Close Menu
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Modne Teraz
Tanie sposoby na piękne stopy. Domowe metody na pękające pięty – Zdrowie Wprost

Tanie sposoby na piękne stopy. Domowe metody na pękające pięty – Zdrowie Wprost

25 maja, 2026
Kara za macierzyństwo do likwidacji. Dwa składkowe lata do emerytury za każde dziecko – Biznes Wprost

Kara za macierzyństwo do likwidacji. Dwa składkowe lata do emerytury za każde dziecko – Biznes Wprost

25 maja, 2026
Masowo zabijał nosorożce. Baron kłusownictwa został zabity

Masowo zabijał nosorożce. Baron kłusownictwa został zabity

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki late poll. Co z Aleksandrem Miszalskim?

Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki late poll. Co z Aleksandrem Miszalskim?

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Exit poll: Miszalski odwołany. Kto go zastąpi?

Referendum w Krakowie. Exit poll: Miszalski odwołany. Kto go zastąpi?

25 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Instagram
Popularność
  • Tanie sposoby na piękne stopy. Domowe metody na pękające pięty – Zdrowie Wprost
  • Kara za macierzyństwo do likwidacji. Dwa składkowe lata do emerytury za każde dziecko – Biznes Wprost
  • Masowo zabijał nosorożce. Baron kłusownictwa został zabity
  • Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki late poll. Co z Aleksandrem Miszalskim?
  • Referendum w Krakowie. Exit poll: Miszalski odwołany. Kto go zastąpi?
  • Piękna roślina z sukcesem zastąpi trawnik. Tworzy zielony dywan cały rok
  • Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki exit poll. Co teraz czeka Kraków?
  • Referendum w Krakowie. Ekspert analizuje działania Miszalskiego.
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami
Historie Internetowe
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Biuletyn Zaloguj Sie
  • Aktualności
  • Polska
  • Lokalne
  • Świat
  • Biznes
  • Polityka
  • Nauka
  • Sport
  • Klimat
  • Zdrowie
  • Wybór Redaktora
  • Komunikat Prasowy
Razy DzisiajRazy Dzisiaj
Strona Główna » Amerykanie zabijali wyłącznie cywilów. Ta zbrodnia stała się symbolem wojny
Amerykanie zabijali wyłącznie cywilów. Ta zbrodnia stała się symbolem wojny
Aktualności

Amerykanie zabijali wyłącznie cywilów. Ta zbrodnia stała się symbolem wojny

Pokój WiadomościPrzez Pokój Wiadomości19 maja, 2026

Wiosną 1968 r. amerykańscy żołnierze wymordowali niemal wszystkich mieszkańców przysiółka My Lai: starców, kobiety, dzieci. Zbrodnia wyszła na jaw półtora roku później i stała się symbolem całej bezsensownej, krwawej, barbarzyńskiej jatki zwanej wojną wietnamską.

Nigdy nie dowiemy się, ile osób zginęło 16 marca 1968 r. Większość źródeł podaje informację „od 347 do 504”, mylnie sugerującą, że nikt dokładnie nie policzył ofiar. Nieprawda. Liczono dwukrotnie. Prokuraturze wojskowej USA wyszła pierwsza liczba, wietnamskim organom śledczym — druga, przy czym uwzględniły również ludzi zamordowanych w My Khe, przysiółku sąsiadującym z My Lai.

Oba należały do wioski Son My, przy czym polskie nazewnictwo nie oddaje administracyjnej specyfiki Wietnamu. Tamtejsza wieś to skupisko rozrzuconych nieregularnie na dużym obszarze gospodarstw, pól ryżowych, rowów melioracyjnych, grobli, dróg gruntowych. Amerykanie liczyli z dystansu, na podstawie zeznań sprawców. I tak, żeby wyszło im jak najmniej.

