Już od ponad 150 dni armia Stanów Zjednoczonych nie ma szefa sztabu zatwierdzonego przez Senat. Proces obsadzenia tego stanowiska utknął w martwym punkcie z powodu sprzeciwu części republikanów wobec pełniącego obowiązki gen. Christophera LaNeve’a. Mimo że sekretarz obrony Pete Hegseth „całkowicie mu ufa”.
150 dni minęło dokładnie w niedzielę. Ten jubileusz uwypukla skalę zmian wprowadzionych przez administrację Donalda Trumpa w kierownictwie Pentagonu. I nie zanosi się, że problem wakatu na najwyższym stanowisku zostanie szybko rozwiązany w obliczu stojących przed armią wyzwań związanych z, podkreślmy to, trwającym konfliktem z Iranem na Bliskim Wschodzie oraz wojną dronów na polach bitewnych Ukrainy.
Gen. Christopher LaNeve, uznawany za faworyta sekretarza obrony Pete’a Hegsetha do objęcia stanowisko szefa sztabu na stałe, wzbudza jednak zastrzeżenia części polityków. Przeciągający się impas sprawia, że coraz częściej pojawiają się pytania, czy przy wyborze kandydatów do najwyższych stanowisk republikanie z Senatu kierują się przede wszystkim doświadczeniem wojskowym, czy jednak lojalnością polityczną.
„Newsweek” zwrócił się do Departamentu Obrony z prośbą o komentarz drogą mailową.
Pete Hegseth ma nie lada kłopot
W trakcie rządów obecnej administracji zwolnionych bądź odsuniętych na boczny tor w amerykańskiej armii zostało ponad 20 wysokich rangą oficerów. Hegseth miał też zablokować dziesiątki awansów zarówno w siłach lądowych, powietrznych, jak i w marynarce wojennej.
Pete Hegseth
Foto: ALLISON ROBBERT / Reuters
Roger Wicker, republikański przewodniczący senackiej komisji sił zbrojnych, powiedział na początku tego miesiąca, że jest świadomy „pewnego sprzeciwu w komisji” wobec tego, by LaNeve’a — pełniący obowiązki szefa sztabu armii od 2 kwietnia, kiedy Hegseth zwolnił generała Randy’ego George’a — pozostał na tym stanowisku na stałe.
Ostatni raz sytuacja, w której armia amerykańska tak długo nie miała szefa sztabu zatwierdzonego przez Senat, miała miejsce w 1972 r., kiedy gen. Creighton Abrams przejął stanowisko po pełniącym obowiązki gen. Bruce’ie Palmerze, który przez trzy miesiące kierował armią bez zgody ustawodawców.
Jak podał w tym tygodniu „The New York Times”, powołując się na anonimowych obecnych i byłych urzędników, nic nie wskazuje na to, by Hegseth był blisko obsadzenia wakatu na szczycie dowództwa armii. LaNeve, który nie został jeszcze formalnie nominowany przez prezydenta Donalda Trumpa, mógłby teoretycznie pozostać na stanowisku pełniącego obowiązki tak długo, jak trwa jego kadencja jako zastępcy szefa, jeśli żaden inny kandydat nie zostanie zatwierdzony przez senatorów.
Hegseth, polityka i wojsko
— To naprawdę niepokojące, że już tyle czasu nie mamy zatwierdzonego przez Senat szefa sztabu armii — mówi anonimowo „Newsweekowi” jeden ze współpracowników demokratów w Senacie, powołując się na delikatny charakter sprawy. I dodaje, że LaNeve „bardzo szybko awansował”, a jego reputacja opiera się głównie na lojalności wobec politycznego programu Hegsetha.
LaNeve był wcześniej głównym wojskowym asystentem Hegsetha, a rzecznik Pentagonu Sean Parnell opisał go jako „dowódcę zahartowanego w boju, z dekadami doświadczenia operacyjnego, któremu sekretarz Hegseth całkowicie ufa, powierzając mu realizację wizji tej administracji bez żadnych zastrzeżeń”.
LaNeve wcześniej dowodził elitarną 82. Dywizją Powietrznodesantową, lecz w stopniu generała czterogwiazdkowego spędził zaledwie kilka miesięcy. Zwykle szefowie sztabów pełnią tę funkcję przez co najmniej półtora roku, a niepokój związany z niedawnym awansem LaNeve’a zwiększa sceptycyzm w Senacie, także po stronie republikanów.
„The Wall Street Journal” podaje, że senatorka Partii Republikańskiej z Iowa Joni Ernst — była dowódczyni Gwardii Narodowej USA i członkini komisji, która przed zatwierdzeniem Hegsetha przez Senat dopytywała go o jego poglądy na temat obecności kobiet w armii — należy do grupy republikanów niechętnych, by dać zielone światło nominacji LaNeve’a.
W rozmowie z „Politico” na początku tego miesiąca Ernst stwierdziła jednak, że brak doświadczenia nie jest kluczową przyczyną jej sprzeciwu. — Nie sądzę, by staż i stopień miały cokolwiek wspólnego ze zdolnościami przywódczymi, więc szczerze mówiąc nie wiem, skąd to się wzięło — powiedziała senator. — To nie jest coś, co komukolwiek mówiłam.
Emerytowany gen. mjr dywizji Sił Powietrznych Steven Lepper, były zastępca głównego radcy prawnego tej formacji, mówi „Newsweekowi”, że senatorowie mają coraz więcej dowodów na to, iż „rutynowe zwalnianie przez Hegsetha wysokich rangą oficerów tworzy kadrę dowódczą bardziej nastawioną na lojalność wobec niego niż na profesjonalizm wojskowy”.
Z armii USA odchodzą kluczowe postaci
Za kadencji Hegsetha poszczególne formacje wojskowe zostały ukształtowane wokół „anty-woke’owej” agendy, która zamiast uważności na nierówności, kwestie mniejszości, rasizmu czy równości płci akcentuje tradycyjne wartości męskości i odwrót od dotychczasowych ram prawnych.
— Koniec z miesiącami tożsamości, biurami DEI, facetami w sukienkach, kultem zmian klimatu, podziałami, rozpraszaniem się czy złudzeniami płciowymi, koniec bałaganu. Już mówiłem i powtórzę: skończyliśmy z tym g…em — mówił Hegseth w ubiegłym roku.
Ta rewolucja objęła głośne odejścia z najwyższych szczebli wojskowego dowództwa. W zeszłym roku odszedł gen. C.Q. Brown, przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, drugi czarny wojskowy na tym stanowisku, oraz admirał Lisa Franchetti, pierwsza kobieta dowodząca operacjami morskimi. Z funkcji zostali także odwołani najwyżsi wojskowi prawnicy, którzy odpowiadali za zgodność rozkazów z prawem.
Wewnętrzne konflikty wpłynęły również na kierownictwo cywilne. Sekretarz armii Dan Driscoll ma podobno zamiar ustąpić przed końcem roku z powodu narastających napięć z Hegsethem, co oznaczałoby kolejny wakat na szczycie struktury dowódczej. Driscoll wcześniej wspierał George’a, przedstawiając go ustawodawcom jako „nadzwyczajnego, przełomowego lidera”.
Kilka miesięcy później niespodziewanie odszedł gen. Chris Donahue, dowódca amerykańskich wojsk lądowych w Europie i szef wojsk lądowych NATO, wokół którego narastały spekulacje o naciskach ze strony Pentagonu. Donahue, ceniony w Europie i znany jako ostatni żołnierz opuszczający Afganistan po wycofaniu się wojsk w 2021 r., uchodził za osobę powiązaną z administracją Bidena, choć jest powszechnie szanowany przez żołnierzy amerykańskich i sojuszniczych niezależnie od szczebla i poglądów politycznych.
Jego odejście oznacza poważne osłabienie doświadczenia w kluczowym momencie dla bezpieczeństwa Europy. Donahue jeszcze przed swoją dymisją publicznie odpierał zarzuty, jakoby inicjatywy na rzecz większej inkluzywności osłabiały gotowość bojową armii.
Przywracanie etosu wojownika
Odkąd Hegseth objął urząd w administracji Trumpa, fizyczna sprawność stała się kluczowym elementem wysiłków mających na celu odbudowę tzw. etosu wojownika w armii. Hegseth wielokrotnie podkreślał wagę nowych wymagań sprawnościowych jako nieodzownej części tej strategii.
Gdy LaNeve został zatwierdzony na stanowisku zastępcy szefa sztabu, Hegseth zapowiedział, że generał „pomoże armii odzyskać etos wojownika”.
Mniej więcej rok wcześniej LaNeve pojawił się za pośrednictwem wideopołączenia z Korei Południowej podczas inauguracyjnego balu zwierzchnika Sił Zbrojnych w styczniu 2025 r. — co jest bardzo nietypowym ruchem w przypadku czynnego wojskowego, biorąc pod uwagę tradycyjne unikanie przez armię bezpośredniego angażowania się w politykę.
Tymczasem „The Washington Post”, powołując się na trzy anonimowe źródła zaznajomione ze sprawą, podał w tym tygodniu, że tuż przed odwołaniem poprzedniego szefa sztabu, LaNeve naciskał na George’a, by ten wstrzymał śledztwo w sprawie nieautoryzowanego przelotu wojskowego śmigłowca nad domem muzyka Kid Rocka w stanie Tennessee 28 marca.
Pod koniec tego samego miesiąca Hegseth ogłosił, że piloci armii odpowiedzialni za przelot, nie są już zawieszeni, a żadnego postępowania wojskowego nie będzie.
— Gen. LaNeve to człowiek powrotu do podstaw, bez polityki i zbędnych ceregieli — dokładnie taki, jakiego oczekuje prezydent Trump — przekazał Hegseth dziennikowi „The Washington Post”. — Krytykują go te same oderwane od rzeczywistości elity, które przez lata podkopywały naszą armię „woke’owymi” politykami i bezsensownymi wojnami. Żywią głębokie urazy wobec każdego dowódcy stawiającego Amerykę i żołnierzy na pierwszym miejscu, ale ich czas właśnie się kończy.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.



