Największy w historii rozłam, nurkowanie w sondażach, Zbigniew Ziobro z pieniędzmi od Przemysława Krala. PiS ściągnęło na siebie kolejne plagi. Nawet w telewizjach sprzyjających PiS-owi ciskają gromy na partię Jarosława Kaczyńskiego.
A prezydent Karol Nawrocki, który miał być taranem Prawa i Sprawiedliwości w szturmowaniu wrót do odzyskania władzy, nie chce się otwarcie zaangażować po stronie PiS.
— Zbigniew Ziobro jest już tylko duchem z przeszłości — mają nadzieję w PiS.
Ziobro wziął kasę od Krala
Były minister sprawiedliwości przyjął od Przemysława Krala, prezesa upadłej Zondacrypto, 450 tys. zł. Z protokołu przesłuchania Krala cytowanego przez premiera Donalda Tuska wynika, że miała to być część z kwoty 2 mln zł, co do której Kral z Ziobrą miał się umówić za skasowanie w przyszłości śledztw dotyczących Krala. Prokuratura nie potwierdza statusu Krala. Miał już — wedle nieoficjalnych informacji Onetu — usłyszeć zarzuty. Kral może więc — jako oskarżony — kłamać. Niemniej fakt przepływu prawie pół miliona złotych od Krala do Ziobry jest bezsporny. Jarosław Kaczyński uznał to za „błąd”, ale wciąż broni Ziobry i wprost stwierdził, że w PiS mimo wszystko jest miejsce dla byłego ministra sprawiedliwości.
Dziś nikt w PiS ani w Pałacu Prezydenckim nie chce bronić Ziobry, członka partii i jej wiceprezesa. Robi to Kaczyński, podobnie zresztą broni Michała Moskala, który z Kralem się spotkał na Ibizie w sierpniu 2025 r.
W PiS mają nadzieję, że afera Zondacrypto, choć rozgrzewa media do czerwoności, generuje ogrom publikacji i stała się głównym tematem w polityce ogólnopolskiej, jednak nie wpłynie na decyzje wyborcze ludzi. Bo szum informacyjny sprawi, że dla prawicowych wyborców będzie to „afera Tuska”, a dla wyborców sprzyjających rządowi „afera PiS i Nawrockiego”. Jest nadzieja, że ekipa rządowa „przegrzeje” sprawę Zondy — to póki co jedynie nadzieja.
O co chodzi PiS-owi w sprawie kryptowalut, trudno zrozumieć szeregowemu wyborcy. PiS zaplątało się: najpierw chciało liberalnej ustawy, a potem całkowitego zakazu; PiS pomogło utrzymać weto prezydenta wobec restrykcyjnej ustawy rządu.
Lamenty nad PiS
Na słabość PiS są narzekania już także w prawicowych mediach, gdzie lamentowano nad PiS. W telewizji wPolsce24 parę dni temu komplet publicystów dziwił się, dlaczego PiS jest taki niezborny.
— Ludzie nie widzą dobrej alternatywy. (…) Mamy tak fatalną sytuację dla rządu, że opozycja powinna iść po władzę. A gdzie mamy opozycję, która idzie po władzę? Nie mamy — mówił Konrad Kołodziejski.
— Widzę brak pomysłu na to, jaka ma być Polska w przyszłości. Mamy albo tani populizm w sprawach ukraińskich. (…) Ludzie oczekują pomysłów od prawicy. Ci, którzy są rozczarowani tym rządem, oczekują, że ta prawica coś zaproponuje. Ja tego nie widzę. Albo się prztykają między sobą, albo jest tani populizm, a pomysłów na Polskę brak — stwierdziła Aleksandra Rybińska.
— PiS gubi się w tym, jaką partią chce być. Bojąc się konkurencji po prawej stronie, ją papuguje i wpada w pułapkę. Wyborca widzi, że to jest kopia i wybiera oryginał — to z kolei Samuel Pereira. Uderzano w reaktywność PiS w sprawie Zondacrypto. Tylko prowadzący Jacek Łęski momentami starał się brać tę partię w obronę.
Projekt PiS w postaci kandydata na premiera też nie dał partii nowego napędu. Przemysław Czarnek jako, jak sam mówił, „maszynista pociągu szybkich prędkości”, nie pociągnął partii. Początkowo prekampania Czarnka była rozsadzana wewnętrznym konfliktem w PiS z frakcją byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Od połowy wakacji nie ma już jednak Morawieckiego w PiS, bo stworzył Rozwój Plus. Czarnek może więc prowadzić kampanię bez opozycji wewnątrz partii. Jednak rozpad PiS — największy w historii tej formacji, bo to ponad 40 parlamentarzystów — ociosał słupek PiS w sondażach do poziomu ok. pkt 20 proc. Wojna na prawicy nie wygasła, bo PiS i Rozwój Plus ścierają się już jako konkurencyjne formacje.





