowi i szwagrowi Robertowi Kennedy’emu trzymającym ją za ręce, wpadła do sali operacyjnej. Mimo szorstkich upomnień lekarzy nie chciała wyjść. Została z mężem do końca.

Tymczasem tlen i krew zaczęły się zbierać w jamie płucnej. Perry dokonał kolejnego cięcia i umieścił między żebrami dren odprowadzający płyny. Nie pomogło, pacjent przestał oddychać. Nic nie dał również masaż serca. Gdy do sali dotarł główny neurochirurg szpitala, elektrokardiograf pokazywał linię prostą. Lekarze uznali prezydenta za zmarłego o godz. 13. Jackie pocałowała męża w usta, zdjęła swoją obrączkę i wsunęła mu na palec. Trzydzieści trzy minuty później Malcolm Kilduff, zastępca rzecznika prasowego Białego Domu, z niezapalonym papierosem w trzęsącej się dłoni odczytał oficjalny komunikat o śmierci szefa w świetlicy dla pielęgniarek, gdzie zebrali się reporterzy. Ktoś westchnął „O Boże!”, po czym wszyscy rzucili się do telefonów.

Ciało umieszczono w trumnie i przewieziono na lotnisko. Pierwsza dama nie chciała usiąść koło kierowcy. W poplamionej krwią garsonce, bez kapelusza, ze zmierzwionymi włosami przycupnęła z tyłu, obok zwłok. O 14.18 agenci Secret Service wnieśli trumnę do kabiny pasażerskiej Air Force One, z której usunięta została część foteli. Odbywało się to wszystko wbrew prawu. Zabójstwo prezydenta USA nie było wówczas przestępstwem federalnym i podlegało jurysdykcji miejscowych organów ścigania. Ciało ofiary powinien był zbadać koroner powiatu Dallas. Jednak Lyndon B. Johnson, rodowity Teksańczyk, który na mocy konstytucji z chwilą śmierci JFK został prezydentem, odmówił powrotu do stolicy bez zwłok swojego politycznego mentora. Tuż przed odlotem, o godz. 14.38, złożył na pokładzie Air Force One przysięgę prezydencką. Przysięgał na podręczną Biblię JFK, którą doradcy znaleźli w sypialni zmarłego.

Pościg

Do dziś nie wiadomo, ile strzałów oddał zamachowiec. Według komisji Warrena czaszkę prezydenta mogła rozłupać druga lub trzecia kula. Działająca dekadę później Komisja Izby Reprezentantów ds. Zabójstw postawiła tezę, że była to kula numer cztery, a zamachowiec miał wspólnika, który też strzelał, ale chybił. Ta sama kula drasnęła w policzek Jamesa Tague’a, stojącego na chodniku w odległości 82 m od limuzyny. Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że nie mógł jej wystrzelić Oswald, znajdujący się na piątym piętrze Teksańskiej Składnicy Podręczników (Texas School Book Depository, TSBD), 80 m od samochodu, bo tor lotu byłby sprzeczny z zasadami fizyki. Zapominają tylko dodać, że ze względu na ukształtowanie terenu Tague stał 6 m poniżej poziomu jezdni.

Na murze vis-à-vis TSBD siedział hydraulik Howard Brennan. Gdy usłyszał pierwszy strzał, podniósł wzrok i w ostatnim oknie piątego piętra (licząc od lewej strony) zobaczył człowieka z karabinem. Podbiegł do policjanta stojącego przed gmachem i szczegółowo zreferował mu swoje spostrzeżenia. Chwilę później z czwartego piętra zbiegli urzędnicy Harold Norman i James Jarman, którzy potwierdzili relację Brennana. Słyszeli nie tylko strzały (trzy), ale również stukot łusek spadających na podłogę piętro wyżej. Już o 12.45 wszyscy policjanci w Dallas dysponowali dokładnym rysopisem domniemanego mordercy.

