Marcin Romanowski, poseł i były wiceminister sprawiedliwości, ukrywa się na terytorium Naddniestrza, nieuznawanego międzynarodowo mafijnego parapaństwa? Jeśli to prawda, PiS będzie musiało odpowiedzieć na szereg niewygodnych pytań. Np. czy w czasach jego rządowej kariery nie przegapiono sygnałów wskazujących na związki Romanowskiego z Rosją.
Do Warszawskiego Sądu Okręgowego wpłynęło pismo od Marcina Romanowskiego. Były wiceminister sprawiedliwości domaga się listu żelaznego, dzięki któremu mógłby odpowiadać z wolnej stopy w sprawie afery Funduszu Sprawiedliwości. Problem w tym, że — o czym pierwsze poinformowało RMF FM — pismo wysłano z Tyraspolu, stolicy Naddniestrza, separatystycznego regionu Mołdawii. Uważa się, że kontrolują go rosyjskie służby.
Jeśli polityk PiS, objęty Europejskim Nakazem Aresztowania, faktycznie przebywa w kontrolowanej przez Rosję separatystycznej republice, to jest to jego totalna, osobista kompromitacja. Ale także potencjalny polityczny koszmar dla PiS.
Co się właściwie dzieje z Marcinem Romanowskim?
Na razie rząd próbuje potwierdzić, czy tak jak sugeruje pismo, Romanowski naprawdę przebywa w Tyraspolu. Ostatnim znanym z pewnością miejscem pobytu polityka dawnej Suwerennej Polski i zastępcy Zbigniewa Ziobry był Budapeszt. Romanowski, podobnie jak jego przełożony w resorcie sprawiedliwości, uzyskał tam azyl polityczny. W maju na Węgrzech zmienił się jednak rząd, a nowy premier Peter Magyar już przed wyborami zapowiadał, że nie zamierza chronić zbiegów z Polski.
Obaj politycy musieli opuścić Węgry. Ziobro odnalazł się szybko w Stanach Zjednoczonych. Media początkowo donosiły, że miał tam trafić także Romanowski, ale ostatecznie te informacje się nie potwierdziły. Pojawiały się za to kolejne informacje wskazujące na Bałkany, zwłaszcza Serbię jako na możliwe miejsce pobytu polityka. Nie było jednak żadnego potwierdzenia tych informacji.
Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski w czasie kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r.
Foto: Wojtek Jargiło / PAP
Romanowski zamilkł w mediach społecznościowych. Ostatni wpis z jego konta na portalu X — zapowiadający „walkę o Polskę” mimo „ordynarnego bezprawia, represji i zastraszania” — pochodzi z połowy maja. Od trzech miesięcy nie było żadnego nowego.
Teraz mamy kolejny trop wskazujący na Tyraspol. Opinia publiczna ma prawo być kompletnie zdezorientowana i zapytać „co się właściwie dzieje?”.
Romanowski miał przecież unieważnione paszporty i Europejski Nakaz Aresztowania — jak więc wjechał do Naddniestrza, nie pozostawiając nigdzie śladu opuszczenia Strefy Schengen? Pismo, które wpłynęło do sądu, twierdzi, że Romanowski posiada „wydany w sposób legalny” paszport na inną tożsamość, by móc poruszać się po Unii Europejskiej podobnie jak „świadkowie koronni”. Kto by miał mu go wydać? Polskie władze czy może inny rząd, np. węgierski, jeszcze za Orbána? Wreszcie pojawia się pytanie, dlaczego, mając paszport na inną tożsamość, minister wybrał — jeśli to on wysłał pismo — akurat Naddniestrze.
Ucieczka byłego wiceministra do Naddniestrza? To może być rosyjska prowokacja
Gdyby tam faktycznie przebywał, to niestety trzeba będzie zacząć zadawać pytania, jakie do tej pory wydawały się raczej political fiction. Np. jakie dokładnie powiązania doprowadziły byłego wiceministra sprawiedliwości do Naddniestrza, gdzie bez zgody powiązanych z Rosją służb trudno wjechać, nie mówiąc o stałym pobycie? Czy władze w Tyraspolu wiedzą o jego pobycie? Czy polityk nie poszedł z nimi na jakiś rodzaj porozumienia? A jeśli tak, to jakie są właściwie jego warunki?
