Zjeść pyszny stek i umrzeć? To coraz bardziej realne zagrożenie. Alergia na mięso, do niedawna nieznana, zaczyna pojawiać się w Europie, w tym w Polsce. A winne są… kleszcze.
W 2021 r. 32-letni Andrzej (imię zmienione) zaczął doświadczać niepokojących objawów. Kilka godzin po zjedzeniu obiadu odczuwał silny ból brzucha i dostawał czerwonej wysypki, zwłaszcza na klatce piersiowej i ramionach. W ciągu trzech miesięcy zdarzyło się to pięć razy, a w jednym przypadku doszła jeszcze duszność. Gdy trafił do lekarzy z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, od razu było dla nich jasne, że objawy wskazują na alergię — tylko na co?
— Miał zrobiony panel alergiczny na wszelkie popularne alergeny pokarmowe i wziewne, które nic nie wykazały. Dopiero koleżanka wpadła na pomysł, żeby zbadać u pacjenta poziom przeciwciał przeciwko pewnemu cukrowi, który występuje w czerwonym mięsie — opowiada dr Natalia Mokrzycka ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
I bingo — okazało się, że Andrzej rzeczywiście był uczulony na czerwone mięso. Dr Mokrzycka wraz z dr Mirellą Brzozowską oraz dr. hab. n. med. Grzegorzem Porębskim opisali ten przypadek w naukowym periodyku „Central European Journal of Immunology”. To pierwszy zbadany naukowo przypadek takiej alergii w Polsce, choć nie pierwszy na świecie. O coraz większej liczbie przypadków tej alergii donoszą naukowcy i w USA, i w innych krajach Europy. A to niejedyna nowa czy mało znana alergia, z którą możemy mieć coraz częściej do czynienia w najbliższych latach.
Niebezpieczny wielocukier
Pierwsze doniesienia o nowej alergii na czerwone mięso pojawiły się pod koniec XX w. w USA. Pacjenci skarżyli się na objawy podobne jak u Andrzeja, ale bywały również przypadki groźnego wstrząsu anafilaktycznego. Jak szacuje immunolog dr Thomas Platts-Mills z University of Wirginia, z powodu tej alergii zmarły w USA już co najmniej dwie osoby. Dr Platts-Mills sam na nią cierpi i bada ją od dawna. To on w latach 2008-2009 odkrył jej mechanizm. Jak wykazały badania prowadzone przez jego zespół, pojawienie się tej alergii miało związek z ukąszeniem kleszczy. Jak to możliwe? Dr Platts-Mills ustalił, że podczas ukąszenia kleszcz wprowadza do organizmu pewną substancję — galaktozę-alfa-1,3-galaktozę, w skrócie nazwaną alfa-gal. Należy ona do grupy wielocukrów, co jest bardzo nietypowe dla alergii pokarmowych, które zwykle wywoływane są przez białka.
Po ukąszeniu kleszcza alfa-gal jest przenoszony ze śliny do krwi, stymulując produkcję przeciwciał immunoglobulin E (IgE). I nie byłoby to żadnym problemem, gdyby nie fakt, że wielocukier alfa-gal jest też obecny w czerwonym mięsie i w mniejszej ilości w produktach mlecznych. To oznacza, że wytworzone przeciwciała mogą po zjedzeniu mięsa wywołać reakcję alergiczną. Reakcja jest nietypowa, bo występuje z dużym opóźnieniem po zjedzeniu mięsa. Zazwyczaj reakcja alergiczna przy alergii pokarmowej pojawia się w ciągu kilku minut, maksymalnie dwóch godzin, a w przypadku zespołu alfa-gal może to być pięć-sześć godzin.
Obecnie w USA diagnozowane są co roku tysiące nowych przypadków tej alergii. Jednak prym w częstotliwości występowania tej choroby wiedzie Australia, gdzie chorych jest 700 osób na 100 tys., a liczba zdiagnozowanych przypadków rośnie od 2022 r. o 22 proc. rocznie. Jak podaje „Nature”, przyczyną zespołu alfa-gal jest tam australijski kleszcz paraliżujący Ixodes holocyclus. Z kolei w USA wystąpienie tego zespołu powiązano z ukąszeniem kleszcza gwiaździstego Amblyomma americanum, którego zasięg występowania zwiększa się z powodu zmian klimatu.
Jak pisze prof. Wojciech Buczyłko z Centrum Alergologii w Łodzi, autor jednego z pierwszych polskich artykułów o syndromie alfa-gal, opublikowanego w piśmie „Alergia” w 2017 r., już w tamtym czasie zespół alfa-gal był diagnozowany również w Szwecji, a cząsteczkę alfa-gal przenosiły tam kleszcze pospolite (Ixodes ricinus), których od lat przybywa również w Polsce. Pojawienie się tej alergii w naszym kraju było więc tylko kwestią czasu.