Po oddaniu strzałów Oswald wyszedł jak gdyby nigdy nic z pustego pomieszczenia służącego dawniej za magazyn i dołączył do ludzi, którzy biegli na dół. W drzwiach budynku zatrzymał go policjant Marion Baker. „Pracuję tutaj — wyjaśnił z zimną krwią zamachowiec. — Chciałem zobaczyć, co się dzieje”. Potwierdził to stojący obok kierownik TSBD Roy Truly. Policjant puścił Oswalda, a ten rozpłynął się w tłumie. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy zaczęło przeszukiwać gmach. W pokoju wskazanym przez Brennana znaleźli karabin Carcano M91/38 z celownikiem teleskopowym, łuski i resztki smażonego kurczaka, którego zabójca spokojnie zjadł, czekając na ofiarę. Śledztwo wykazało, że Oswald kupił broń za zaliczeniem pocztowym jako A. Hidell i kazał przysłać na poste restante. Zapłacił 12 dolarów 78 centów. Na lufie i łożu zachowały się odciski palców, a w szczelinie zamka włókna z koszuli zamachowca. Eksperci od balistyki ustalili, że kula, która utkwiła gubernatorowi Connally’emu w udzie, została wystrzelona z tego właśnie karabinu.

Około 13.15 policjant J.D. Tippit zauważył na osiedlu mieszkaniowym, niecałe 4 km od Dealey Plaza, mężczyznę, którego wygląd zgadzał się z rysopisem podawanym przez radio. Tippit zatrzymał radiowóz przy krawężniku, wysiadł i w tym momencie dostał cztery kule z rewolweru. Oswald przebiegł kilka przecznic, wpadł do kina Texas Theatre i nie płacąc za bilet, usiadł w trzecim rzędzie od końca. O 13.40 kasjer Johnny Brewer zadzwonił na policję, a chwilę później przed kino zajechał wóz patrolowy. Brewer zapalił światło, a Oswald, widząc czterech policjantów, wstał z fotela. Gdy podszedł do niego szeregowy Nick McDonald, morderca powiedział: „No to koniec”.

Po czym — jak pisze McDonald we wspomnieniowej książce „Ujęcie i aresztowanie Harveya Lee Oswalda”: „Bam! Uderzył mnie pięścią między oczy, aż spadła czapka. Oddałem, on się zatoczył, odpiąłem kajdanki i wówczas wyciągnął z kieszeni rewolwer. Kiedy naciskał na cyngiel, złapałem za broń i kurek zatrzymał się we wgłębieniu między moim kciukiem a palcem wskazującym, iglica nie sięgnęła spłonki”. Policjant wyrwał Oswaldowi rewolwer, z pomocą kolegów przewrócił go na ziemię, obezwładnił chwytem za szyję i założył kajdanki.

O godz. 14 Oswald był już w komendzie głównej policji, na trzecim piętrze, gdzie detektyw Jim Leavelle zaczął go przesłuchiwać w związku z zabójstwem Tippita. Kapitan J.W. Fritz, słysząc nazwisko aresztowanego, skojarzył go z pracownikiem TSBD, którego nie mogli znaleźć przełożeni, i zgłosili ten fakt policji. O godz. 19.10 oficerowie śledczy postawili Oswaldowi formalny zarzut zamordowania policjanta. O godz. 23 oskarżyli go o zabójstwo prezydenta. Kiedy policjanci prowadzili zamachowca korytarzem, na widok reporterów krzyknął: „Nikogo nie zabiłem. Zatrzymali mnie, bo mieszkałem w Związku Sowieckim. Chcą ze mnie zrobić kozła ofiarnego”. Wskutek szarpaniny w kinie miał podbite oko i rozcięte usta.

Niepokoje wychowanka Oswalda

W pierwszych relacjach o zamachu pojawiły się spekulacje, że odpowiedzialna jest skrajna prawica, najprawdopodobniej segregacjoniści przeciwni równouprawnieniu Murzynów. Oswald tymczasem był lewakiem, a przynajmniej na takiego pozował.

Urodził się 18 października 1939 r. w Nowym Orleanie, wychowywała go matka, ojciec zmarł na atak serca dwa miesiące przed przyjściem syna na świat. Chłopak 22 razy zmieniał miejsce zamieszkania i 12 razy szkołę. Szybko czytał, ale był najgorszy w klasie z ortografii. Przez jakiś czas mieszkał z matką u swojego przyrodniego brata Johna w Nowym Jorku. Musieli się wyprowadzić, kiedy 12-letni Lee podczas kłótni uderzył matkę w twarz, a żonę Johna usiłował pchnąć nożem.

Chodził wówczas do siódmej klasy podstawówki w Bronksie, tyle że rzadko. Z powodu wagarowania został skierowany na badania psychologiczne. Lekarz stwierdził, że nastolatek „żyje w świecie fantazji, często snuje marzenia o posiadaniu władzy nad innymi, kompensując sobie w ten sposób niepowodzenia i frustracje”. Diagnoza brzmiała: „Zaburzenia osobowości typu schizoidalnego z tendencjami do agresji. Zalecana psychoterapia”.

