-
Największa od lat afera korupcyjna doprowadziła do dymisji premiera Mołdawii. Podważa też wiarygodność prezydent Mai Sandu i jej obozu rządzącego.
-
W ujawnionej aferze wskazano przypadki nepotyzmu i nieprawidłowych działań w państwowej agencji MoldATSA, co zaowocowało wszczęciem postępowań i dymisjami.
-
Afera została wykorzystana przez prorosyjską opozycję, jednak według analityka PISM Jakuba Pieńkowskiego szanse na polityczny zwrot w Mołdawii są obecnie znikome, a Unia Europejska utrzymuje zaufanie wobec obecnych władz.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Niespodziewanie 3 lipca premier Mołdawii Alexandru Munteanu podał się do dymisji. Dodajmy, premier z partii, która w 2025 roku utrzymała w parlamencie samodzielną większość. Teraz prezydent Maia Sandu musi wskazać jego następcę. Będzie miał 15 dni na sformowanie rządu.
– Tak naprawdę ma to jedynie formalny charakter – mówi Interii Jakub Pieńkowski. – Rządząca Partia Działania i Solidarności (PAS) to partia prezydencka i stanowi zaplecze Mai Sandu, która nieformalnie cały czas stoi na jej czele. Pozostaje kwestie znalezienia odpowiedniego kandydata – dodaje analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Utrzymanie władzy to jedno. Drugą sprawą jest polityczny koszt rezygnacji premiera po wybuchu największej od lat afery w Mołdawii. – Premier podał się do dymisji w formie, która budzi różnego rodzaju domysły – wskazuje nasz rozmówca.
Wielka afera w Mołdawii. Zamieszana kuzynka Sandu
– Munteanu nie przedstawił jednoznacznie powodu. Nie powiedział, dlaczego składa mandat. Stwierdził jedynie, że nie może dłużej pełnić urzędu premiera zgodnie ze swoimi zasadami i wartościami – zaznacza Pieńkowski.
– To zbiegło się z ujawnionymi przez prasę skandalami o charakterze korupcyjnym, kumoterskim. W MoldATSA była zatrudniona za niebotyczne pieniądze kuzynka prezydent i to bez konkursu. Przy czym sama Sandu twierdzi, że nic o tym nie wiedziała i jak najbardziej to potępia – wskazuje dalej analityk.
Fałszywy pilot, wielkie pensje i korupcja
MoldATSA odpowiada za żeglugę powietrzną w Mołdawii. Można ją porównać do Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, choć działa w innej strukturze, bo jako państwowe przedsiębiorstwo. W czerwcu mołdawskie media ujawniły, że kuzynka pani prezydent – Anastasia Taburceanu, w mniej niż rok zarobiła milion lejów (ponad 200 tys. zł). Od 2026 co miesiąc pobierała pensję w przeliczeniu w wysokości około 25 tysięcy złotych.
Prezydent oświadczyła, że nie miała pojęcia o sprawie. – Zwolennicy Sandu są skłonni te wyjaśnienia przyjąć. Większość jednak powątpiewa, bo jeżeli nawet sama Sandu nie maczała w tym palców, to mogli to robić ludzie z drugiego szeregu PAS, którzy bez jej wiedzy chcieli się jej przypodobać. Liczyli na wpływy, wdzięczność. Tak czy inaczej sprawa ją obciąża. Wielu Mołdawian jest rozczarowanych, bo PAS miała być siłą polityczną, która zapowiedziała radykalną walkę z korupcją i przejrzystość w administracji – podkreśla analityk PISM.
Jeżeli nawet sama Sandu nie maczała w tym palców, to mogli to robić ludzie z drugiego szeregu PAS, którzy bez jej wiedzy chcieli się jej przypodobać. Liczyli na wpływy, wdzięczność. Tak czy inaczej sprawa ją obciąża
Sprawa MoldATSA jest poważniejsza. Dotyczy również dyrektora przedsiębiorstwa – Dumitru Vangheli.
