O co całe to zamieszanie? PISA, czyli Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów (z ang. Programme for International Student Assessment) to jeden z najważniejszych edukacyjnych programów badawczych na świecie.
Badania w ramach PISA odbywają się cyklicznie co trzy lata już od ćwierć wieku. Biorą w nich udział uczniowie z kilkudziesięciu krajów w różnych regionach świata. Ich organizatorem jest Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
Ostatnie badanie PISA przeprowadzono w 2025 roku, a jego rezultaty zaprezentowano na początku września tego roku. W tej edycji uczestniczyło 91 krajów i regionów. Przebadano ponad 760 tys. nastolatków.
I tak Polskę reprezentowało ok. 7,1 tys. uczniów z 217 szkół. Niemcy zaś ok. 6,7 tys. uczniów z ok. 250 szkół.
Tegoroczne wyniki PISA pokazują, że cała Europa ma nad czym pracować. Jednak o ile Polska (która też notuje spadki) okazała się – jak to określiła ministra edukacji Barbara Nowacka – „zieloną wyspą” na starym kontynencie, Niemcy przeżywają szok.
-
Więcej o wynikach polskich uczniów przeczytasz TUTAJ.
PISA 2025. Niemcy z najgorszym wynikiem w historii
Dramatyczny spadek, źle jak nigdy dotąd, sygnał alarmowy, kompromitacja – niemieckie media w alarmistycznym tonie poinformowały o najnowszych rezultatach.
Nastolatkowie zza naszej zachodniej granicy osiągnęli rezultaty najgorsze od 2000 roku. Jak wyliczał w wywiadzie dla „Tagesspiegel” Samuel Greiff, szef niemieckiego zespołu PISA, minimum w czytaniu i matematyce nie osiąga co trzeci uczeń, w naukach przyrodniczych co czwarty, a ponad 20 proc. nie osiąga minimum w żadnej z tych trzech dziedzin.
Ogółem uczniowie testowani w Niemczech uzyskali średnio 486 punktów z przedmiotów ścisłych (spadek o 7 pkt. względem 2022 r.), z czytania 465 (spadek o 15), z umiejętności matematycznych 464 (spadek o 11).
PISA 2025. To badanie mówi więcej, niż się może wydawać
– PISA to bardzo wartościowe badanie, które dostarcza olbrzymiej ilości danych – podkreśla Danuta Kozakiewicz, pedagog i wieloletnia dyrektor jednej ze szkół w Warszawie.
Jakie to dane?
Przede wszystkim te dotyczące konkretnego kraju. – To bardzo szerokie informacje – z podziałem geograficznym, z podziałem na płeć. Można wyciągać wnioski nie tylko w kontekście samej sfery dydaktycznej, ale też na przykład funkcjonowania dziecka w społeczeństwie, bo dostajemy informacje o poczuciu sprawczości nastolatków czy o ich identyfikacji ze szkołą – wylicza rozmówczyni Interii.
Ale chodzi też o szersze spojrzenie.
– Dzięki temu, że jest to badanie międzynarodowe, możemy porównywać się na tle innych państw. Analizować, czy trendy ogólnoświatowe dotykają również nas, czy i jak odbijają się na nas czynniki zewnętrzne. PISA to też informacja, które kraje sobie radzą i sygnał, żeby sprawdzić, jak to robią. Skoro na przykład Wielka Brytania nie wykazała tak dużych spadków, to może warto poobserwować, co u nich działa – mówi Danuta Kozakiewicz.
Czerwona lampka. Ale przed czym ostrzega?
Można też sprawdzić, co i gdzie zawiodło. Tu Niemcy mogą dostarczyć sporo materiału badawczego.
Pytania „dlaczego?” pojawiły się zresztą za Odrą od razu po publikacji wyników.
Samuel Greiff w cytowanym wywiadzie przestrzega przed prostymi odpowiedziami, jakimi mogą być pandemia i migracja. Przecież po covidzie w innych państwach nastąpiła względna stabilizacja wyników, a w Niemczech nie.
A migracja?
Tego czynnika Greiff nie neguje, ale zaznacza, że chodzi o coś więcej. Nie o podział migrant – niemigrant, a kwestię uprzywilejowania i statusu społecznego. Słowem – nierówności społecznych.
W niemieckiej prasie możemy przeczytać głosy o poważnym sygnale alarmowym dla demokracji.
Pisze o tym m.in. autor komentarza w „Stuttgarter Zeitung” Reiner Ruf. Ocenia on, że „katastrofalne wyniki najnowszego badania PISA idealnie wpisują się w katastrofalny wynik wyborów w Saksonii-Anhaltu”.
Jak jednak zaznacza, „nie oznacza to, że głupota prowadzi do faszyzmu”. „To też. Prawdziwy problem tkwi jednak w tym, że demokracja traci legitymację, gdy jej funkcjonalność zostaje osłabiona. Innymi słowy: gdy zawodzi jako system polityczny” – czytamy.
Jaki jest dzisiaj młody Niemiec?
Także prof. Andrzej Sakson, socjolog i specjalista ds. niemieckich z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, były dyrektor Instytutu Zachodniego, ocenia, że wyniki badania PISA to „coś więcej niż edukacja”.