Początkowo rząd USA twierdził, że ich żołnierze stoczyli zwycięską bitwę z partyzantami Wietkongu. Tymczasem zabijali wyłącznie cywilów. Najmłodsza ofiara miała rok, najstarsza — 82 lata. Bandyci w mundurach zgwałcili co najmniej 20 kobiet i dziewczynek. Nie oszczędzali nawet błagających o litość, zapłakanych, klękających przed nimi przedszkolaków. Jeśli założymy, że żołnierze ulegli zbiorowej psychozie, to nie wszyscy. Niektórzy stali jak wmurowani w ziemię i z przerażeniem patrzyli, co wyprawiają koledzy. Kilku usiłowało ratować Wietnamczyków. Praktycznie nikt nie poniósł kary. Skazany na dożywocie za zamordowanie co najmniej 22 osób (akt oskarżenia wymieniał 109) dowódca 1. plutonu kompanii C porucznik William Calley odsiedział 3,5 roku w areszcie domowym, po czym został ułaskawiony przez sekretarza armii Howarda Callawaya.

Wszyscy mają być martwi

Na początku 1968 r. sztabowcy sformowali grupę zadaniową (task force), która miała rozgromić niedobitki 48. batalionu Wietkongu operującego wcześniej w rejonie Son My. Składała się z trzech kompanii A(lfa), B(ravo), C(harlie) i nosiła kryptonim TF Barker od nazwiska dowódcy — podpułkownika Franka Barkera. Żołnierze potocznie zwali okolicę Pinkville (Różówka), ponieważ na mapach oznaczano tym kolorem obszary zamieszkane przez ludność „sprzyjającą czerwonym”. Innymi słowy: każdy tubylec był podejrzany. Barker kazał rozpocząć 16 marca o 7 rano trzydniową operację typu „znajdź i zniszcz” („search and destroy”).

Według wywiadu w My Lai przebywali o tej porze jedynie partyzanci oraz ich poplecznicy, gdyż cywile gremialnie ruszali na targ do stolicy prowincji Quang Ngai. Taką właśnie informację przekazał podwładnym szef kompanii C kapitan Ernest Medina, instruując, by „sfajczyli chałupy, wyrżnęli bydło i trzodę, zatruli studnie, zniszczyli zasiewy, ziarno, zapasy żywności”, z których rzekomo korzystał wróg. O cywilach nie wspomniał, więc szeregowcy zrozumieli, że napotkają uzbrojonych przeciwników, których muszą zlikwidować i zostawić po sobie spaloną ziemię.

Teren operacji pół godziny ostrzeliwała artyleria. Żołnierze kompanii C weszli między chaty o 7.30. Zastali cywilów, głównie seniorów, dzieci i kobiety. Niektóre gotowały jedzenie na rusztach, nikt nie uciekał, nie panikował, nie zachowywał się podejrzanie. Amerykanie przypuszczali jednak, że partyzanci kryją się w ziemiankach. Załogi helikopterów donosiły o wymianie ognia z przeciwnikami na ziemi i unieszkodliwieniu co najmniej czterech. Napięcie rosło, według zeznań cekaemisty Harry’ego Stanleya pierwszy nie wytrzymał anonimowy szeregowiec 1. plutonu. Zadźgał bagnetem starszego mężczyznę ociągającego się z wykonywaniem poleceń czy zwyczajnie nierozumiejącego angielskich słów. Drugiego wepchnął do rowu i wrzucił tam odbezpieczony granat.

Masakry w My Lai dokonali żołnierze z Kompanii Charlie 1. Batalionu 20. Pułku 11. Brygady Piechoty

Foto: Universal Images Group / Forum

Amerykanie podeszli do świątyni, przy której klęczało około 20 kobiet z maluchami. Zamordowali wszystkie strzałami w tył głowy. Dowódca 1. plutonu zobaczył, że jego ludzie otoczyli na jednym z placyków ponad 60 mężczyzn. Nie wiedział, co robić, zameldował o sytuacji zwierzchnika. Zniecierpliwiony kapitan odparł, że „ma się ich pozbyć”. Calley polecił szeregowcom Paulowi Meadlo i Dennisowi Contiemu, by „zajęli się” gromadą. Usłyszał, że „właśnie się zajmują, trzymając wszystkich na muszce”. „Nie! Mają być martwi — sprecyzował dowódca. — Strzelać na hasło: ognia”. Żołnierze wykonali rozkaz.