– Na czele agencji stał nominowany przez PAS człowiek, który skłamał w CV, że ma licencję pilota. Twierdził, że zdobył ją w Air Canada, a okazało się, że żadnej licencji nie miał – tłumaczy Pieńkowski. Do tego dochodzi kwestia zarobków. Pensja Vangheli oscylowała w przeliczeniu wokół 23 tysięcy złotych miesięcznie. W Mołdawii to prawie siedem razy więcej niż średnia krajowa.
Do tego dochodzi jeszcze skandal korupcyjny w Ministerstwie Rolnictwa, gdzie za łapówki firmy miały otrzymywać korzystne decyzje Narodowej Agencji ds. Bezpieczeństwa Żywności.
– Spekuluje się, że Munteanu, który nie ma ambicji politycznych i zaplecza w PAS, miał po prostu „wykręcone ręce”. Chciał walczyć z układami, ale mu na to nie pozwolono. Dlatego uniósł się honorem i sam ustąpił – wskazuje Jakub Pieńkowski.
„Poplecznicy Rosji się cieszą”
Afery korupcyjne to woda na młyn dla Moskwy. – Rosja czy też poplecznicy Rosji w Mołdawii – mam tu na myśli Partię Socjalistów Igora Dodona czy Narodowy Ruch Alternatywny – oni rzeczywiście się cieszą. Domagają się przedterminowych wyborów. Do tego nie dojdzie, bo PAS ma większość i jeśli nie położy sprawy informacyjnie, to temat się rozmyje – mówi nasz rozmówca.
Podkreśla przy tym, że w obecnych warunkach politycznych Mołdawii, ludzie związani z Kremlem mają niewielkie pole manewru.
– Moskwa wie, że sama ma obecnie większe problemy, a szansa na gwałtowny zwrot w Mołdawii jest w tej chwili żadna. Szczególnie, że nie ma poruszenia po stronie Unii Europejskiej. Mimo skandalu zaufanie do Sandu i PAS pozostaje w Brukseli niezachwiane – ocenia Pieńkowski.
23510750
Ludzie Putina zaczęli działać. Próbują wykorzystać największy kryzys od lat
Kryzys polityczny proeuropejskiej prezydent. „Sprawa ją obciąża”
Kuzynka prezydent i fałszywy pilot. Ludzie Putina próbują wykorzystać aferę
Poplecznicy Rosji zaczęli działać. Chcą wykorzystać największy kryzys od lat
Premierowi „wykręcono ręce”? Rosja próbuje wykorzystać kryzys w Mołdawii
E. Przed Kiszyniowem „droga daleka”
Tym bardziej, że skandale spotkały się z reakcją służb. Vangheli i Taburceanu zostali odwołani, a mołdawskie Centrum Korupcyjne wszczęło postępowanie karne. Stanowisko stracił też szef agencji, która organizowała konkurs na szefa MoldATSA. Służby zatrzymały też sekretarz stanu w resorcie rolnictwa – Tatianę Nistoricę.
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy wybuchła afera z MoldATSA, Unia Europejska i Mołdawia otworzyły pierwszy klaster negocjacji akcesyjnych. Czy dymisja premiera Munteanu zagrozi procesowi integracji Kiszyniowa i Brukseli?
– Myślę, że nie. PAS raczej szybko powoła nowy rząd, ma samodzielną większość w parlamencie. Pytanie czy ten nowy rząd będzie na tyle sprawny, żeby walczyć z nieprawidłowościami. To jest problem w ogóle aparatu państwowego w Mołdawii, bo jeżeli odliczymy portierów i sprzątaczki, to tam niektóre ministerstwa liczą po kilkanaście osób. Praca w administracji nie jest atrakcyjna, więc trudno przyciągnąć specjalistów – tłumaczy Pieńkowski.
– Mołdawia jest na dobrej drodze w wypełnianiu zobowiązań w ramach integracji z Unią, ale droga jest jeszcze bardzo daleka, dlatego to pytanie o determinację i wydolność państwa – podsumowuje Jakub Pieńkowski w rozmowie z Interią.
Jakub Krzywiecki
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Zełenski „nie odklei się” od afery Enerhoatomu. Korupcyjne trzęsienie ziemi
-
„Wojna na wielu frontach”. Rosja nie odpuści zwycięskiej Europie