Kiedy nowojorski sędzia rozpatrywał, czy matce należy odebrać prawa rodzicielskie i skierować krnąbrnego nastolatka do szkoły specjalnej, oboje byli już w Nowym Orleanie.

Tam chłopak dobrnął do dziesiątej klasy i w roku 1955 na zawsze zakończył przygodę z amerykańskim systemem edukacji. Pracował jako goniec i posługacz w biurze. Rok później matka przeprowadziła się do Fort Worth w Teksasie i tam właśnie 17-letni Lee Harvey wstąpił na ochotnika do marines. Uważał się wówczas za marksistę.

W wojsku przeszedł szkolenie radarowe, co wymagało przyznania mu dostępu do danych objętych tajemnicą wojskową drugiego stopnia (poufne). Armia nie doszukała się w życiorysie Oswalda żadnych przeciwwskazań. Kurs zaliczył z niezłym wynikiem. Awansował na starszego szeregowca, a we wrześniu 1957 r. został skierowany do bazy sił powietrznych amerykańskiej marynarki Atsugi w Japonii. Świetnie strzelał. Podczas obowiązkowych testów uzyskał 212 pkt, czyli więcej, niż potrzeba do zdobycia odznaki snajpera, jakkolwiek pod koniec służby osiągał wyniki na poziomie strzelca wyborowego (około 190 pkt).

Dwukrotnie stawał przed sądem wojskowym. Najpierw postrzelił się przypadkowo z pistoletu posiadanego bez zezwolenia. Gdy wyszedł z aresztu, wdał się w bójkę z sierżantem, który złożył na niego raport. Został zdegradowany do stopnia szeregowca. Trzeci raz trafił za kraty po przeniesieniu na Filipiny — ni stąd, ni zowąd zaczął strzelać z karabinu w dżunglę. Koledzy nazywali go Oswaldskowicz, ponieważ nie krył zachwytu nad ZSRR. Zaczął nawet uczyć się rosyjskiego i w lutym 1959 r. przystąpił do wojskowego egzaminu językowego. Dostał dwóję.

Osiem miesięcy później wyemigrował do ojczyzny rewolucji. We wrześniu 1959 r. poprosił przełożonych o urlop rodzinny, uzasadniając to chorobą matki, wyrobił paszport i rozesłał do kilku zachodnioeuropejskich uniwersytetów podania o przyjęcie na studia. Wyjazd traktował jak tajną operację wymierzoną w Stany Zjednoczone i wiza studencka wydawała mu się lepszą przykrywką. Statkiem pasażerskim popłynął z Nowego Orleanu do Hawru, a następnie promem do Southampton. Brytyjskie służby graniczne poinformował, że jedzie na studia do Szwajcarii, lecz tego samego dnia wsiadł w samolot do Helsinek, gdzie 14 października dostał sowiecką wizę turystyczną ważną tydzień.

Natychmiast po przyjeździe do Moskwy (16 października) oświadczył przewodniczce Interturistu, że chce zostać obywatelem ZSRR. W trakcie przesłuchań prowadzonych przez służby specjalne nie potrafił sensownie uzasadnić swoich pragnień. Rosjanie uznali, że na nic się Związkowi Sowieckiemu nie przyda. Nim do hotelu dotarła przewodniczka, która miała go odwieźć na lotnisko, wszedł do wanny i przeciął sobie nadgarstek, nie naruszając jednak żył. Trafił do szpitala psychiatrycznego, ale KGB mimo wszystko zdecydowało się go przygarnąć, gdy pokazał dokumenty świadczące, że służył w marines jako specjalista od kontroli radarowej. Uszczęśliwiony pobiegł do ambasady USA i powiedział urzędnikowi konsularnemu: „Zdecydowałem się. Koniec tego. Zostaję”. Dał też do zrozumienia, że zna tajemnice wojskowe, które bardzo zainteresowały jego wysoko postawionych sowieckich przyjaciół. Został karnie zwolniony z armii USA. O jego ucieczce pisały na pierwszych stronach amerykańskie gazety. Czuł się ważny.

Chciał studiować komunizm na Uniwersytecie Moskiewskim, ale opiekunowie mieli inne plany. Oswald został skierowany do Mińska i pracował jako tokarz w Zakładach Radiowych im. Lenina. Świeżo upieczony Rosjanin dostał mieszkanie w rządowym budynku, meble, pralkę i specjalny dodatek do pensji. Biorąc pod uwagę realia socjalizmu, powodziło mu się znakomicie. Tyle że Oswald był przyzwyczajony do realiów kapitalizmu.