Kolejna masowa egzekucja odbyła się w rowie irygacyjnym na skraju przysiółka. Żołnierze zapędzili tam 100-150 miejscowych. Calley i Meadlo otworzyli ogień, reszta się przyłączyła. Ten drugi zeznał, że opróżnił kilka magazynków. Pamięta kobiety krzyczące „no VC, no VC” („nie Wietkong, nie Wietkong”), jednak strzelał dalej z odległości nie większej niż półtora metra. Pamiętał „matki osłaniające własnymi ciałami dzieci, rozszarpywane kulami bezzębne babcie, wychudzonych starców, nastolatków”.

Dlaczego nie wstrzymał ognia? Z rozkazów przełożonych wynikało, że każdy tubylec, niezależnie od płci i wieku, może ukrywać granaty lub trzymać pod ubraniem gotowe do natychmiastowego odpalenia ładunki wybuchowe. Świadek prokuratury wojskowej, szeregowy Dennis Conti opowiadał, że wiele osłoniętych przez matki maluchów przeżyło: „Kiedy ustał ogień, dzieci zaczęły wygrzebywać się spod trupów, a jeśli któreś potrafiło samodzielnie chodzić, Calley zaraz je zabijał”. Inni odpalali w kierunku skulonych ze strachu bądź uciekających ludzi granatniki M79. O 11 rano Barker zatelefonował z rozkazem wstrzymania akcji. Zmęczeni wojacy rozpakowali racje żywnościowe i zasiedli do lunchu.

Niepokoje szeregowego Bernhardta

Nie wszyscy ślepo wykonywali rozkazy. Niektórzy skoncentrowali się na zabijaniu świń i kurczaków. Jeden szeregowiec strzelił sobie w stopę, by zabrali go medycy. Kolejny po opróżnieniu magazynka rzucił karabin na ziemię i oświadczył, że dalej nie idzie. Od samego początku psychozie mordu nie uległ szeregowiec Michael Bernhardt. Był ochotnikiem. Na początku 1967 r., gdy jego rówieśnicy organizowali antywojenne manifestacje, rzucił studia i wstąpił do armii, przekonany, że ojczyźnie należy służyć, tak jak robiły to wcześniejsze pokolenia, walcząc z Japończykami czy hitlerowcami.

Niepokaźny wzrost (1,62 m) nadrabiał zapałem. Uzyskał drugi wynik w strzelaniu i trzeci ze sprawności fizycznej na 250 rekrutów. Marzył, by zostać pilotem helikoptera bojowego, ale urzędnicy zawieruszyli jego podanie. Ukończył z najwyższymi notami kursy dowodzenia, spadochronowy oraz rekonesansowy, znalazł się w kompanii C 1. batalionu 11. pułku piechoty. Helikopterem doleciał do My Lai jako pasażer.

„Ludzie Calleya nieustannie strzelali, choć nikt nie odpowiadał ogniem — relacjonował Bernhardt w nagrodzonym Pulitzerem tekście Seymoura Hersha z 13 listopada 1969 r. — To było pospolite morderstwo, a ja stałem i patrzyłem. Zaobserwowałem trzy metody działania. Podpalali chaty, czekali, aż mieszkańcy wybiegną, i wtedy ich zabijali. Wchodzili do środka, waląc seriami, lub wrzucali granaty. Ustawiali ludzi razem, po czym rozstrzeliwali z karabinu maszynowego lub granatnika. Wszędzie leżały zwłoki, pojedynczo lub w stertach. Kobiety, dzieci, bez różnicy. Zero oporu. Zero strat po naszej stronie. Ani jednego faceta w wieku poborowym. Najmłodszy, jakiego widziałem, miał koło pięćdziesiątki”.

