Przyjaciółka Reymonta i Rilkego, ulubiona portrecistka paryskich elit. Była jedną z najciekawszych artystek XX w. Odeszła w zapomnieniu. Dziś odkrywamy ją na nowo. W konstancińskiej Villi La Fleur można oglądać największą monograficzną wystawę dzieł Meli Muter.
Miała ponad 24 lata, gdy namalowała pierwszy autoportret. Drobna, smukła, w białej sukni stoi w świetle księżyca. Patrzy spokojnie, ale bez uległości. W tej delikatnej postaci kryje się mocny charakter. Kilkanaście lat później francuski krytyk André Salmon napisze, że Mela Muter „wspaniale przysłużyła się malarstwu polskiemu poprzez najbardziej świadome potwierdzenie własnej osobowości”. Była jedną z najwybitniejszych artystek związanych z École de Paris i jedną z najważniejszych polskich malarek XX w. A jednak jej nazwisko nie jest w Polsce tak powszechnie znane, jak Tamary Łempickiej czy Olgi Boznańskiej.
W 150. rocznicę urodzin artystki pojawia się szansa, by to zmienić. Od 19 września 2026 r. do 28 lutego 2027 r. Muzeum Villa La Fleur w Konstancinie-Jeziornie pokaże ponad 230 prac Meli Muter na monograficznej wystawie „Mela Muter. Współodczuwanie świata”. Będzie to największa w ostatnich dekadach próba opowiedzenia o jej twórczości. Projekt ma charakter międzynarodowy, jest realizowany we współpracy z Musée de Montmartre w Paryżu. Po prezentacji w Konstancinie-Jeziornie wystawa trafi do Musée de Montmartre. Współpraca obu instytucji podkreśla znaczenie Meli Muter jako artystki, która współtworzyła międzynarodowe środowisko artystyczne Paryża, zachowując jednocześnie związek z polską kulturą.
Bez fałszywej kreski
— Twórczość Meli Muter to jedno z najbardziej poruszających zjawisk sztuki pierwszej połowy XX w. — podkreśla Artur Winiarski, kurator wystawy, dyrektor Muzeum Villa La Fleur. Artystka urodziła się w 1876 r. w Warszawie, w zamożnej rodzinie żydowskiej jako Maria Melania Klingsland. Profesorowie widzieli w niej przyszłą doskonałą pianistkę. Ale kiedy odkładała nuty, sięgała po szkicownik. Godzinami rysowała dwie ubogie dziewczynki, które schodami dla służby przychodziły do domu po miskę zupy. Interesowali ją ci, obok których inni przechodzą obojętnie: biedni, starzy, samotni. Będzie ich malować bez upiększeń i zbędnych dekoracji. „W sztuce trzeba być małomównym” — mawiała.
Mela Muter, „Kobieta z papierosem”, ok. 1940 ca, kolekcja Krzysztofa Musiała, depozyt w Muzeum Narodowym w Poznaniu
Foto: Sławomir Obst / Kolekcja Krzysztofa Musiała, depozyt w Muzeum Narodowym w Poznaniu
W 1899 r. wyszła za mąż za pisarza i krytyka literackiego Michała Mutermilcha. W tym samym roku rozpoczęła naukę w Szkole Rysunku i Malarstwa prof. Miłosza Kotarbińskiego, jednej z niewielu szkół artystycznych, które przyjmowały kobiety. Ale już dwa lata później, razem z mężem i niespełna rocznym synem, wyjeżdża do Paryża. Wie, że ma talent, i chce być artystką, a w Polsce nie widzi szans na rozwój. W latach 1890-1918 — jak podaje Karolina Prewęcka, autorka biografii Meli Muter — przez Francję przewinęło się 700 polskich artystów, w tym około 200 kobiet. Muter studiowała krótko w Académie Colarossi i Académie de la Grande Chaumière, gdzie zajęcia prowadziła m.in. Olga Boznańska. Zawsze jednak mówiła o sobie: samouk. Najwięcej nauczyła się nie w szkołach, lecz patrząc. Na ludzi. Krajobrazy. Obrazy innych artystów.
