-
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga rozpoczęła śledztwo w sprawie upublicznienia nagrania z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego dotyczącego tzw. sprawy dwóch wież.
-
Śledczy podejrzewają, że nagranie trafiło do internetu w wyniku naruszenia tajemnicy postępowania przygotowawczego, za co grozi do dwóch lat więzienia.
-
Wcześniej rzecznik prokuratury twierdził, że Roman Giertych jako jedyny wystąpił o dostęp do całości akt, a premier Donald Tusk zapowiedział konsekwencje, jeśli do złamania prawa rzeczywiście doszło.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga wszczęła dochodzenie w sprawie opublikowania w sieci nagrań z przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego w tzw. sprawie dwóch wież. Według śledczych materiały pojawiły się w serwisie YouTube „bez zgody organu prowadzącego postępowanie”.
Jak przekazała prokurator Marzena Kiełek-Łopińska, dochodzenie prowadzone jest w kierunku naruszenia tajemnicy postępowania przygotowawczego, za co sprawcy grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.
Wyciek zeznań Jarosława Kaczyńskiego. Jest ruch śledczych
Jak podała prokuratura, postępowanie jest prowadzone w formie śledztwa, gdyż pozostaje „w powszechnym zainteresowaniu społecznym”. Śledztwo w tzw. sprawie dwóch wież prokuratura umorzyła pod koniec czerwca, na co występujący w roli powoda i pokrzywdzonego Gerald Birgfellner złożył zażalenie.
Choć sprawa dwóch wież została umorzona, w lipcu śledczy opublikowali komunikat dotyczący ujawnienia zeznań prezesa PiS. Prokuratura przekazała, że „jedyną osobą, która wystąpiła o dostęp do całości akt sprawy, był jeden z pełnomocników pokrzywdzonego”. Krytycznie na oświadczenie zareagował reprezentujący Birgfellnera Roman Giertych.
„Komunikat jest bezczelny, gdyż jednocześnie z informacją o wszczęciu postępowania sprawdzającego sugerujecie Państwo sprawcę. Tymczasem jest oczywiste, że do nagrania przede wszystkim dostęp miała prokuratura, a to że w obecnej prokuraturze cieknie wszystko to widzimy każdego dnia” – przekazał Giertych.
Prokuratura podejrzewa, że za wyciek odpowiada Roman Giertych
Również rzecznik warszawskiej prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba wyraził podejrzenie, że za publikację nagrań z zeznań odpowiada Roman Giertych.
– Biorąc pod uwagę, że mec. Giertych, miał możliwość i że czynnie bierze udział w krytykowaniu działań prokuratury, w szczególności decyzji podejmowanych przez prokurator Małgorzatę Szeroczyńską, nasze stanowisko było, jakie jest – powiedział prok. Skiba.
Głos w sprawie publikacji zabrał na początku sierpnia Donald Tusk. Premier stwierdził, że jeśli Giertych dopuścił się publikacji z naruszeniem prawa, to nie będzie mógł liczyć na taryfę ulgową.
– Gdyby okazało się, że pan poseł Giertych cokolwiek zrobił nielegalnie, np. wyniósł te materiały, to oczywiście poniesie konsekwencje (…). Roman Giertych nie jest świętą krową. Jeśli złamał prawo, jest out (wyrzucenie – red.) – zapowiedział szef rządu.
-
Nowe odejścia z PiS, przejdą do Rozwoju Plus. Media: Złożyli wypowiedzenia
-
Nieoczekiwana zmiana w rządzie. Bliski współpracownik Tuska odchodzi














