Rozłam Prawa i Sprawiedliwości tylko przyspieszył rozgrywanie i nakręcanie przez prawicę narastającej od wielu miesięcy w społeczeństwie antyukraińskiej emocji.
– Jedną z pierwszych, istotniejszych decyzji rządu będzie decyzja o deportacji mężczyzn, Ukraińców w wieku poborowym, którzy nie pracują legalnie w Polsce – zapowiedział 6 sierpnia podczas konwencji programowej PiS-u wiceprezes partii Tobiasz Bocheński, potwierdzając doniesienia Interii, która informowała o sprawie jako pierwsza.
Jak dodał Bocheński, Ukraińcy „będą mieli okazję walczyć za swoją ojczyznę, by horror tej wojny się skończył”. – Państwo polskie w tym zdecydowanie i bezkompromisowo pomoże – zaznaczył.
PiS w swoim pomyśle idzie więc o krok dalej niż Konfederacja, która dotychczas deklarowała konieczność wydalania z Polski wszystkich cudzoziemców, którzy weszli w konflikt z prawem. Konfederaci zarzucają też Nowogrodzkiej hipokryzję i opieszałość, wskazując, że PiS miało osiem lat u władzy na wprowadzenie w życie tego rodzaju rozwiązań.
Antyukraińskie tsunami wzbiera
Wzmożenie prawicy na odcinku antyukraińskim jest bezpośrednio związane z rosnącą w ostatnim czasie liczbą głośnych i medialnych aktów agresji Polaków wobec Ukraińców i Ukraińców wobec Polaków.
Jak podawała „Rzeczpospolita”, powołując się na dane z Komendy Głównej Policji, tylko w pierwszej połowie 2026 roku przebywający w Polsce Ukraińcy złożyli 180 zawiadomień o tzw. przestępstwach z nienawiści. To ogromny wzrost wobec poprzednich lat. W 2024 roku takich zgłoszeń było łącznie 267, natomiast w 2025 – 275. 180 w ciągu zaledwie pół roku oznacza wzrost o ponad 30 proc. w porównaniu do lat poprzednich.
Już na spotkaniu w Lublinie premier powiedział Zełenskiemu, że są jakieś granice. Chociażby tych kłamliwych narracji, które ukraińskie media wypuszczają o Polsce
Alarmujące są też kolejne badania opinii publicznej, jasno pokazujące, że antyukraiński resentyment w społeczeństwie przybiera na sile. Weźmy chociażby sondaż pracowni Opinia24 z lipca, przeprowadzony na zlecenie tygodnika „Polityka”. Polaków zapytano w nim o zmianę stosunku do Ukraińców od momentu inwazji Rosji na Ukrainę. Chociaż 54 proc. respondentów stwierdziło, że stosunek nie uległ zmianie, to aż 36 proc. zadeklarowało, że uległ on pogorszeniu. Tylko u 3 proc. ankietowanych wizerunek Ukraińców uległ poprawie.
Rząd świadomy problemu. „Widzimy poważne zagrożenie”
Wszystkie te niepokojące trendy bacznie obserwuje rząd. Nastroje dalekie są od dobrych.
– Sytuacja jest bardzo groźna – mówi Interii jeden z członków rządu. – Codziennością relacji polsko-ukraińskich jest normalne współżycie, integracja i harmonijne funkcjonowanie. Z drugiej strony, mamy środowiska nacjonalistyczne, które grają na podział i wrogość między Polakami i Ukraińcami. To realizacja rosyjskich interesów w Polsce, dodatkowo podsycana przez silną kampanię dezinformacyjną Kremla w naszym kraju – dodaje nasz rozmówca.
Inny z ministrów zdradza, że zaogniająca się sytuacja mocno niepokoi Donalda Tuska. Premier nakazał zarówno MSWiA, jak również służbom specjalnym baczne monitorowanie wszelkich przejawów agresji na tle narodowościowym i interweniowanie z całą stanowczością, gdy będzie to zasadne.
– Kierownik (tak w Koalicji Obywatelskiej i rządzie nazywany jest Tusk – przyp. red.) wprost mówił o tym, że nie ma mowy o żadnym przyzwoleniu na agresję wobec Ukraińców – relacjonuje nasz rozmówca. Wedle jego relacji szef rządu ma mieć „bardzo dyscyplinujące stanowisko w stosunku do służb”.
– Jeśli dzieje się coś, co zahacza o narrację ksenofobiczną czy rasistowską, trzeba reagować twardo – ocenia minister. Jak podkreśla, „w rządzie panuje przekonanie, że w kwestii ataków na tle narodowościowym nie można się cofać i bawić w niuansowanie, bo konsekwencje społeczne takiej postawy będą tragiczne”.
Jeszcze inny z ministrów, z którym rozmawiamy, wskazuje jednak, że rząd nie będzie mieć lekko w opanowaniu sytuacji. Nastroje społeczne są dzisiaj bowiem przeciwko Ukraińcom, a skrajna prawica robi, co tylko może, żeby dodatkowo je zaognić i zbić na tym polityczny kapitał.
– Widzimy w tym poważne zagrożenie. Dla nas politycznie, ale przede wszystkim dla państwa, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i relacje dwustronne z Ukrainą – przestrzega. I dodaje: – Na prawicy rozpoczęła się bezpardonowa walka o konfederacki elektorat i szaleńcza licytacja na radykalizm.
