Zmienność Szymona Hołowni jest zadziwiająca nawet dla jego otoczenia. Dopiął jednak tego, czego chciał — przejął stanowisko szefa klubu Polski 2050. Postawił tam jeden warunek — mieli poprzeć go wszyscy. Od naszych informatorów słyszymy jednak, że Hołownia najchętniej zająłby się czymś innym. Po co więc mu ten powrót?
Od kilku miesięcy Szymon Hołownia chciał przejąć fotel szefa klubu Polski 2050. Choć część jego członków również tego chciała, to panował tam podział. Hołownia postawił warunek: chciał, aby wszyscy poparli przejęcie przez niego tego stanowiska. Za tym przemawiał choćby fakt, że gdyby liczący 15 posłów i posłanek klub opuściła choć jedna osoba, to Polska 2050 stałaby się zaledwie kołem i straciłaby prawo do posiadania swojego wicemarszałka — a nim jest właśnie Hołownia.
— Już w czerwcu pojawił się w klubie pomysł, aby Szymon Hołownia został szefem klubu Polski 2050. Każdy potrzebował różnego czasu, by dojrzeć do tej decyzji — mówi poseł Michał Gramatyka.
Inny człowiek znający się z Hołownią: — Szymon był sfrustrowany. Nie chce wypaść z obiegu politycznego. Robi wygibasy, żeby pozostać w polityce, choć najchętniej to by jednak wyjechał na jakieś międzynarodowe stanowisko.
W czwartek klub Polski 2050 zdecydował o wyborze Hołowni. Wcześniej dotychczasowy przewodniczący, poseł Paweł Śliz, złożył rezygnację. Wśród stronników szefowej partii minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz odbicie klubu przez Hołownię było zaskoczeniem. Były marszałek usiłował to bowiem zrobić od kilku miesięcy i do wczoraj wydawało się, że mu się nie uda. Jak mówi nam poseł Gramatyka, Pełczyńska-Nałęcz i zarząd partii uczestniczyli w spotkaniu, na którym klub zdecydował o objęciu przez Hołownię sterów klubu. Na zdjęciu opublikowanym po zmianie w fotelu szefa klubu Pełczyńskiej już jednak nie ma.
— Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie upilnowała posłów Polski 2050 — mówi osoba z tego środowiska.
Pani minister sama nie jest posłanką, ale szefową partii i ma ważny resort w rządzie — funduszy i polityki regionalnej.
Po ogłoszeniu zmiany szefa klubu Paweł Śliz napisał: „Rezygnuję z funkcji przewodniczącego klubu Polski 2050, gdy lider-założyciel chce stanąć na pierwszej linii, naturalną i jedyną mądrą decyzją szefa klubu jest zrobić mu miejsce i przekazać pałeczkę. Z Szymonem Hołownią usiedliśmy i uzgodniliśmy, jaki podział ról w klubie da nam największą siłę. Zgodziliśmy się wewnątrz klubu, że na tym etapie kadencji to Szymon powinien brać bezpośrednią odpowiedzialność za kierowanie pracami w Sejmie. To nie jest ustąpienie, to wzmocnienie całej drużyny”. Śliz został pierwszym wiceprzewodniczącym.
Pełczyńska-Nałęcz pospieszyła z gratulacjami na X: „Gratuluję Szymonowi Hołowni nowej odpowiedzialności szefa klubu — przed Tobą kawał ciężkiej pracy”. I wymieniła szereg projektów, którymi według niej musi się zająć PL2050 w Sejmie: od regulacji najmu krótkoterminowego po asystencję dla osób z niepełnosprawnościami.
Jaka będzie Polska 2050 w wyborach?
W klubie dyskutowano o tym, w jakiej konfiguracji Polska 2050 może startować w przyszłorocznych wyborach. Opcji jest kilka i nie ma wśród nich samodzielnego startu: albo razem z Koalicją Obywatelską, albo razem z PSL, albo w ramach szerokiej listy obecnej koalicji rządzącej. I to jest podstawowa motywacja posłów: wywalczyć miejsce w Sejmie, utrzymać to, co mają, w kolejnych wyborach.
Ale nie mają oni szans na zdobycie mandatów, jeśli partia będzie startować samodzielnie. Od miesięcy w tym obozie przebąkiwano, że Pełczyńska-Nałęcz mogłaby zawiązać alians z Partią Razem i wspólnie walczyć o przekroczenie pięcioprocentowego progu wyborczego.
Razem — nie można tego wykluczyć, choć relacje tej partii z Włodzimierzem Czarzastym są napięte — może też wrócić do koalicji z Nową Lewicą.
Nadzieję na odnowienie mandatów w 2027 r. posłom Polski 2050 daje wizja startu ze zmartwychwstałej koalicji z PSL-em jako nowa Trzecia Droga albo start z list Koalicji Obywatelskiej. Konkurencja na listach będzie ogromna i tylko niektóre osoby mają szansę odnowić mandaty, a kto nie zdoła to — jeśli obecna koalicja utrzymałaby władzę — zostanie zaopiekowany stanowiskami poza Sejmem. Tymczasem Pełczyńska-Nałęcz jest najgłośniejszą opozycją wewnątrz koalicji. To ona jest w rządzie najbardziej asertywna, ma napięte relacje z premierem Donaldem Tuskiem, wojuje też z PSL-em, choćby w sprawie planów na dopłaty do kredytów mieszkaniowych i ustawy o najmie krótkoterminowym. O ile posłowie chcą się wślizgnąć na listy większych, to Pełczyńska jest otwarta na konfrontacje.