Oczywiście, kluczowe jest to, czy Romanowski faktycznie przebywa w Naddniestrzu. Jego obrońca, mecenas Bartosz Lewandowski, powiedział portalowi wPolityce, że wniosku, który wpłynął do warszawskiego sądu, nie składał i go nie widział. Jak podają media, wniosek został podpisany ręcznie, a nie profilem zaufanym.
Nie można więc wykluczyć, że mamy do czynienia z działaniem dezinformacyjnym. Pismo Romanowskiego znów nakręca przecież polaryzację, a cała sytuacja uderza w obie największe partie. W KO, bo znów przypomina o tym, że rozliczenia idą ciężko, a państwo nie jest w stanie „złapać” dwóch byłych posłów, którzy jawnie kpią sobie z prokuratury, sądów i państwa polskiego.
W PiS, bo ukrywanie się posła i byłego wiceministra na terytorium nieuznawanego międzynarodowo mafijnego parapaństwa byłoby całkowitą kompromitacją Romanowskiego. Nie do obrony nawet przed częścią własnego elektoratu. A sianie chaosu, nakręcanie polaryzacji, ośmieszanie państwa polskiego to cele hybrydowych ataków Rosji na Polskę i nie można wykluczyć, że z tym mamy do czynienia.
Jednocześnie ciągle nie mamy dementi. Biorąc pod uwagę stosunek polityków dawnej Suwerennej Polski do państwa i prawa, nie wydaje się niemożliwym scenariusz, że sam Romanowski próbuje sobie kpić z państwowych instytucji. W takim scenariuszu niekoniecznie przebywają w Tyraspolu.
Profil Suwerennej Polski na X — przypomnijmy, nieistniejącej już formalnie partii — był 12 sierpnia wyjątkowo aktywny. Informował np., że minister Żurek w poszukiwaniu ministra Romanowskiego nakazał rzekomo przeszukać węgierski klasztor i odpowiadał komentującym sprawę dziennikarzom: „Wiceminister Romanowski musi mieć z was niezłą bekę dzisiaj!”.
Większy problem dla PiS
Gdyby informacja o Romanowskim w Naddniestrzu była prawdą, PiS miałoby zdecydowanie największy problem. Według danych kolektywu analitycznego Res Futura 99,8 proc. komentarzy w sieci na temat nowego możliwego miejsca ucieczki Romanowskiego było negatywnych. Nie ma w zasadzie zjawisk społecznych, które wywoływałyby tak jednoznaczną reakcję. Widać było, że także wiele osób popierających PiS wypowiadało się w mediach społecznościowych o polityku dawnej Suwerennej Polski w skrajnie krytyczny sposób.
Nieudolność, jaką można tu zarzucić stronie rządowej, jest przewinieniem nieporównanie mniejszego kalibru niż ucieczka do separatystycznej republiki kontrolowanej przez Rosję. Tym bardziej że po sędzim Tomaszu Szmydtcie — który wybrał Białoruś — Romanowski byłby drugą osobą ukrywającą się na faktycznie kontrolowanym przez Rosję obszarze. Co naraża PiS na zarzuty o powiązania z Rosją i szereg niewygodnych pytań. Np. czy wcześniej nie przegapiono jakichś czerwonych flag, mogących wskazywać na związki polityka z Rosją?
Dla dobra państwa najlepiej byłoby, gdyby cała sprawa okazała się nieporozumieniem, a Romanowski odnalazł się w miejscu jak najdalszym — geograficznie i politycznie — od Rosji. Najlepiej zaś byłoby, gdyby stawił się w kraju i odpowiedział przed sądem na zarzuty. W interesie Polski zdecydowanie nie jest, by były wiceminister sprawiedliwości znajdował się w miejscu kontrolowanym przez Rosjan. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wielką ma wiedzę o funkcjonowaniu państwa i kulisach poprzednich rządów.
Gdzie by Romanowski nie przebywał, ponosi pośrednią odpowiedzialność za całe zamieszanie — nie byłoby go, gdyby polityk nie postawił się ponad prawem i nie uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. Dla jakości polskiego życia publicznego można tylko trzymać kciuki, by po tej odysei wyborcy podziękowali mu za obecność w polityce.