Urząd Bezpieczeństwa po wojnie budził grozę i śmiech. Stalinowskie państwo oparto na terrorze, ale jego funkcjonariusze byli często fatalnie wykształceni.

Tramwajem jadą ksiądz i oficer Urzędu Bezpieczeństwa.

— Zapycha się tramwajem, księżulku — pokpiwa ubek. — A przed wojną to był i powozik, były koniki, gospodyni i parobek.

— Myli się pan — odpowiada ksiądz. — Teraz też jest gospodyni. Są i koniki, a nawet powozik. Parobka tylko nie ma, bo poszedł do UB na oficera.

Ubecja po wojnie budziła grozę i śmiech. Stalinowskie państwo oparto na terrorze, więc do więzienia mógł trafić każdy Polak. Niewinnych wówczas nie było. A śmiech, bo funkcjonariusze UB to często fatalnie wykształceni, tępi oprawcy. Pomijając kierownictwo, bo w tych kręgach nie brakowało inteligentnych i wykształconych osób.

Do siedziby UB przychodzi starszy mężczyzna. Prosi o widzenie z komendantem. Ale szefa nie ma. Dyżurny:

— Mówcie, o co chodzi!

— Milicja zabrała mi krowę, bo podobno nie moja.

— A co komendant ma do tego?

— Może zaświadczyć, że moja. Pasał ją u mnie przed wojną.

W początkach Polski Ludowej wystarczyło kilka miesięcy szkolenia, żeby zostać nie tylko szeregowym ubekiem, ale nawet prokuratorem albo sędzią. Kursy sędziowsko-prokuratorskie odbywały się najpierw w Lublinie, a potem w Łodzi. Chodziło głównie o prawidłowe wyszkolenie ideologiczne.

Powojenny system represji oparto na wspieraniu donosicielstwa.

— Za co siedzisz? — pyta więzień innego osadzonego.

— Za opieszałość — odpowiada nieszczęśnik. — