Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
US Open 2026. Maja Chwalińska – Taylor Townsend. Wynik na żywo live – Tenis – Sport Wprost

US Open 2026. Maja Chwalińska – Taylor Townsend. Wynik na żywo live – Tenis – Sport Wprost

31 sierpnia, 2026
Drobin. Śmierć na plebanii. Były wikariusz usłyszał zarzuty

Drobin. Śmierć na plebanii. Były wikariusz usłyszał zarzuty

31 sierpnia, 2026
46. rocznica Porozumień Sierpniowych. Nawrocki przypomniał postulat

46. rocznica Porozumień Sierpniowych. Nawrocki przypomniał postulat

31 sierpnia, 2026
Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami

Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami

31 sierpnia, 2026
Częstochowa. Zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum. Chcą odwołać Matyjaszczyka

Częstochowa. Zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum. Chcą odwołać Matyjaszczyka

31 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • US Open 2026. Maja Chwalińska – Taylor Townsend. Wynik na żywo live – Tenis – Sport Wprost
  • Drobin. Śmierć na plebanii. Były wikariusz usłyszał zarzuty
  • 46. rocznica Porozumień Sierpniowych. Nawrocki przypomniał postulat
  • Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami
  • Częstochowa. Zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum. Chcą odwołać Matyjaszczyka
  • Michał Wójcik kontruje Mateusza Morawieckiego. „Czy ty się dobrze czujesz?”
  • Gniew Rosjan na władzę rośnie. Ale mit „dobrego cara” wciąż się trzyma
  • Zwierzęta lubią sfermentowane owoce. Znajdują tam kluczowy związek
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami
Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami
Aktualności

Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości31 sierpnia, 2026

Jednej mówiono, że stanowi kuriozum w męskim świecie dyrygentury. Druga słyszała, że jej miejsce jest w kuchni, nie przy pulpicie. Światowej klasy dyrygentki Agnieszka Duczmal i Anna Duczmal-Mróz, matka i córka, opowiadają o walce o własną osobowość artystyczną i o tym, co przekazuje się z pokolenia na pokolenie.

„Newsweek”: Łączą panie nie tylko geny, ale także Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus, którą pani Agnieszka założyła i kierowała przez wiele lat, a której szefuje dziś pani Anna. Pani Agnieszko, jest pani zatem sprawczynią całego zamieszania…

Agnieszka Duczmal: Rzeczywiście. Początki działalności orkiestry były wynikiem pewnego zbiegu okoliczności. Jeszcze kiedy studiowałam w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej w Poznaniu, dziś Akademii Muzycznej, na uczelni działała orkiestra kameralna, ale osoba ją prowadząca skończyła studia i wyjechała. Wtedy ktoś z Rady Uczelni zapytał mnie, czy nie chciałabym założyć nowej orkiestry kameralnej, a ja bez zastanowienia się zgodziłam. Dla każdego młodego dyrygenta możliwość pracy z zespołem, nawet niewielkim, jest jak złapanie Pana Boga za nogi. Zaczęliśmy próbować i grać dosłownie, gdzie się da… Nasz pierwszy koncert z barokowo-klasycznym programem zagraliśmy podczas sympozjum dla lekarzy. Potem przyszły kolejne propozycje, w tym Festiwal Fama w Świnoujściu i wyjazdy na Zachód — te akurat były możliwe dzięki działającej od 1945 r. światowej organizacji zrzeszającej młodych muzyków, Jeunesses Musicales. Z czasem zaczęliśmy koncertować na obu półkulach, zyskiwać uznanie krytyków i publiczności. I tak powstał poznański Amadeus — dzisiaj Orkiestra Kameralna Polskiego Radia, która ma już 58 lat.

Pani Anno, w zasadzie wychowała się pani z tym zespołem …

Anna Duczmal-Mróz: I nie ukrywam, że bardzo to doceniam. Także to, że urodziłam się w tej, a nie innej rodzinie, choć bycie córką Agnieszki Duczmal i dyrygentem nie stanowi wygodnego punktu wyjścia, przynajmniej z perspektywy środowiska. Niezależnie od tego cieszę się, że od dziecka mogłam chłonąć tajniki zawodu, nawet jeśli był to proces do pewnego momentu nieświadomy. Żyłam blisko orkiestry, obserwowałam próby, a w domu rodzice rozmawiali o muzyce. Naturalnie przyswoiłam wiedzę na temat tego, jak prowadzi się próby, jak osiąga się ten efekt, którego oczekuje się od koncertu, jak buduje się napięcie odpowiednim smyczkowaniem… W jakimś sensie ja to po prostu wiedziałam i nie musiałam ani o tym czytać, ani uczyć się od belfrów, choć oczywiście nie od dziecka byłam dyrygentem pewnym swego.

Zastanawiam się, ile zbiegów okoliczności potrzeba, by zostać dyrygentem?

A.D.: Całe nasze życie składa się z przypadków. Historia moja jest inna niż Anny. Gdybym nie poszła z ojcem na pewien koncert, nie zakochałabym się w instrumencie, jakim jest orkiestra. Przypadki są kluczowe! Oczywiście realizacja celów zależy od rzetelnej pracy, ale znaczenie ma także to, czy znajdziemy się w odpowiednim miejscu i czasie. Z jednej strony trzeba być konsekwentnym, ale z drugiej trzeba trafić w życiu na odpowiednie osoby, które pozwolą nam na bycie sobą. Mam na myśli choćby mojego profesora, który nigdy nie kazał mi wchodzić w swoje buty. Dostrzegł moją osobowość, szanował mój sposób poruszania się i tylko dzięki temu mogłam się rozwijać w określonym kierunku. To ważne, by umieć walczyć o swoją osobowość artystyczną. Kiedyś Henryk Szeryng, wielki skrzypek, powiedział mi, że nie wolno mi się przejmować opiniami krytyków. Z pełną powagą ostrzegał, że to zawsze prowadzi do utraty artystycznej osobowości.

A.D.M.: Moja droga dyrygenta zaczęła się od żartu. Na zajęciach orkiestrowych profesor wskazał mnie — córkę dyrygentki! — jako tę, która dla zabawy poprowadzi fragment próby. Uważał, że moje miejsce jest za pulpitem, ale jeszcze musiałam dowieść swojej determinacji. Studiowałam grę na skrzypcach w Hanowerze w czasach, kiedy w Niemczech nie poważano dyrygujących kobiet… Ba! Dyrektor mojej szkoły powiedział mi kiedyś wprost, że moje miejsce jest przy garach, a nie przy pulpicie. Jednak zrządzeniem losu współpracowałam z orkiestrami, z którymi doskonale się dogadywałam, więc nie dotykało mnie to, jak konserwatywni Niemcy patrzą na zjawisko, jakim dla wielu z nich była wtedy kobieta-dyrygent. Zdarzyły się też konkursy, na przykład prestiżowy Konkurs Mahlera, na którym nie zdobyłam żadnej nagrody, ale dostrzeżono mnie i przyznano mi wyróżnienie, którego efektem było koncertowe tournée z niemiecką orkiestrą w Niemczech i Włoszech. Mimo to musiałam ciężko pracować i krok po kroku udowadniać, ile jestem warta. Ale jestem przekonana, że gdyby nie seria przypadków, nie byłabym dziś tu, gdzie jestem.

Czy mogłyby panie więcej opowiedzieć o zawodzie dyrygenta? Można pomyśleć, że żyje jak pączek w maśle — jego praca to de facto machanie rękami, za co czasem dostaje nieprzyzwoicie wysokie honoraria.

A.D.: Niedawno miałam na ten temat wykład w Krakowie. Opowiadałam o całej swojej drodze — od wyboru instrumentu jako dziecko, aż po naukę czytania partytury. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Potem przychodzi nauka słuchania orkiestry i wrażliwości na potencjał muzyków — w końcu trzeba umieć wykorzystać wszystko, co może zaoferować dany zespół. Do tego jeszcze psychologia, umiejętności pedagogiczne i to, co nazywam elementem wręcz magicznym — niedająca się nazwać umiejętność, która sprawia, że nasze ruchy wywołują u muzyków konkretne reakcje i że potrafi się ich porwać.

Faktycznie brzmi magicznie, ale przecież prawda jest taka, że do tej magii trzeba mieć naprawdę twardy tyłek.

A.D.: By to zrozumieć, wystarczy sobie uświadomić, że dyrygent jest sam naprzeciw całej grupy ludzi…

A.D.M.: …grupy, która się wobec tej jednostki czuje bardzo silna!

A.D.: I na tym polega magia — tych ludzi o różnych osobowościach trzeba do siebie przekonać.

A.D.M.: Żeby tego dokonać, samemu trzeba być przekonanym o wartości tego, co ma się do zaproponowania. Młody dyrygent spędza długie godziny nad analizą partytury i kontekstów, by w końcu — tylko na podstawie nut — wyobrazić sobie, jak powinien zabrzmieć utwór. Potem jednak człowiek zderza się z rzeczywistością. Trzeba tak komunikować swoje pomysły, by trafiły one do wyobraźni muzyków orkiestry… Mam za sobą 25 lat doświadczenia i mogę powiedzieć, że nauczyłam się już rozumieć orkiestrę, ale to był bardzo długi proces.

Wydaje się, że ta praca generuje mnóstwo stresu. A kiedy rodzi się z niej satysfakcja?

A.D.M.: Faktycznie stresu jest bardzo dużo, ale koncert jest wielką nagrodą. Sama stresuję się podczas prób, a nawet jeszcze w dniu koncertu, ale kiedy rozpoczyna się właściwe wykonanie, stresu już nie ma. Wtedy wreszcie mogę oddać się muzyce bez reszty.

A.D.: Od siebie dopowiem tylko, że dyrygent może mieć kilka źródeł satysfakcji. Po pierwsze — reakcje publiczności, po drugie — piękne recenzje, które ukazują się po koncercie, a po trzecie — i to jest w tym najważniejsze z perspektywy dyrygenta — przychodzi satysfakcja z tego, w jaki sposób orkiestra reaguje na najdrobniejszy nawet gest, jak potem muzycy dziękują za wspólną pracę i jak doceniają to, jak się z nimi muzykuje.

Pracowała pani z muzykami Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus przez długie lata. Dziś jest pani nieco z boku, choć zdarza się pani stawać za pulpitem dyrygenckim. Kiedy oddawała pani stery orkiestry córce, nie czuła żalu?

A.D.: Nie. Od dłuższego czasu przygotowywałam się do tego mentalnie. Poszłam do naszego organizatora z prośbą, żeby nie przedłużał mojego kontraktu — nie chciałam, by ludzie mówili, że „staruszka” prowadzi orkiestrę. W każdej dziedzinie potrzebna jest sztafeta pokoleń. Zmieniają się warunki administrowania orkiestrą i mimo że samo prowadzenie prób oraz dążenie do najbardziej perfekcyjnego przygotowywania programów dla publiczności i do radiowych nagrań jest czymś stałym, wiedziałam, że przyszedł czas na pokoleniową zmianę.

Pani Anno, objęcie stanowiska menedżerskiego w orkiestrze wiązało się z ograniczeniem pani aktywności koncertowej za granicą. Nie było pani szkoda?

A.D.M.: Rzeczywiście, nieco ograniczyłam koncertowe wyjazdy, przynajmniej na chwilę. Była to jednak świadoma decyzja. Chciałam w stu procentach poświęcić swój czas orkiestrze, by móc zrealizować nowe projekty i dokonać zmian organizacyjnych, koniecznych, by funkcjonować w intensywnie zmieniającej się branży. A takie zmiany zawsze wymagają czasu i uwagi. Po ćwierć wieku ciągłych podróży i zmieniania zespołów raz po raz potrzebowałam zatrzymania, pobycia „tu i teraz”, z ludźmi, z którymi się związałam, z rodziną, z tymi, których kocham. Zdarzało się przecież, że jednego dnia miałam koncert w Polsce, drugiego leciałam do Anglii, trzeciego wracałam do kraju na kolejny koncert, a czwartego znowu wracałam na wyspy. To naprawdę potrafi zmęczyć. Poza tym kilka lat temu wygrałam piekielnie trudną walkę z nowotworem, a takie doświadczenie uczy człowieka bardzo wiele — także tego, że trzeba umieć o siebie zadbać i mądrze poukładać pracę. Przez te wszystkie lata zebrałam mnóstwo muzycznych wspomnień, doświadczeń dyrygenckich i wiele koncertowałam, zwiedzając przy okazji cały świat. Już teraz mogłabym stwierdzić: „Mam co wnukom opowiadać”! Myślę zatem, że to dobry moment, by na chwilę się zatrzymać, skupić na jednej instytucji i na tej jednej społeczności. Gdy już osiągnę cele, które sobie założyłam, przyjdzie czas na rozpoczęcie kolejnej drogi. Jest przecież wiele możliwości.

Skoro mowa o możliwościach, ubiegły sezon artystyczny upłynął Amadeusowi pod znakiem prezentowania orkiestry jako zespołu uniwersalnego — była muzyka nowa, a z drugiej strony muzyka baroku, co dziś staje się już rzadkością wśród zespołów niegrających na instrumentach z epoki.

A.D.M.: Orkiestra Amadeus to zespół niezwykle elastyczny, co pozwala na wykonywanie interesujących i często niesztampowych programów. Zdecydowanie będziemy to wykorzystywali, by wspólnie cieszyć się tą różnorodnością. Zagraliśmy na festiwalu BitterSweet, na którym przedstawiliśmy historię muzyki od tej klasycznej aż do Piazzoli, a na zwieńczenie programu muzykowaliśmy razem z mistrzami świata w tańcu breakdance. Nazwaliśmy ten projekt „Break Me Amadeus”. Wiele uwagi przykładamy do promocji polskiej muzyki, dlatego zabieramy nasze piękne, rodzime kompozycje na tournée do Nowej Zelandii, Japonii i Niemiec, bo docenia się je na całym świecie. Planujemy też przedsięwzięcia łączące muzykę ze sztukami wizualnymi — będziemy grać do prac Piotra Gonzagi Myszkowskiego, znakomitego polskiego artysty. Zresztą od wielu lat organizujemy wydarzenia, na których różne media wzajemnie na siebie oddziałują.

Jak udało się osiągnąć tę uniwersalność orkiestry?

A.D.: Przez pierwsze lata kształtowaliśmy podstawowe brzmienie, więc graliśmy programy barokowe i klasyczne — od Bacha po Haydna i Mozarta. Potem stopniowo wkraczaliśmy w repertuar romantyczny i współczesny, a jednocześnie nagrywaliśmy polską muzykę, która odpowiadała naszej smyczkowej specyfice. Z czasem wkroczyliśmy w zupełnie nowe obszary, takie jak Amadeus i malarstwo, jazz i taniec, bo zależało nam na prezentowaniu tego, w jaki sposób jeden rodzaj piękna wpływa na doświadczanie walorów innych dziedzin sztuki. A przede wszystkim, gdy w 1977 r. otrzymaliśmy etaty, skupiliśmy się na cyzelowaniu niuansów brzmieniowych podczas codziennych, intensywnych prób.

Pani Agnieszko, jak pani patrzy na takie przedsięwzięcia jak Amadeus i breakdance?

A.D.: Być może pana zaskoczę, ale też miewałam takie propozycje. Uważam jednak, że przy tego typu projektach należy zachować szczególną ostrożność. Łatwo nadać jakiemuś zespołowi etykietę, która nijak się ma do serca jego działalności. Zdarzało się nam zagrać koncert z jazzmanem i natychmiast potem pojawiały się setki jazzowych propozycji. Dlatego mówię o ostrożności, bo nieprzemyślane podążanie za nowościami mogłoby poskutkować utratą naturalnego brzmienia orkiestry.

A.D.M.: Nic tylko powiedzieć, że jestem winna! (śmiech) Zgadzam się jednak z opinią mamy. W związku z tym takie przedsięwzięcia proponujemy publiczności z rzadka, jako rodzaj odskoczni, i tylko z absolutnie najlepszymi artystami.

A.D.: Pełna zgoda. Dodam jeszcze, że współpracując z jazzmanami, starałam się także zainteresować ich klasyką. Namówiłam przecież Ala Di Meolę, by zagrał z nami koncert Vivaldiego na gitarę i smyczki.

Gdzie w tym sezonie położone będą akcenty w repertuarze?

A.D.M.: W tym sezonie najważniejsze będą emocje, te głębokie i poruszające ludzką wyobraźnię. Program wybrałam tak, by dotknąć najgłębszych strun naszej duszy. Wykonamy m.in. słynne „Requiem” Gabriela Faurégo, „Adagietto” Gustava Mahlera i „Souvenir de Florence” Piotra Czajkowskiego czy koncerty fortepianowe Ludwiga van Beethovena, które bardzo kocham i bez których nie wyobrażam sobie świata muzyki. Przeniesiemy ciężar repertuaru w kierunku romantycznej muzyki przełomu XIX i XX w. Towarzyszyć nam będą wystawy i multimedia oraz interesujące instrumenty.

A.D.: Będą jednak nawiązania do dawniejszych stylów. Przygotowuję dwa dość osobiste programy. W jednym z nich znalazła się „Suita” Ottorina Respighiego, napisana już w XX w., ale pachnąca barokiem. Orkiestra zresztą zagra tę kompozycję po raz pierwszy i to w interesującym zestawieniu — z muzyką Beethovena i Kilara. Będą też genialne „Wariacje na temat F. Bridge’a” Benjamina Brittena i „Koncert skrzypcowy” Jeana Sibeliusa w opracowaniu na skrzypce i smyczki Jakuba Kowalewskiego. Wypróbowałam — brzmi bardzo intrygująco! Przygotowuję też żartobliwe opracowanie na orkiestrę smyczkową słynnej „Campanelli” Niccolò Paganiniego. W planach na kolejny rok mam też wydanie zestawu CD z nagraniami utworów opracowanych przeze mnie na orkiestrę smyczkową.

A.D.M.: Zależy nam także na przygotowaniu kolejnych nagrań dla Polskiego Radia — mam na myśli moje własne opracowanie „Kwartetu” Maurice’a Ravela, lekkiego i nieco egzotycznego, ale jednocześnie prawdziwego sprawdzianu precyzji dla orkiestry. W końcu dwadzieścioro kilkoro muzyków musi wykonać utwór napisany dla czterech osób. Mamy plan! Teraz szukamy sponsora i o ile wszystko się powiedzie, wydamy nagranie. Cieszymy się także na udział orkiestry w Konkursie Wieniawskiego, bo w tym roku nie będziemy grali 15 razy z rzędu Mozarta! W programie konkursu znalazło się sporo muzyki polskiej z XX w. — pełnej uroku, ale i bardzo trudnej, wymagającej dojrzałości od uczestników.

A.D.: Uważam, że to świetny pomysł konkursu, bo przecież to wielka promocja polskiej muzyki. Uczestnicy nauczą się wybranych kompozycji, zapoznają z nimi, a usłyszy je publiczność śledząca przesłuchania na całym świecie. Pamiętam, jak prezentowaliśmy te utwory za granicą i wiele osób przecierało oczy ze zdumienia, że polska kultura muzyczna wydała tak wspaniałe partytury.

Na koniec, parafrazując tytuł pewnej książki, zapytam: dlaczego muzyka klasyczna ma wciąż znaczenie?

A.D.: Bo jest uniwersalna i trafia do serc ludzi niezależnie od poglądów, wyznania i statusu społecznego — w dzisiejszych czasach to jeszcze bardziej potrzebne niż kiedyś.

A.D.M.: Tak, dlatego że potrafi chwycić człowieka za serce i duszę.

Agnieszka Duczmal

Dyrygentka o światowej renomie. W 1968 r. jako studentka poznańskiej PWSM założyła Orkiestrę Kameralną Polskiego Radia Amadeus, którą prowadziła przez ponad pół wieku. Jako pierwsza kobieta dyrygowała w mediolańskiej La Scali. Uhonorowana m.in. Srebrnym Medalem Herberta von Karajana, Złotym Fryderykiem, Diamentową Batutą, nagrodą Koryfeusz Muzyki Polskiej (2024) oraz Orderem Orła Białego (2026). W 2024 r. przekazała kierownictwo zespołu córce, Annie Duczmal-Mróz, pozostając dyrygentem gościnnym.

Anna Duczmal-Mróz

Dyrygentka ceniona na świecie. Początkowo kształciła się jako skrzypaczka. Jej talent dyrygencki odkrył w Hanowerze japoński maestro Eiji Ōue, u którego z wyróżnieniem ukończyła studia dyrygenckie. Jest zdobywczynią głównej nagrody amerykańskiej Taki Alsop Fellowship. Dyrygowała orkiestrami w całej Europie, obu Amerykach i Azji. Z Orkiestrą Amadeus jest związana od 2009 r., a od 2024 r. jest jej dyrektorem naczelnym i pierwszym dyrygentem.

