Rok minął, od kiedy Karol Nawrocki zaczął mówić o sobie per „jako prezydent Polski”. W ciągu tego roku głowa naszego państwa złożyła 29 wizyt zagranicznych, w tym aż cztery w Stanach Zjednoczonych i aż ani jednej w Kijowie. Prezydent dbał o rozwój własnego ośrodka, jednoczył prawicę, grzmiał, krzyczał „czołem”, snuł sny o potędze i chwalił Donalda Trumpa.
Nie do wytrzymania jest to lato tegoroczne, nie do wytrzymania. Raz zimno jak w jakimś marcu i deszcz leje w poprzek, a raz znowu taki upał, że człowiek by tylko leżał i ograniczył ruchy do niezbędnego minimum, na przykład wdech — wydech. Ale niestety, trzeba żyć, trzeba działać, trzeb brać udział w życiu społecznym, chociażby jako osłupiała obserwatorka.
Rok minął, od kiedy Karol Nawrocki zaczął mówić o sobie per „jako prezydent Polski”. Rok gęsty, trudny, pełen zmian i kryzysów. W prezydenckim dorobku siedem ułaskawień, 41 wet, 255 podpisanych ustaw i 22 inicjatywy ustawodawcze. W przemówieniu na rocznicę, wygłaszanym sprzed specjalnych trybun, na których zasiedli goście, Karol Nawrocki jako prezydent Polski powiedział zresztą wyraźnie, że to właśnie ustawy i weta są tym, co tygrysy, nie „małe tygryski”, ale prawdziwe tygrysy lubią najbardziej.
W ciągu tego roku głowa naszego państwa złożyła 29 wizyt zagranicznych, w tym aż cztery w Stanach Zjednoczonych i aż ani jednej w Kijowie. Prezydent dbał o rozwój własnego ośrodka, jednoczył prawicę, grzmiał, krzyczał „czołem”, snuł sny o potędze i chwalił Donalda Trumpa. W przemówieniu na rocznicę podkreślał, że broni konstytucji i dlatego zawetował ustawę o związkach partnerskich (choć, jak zauważył, nie każe się nikomu żenić), zapewniał, że dopiero się rozpędza i ma 100 proc. baterii oraz podał swoją wagę (96 kg), ponieważ zgromadzeni skandowali „Karol wielki!”, a on na to, że nie taki wielki, bo jego ochroniarze (bardzo silni) ważą po 120 kg. W ramach programu artystycznego w uroczystości wzięły udział góralskie dzieci i raper Eldo. Dzieci wykonały Hymn Polski, a raper Eldo utwór „Nie pytaj o nią”, mocno inspirowany pieśnią Obywatela G.C. „Nie pytaj o Polskę”: Ona nie urodziła mnie, lecz kocham ją jak matkę/ nieraz mnie odrzuciła, ale będę z nią na zawsze/ to miłość, przed którą wielu ostrzegało/ jeśli stracisz dla niej głowę, to położysz ją za nią.
Tymczasem, nieopodal, partia Prawo i Sprawiedliwość postanowiła odbyć konwencję w okrojonym składzie. Pozostając w metaforyce mojego zeszłotygodniowego felietonu, w romantycznej komedii byłaby to właśnie ta impreza, którą organizuje osoba opuszczona, żeby pokazać światu, że u niej wszystko super i nawet lepiej, że zrobiła się wreszcie przestrzeń na nowe przygody. Uczestnicy byli entuzjastyczni jak Beata Szydło, odsłaniająca w uśmiechu jedną czwartą zęba, otwarci jak Antoni Macierewicz, który nawet na chwilę stanął przodem do kamery, powtarzając, jak bardzo wspaniałym prezydentem jest Karol Nawrocki. Spotkanie było zatytułowane „Ku nowemu rządowi” i muszę powiedzieć, że mnie to „ku” urzekło, trochę jak „kukuryku”, a trochę mi się skojarzyło z utworem zespołu Dezerter z 1983 r.: Przyszłość rodacy / Budujemy nowy świat / Wszyscy do pracy / Jeszcze tylko parę lat / Połączmy nasz wysiłek / Zjednoczmy wszystkie siły /Ojczyzna, ojczyzna czeka na Ciebie / Towarzyszu miły.
W tym kontekście bardzo adekwatnie zabrzmiało przemówienie wciąż nieemerytowanego zbawcy narodu, Jarosława Kaczyńskiego, który jak prawdziwy wizjoner oraz mąż stanu widzi zagrożenia zupełnie gdzie indziej niż wszyscy. Podczas gdy ruskie bomby spadają na kraj naszych ukraińskich sąsiadów, on zwraca uwagę na niebezpieczeństwo ze strony Niemiec i Unii Europejskiej. To jest na serio nie do pojęcia, jakimi ścieżkami błądzi jego umysł i mogłabym mieć nadzieję na to, że tylko ten jeden, ale zaraz potem pojawił się pan Bocheński, który w wyjątkowo perfidny sposób najpierw mówił o tym, jak ważne jest dla nas zwycięstwo Ukrainy, a potem w ramach wsparcia zapowiedział przymusowe deportacje z Polski ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym, żeby „mogli przelewać krew za swoją ojczyznę”. On to naprawdę przedstawiał jako „pomoc walczącej Ukrainie” i musiało być na poważnie, bo mieli przygotowany w tej sprawie slajd.
„Ku nowemu rządowi” oznaczało oczywiście również „ku nowemu premierowi”, a tym ma być profesor Czarnek, który również zabrał głos i przez dłuższą chwilę nie chciał go oddać. Trochę grzmiał, trochę się wzruszał, wspominając, jak w dniu zaprzysiężenia Karola Nawrockiego jechali autokarem i śpiewali „Dzisiaj jest dzień, który dał nam pan”. Czy słusznie się cieszyli? Czy zdawali sobie sprawę, że ten „genialnie wymyślony” przez Kaczyńskiego kandydat będzie jak lew walczył o swoje własne terytorium? Że postanowi wokół siebie budować niezależne od PiS środowisko polityczne, tym samym ośmielając potencjalnych schizmatyków i zdradzeuszy? I na co to panu było, Prezesie?