W Paryżu szybko zostaje dostrzeżona. Piszą o niej: „Spośród wszystkich kobiet, jakie przybyły do Francji, by studiować sztukę, pani Mutermilch zdecydowanie się wyróżnia. Jej obrazy promieniują zdrową i prawdziwą poezją”.
Miała 26 lat, gdy zaczęła wystawiać i robiła to z rozmachem. Jej prace pojawiały się w najważniejszych paryskich salonach sztuki, ale także w Krakowie, we Lwowie i w Warszawie. Przełom przyniosła Barcelona. W 1911 r. Muter pokazała 33 obrazy w Galerii Dalmau, gdzie wystawiali się Picasso i Matisse. Krytycy zachwycili się malarstwem Polki. Pisali o „niezmąconej i olśniewającej sile” jej sztuki. O niej samej: „indywidualność wybitna”. W latach 20. Muter była już uznaną i dobrze sytuowaną artystką Paryża. Została członkinią Société Nationale des Beaux-Arts. Zamieszkała w modernistycznej willi-atelier na Montparnasse, zaprojektowanej dla niej przez Auguste’a Perreta. Szczególnie ceniono ją jako portrecistkę. Pozowali dla niej kompozytorzy, np. Maurycy Ravel, czy pisarze — Anatole France, Henryk Sienkiewicz. O jej portretach mówiło się „psychologiczne”, z czym artystka się nie zgadzała. „Nie zadaję sobie pytania, czy osoba znajdująca się przed moimi sztalugami jest dobra, fałszywa, hojna. Staram się przedstawić ją, tak jak czynię to w przypadku kwiatu, pomidora czy drzewa, i wczuć się w jej istotę”.
Mela Muter, „Kobieta z kotem”, obraz z ok. 1918–1921 r., kolekcja Marka Roeflera, Villa La Fleur
Foto: Marcin Koniak / Kolekcja Marka Roeflera, Villa la Fleur
Czas jej świetności przerwała wojna. Muter schroniła się w Awinionie, gdzie uczyła malarstwa. Jej paryski dom zajął malarz Jean Dubuffet. Artystka nigdy już go nie odzyskała. Nie poddawała się, malowała dalej, mając w pamięci wiersz swojego przyjaciela Rainera Marii Rilkego: „Idę w świat i trwam…”.
W 1958 r. polski kolekcjoner Bolesław Nawrocki odnalazł ją w Paryżu. Miała ponad 80 lat i mieszkała w ciasnej wilgotnej pracowni, zalewanej podczas deszczu. Nawrocki otoczył ją opieką i zabezpieczył znaczną część jej obrazów oraz dokumentacji dotyczącej życia artystki.
W latach 60. Muter ponownie wystawiała w Paryżu, Kolonii, Oslo, San Francisco i Nowym Jorku. Nie zdążyła jednak odzyskać miejsca, które wcześniej zajmowała w świadomości odbiorców. Zmarła w 1967 r., mając 91 lat.
Dziś jej obrazy wracają na aukcje i do ludzi, którzy w sztuce szukają prawdy. — Jej obrazy nie upiększają. Ale mówią wszystko — tłumaczy Artur Winiarski. I wylicza: „Portret Władysława Reymonta” — noblista widziany bez pompy, prawdziwy, surowy; „Autoportret w turbanie” — spojrzenie kobiety, która przeżyła stratę syna; „Pejzaż z Avignon” — codzienność bez makijażu.
Powrót na podium
Wystawa „Mela Muter. Współodczuwanie świata” pokaże wszystkie etapy twórczości Muter — od wczesnych, pełnych światła prac po późne, ciemniejsze obrazy, w których mocniej obecne są samotność, cierpienie i doświadczenie wojny. Zobaczymy obrazy olejne, rysunki, grafiki i materiały archiwalne z kolekcji Muzeum Villa La Fleur oraz zbiorów publicznych i prywatnych w Polsce i za granicą. Ekspozycja przypomni Muter nie tylko jako portrecistkę, lecz także jako artystkę, dla której ważne były emigracja, macierzyństwo, duchowość, wojna i solidarność z ludźmi wykluczonymi. — Czas przywrócić należne miejsca artystce w historii sztuki europejskiej — mówi kurator wystawy.