Ukraińcy w Polsce. Gospodarka na grubym plusie
Nasi rozmówcy z rządu przyznają, że odwrócenie antyukraińskich nastrojów w polskim społeczeństwie będzie zadaniem arcytrudnym, o ile w ogóle wykonalnym. Zwłaszcza że – co mocno akcentują – postawa prezydenta Wołodymyra Zełenskiego w relacjach z Polską bardzo się zradykalizowała. Jak twierdzą ministrowie, ma to swoje odbicie na postrzeganiu Ukraińców w Polsce, czego najlepszym dowodem było ogromne poruszenie i krytyka, gdy Zełenski nadał Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” nazwę „imienia Bohaterów UPA”.

Polski rząd nie zamierza się jednak poddawać. Jak słyszymy, podejmie rękawicę, żeby dotrzeć do Polaków z informacjami i danymi o faktycznym wpływie ukraińskich migrantów i uchodźców. A te, w ocenie rządzących, świadczą zdecydowanie na korzyść przybyszów zza wschodniej granicy.
– Poziom uzawodowienia Ukraińców w Polsce jest bardzo wysoki i wynosi około 70 proc. Przecież to jest jakiś rekord świata – wskazuje jeden z ministrów, którego pytamy o korzyści z obecności Ukraińców w Polsce.
– Ukraińcy przyczyniają się do rozwoju gospodarczego Polski, pełnią bardzo ważne funkcje zawodowe z punktu widzenia naszego kraju i naszej gospodarki – podkreśla.
Rządzący wyliczają korzyści z napływu Ukraińców do Polski
Właśnie aspekt gospodarczy ma być przez rząd najmocniej akcentowany, jako że pieniądze i wymierne korzyści zawsze najbardziej przemawiają do wyborców. Rządzący chcą zwracać uwagę na kilka kwestii:
Jakby tego było mało, raport firmy audytorskiej i doradczej Deloitte we współpracy z Biurem Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców wskazuje, że tylko w 2024 roku praca i konsumpcja obywateli Ukrainy żyjących w Polsce odpowiadały za wygenerowanie 2,7 proc. polskiego PKB. Także tutaj trend oceniany jest jako rosnący, więc polska gospodarka w kolejnych latach powinna na obecności Ukraińców zyskiwać jeszcze więcej.
Widzimy w tym poważne zagrożenie. Dla nas politycznie, ale przede wszystkim dla państwa, jeśli chodzi o bezpieczeństwo i relacje dwustronne z Ukrainą. Na prawicy rozpoczęła się bezpardonowa walka o konfederacki elektorat i szaleńcza licytacja na radykalizm
Mówi jeden z ministrów rządu Donalda Tuska: – Mam nadzieję, że tę nagonkę na Ukraińców uda się nam zatrzymać. Naprawdę nie trzeba być wielkim orłem z ekonomii, żeby zobaczyć, że gdyby nie pracujących w Polsce Ukraińcy, to w wielu obszarach nasza gospodarka miałaby potężne problemy, a sytuacja budżetowa byłaby bez porównania trudniejsza.
Kampania 2027. „To nowa oś podziału Polski”
Jednocześnie w rządzie nikt nie ma jednak złudzeń, że los Ukraińców i licytacja PiS-u z obiema Konfederacjami będą jednym z kluczowych tematów przyszłorocznej kampanii parlamentarnej.
– To nowa oś podziału Polski: kto broni Ukraińców i kto chce ich z Polski przepędzić – nie ma złudzeń jeden z ministrów. Przewiduje też, że atmosfera wokół migrantów z Ukrainy ciągu kolejnego roku zgęstnieje jeszcze bardziej. – Zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski jest realne. To nie służy też budowaniu spokoju i dostatku naszego kraju i naszego społeczeństwa – dodaje.
Powyższa diagnoza jest w rządzie dość powszechna. Nikt nie planuje jednak zaklinać rzeczywistości.
– Nie możemy chować głowy w piasek – mówi Interii inny z ministrów. Zapowiada, że rząd będzie się z nacjonalistami ostro konfrontować. – Musimy obnażać ich szkodliwość dla Polski zarówno w przestrzeni międzynarodowej, jak i wewnętrznie, musimy też pokazywać Polakom fakty, które oni celowo zakłamują lub pomijają – podkreśla.
Rządowi na krajowym podwórku ma pomóc bardziej stanowcze stanowisko w relacjach z administracją Wołodymyra Zełenskiego. Nasi rozmówcy mówią wprost, że ukraiński prezydent, walcząc o zachowanie politycznych wpływów i szans na reelekcję posuwa się coraz dalej i dalej w radykalizacji języka i politycznych działań.
Mówi ważny minister z rządu Donalda Tuska: – Już na spotkaniu w Lublinie premier powiedział Zełenskiemu, że są jakieś granice. Chociażby tych kłamliwych narracji, które ukraińskie media wypuszczają o Polsce. Nie może być tak, że my w Polsce ostro walczymy z przejawami ksenofobii i radykalizmów wobec Ukraińców, a Kijów pozwala na kolportowanie dezinformacji wymierzonej w Polskę.
Inny z ministrów: – I my, i oni musimy pamiętać, że jedziemy na jednym wózku. Naszym strategicznym interesem jest wygrana Ukrainy z Rosją. Jeśli wojna zakończy się źle dla Ukraińców, to za chwilę Putin spróbuje sił z Polską. Musimy przypomnieć Zełenskiemu, co jest wspólnym celem i kto jest wspólnym wrogiem.
Łukasz Rogojsz