Medina raportował przełożonym, że operacja skończyła się sukcesem: żołnierze zlikwidowali 128 bojowników Wietkongu, odzyskując dwa karabiny M1, jeden karabinek, radiostację i wojskowe dokumenty. O cywilach nie wspomniał. „Myślę, że to wszystko nie stało się przypadkiem — mówił Bernhardt. — Psychicznie kompania była w fatalnym stanie. Bez przerwy ganialiśmy po krzakach. Faceci spodziewali się w Pinkville oporu. Oczekiwali, że Wietkong użyje mieszkańców jako żywej tarczy. Kilka dni wcześniej nasi wleźli na minę, jeden zginął, 20 zostało rannych. Po wejściu do wioski ogień otworzyło 90 procent składu kompanii. Ja nie. Strzelam tylko, kiedy ktoś strzela do mnie”.

Sztabowcy szybko zrozumieli, że pryncypialny młodzieniec będzie najsłabszym ogniwem zmowy milczenia. Wezwał go Medina, przekonywał, że „nie powinien pisać do swojego kongresmena, póki nie zakończy się śledztwo”. Według Bernhardta, owszem, „zjawił się obcy pułkownik, zadał parę pytań, i więcej go nie widzieliśmy”. Wkrótce oficerowie wprost zabronili szeregowemu rozmawiać o sprawie z cywilami, ale ten stwierdził: „Prócz poczucia obowiązku mam też sumienie. Góra dobrze wiedziała, co zaszło. Wszyscy widzieliśmy zdjęcia, stosy trupów. Nikt przy zdrowych zmysłach, nie wspominając o zawodowych żołnierzach, nie uwierzyłby, że to ofiary ostrzału artyleryjskiego i zbłąkanych kul”.

Kiedy prasa była potęgą

Opublikowany równocześnie przez „Washington Post”, „The Boston Globe”, „Miami Herald”, „Chicago Sun-Times”, „The Seattle Times” i „Newsday” artykuł Hersha nie wywołał zbyt głośnego odzewu. Przyćmiła go gigantyczna, antywojenna demonstracja, która miała się odbyć 15 listopada przed Białym Domem. Tymczasem reporter nie spoczął na laurach.

Dowiedział się, że 29 marca 1969 r. Pentagon potajemnie wznowił śledztwo dotyczące masakry za sprawą listów, które do prezydenta Richarda Nixona, pięciu najwyższych rangą urzędników ministerstw stanu i obrony oraz 24 członków Kongresu wysłał Ronald Ridenhour. Służył on w 11. brygadzie piechoty, do której należała kompania C. Usłyszał o My Lai i przed powrotem z Wietnamu zebrał obszerną dokumentację na temat krwawych wydarzeń, m.in. relacje naocznych świadków, a także fotografie.

Seymour M. Hersh ujawnił masakrę wietnamskiej ludności cywilnej w My Lai, Waszyngton, 4 maja 1970 r.

Seymour M. Hersh ujawnił masakrę wietnamskiej ludności cywilnej w My Lai, Waszyngton, 4 maja 1970 r.

Foto: fot. AP Photo/East News

Ridenhour dał Hershowi namiary na rozrzuconych po kraju uczestników akcji. Większość przystała na rozmowę. 20 listopada ukazał się drugi, obszerniejszy tekst, który przedrukowały międzynarodowe agencje. Natomiast dziennik „Cleveland Plain Dealer” zdobył zdjęcia zrobione przez wojskowego fotografa Ronalda Haeberle’a, który towarzyszył uczestnikom operacji. Najsłynniejsze, ukazujące zwłoki rozrzucone na polnej drodze, stało się kanwą antywojennego plakatu z tekstem: „A dzieci?… Dzieci też!”. „Zdjęcia Haeberle’a pozostały jednymi z najbardziej wstrząsających wizualnych dokumentów XX w. — pisał w 40. rocznicę masakry tygodnik „Time”. — Przerażenie i rozpacz na twarzach ludzi, którzy za chwilę padną ofiarą mordu, brutalnie zanegowały niemal wszystko, co rząd Stanów Zjednoczonych przez lata mówił o przebiegu i celach konfliktu. Uczestników antywojennych demonstracji nie trzeba było przekonywać, lecz pytanie, co my tam wyprawiamy, zaczęli sobie zadawać również »zwykli« Amerykanie”. Hersh dotarł do Meadlo, który potwierdził, że na rozkaz Calleya on i jego koledzy rozstrzelali dziesiątki niewinnych ludzi. Matka szeregowca płakała: „Posłałam im dobrego chłopaka, oddali mi mordercę”. Po trzecim artykule Biały Dom przyznał, że masakra rzeczywiście miała miejsce.