W styczniu 1961 r. pisał: „Dłużej nie wytrzymam. Praca jest nudna, dostaję pieniądze, ale nie mogę nic za nie kupić. Nie ma nocnych klubów, kręgielni, lokali rozrywkowych, tylko potańcówki organizowane przez związki zawodowe”. Miesiąc później poinformował amerykańską ambasadę, że gotów jest wracać, jeśli w kraju nie stanie przed sądem. W marcu poznał 19-letnią studentkę farmacji Marinę Prusakową i po sześciu tygodniach wziął z nią ślub. Pod koniec maja 1962 r. oficjalnie poprosił konsula USA o zwrot paszportu i wydanie żonie dokumentów imigracyjnych. Dostał pożyczkę dla repatriantów w wysokości 435 dol. i na początku czerwca wrócił do Stanów. Był bardzo zawiedziony, że na lotnisku nie witają go reporterzy.

Znów zaczęły się przeprowadzki z miasta do miasta. Oswald tracił kolejne posady. W Leslie Welding Company pracował trzy miesiące. Z firmy designerskiej Jaggars-Chiles-Stovall wyleciał po pięciu miesiącach, bo ubliżał kolegom i groził im pobiciem. Reily Coffee Company wytrzymała z Oswaldem miesiąc. Jak zeznał właściciel zakładu, „godzinami przesiadywał w pobliskim warsztacie samochodowym i czytał magazyny poświęcone myślistwu oraz broni palnej”.

W marcu 1963 r. zamówił pocztą karabin Carcano. Jak wykazało późniejsze śledztwo, usiłował zabić emerytowanego generała Edwina Walkera — zajadłego antykomunistę, zwolennika segregacji rasowej. Nie trafił, kula utkwiła we framudze okna, generała lekko poraniły odłamki metalu.

We wrześniu 1963 r. wyjechał do stolicy Meksyku, by stamtąd przez Kubę wrócić do ZSRR. W kubańskiej ambasadzie przyjęto go chłodno, zrobił awanturę, prosił o pomoc lokalnych rezydentów KGB. „Osobnik ten szkodzi, zamiast pomagać rewolucji” — orzekł konsul. 18 października, po konsultacjach dyplomatów z Hawaną, Oswaldowi przyznano wizę, ale już mu się odwidziało. Od 2 października mieszkał w Dallas, 14 października dowiedział się, że TSBD szuka pomocnika magazyniera, dwa dni później dostał posadę. W dniu zamachu przywiózł do pracy podłużną paczkę zawiniętą w brązowy papier. Na pytanie kolegi, co tam ma, odparł: „Kupiłem nowe karnisze”.

Zabójca zabójcy

Dziesiątki poszlak wskazywały, że to Oswald jest zabójcą prezydenta, ale detektywi nigdy nie zdobyli koronnego dowodu, czyli przyznania się do winy. Podejrzany odmawiał odpowiedzi na pytania lub udzielał bezsensownych. Obrońców z urzędu odprawił, żądając sprowadzenia radcy prawnego Komunistycznej Partii USA Johna Abta. 24 listopada miał być przewieziony do aresztu powiatowego i w podziemiach komendy głównej policji zebrał się tłum reporterów.

O 11.21 stojący z boku, niewysoki, krępy mężczyzna wyszarpnął nagle rewolwer Colt Cobra .38. Padł strzał, kula przebiła Oswaldowi żołądek i uszkodziła aortę. Karetka zabrała go do szpitala Parkland Memorial, gdzie zmarł w tej samej sali reanimacyjnej co prezydent Kennedy. Morderstwo zobaczyły na żywo miliony telewidzów oglądających transmisję z Dallas.

Strzelał 52-letni Jack Ruby — syn polskich Żydów z Chicago: Josepha Rubensteina i Fannie Turek Rutkowski. Jego losy przypominają nieco życiorys Oswalda. Za młodu wagarował, popełniał drobne przestępstwa, grał na wyścigach. Po przeprowadzce do Dallas dorobił się sporych pieniędzy, w chwili dokonania zabójstwa był szefem kilku nocnych klubów i lokali striptizowych. Miał dobre układy zarówno z policjantami, jak i gangsterami. Ci pierwsi pili u niego i korzystali za darmo z usług panienek. Mafiosów poznał jeszcze w czasach, gdy był działaczem związków zawodowych, stanowiących wówczas jedno z legalnych źródeł dochodów cosa nostry.