– Widzę tu pewne świadectwo ogólnej sytuacji i nastrojów, które od jakiegoś czasu panują w Niemczech i łączą się z utratą dynamiki rozwoju gospodarczego – mówi w rozmowie z Interią.
– Dzisiaj w Niemczech obserwuję wykształcanie się nowej postawy młodych ludzi wobec rzeczywistości, celów życiowych i szeroko pojętego dobrostanu – wskazuje.
Jego zdaniem „dotychczasowy paradygmat sukcesu osiąganego poprzez jak najlepsze wyniki w szkole i rywalizację zderzył się z dążeniem do dobrego, spokojnego życia”.
– Zderzył się i uległ zmianie. Obecnie model oparty na tzw. wyścigu szczurów i dążeniu do sukcesu materialnego za wszelką cenę wyraźnie osłabł. Oceniam, że ta zmiana podejścia wpływa bezpośrednio na spadek motywacji do osiągania wysokich wyników. Efekty m.in. tego widzimy w badaniach PISA – zauważa socjolog.
Jak wskazuje, w przeciwieństwie do wielu państw Europy, model ostrej konkurencji i walki o sukces szkolny nadal dominuje w państwach azjatyckich, takich jak Chiny, Korea czy Japonia.
– Tam brak maksymalnego wysiłku ze strony ucznia traktuje się niemal jako niepowodzenie całej rodziny – mówi profesor.
I przytacza anegdotę: – Mam znajomych, którzy mieszkają w Chinach i do tamtejszej szkoły chodzi ich dziecko. Gdy miało niezadowalające w odczuciu nauczyciela wyniki z dwóch przedmiotów, to interweniował u rodziny nie tylko ów nauczyciel, ale również rodzice innych dzieci z tej klasy. Zwracali uwagę, że te rezultaty wpływają na resztę grupy.
-
Zobacz: Przeprowadzono testy wśród uczniów z całego świata. Azjaci wygrywają
Wysiłek i odpowiedzialność – po co to komu?
Danuta Kozakiewicz zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt.
– W niemieckiej szkole obserwujemy dzisiaj skutki podejścia, w którym wolność dziecka rozumiana jest jako zwolnienie z odpowiedzialności za budowanie własnej przyszłości – ocenia.
– U nas też mamy z tym problem, ale minimalny. Tam skala jest dużo większa. Dziecko traktowane jest jako dobro samo w sobie, co jasne, ale to kojarzone jest z chronieniem przed każdym wysiłkiem i przed każdą odpowiedzialnością. Myślę, że to się w tej chwili odbija – dodaje Kozakiewicz.
A co z kwestią migracji? Prof. Andrzej Sakson zgadza się, że sama w sobie nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy Niemców, bo to „złożone zagadnienie”.
Jednocześnie, jak mówi, „z pewnością kwestia migracji nie pozostaje bez wpływu na wyniki edukacyjne w Niemczech”.
– Brak pełnej znajomości języka, który nieraz towarzyszy dzieciom z rodzin migranckich, czy, nazwijmy to, zróżnicowany poziom aspiracji edukacyjnych w domach rodzinnych mogą przekładać się na poziom wyników osiąganych w klasach z dużą reprezentacją cudzoziemców – wskazuje.
Łatwo, prosto i wygodnie?
Jednocześnie zmian w niemieckim społeczeństwie nie sposób nie zauważyć. Tymczasem 15-latkowie, badani w 2025 roku, dziś już mają 16 lat. W tym wieku w Niemczech można głosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego, od 18 roku życia – w wyborach do Bundestagu. Dzisiejsi badani niedługo będą decydować o kierunku, w jakim pójdzie ich kraj.
– Niemcy przekonywali Europę i świat, że są najlepszymi demokratami, że wnioski dyktatury narodowo-socjalistycznej zostały wyciągnięte, a lekcja odrobiona – zauważa prof. Sakson.
Tymczasem, jak zaznacza, około 30 proc. ogółu Niemców, a na wschodzie ponad 40 proc., głosuje na partię populistyczną.
– Dlaczego? To musi mieć konkretne przyczyny. Jedna z nich to rachunek dla dotychczasowych elit politycznych, które nie sprostały oczekiwaniom społecznym – wskazuje.
Jak dodaje, z drugiej strony mamy „taki typowo wewnątrzniemiecki komponent”, czyli spóźnioną cenę za koszty zjednoczenia Niemiec.
– W rozumieniu wielu byłych obywateli Niemiec Wschodnich nie było zjednoczenia, tylko swoista kolonizacja. To oznacza marginalizację i zanegowanie życiorysu. Stąd pewne resentymenty prorosyjskie, antyukraińskie czy antyamerykańskie w tym społeczeństwie – wylicza.
– I teraz połączmy to z tą diagnozą o wycofywaniu się młodych ludzi z wyścigu szczurów przy jednoczesnej chęci prowadzenia życia na poziomie przynajmniej takim jak rodzice. Przy takim układzie celów i potrzeb młodzi ludzie będą podatni na populistyczne hasła i grupy, które za złożone problemy proponują najprostsze rozwiązania – konkluduje.
Justyna Kaczmarczyk