Dopiero wówczas wyszło na jaw bohaterstwo chorążego Hugh Thompsona pilotującego helikopter zwiadowczy. Zobaczył w rowie stertę ludzkich ciał, usiłował dowiedzieć się, czy potrzebna jest interwencja medyczna, ale został zignorowany. Wylądował nieopodal, zaoferował pomoc sierżantowi Davidowi Mitchellowi, który warknął, że sam sobie poradzi, i oddał do leżących serię z karabinu. Zszokowany pilot odleciał, widział Medinę pastwiącego się nad kobietą i strzelającego jej w głowę, po czym dostrzegł, że w ziemiance schronili się wciąż żywi Wietnamczycy, ale lada chwila podejdzie do nich grupa Amerykanów.

Znów posadził maszynę, kazał załodze strzelać, jeśli żołnierze zaatakują cywilów, spytał dowódcę 2. plutonu porucznika Stephana Brooksa, czy pomoże ratować tubylców. Usłyszał: „Zaraz pomogę granatem”. Zachował zimną krew, ustawił swoich ludzi na linii ognia, wyprowadził z ziemianki 16 osób, odeskortował do helikoptera i w dwóch grupach wywiózł poza obszar działania TF Barker. Wrócił, przeszukał sterty zwłok, sprawdzając, czy ktoś jeszcze ocalał. W kanale melioracyjnym znalazł pod trupami zakrwawioną, lecz całą i zdrową czteroletnią dziewczynkę.

Thompson został odznaczony Zaszczytnym Krzyżem Lotniczym, członkowie załogi Glenn Andreotta i Lawrence Colburn dostali Brązowe Gwiazdy. Ten pierwszy pośmiertnie. Zginął 8 kwietnia 1968 r. Właśnie dzięki dowódcy helikoptera rzeź ustała o godz. 11. Po powrocie do bazy natychmiast zawiadomił szefa eskadry kapitana Barry’ego Lloyda, co się dzieje. „Są gorsi od nazistów — mówił. — Tam się odbywa masowe morderstwo. Zgarniają ich, pędzą jak bydło, wpychają do rowów i rozstrzeliwują”. Lloyd zaalarmował Barkera, a podpułkownik kazał Medinie „dać sobie spokój z tym zabijaniem”.

Czerwona flaga nad Sajgonem

Oficjalna komisja rekomendowała postawienie zarzutów 34 żołnierzom i oficerom, jednak szybko okazało się, że to pic na wodę. Jedyny skazaniec Calley spędził za kratami 3,5 roku. Wedle końcowego raportu „zginęło 175-200 wietnamskich mężczyzn, kobiet i dzieci, a wśród nich niewątpliwie bardzo wiele aktywnych popleczników bądź sympatyków Wietkongu”. Dziennikarz „New Yorkera” Jonathan Schell, który jako korespondent wojenny uczestniczył m.in. w operacji Cedrowe Wodospady (Cedar Falls), zwracał uwagę, że prowincja Quang Ngai już wcześniej stała się areną rzezi cywilów.

Porucznik William Calley Jr, oskarżony o zamordowanie 102 wietnamskich cywilów w masakrze w My Lai, po przylocie na lotnisko Tan Son Nhut w Sajgonie. Po lewej major Kenneth A. Raby, główny doradca wojskowy Calleya, 29 października 1970 r.