W roku 1959 Ruby odwiedził na Kubie starego kumpla Lewisa McWilliego — współpracownika mafijnego dona Santa Trafficante, kontrolującego przed rewolucją większość kasyn Hawany. Trafficante rządził nowojorską rodziną Bonanno. Jego najbliższym sojusznikiem był chicagowski gangster Sam Giancana, a prezydent Kennedy dzielił się z Giancaną kochanką — Judith Campbell Exner. Adwokat pracujący dla mafii zeznał w roku 1975 podczas przesłuchania w Kongresie, że Exner doprowadziła do nawiązania przez swoich partnerów bliższej znajomości i Giancana pomógł Kennedy’emu wygrać wybory prezydenckie.

W roku 1962 FBI zatrzymało dwóch mężczyzn oskarżonych o włamanie do domu Exner. Byli synami szefa bezpieczeństwa w firmie zbrojeniowej General Dynamics. Policja uznała, że chcieli zainstalować podsłuch. General Dynamics starał się wówczas o kontrakt na budowę nowego samolotu dalekiego zasięgu dla amerykańskich sił powietrznych. Większość ekspertów uważała, że lepszy samolot proponował Boeing, ale sekretarz obrony Robert McNamara wybrał ofertę General Dynamics. Istnieje domniemanie, że szefowie firmy zdobyli dowody potwierdzające związek prezydenta z Exner i właśnie dzięki nim podpisali wielomiliardowy kontrakt.

Po aresztowaniu Oswalda Ruby kilka razy zjawiał się w komendzie głównej policji, udając reportera. Do gmachu wchodził prawdopodobnie z pomocą policjantów, ale nigdy nie ustalono, kto go wprowadzał. Po aresztowaniu oświadczył, że Dallas odkupiło swój grzech, a śmierć Oswalda oszczędzi Jackie Kennedy przykrości związanych z procesem zamachowca. W jego krwi znaleziono preludin — pochodną morfiny, która pobudza ośrodkowy układ nerwowy i wywołuje uzależnienie. Adwokaci próbowali dowieść, że działał w stanie niepoczytalności. Przysięgli odrzucili jednak okoliczności łagodzące. 14 marca uznali Ruby’ego za winnego morderstwa z premedytacją, a sędzia skazał go na śmierć.

W trakcie procesu i po jego zakończeniu Ruby wielokrotnie prosił o przesłuchanie przed komisją badającą na polecenie LBJ okoliczności zamachu. Dopiero w czerwcu 1964 r. do Dallas wybrał się szef tego organu. Ruby błagał, by „zabrali go do Waszyngtonu i zapewnili ochronę, a wtedy powie całą prawdę”. Twierdził, że w Dallas nie może tego zrobić, bo zginie. Członkowie komisji uznali enigmatyczne prośby za próbę odwleczenia egzekucji i przestali się nim interesować.

Dwa lata później sąd apelacyjny uznał, że istnieją przesłanki do wszczęcia nowego procesu. Pierwsza rozprawa miała się odbyć w lutym 1967 r. Na początku grudnia więzień trafił do szpitala Parkland, skarżąc się na duszności, dreszcze i osłabienie. Lekarze zdiagnozowali zaawansowanego raka płuc z przerzutami na nerki i do mózgu. Ruby zmarł po trzech tygodniach. Bezpośrednią przyczyną zgonu był zator skrzeplinowy. Równo 25 lat później rewolwer, z którego zabił Oswalda, został sprzedany na aukcji w Nowym Jorku za 220 tys. dol.

Jeden wielki spisek

Tydzień po zabójstwie następca Kennedy’ego powołał specjalną komisję śledczą. Nikt nie palił się do udziału w dochodzeniu. Politycy wiedzieli, że ustalenie niepodważalnej wersji wydarzeń będzie niemożliwe, więc bez względu na wynik i tak narażą się wyborcom. Kraj huczał od pogłosek i domysłów wywołanych zabójstwem Oswalda. Ludzie żądali prostych wyjaśnień wspartych jednoznacznymi dowodami. Tymczasem bez zeznań zamachowca można było tylko wskazać najbardziej logiczną z hipotez.

