Mogła pomieścić aż 10 tys. widzów, wzniesiono ją w zaledwie 14 miesięcy, a jej kopuła w momencie otwarcia była największą tego typu żelbetową konstrukcją na świecie. Mimo sędziwego wieku Hala Stulecia nadal zachwyca i niezmiennie pozostaje jedną z największych atrakcji Wrocławia oraz najbardziej rozpoznawalną budowlą Wielkiej Wyspy – zielonej enklawy w sercu miasta wciśniętej między koryta Odry i Starej Odry oraz ciągnące się od północnego wschodu kanały – Żeglugowy i Powodziowy.
Jej wysokość Hala Stulecia
Gmach wzniesiony przez słynnego architekta Maksa Berga do dzisiaj uchodzi za architektoniczny majstersztyk i jedną z najcenniejszych pereł modernizmu w naszej części Europy. Berg podjął się zadania zaprojektowania hali, która w 1913 r. miała ugościć wielką, zorganizowaną na wzór dzisiejszych Expo Wystawę Stulecia uświetniającą rocznicę wydania odezwy do narodu przez cesarza Fryderyka Wilhelma III. Wraz z halą powstał kompleks rekreacyjno-wystawowy obejmujący m.in. zaprojektowane przez innego znanego wrocławskiego architekta Hansa Poelziga pergolę, staw oraz Pawilon Czterech Kopuł, dzisiaj funkcjonujący jako Muzeum Sztuki Współczesnej – oddział Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
Choć wszystkie te obiekty w 2006 r. trafiły na listę światowego dziedzictwa UNESCO, to nadal tętnią życiem i są miejscem organizacji licznych wydarzeń sportowych, koncertów, kongresów i oczywiście wystaw. To także tutaj kilkanaście lat temu powstała czynna od maja do października fontanna multimedialna, która na swoje wieczorne pokazy przyciąga regularnie tłumy mieszkańców i turystów. Kompleks Hali Stulecia kusi też znakomitą gastronomią. Restauracja Tarasowa, serwująca dania oparte na starych, lokalnych przepisach, ale z wyraźnym, współczesnym twistem, została w zeszłym roku po raz pierwszy wyróżniona rekomendacją przewodnika Michelina.
Afrykarium
Foto: zoo Wrocław
Najstarsze zoo w Polsce
Warto pamiętać, że lokalizacja kompleksu nie była przypadkowa – ówczesne miejskie władze wygospodarowały tę sporą działkę w szczególnym sąsiedztwie. Tuż obok, dosłownie po drugiej stronie ulicy ówcześnie znanej jako Grüneichener Weg, mieścił się jeden z pierwszych w Europie ogrodów zoologicznych (współcześnie najstarszy spośród wszystkich funkcjonujących do dzisiaj na obecnych polskich ziemiach). Wrocławskie zoo otwarto w lipcu 1865 r., czyli aż 48 lat przed otwarciem Hali Stulecia. Wydarzenie odbyło się z wielką pompą, szczególnie jak na XIX-wieczne realia – były koncert orkiestry wojskowej, iluminacje świetlne, a nawet pokaz fajerwerków. W ogrodzie można było zobaczyć nie tylko doskonale znane w naszej części Europy wilki czy ptaki drapieżne, lecz także sporo egzotycznych gatunków, m.in. afrykańskie dzikie koty czy małpy – w sumie we wrocławskim zoo zgromadzono wtedy imponującą jak na te czasy liczbę około 450 osobników reprezentujących 120 różnych gatunków.
Wstrząsem dla tutejszego kompleksu była II wojna światowa – podczas ofensywy Armii Czerwonej zdecydowana większość zwierząt została zabita, a sam ogród kompletnie zrujnowany. Mimo to zoo wznowiło działalność stosunkowo szybko, bo już w lipcu 1948 r., dzięki uporowi nowych, polskich władz. W kolejnych dekadach wrocławski ogród zaczął się bardzo dynamicznie rozwijać – znacząco zwiększył swoją powierzchnię (ponadtrzykrotnie względem rozmiaru pierwotnie zajmowanego terenu), a także zyskał całą masę nowych obiektów, w tym ultranowoczesne, otwarte w 2014 r. Afrykarium czy udostępnioną dla zwiedzających nieco ponad dwa lata temu Lwiarnię. Dzisiaj we wrocławskim zoo można nie tylko zobaczyć aż 1100 gatunków zwierząt, lecz także wziąć udział w pokazowym karmieniu, zróżnicowanych zajęciach edukacyjnych lub wyszaleć się w parku linowym. Ogród zoologiczny od lat zalicza się do najtłumniej odwiedzanych atrakcji stolicy Dolnego Śląska, o czym świadczą twarde liczby – rocznie zagląda tutaj między 1,6 a nawet 1,8 mln gości.