Orkiestra Kameralna Polskiego Radia Amadeus

Powstała w Poznaniu w 1968 r. z inicjatywy Agnieszki Duczmal, a w 1977 r. została etatowym zespołem Polskiego Radia i Telewizji. Międzynarodowy rozgłos przyniósł jej Srebrny Medal Herberta von Karajana zdobyty w 1976 r. w Berlinie Zachodnim. Zespół koncertował w najważniejszych salach na całym świecie, występując z takimi solistami jak Martha Argerich, Mischa Maisky czy Henryk Szeryng. Ma na koncie ponad 50 płyt oraz nagrodę „BBC Music Magazine” za najlepsze światowe nagranie orkiestrowe (2023, z muzyką Grażyny Bacewicz). Od 2024 r. orkiestrą, która jest instytucją kultury samorządu województwa wielkopolskiego, kieruje Anna Duczmal-Mróz.

Tekst pochodzi z „Impact Magazine”, specjalnego dodatku do „Newsweeka”. Wydarzenie Impact Leading Minds odbędzie się 2 września w Warszawie.

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Gniew Rosjan na władzę rośnie. Ale mit „dobrego cara” wciąż się trzyma

Gniew Rosjan na władzę rośnie. Ale mit „dobrego cara” wciąż się trzyma

Spacer i jazda na rowerze to samo zdrowie… chyba że zmierzasz do pracy. Naukowcy: bo nie chodzi o sam ruch

Spacer i jazda na rowerze to samo zdrowie… chyba że zmierzasz do pracy. Naukowcy: bo nie chodzi o sam ruch

Nowe metody leczenia nowotworów? „Wyniki wyglądają obiecująco”

Nowe metody leczenia nowotworów? „Wyniki wyglądają obiecująco”

Ta żaba występuje tylko w jednym miejscu na świecie. Jest mistrzynią kamuflażu

Ta żaba występuje tylko w jednym miejscu na świecie. Jest mistrzynią kamuflażu

Jeden z najbogatszych Czechów inwestuje w obronę demokracji. „Grozi nam przegrana”

Jeden z najbogatszych Czechów inwestuje w obronę demokracji. „Grozi nam przegrana”

Tajemnicze „tory” z Malty do dziś są zagadką. Niektórzy uważają je za ślady kosmitów

Tajemnicze „tory” z Malty do dziś są zagadką. Niektórzy uważają je za ślady kosmitów

Największe marzenie Muska to nic więcej niż cwany trik? „To nigdy nie był poważny plan”

Największe marzenie Muska to nic więcej niż cwany trik? „To nigdy nie był poważny plan”

W rządzie ma pozycję jak nikt. Mówią, że jest „tarczą Donalda Tuska”

W rządzie ma pozycję jak nikt. Mówią, że jest „tarczą Donalda Tuska”

Tove Taalesen przez 10 lat pracowała dla norweskiego króla. Zdradza nam, co teraz dzieje się na dworze

Tove Taalesen przez 10 lat pracowała dla norweskiego króla. Zdradza nam, co teraz dzieje się na dworze

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Drobin. Śmierć na plebanii. Były wikariusz usłyszał zarzuty

Drobin. Śmierć na plebanii. Były wikariusz usłyszał zarzuty

31 sierpnia, 2026
46. rocznica Porozumień Sierpniowych. Nawrocki przypomniał postulat

46. rocznica Porozumień Sierpniowych. Nawrocki przypomniał postulat

31 sierpnia, 2026
Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami

Słyszały, że są kuriozum, że ich miejsce jest przy garach. Dziś są wybitnymi dyrygentkami

31 sierpnia, 2026
Częstochowa. Zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum. Chcą odwołać Matyjaszczyka

Częstochowa. Zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum. Chcą odwołać Matyjaszczyka

31 sierpnia, 2026

Najnowsze Wiadomości

Michał Wójcik kontruje Mateusza Morawieckiego. „Czy ty się dobrze czujesz?”

Michał Wójcik kontruje Mateusza Morawieckiego. „Czy ty się dobrze czujesz?”

31 sierpnia, 2026
Gniew Rosjan na władzę rośnie. Ale mit „dobrego cara” wciąż się trzyma

Gniew Rosjan na władzę rośnie. Ale mit „dobrego cara” wciąż się trzyma

31 sierpnia, 2026
Zwierzęta lubią sfermentowane owoce. Znajdują tam kluczowy związek

Zwierzęta lubią sfermentowane owoce. Znajdują tam kluczowy związek

31 sierpnia, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.