Komisja Warrena badała okoliczności morderstwa przez 11 miesięcy. Przesłuchała 552 świadków i obejrzała ponad 3100 dowodów rzeczowych. Wbrew rozpowszechnionym opiniom posiedzenia nie były tajne, a jedynie zamknięte dla publiczności na żądanie świadków. W liczącym 889 stron raporcie końcowym komisja uznała, że zarówno Oswald, jak i Ruby działali bez niczyjej pomocy.

Poza raportem opublikowano 26 opasłych tomów z załącznikami. Część materiałów została utajniona na 75 lat zgodnie z przepisami Archiwum Narodowego o ochronie danych osobowych, ale ujawniono je po 25 latach. Niewielka część dokumentów (około 2 proc.) nadal jest opieczętowana ze względu na bezpieczeństwo państwa, ponieważ dotyczyły trwających lub świeżo zakończonych operacji CIA.

Obawy polityków wytypowanych przez Johnsona były słuszne. Nie udało im się zadowolić nikogo. Członkom komisji zarzucano opieszałość, nieudolność, stosowanie nieskutecznych metod śledczych. A zwolennicy teorii spiskowych odrzucili całość jej ustaleń jako zasłonę dymną kryjącą knowania ludzi władzy, służb specjalnych czy tajnych sprzysiężeń rządzących światem. Oliwy do ognia dolało śledztwo Komisji Izby Reprezentantów ds. Zabójstw zakończone w roku 1978. Wprawdzie odrzuciła tezy o udziale w spisku KGB, rządu Kuby, CIA i FBI, ale nie wykluczyła zmowy przestępczej z udziałem mafii lub kubańskich imigrantów. Orzekła też, że z dużym prawdopodobieństwem mogły paść cztery strzały oddane przez dwóch zamachowców. Drugi spiskowiec miałby się ukrywać za płotem, na porośniętym trawą pagórku (grassy knoll) w odległości około 60 m od jezdni, którą jechała limuzyna. Wyrażenie „grassy knoll” już w latach 60. stało się idiomem oznaczającym podejrzane machinacje władzy czy tuszowanie prawdy.

Żadne wydarzenie we współczesnej historii nie zainspirowało równie wielu teorii spiskowych jak zabójstwo JFK. W USA ukazało się blisko 2 tys. książek na temat zamachu, a 95 proc. autorów podważa oficjalne ustalenia. Głównych teorii jest kilkadziesiąt, ich modyfikacje idą w tysiące. Jak to zwykle bywa w przypadku myślenia magicznego, kolejne pomysły niedowiarków odzwierciedlają ducha czasów. Po aferze Watergate zapanowała moda na przypisywanie winy byłemu agentowi CIA E. Howardowi Huntowi — jednemu z włamywaczy, którzy na polecenie Nixona splądrowali siedzibę Partii Demokratycznej. Hunt wygrał proces o zniesławienie wytoczony skrajnie prawicowemu pismu „The Spotlight”, które oskarżyło go o udział w zamachu. Choć całe życie zaprzeczał insynuacjom, gdy zmarł, jego synowie próbowali zarobić na mrocznej legendzie taty. Twierdzili, że na łożu śmierci przyznał się do winy, mają adekwatne nagranie i gotowi są je ujawnić, oczywiście za odpowiednim wynagrodzeniem. Taśma okazała się fałszywką, ale maniacy w to nie uwierzyli.

Co więcej, uznają za fałszywkę słynny amatorski film ukazujący moment zabójstwa. Ma zaledwie 486 klatek i trwa 26,6 sekundy. Nakręcił go ośmiomilimetrową kamerą Abraham Zapruder, imigrant z Rosji, właściciel niewielkiej firmy odzieżowej w Dallas. Zgodził się udostępnić taśmę na potrzeby śledztwa. Agenci uznali, że najszybciej wywoła ją lokalna telewizja WFAA, a jej reporterzy zrobili przy okazji wywiad z Zapruderem. Tego samego wieczoru skontaktował się z nim naczelny magazynu „Life” i zaproponował 50 tys. dol. za prawa do filmu. Zapruderowi udało się podbić stawkę do 150 tys. Dzisiaj byłoby to ok. 1,13 mln. 25 tys. przekazał wdowie po J.D. Tippicie zastrzelonym przez Oswalda. Dobrze świadczy o nim również to, że nie zgodził się na publikację klatki nr 313, na której widać, jak eksploduje głowa Kennedy’ego. W roku 1999 spadkobiercy Zaprudera sprzedali oryginalną taśmę rządowi z zastrzeżeniem, że prawa autorskie przejdą na muzeum utworzone w TSBD. Dostali 16 mln dol. (dziś 22,5 mln).