Porucznik William Calley Jr, oskarżony o zamordowanie 102 wietnamskich cywilów w masakrze w My Lai, po przylocie na lotnisko Tan Son Nhut w Sajgonie. Po lewej major Kenneth A. Raby, główny doradca wojskowy Calleya, 29 października 1970 r.

Foto: fot. AP Photo/East News

Ostrzał artyleryjski i bombardowania, zwłaszcza napalmem, zniszczyły 70 proc. wiosek. Dach nad głową straciła prawie połowa ludności. Rocznie Amerykanie zabijali przynajmniej 50 tys. niewinnych ludzi. Dokładnej liczby nie poznamy, bo wojsko klasyfikowało ofiary jako wrogich żołnierzy lub partyzantów. Do podobnych zbrodni jak w My Lai doszło między 1967 a 1971 r. siedem razy. Mniej drastycznych incydentów naliczono 320. Na porządku dziennym było torturowanie jeńców bądź osób podejrzanych o sprzyjanie komunistom, rutynowo gwałcono kobiety i dziewczęta.

Bezsensowna jatka trwałaby dłużej, gdyby zwykli Amerykanie, o których pisał „Time”, nie zorientowali się, że władze kłamią. Nixon rozpoczął negocjacje pokojowe i stopniowe wycofywanie oddziałów. Ogromne kwoty szły na szkolenie oraz zbrojenie armii południowowietnamskiej (ARW). Ale podopieczni USA umieli trzymać wroga w szachu tylko wówczas, gdy wpierało ich amerykańskie lotnictwo.

Nowoczesna ARW wymagała bezustannych dostaw żywności, sprzętu, amunicji, paliwa, tymczasem kongresmeni pod naciskiem wyborców obcięli dotacje o połowę. Sytuację pogorszył kryzys paliwowy. Morale ARW upadło, szalała korupcja, żołnierze masowo dezerterowali. Ostatni gwóźdź do trumny wietnamskiej quasidemokracji wbiła afera Watergate. Nixon wsparłby sojuszników z powietrza, awansowany fuksem na prezydenta Gerald Ford nie miał odpowiedniego autorytetu, chęci ani woli.

W marcu 1975 r. ruszyła Kampania Ho Chi Minha, czyli finałowe uderzenie Północy, w 300-tysięcznej armii walczyli ideowcy przekonani o słuszności sprawy plus żołnierze wyszkoleni na modłę sowiecką: jak coś się nie podoba, przed pluton egzekucyjny. Południe wystawiło 200 tys. personelu, 2 tys. czołgów plus pojazdów opancerzonych, 500 samolotów, 1500 śmigłowców. Tyle że brakło im amerykańskich pieniędzy i ochronnego parasola.

30 kwietnia dwa radzieckie czołgi T-55 sforsowały wrota Pałacu Niepodległości w Sajgonie. Na schodach siedział prezydent Duong Van Minh. — Czekaliśmy, by pokojowo przekazać władzę — zagaił uprzejmie. — Wasza władza runęła — zbył go dowodzący czołgistami pułkownik Bui Tin. — Nie możecie przekazać tego, co do was nie należy. Nad gmachem załopotała czerwona flaga. Komuniści przejęli amerykański sprzęt bojowy wart 5 mld ówczesnych dolarów, m.in. 550 czołgów, 1300 dział, 42 000 ciężarówek, 12 000 moździerzy, 2 miliony karabinów i ręcznych granatników, 130 000 ton amunicji, 940 łodzi i okrętów, 877 samolotów oraz helikopterów.

Ameryka odetchnęła z ulgą. Nikomu nie zależało na rozpamiętywaniu klęski, karaniu zbrodniarzy. Trwała zimna wojna. Stany musiały dbać o wizerunek — jak mawiał Ronald Reagan — „świetlistego miasta na wzgórzu” ułatwiający propagandowe zmagania z komunizmem. Tylko inteligenci snuli rozważania o „banalności zła”, mrokach ludzkiej psychiki. Przeciętny obywatel nie chce myśleć, do czego sam byłby zdolny. „Zawsze myślałem, że kobiety i dzieci da radę zabijać tylko kompletny świr, psychol, zwyrodnialec — mówił Bernhardt. — Facet, który stracił kontakt z rzeczywistością, nie rozumie, co się wokół dzieje. Po My Lai zrozumiałem, że mógłby to zrobić właściwie każdy”.