Dopiero się zaczyna
Lekarze badający Andrzeja wiedzieli już, że w Europie ta alergia się pojawia i czym może być wywołana. — Pacjenta zapytano, czy przypadkiem nie został ukąszony przez kleszcza, i rzeczywiście przypomniał sobie dwa takie przypadki, jeden dawniej, a drugi dosłownie dwa tygodnie przed wystąpieniem pierwszej reakcji anafilaktycznej — opowiada dr Mokrzycka. Wtedy diagnostom wszystko złożyło się w całość — pacjent bez wątpienia miał zespół alfa-gal. — Dostał zalecenie unikania czerwonego mięsa — wołowiny, wieprzowiny i baraniny. To właściwie jedyna kuracja na tę alergię — mówi dr Mokrzycka.
Na razie w Polsce to pojedyncze przypadki. — Ja jeszcze w swojej praktyce nie spotkałem pacjenta z tą alergią. Jednak w Europie to już jest dosyć istotny problem, bo są publikacje potwierdzające występowanie alergii alfa-gal w Wielkiej Brytanii, Francji czy w Szwecji — mówi prof. Andrzej Fal, alergolog z UKSW w Warszawie. W wielu polskich laboratoriach można już zrobić sobie testy na obecność przeciwciał przeciw oligosacharydowi alfa-gal. — Warto jednak pamiętać, że sama obecność przeciwciał nie jest jeszcze wystarczającym wskaźnikiem alergii — konieczny jest objaw kliniczny, dlatego w każdym przypadku wskazana jest konsultacja alergologa. Sama obecność przeciwciał nie stanowi jeszcze podstawy do interwencji medycznej ani powodu do większego niepokoju — mówi alergolog.
Prof. Fal przewiduje, że problem alergii na czerwone mięso będzie narastał. — Ze względu na to, że z powodu zmian klimatycznych w naszym kraju kleszczy jest coraz więcej, ta alergia może być dużym problemem w nadchodzących latach. A częstość alergii na czerwone mięso będzie stopniowo wzrastać wraz ze zwiększaniem się populacji kleszczy — mówi prof. Fal.
Złośliwe pyłki
Jednak alergia na mięso to tylko jedna z wielu alergii, które dawniej w Polsce nie występowały lub były wielką rzadkością. Wiele z nich jest związanych z naszym zmieniającym się trybem życia i częstszymi podróżami. — To chociażby alergia pokarmowa na owoce morza, niebezpieczna i często o ciężkim przebiegu, jak wiele innych alergii pokarmowych — mówi prof. Fal. — Jeszcze 25 lat temu problem alergii na krewetki czy małże był w Polsce praktycznie nieznany. Wówczas z owoców morza mieliśmy dostępną jedynie rybę bałtycką — uśmiecha się prof. Fal. — Obecnie, ze względu na znacznie większą dostępność tych produktów w Polsce oraz nasze podróże zagraniczne, alergia na owoce morza staje się istotnym problemem w alergologii.
Jak mówi dr Agnieszka Krauze z City Clinic z Warszawy, dużo częściej niż kiedyś występują również alergie na sezam, strączki i egzotyczne owoce — powodem jest większa dostępność tych produktów. — Z pewnością obserwujemy wzrost liczby alergii na różne rodzaje orzechów. Wynika to także z faktu, że na rynku pojawiają się coraz to nowe odmiany, jak choćby orzechy nerkowca czy macadamia. Jeszcze kilka lat temu w ogóle nie były dostępne na polskim rynku, a dzisiaj są wszędzie i mamy coraz więcej pacjentów z uczuleniem na te orzechy — mówi dr Krauze.
Alergie pokarmowe to często bardzo gwałtownie rozwijające się reakcje. — Najwcześniej poznaną i najpowszechniejszą z nich jest tzw. zespół alergii jamy ustnej (ang. oral allergy syndrome, OAS). Pacjent doświadcza narastającego dyskomfortu: obrzęku, świądu błon śluzowych do nagłośni włącznie, a u niektórych pojawia się także nagły świąd twarzy. U części chorych dochodzi do pełnej reakcji anafilaktycznej. Zarówno anafilaksja, jak i obrzęk głośni to już stany zagrożenia życia — wyjaśnia prof. Fal. — Tak np. może przebiegać reakcja na krewetki — u osób z silnym uczuleniem stanowi to bardzo poważny problem. Dotyczy to również orzeszków ziemnych, ale należy pamiętać, że nasz rodzimy seler pod tym względem nie jest wcale mniej niebezpieczny — przestrzega prof. Fal.