Niektórzy „teoretycy” twierdzą, że prezydenta zastrzelił Tippit, a rola Oswalda sprowadzała się do uciszenia świadka. Zdaniem innych Tippit miał uciszyć Oswalda, ale nie zdążył i musiał to zrobić Ruby. Jako zleceniodawców mordu poszukiwacze spisków wymieniają m.in. Lyndona Johnsona, George’a H.W. Busha, J. Edgara Hoovera, Fidela Castro, Nikitę Chruszczowa, Ho Chi Minha i Arystotelesa Onassisa — drugiego męża Jackie. Nastroje społeczne po zamachu stanowiły świetną pożywkę dla operacji psychologicznych KGB wymierzonych w Stany Zjednoczone. Wiele teorii powtarzanych przez „odkrywców prawdy” powstało na Łubiance. Zwłaszcza te wskazujące na udział w zabójstwie waszyngtońskich polityków lub służb specjalnych.

Epoka Camelotu

Biały Dom za czasów JFK nazywany był Camelotem jak baśniowy zamek króla Artura. Ameryka była piękna i młoda, wszyscy mieli żyć długo i szczęśliwie. Brutalne morderstwo przerwało sielankę. Wkrótce potem z ręki zamachowców zginęli Robert Kennedy i Martin Luther King. W Wietnamie umierały tysiące ludzi, setki tysięcy demonstrowały na ulicach, policja pałowała studentów, wybuchła afera Watergate. Nic dziwnego, że prezydentura JFK obrosła legendą i trudno oddzielić prawdę od mitu. Zresztą nikomu, poza historykami, na tym nie zależy. Dla demokratów Kennedy stał się symbolem wszystkiego, co najlepsze w ideologii i praktyce politycznej lewicy. Jego styl usiłowali naśladować Bill Clinton czy Barack Obama, choć zadanie jest trudne. Kennedy łączył w niepowtarzalny sposób elokwencję, dobre maniery, pewność siebie, chłopięcy urok, charyzmę, błyskotliwy humor oraz poczucie wyższości syna multimilionera i absolwenta Harvardu.

Popełnił wiele błędów, ale żył w czasach, gdy media nie roztrząsały każdej pomyłki prezydenta tak brutalnie, jak dziś. Trwała zimna wojna, która mogła się przerodzić w ostatnią wojnę ludzkości. Kwestionowanie autorytetu władzy nie leżało w interesie kraju, poczucie odpowiedzialności temperowało pogoń za sensacją. Podobnie było z politykami. Frakcyjne spory kończyły się tam, gdzie zaczynało się bezpieczeństwo Ameryki.

Kennedy nie tylko ładnie się uśmiechał i dobrze wyglądał w telewizji. Był bohaterem wojennym i prawdziwym twardzielem. Nie przegrał ani jednych wyborów. Pierwszy raz stanął do walki o władzę w roku 1946, rozgromił rywali z obu partii i został kongresmenem. Miał zaledwie 29 lat. Na Kapitolu zasiadał trzy kadencje, lecz mierzył wyżej. W roku 1953 poślubił piękną, o 12 lat młodszą arystokratkę Jacqueline Lee Bouvier. Młoda para uosabiała prawdziwie europejski szyk i magię wyższych sfer. To, co Amerykanie kochają najbardziej, wbrew obiegowej opinii, że są tacy egalitarni.

Kennedy został senatorem i zrozumiał potęgę telewizji. Stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polityków stolicy. Musiał starać się bardziej niż inni kandydaci ze względu na wyznanie. Amerykańscy nacjonaliści uważali katolików za piątą kolumnę Watykanu, oskarżali ich o porywanie młodych dziewcząt do zakonów i szykowanie zbrojnego powstania przeciw protestanckiej większości.

W Kongresie Kennedy, jak przystało na liberała, zajmował się sprawami socjalnymi: rozbudową opieki społecznej, poprawą warunków pracy, podniesieniem płacy minimalnej. Po zdobyciu Białego Domu musiał się zająć polityką zagraniczną. A właściwie, bez żadnej przesady: manewrowaniem na krawędzi zagłady świata. Pierwszy egzamin oblał, pozwalając CIA zorganizować pucz przeciw Fidelowi Castro: inwazję w Zatoce Świń. Kubańczycy w ciągu trzech dni zabili lub wzięli do niewoli wszystkich uczestników operacji. Che Guevara przesłał mu notatkę: „Dziękuję. […] Rewolucja jest teraz silniejsza”.