Unikalny kompleks
Znacznie mniej gości przybywa za to na znajdujący się zaledwie 10 minut jazdy rowerem stąd Stadion Olimpijski. A szkoda, bo ten modernistyczny obiekt, choć o wiele mniej popularny od wrocławskiego zoo, także uchodzi za unikalny w skali naszego kraju. Jego historia sięga lat 20. XX stulecia, czyli okresu bardzo dynamicznego rozwoju miejskiej infrastruktury. Za koncepcję stworzenia funkcjonalnego i nowoczesnego jak na tamte czasy kompleksu sportowego na Wielkiej Wyspie odpowiadał Richard Konwiarz – urodzony w 1883 r. w Kępnie ceniony architekt, który zdobył uznanie dzięki ścisłej współpracy ze wspominanym autorem Hali Stulecia – Maksem Bergiem. Budowa stadionu, początkowo nazwanego oficjalnie Schlesierkampfbahn im Sportpark Leerbeutel, zakończyła się w 1928 r. Już zaledwie kilka lat później, w latach 1935-1939, obiekt został rozbudowany. W tym okresie wzniesiono m.in. nowe, bardziej pojemne trybuny (mogące pomieścić nawet 50 tys. osób), reprezentacyjną bramę główną oraz jeden z najbardziej charakterystycznych do dzisiaj elementów całego kompleksu – 40-metrową wieżę zegarową. Ta zresztą przeszła w ostatnim czasie renowację, mającą na celu także odtworzenie historycznego znicza olimpijskiego. Czy to oznacza, że obiekt szykowany był na igrzyska? Nic bardziej mylnego. Nazwa stadionu nawiązuje do zdobytego przez Konwiarza w 1932 r. brązowego medalu za realizację właśnie tej inwestycji w ramach Olimpijskiego Konkursu Sztuki i Literatury. To był jeszcze okres, kiedy Międzynarodowy Komitet Olimpijski traktował architekturę, malarstwo, rzeźbę, muzykę i literaturę jako pełnoprawne dyscypliny olimpijskie, nagradzane na takich samych zasadach jak konkurencje sportowe.
Wzorcowe osiedle
Jednak wbrew pozorom Stadion Olimpijski i Hala Stulecia nie są jedynymi przykładami wybitnej architektury na Wielkiej Wyspie. Okazuje się bowiem, że wystarczy zaledwie kilkuminutowy spacer od tego drugiego obiektu, by zobaczyć kompleks do dzisiaj uznawany za wzorcowe osiedle mieszkaniowe. Chodzi oczywiście o WuWA – skrót od niemieckiego Wohnung und Werkraum Ausstellung, czyli Wystawa Mieszkania i Miejsca Pracy. Wydarzenie zorganizowane latem 1929 r. przez śląski oddział Deutscher Werkbund, wpływowej organizacji zrzeszającej niemieckich architektów, projektantów i przedsiębiorców, zapisało się w historii nie tylko Wrocławia. Na potrzeby wystawy wzniesiono tutaj kilkadziesiąt budynków mieszkalnych, które miały stanowić fundament i wzorzec dla przyszłego budownictwa miejskiego w całym kraju.
Projekty idealnie wpisywały się w ideę nowego budownictwa (niem. Neues Bauen), czyli nurtu odrzucającego ozdoby i ornamenty na rzecz prostoty, funkcjonalności oraz racjonalnego wykorzystania dostępnej przestrzeni. Z tego powodu stworzone przez działaczy Werkbundu we Wrocławiu budynki były foremnymi, geometrycznymi bryłami wyposażonymi w duże, zapewniające znakomite doświetlenie okna oraz płaskie dachy. Z kolei wnętrza domów zaprojektowano jako otwarte przestrzenie z minimalnymi dekoracjami, za to z funkcjonalnymi układami pomieszczeń i innymi praktycznymi rozwiązaniami. Pokazano też, jak powinno wyglądać otoczenie budynków, na czele z zielonymi ogródkami przydomowymi oraz publicznymi skwerkami służącymi do rekreacji mieszkańców.
Przede wszystkim jednak założenie miało stanowić remedium na ówczesne problemy mieszkaniowe – dynamicznie rozwijająca się w tym okresie niemiecka gospodarka stała się katalizatorem dla procesu szybkiej urbanizacji dużych, przemysłowych miast, w których nie nadążano za budową nowych lokali. Architekci zrzeszeni w Werkbundzie chcieli pokazać, jak przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii można szybko budować tanie i funkcjonalne domy. W sumie, po zaledwie kilku miesiącach budowy, ukończono 103 małe mieszkania i 29 większych, z pełnym, wzorcowym wyposażeniem. Kompleks przetrwał w niemal niezmienionej formie do dzisiaj, a budynki WuWA można współcześnie podziwiać od zewnątrz. A wycieczkę najlepiej rozpocząć od filiżanki kawy w charakterystycznym, okrągłym pawilonie przy ulicy Tramwajowej, gdzie mieści się klimatyczna WuWA Café.