Coraz więcej jest też innych alergii pośrednio powiązanych ze zmianami w środowisku wywołanymi przez globalne ocieplenie. — Zmiany klimatu powodują zwiększenie zasięgu występowania nie tylko pajęczaków inicjujących alergię alfa-gal, ale wpływają również na wzrost zasięgu występowania wielu roślin. Obecnie zaczynają one kolonizować nasze tereny — napływają do Polski i wywołują reakcje alergiczne. — Przykładem jest silnie uczulająca ambrozja bylicolistna. Jeszcze niedawno praktycznie nie występowała w Polsce, jednak została zawleczona do Europy z Ameryki Północnej i zasiedliła również nasze tereny. W związku z tym obserwujemy pojawiające się u nas od kilku lat alergie na ambrozję — mówi prof. Fal.
Do tego zimy mamy coraz krótsze, a rośliny szybciej niż kiedyś zaczynają wegetację. To sprawia, że w ciągu ostatnich lat wydłużyły się okresy pylenia roślin — tłumaczy dr Krauze. Ale do dłuższych okresów pylenia dochodzi jeszcze jeden ważny czynnik. — Pyłki masowo łączą się z cząsteczkami zanieczyszczeń, takich jak pyły PM2,5. Przez to pyłki działają jeszcze bardziej agresywnie na układ oddechowy. Japończycy zajmowali się tym problemem już w latach 80. i udowodnili, że taki pyłek ze spalinami uczula o wiele mocniej niż w postaci czystej — mówi dr Krauze.
Drobne fragmenty białek
Liczba alergenów i nasza podatność na nie zmienia się na gorsze, ale są też zmiany na lepsze, głównie związane z coraz lepszym zrozumieniem mechanizmów alergii. — W ostatnich latach, wraz z rozwojem diagnostyki molekularnej, okazało się, że w alergologii kluczowe są drobne fragmenty białek, nazywane epitopami. Najczęściej są to glikoproteiny, które stanowią właściwy czynnik wyzwalający reakcję alergiczną — tłumaczy prof. Fal. — Gdy uzyskaliśmy odpowiednie narzędzia diagnostyczne i rozpoczęliśmy szczegółowe analizy białek, okazało się, że alergenem nie jest całe białko, lecz jedynie jego epitop. Takie same fragmenty występują w różnych pokarmach, pyłkach itd., wywołując reakcje krzyżowe, to znaczy jednoczesną alergię na kilka pozornie różnych elementów — dodaje prof. Fal.
Lekarze zwracają szczególną uwagę na alergie krzyżowe między alergenami wziewnymi i pokarmowymi. — W pyłku brzozy, olchy czy leszczyny występuje bardzo podobne białko Bet v1. Szkopuł w tym, że to samo białko występuje w wielu warzywach i owocach — mówi dr Krauze. — Klasycznym przykładem jest jabłko, ponieważ główny alergen brzozy jest bardzo podobny do głównego alergenu jabłka. Pacjenci, którzy przez kilka lat cierpią na alergiczny nieżyt nosa wywołany pyłkami drzew, po kilku latach trwania tej dolegliwości zaczynają nie tolerować jabłek i często myślą, że to przez opryski owoców. A problem tkwi właśnie w alergii krzyżowej — tłumaczy dr Krauze.
Naukowcy też wiedzą coraz więcej o tym, w jaki sposób powstaje reakcja alergiczna. — Jeszcze niedawno nie rozumieliśmy związku między samą alergią a czynnikami współwywołującymi — mówi prof. Fal. Np. spożycie sałatki z selerem może przebiec bez problemu, ale gdy po jej zjedzeniu pójdziemy na jogging, możemy doznać nawet wstrząsu anafilaktycznego. — Okazuje się, że to wysiłek fizyczny staje się w tym przypadku czynnikiem aktywującym reakcję alergiczną. Zjawisko to znane jest jako anafilaksja zależna od pokarmu indukowana wysiłkiem fizycznym (ang. food‑dependent exercise‑induced anaphylaxis, FDEIA) — tłumaczy prof. Fal.
To właśnie przydarzyło się Andrzejowi z zespołem alfa-gal. Mówił lekarzom, że objawy jego nietypowej alergii nasilały się zwłaszcza po treningach. A także po wypiciu alkoholu. Z soczystą karkówką popijaną piwem przy grillu tacy pacjenci muszą pożegnać się na zawsze.