WIĘCEJ W NUMERZE
nr
3

07.05.2026

undefined

Udział Facebook Twitter LinkedIn Telegram WhatsApp Email

Czytaj dalej

Kto zdecyduje o pomocy Polsce? Pawlicki: chaos w Waszyngtonie budzi strach

Kto zdecyduje o pomocy Polsce? Pawlicki: chaos w Waszyngtonie budzi strach

Szadkowski: Unia Europejska to świetny produkt, ale nie umie się sprzedać

Szadkowski: Unia Europejska to świetny produkt, ale nie umie się sprzedać

Ratują zwierzęta pod bombami. „Ruszają prawie pod linię zero, do piekła”

Ratują zwierzęta pod bombami. „Ruszają prawie pod linię zero, do piekła”

Życie na styk. „Gdy mam mało zleceń, muszę wybierać – czynsz czy jedzenie”

Życie na styk. „Gdy mam mało zleceń, muszę wybierać – czynsz czy jedzenie”

Jak zakończy się wojna w Iranie? Obie strony twierdzą, że mają szansę na wygraną

Jak zakończy się wojna w Iranie? Obie strony twierdzą, że mają szansę na wygraną

Zwierzęta też potrafią się przyjaźnić. Gdy szympans przegra walkę o władzę, koledzy go pocieszają

Zwierzęta też potrafią się przyjaźnić. Gdy szympans przegra walkę o władzę, koledzy go pocieszają

Gdzie na czerwcówkę? Oto nasze propozycje: pięć nieoczywistych kierunków

Gdzie na czerwcówkę? Oto nasze propozycje: pięć nieoczywistych kierunków

Setki tysięcy dzieci na ślubnym kobiercu. Małżeństwa dzieci są wciąż legalne w większości stanów USA

Setki tysięcy dzieci na ślubnym kobiercu. Małżeństwa dzieci są wciąż legalne w większości stanów USA

Mieszali syrop z winem. Nieświadomi niczego, otrzymywali niemal truciznę

Mieszali syrop z winem. Nieświadomi niczego, otrzymywali niemal truciznę

Add A Comment

Leave A Reply Cancel Reply

Wybór Redaktora

Kara za macierzyństwo do likwidacji. Dwa składkowe lata do emerytury za każde dziecko – Biznes Wprost

Kara za macierzyństwo do likwidacji. Dwa składkowe lata do emerytury za każde dziecko – Biznes Wprost

25 maja, 2026
Masowo zabijał nosorożce. Baron kłusownictwa został zabity

Masowo zabijał nosorożce. Baron kłusownictwa został zabity

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki late poll. Co z Aleksandrem Miszalskim?

Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki late poll. Co z Aleksandrem Miszalskim?

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Exit poll: Miszalski odwołany. Kto go zastąpi?

Referendum w Krakowie. Exit poll: Miszalski odwołany. Kto go zastąpi?

25 maja, 2026

Najnowsze Wiadomości

Piękna roślina z sukcesem zastąpi trawnik. Tworzy zielony dywan cały rok

Piękna roślina z sukcesem zastąpi trawnik. Tworzy zielony dywan cały rok

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki exit poll. Co teraz czeka Kraków?

Referendum w Krakowie. Sondażowe wyniki exit poll. Co teraz czeka Kraków?

25 maja, 2026
Referendum w Krakowie. Ekspert analizuje działania Miszalskiego.

Referendum w Krakowie. Ekspert analizuje działania Miszalskiego.

24 maja, 2026
Facebook X (Twitter) Pinterest TikTok Instagram
© 2026 Razy Dzisiaj. Wszelkie prawa zastrzeżone.
  • Polityka Prywatności
  • Regulamin
  • Skontaktuj się z nami

Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.