Być może dobrze się stało, że Kennedy przegrał pierwszą rundę, bo dzięki temu nabrał rozwagi. Kiedy Chruszczow rozmieścił na Kubie rakiety z głowicami jądrowymi, JFK zmusił go do negocjacji i ostatecznie Moskwa ustąpiła. Zainicjował program podboju Księżyca, stworzył Korpus Pokoju (Peace Corps), wspierał kulturę. Przede wszystkim jednak potrafił zarażać Amerykanów swoim optymizmem. Ameryka zakochała się w jego żonie i dwójce dzieci. Do kanonu weszły cytaty z płomiennych przemówień, w tym najbardziej znany: „Nie pytajcie, co kraj może zrobić dla was, pytajcie, co wy możecie zrobić dla kraju”.

Amerykanie wiedzą, że wyidealizowany obraz młodego ojca narodu i głowy szczęśliwej rodziny pozostawiał wiele do życzenia. Kennedy notorycznie zdradzał żonę, nawet w Białym Domu za pieniądze podatników pracowały dziewczyny do zadań specjalnych, jak dwie młode asystentki o przezwiskach Fiddle i Faddle czy 19-letnia Mimi, która była kochanką prezydenta przez kilkanaście miesięcy, aż do jego śmierci. To wszystko nieważne. W sondażach oceniany jest równie wysoko jak Washington i Jefferson. Ameryka kocha JFK.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
2

11.06.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

Jak zabezpieczyć dom z myślą o psie? Dziesięć rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę

Jak zabezpieczyć dom z myślą o psie? Dziesięć rzeczy, na które trzeba zwrócić uwagę

Stankiewicz: prezydent Nawrocki podejrzewa, że został zatruty. W spisku brały udział białogłowy

Stankiewicz: prezydent Nawrocki podejrzewa, że został zatruty. W spisku brały udział białogłowy

„Wymarłe miasta”. Sztuka zawitała do obszaru z największym bezrobociem w Niemczech. Goszczą ją puste kościoły

„Wymarłe miasta”. Sztuka zawitała do obszaru z największym bezrobociem w Niemczech. Goszczą ją puste kościoły

Varga: Serce Leszka Millera jest w rękach najsłynniejszej konfederatki

Varga: Serce Leszka Millera jest w rękach najsłynniejszej konfederatki

Milion z budżetu trafił na prywatne konta ludzi z zaplecza PiS. „Wspólnym mianownikiem tych spraw jest Gliński”

Milion z budżetu trafił na prywatne konta ludzi z zaplecza PiS. „Wspólnym mianownikiem tych spraw jest Gliński”

„Przez 17 lat służył w Europie i na całym świecie”. Amerykański major aresztowany przed Kapitolem

„Przez 17 lat służył w Europie i na całym świecie”. Amerykański major aresztowany przed Kapitolem

Grochal: W co gra Giertych? Jego rola budzi wątpliwości

Grochal: W co gra Giertych? Jego rola budzi wątpliwości

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kraków. Tragiczna śmierć Anastazji. Rodzice walczą o prawdę. Kto zawinił?

Kraków. Tragiczna śmierć Anastazji. Rodzice walczą o prawdę. Kto zawinił?

4 lipca, 2026
„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

„Oddałabym prawo głosu” – deklaruje 19-latka. Ten trend staje się coraz bardziej niebezpieczny

4 lipca, 2026
Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowa stawka 15 proc. dla ryczałtowców – Biznes Wprost

Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowa stawka 15 proc. dla ryczałtowców – Biznes Wprost

4 lipca, 2026
Wielkie elektrownie wracają do gry. To największe magazyny energii

Wielkie elektrownie wracają do gry. To największe magazyny energii

4 lipca, 2026

Najnowsze Wiadomości

„Kalejdoskop Wydarzeń”. Afera w Szpitalu Południowym. Gawryuk: To jest skan0dal

„Kalejdoskop Wydarzeń”. Afera w Szpitalu Południowym. Gawryuk: To jest skan0dal

4 lipca, 2026
Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

Katarzyna Kasia o pomocy Ukraińcom: co nas obchodzi los realnych, jeszcze żywych ludzi?

4 lipca, 2026
CBA wydało komunikat, współpracowało z Prokuraturą Europejską. Wojciech Król reaguje – Wprost

CBA wydało komunikat, współpracowało z Prokuraturą Europejską. Wojciech Król reaguje – Wprost

4 lipca, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.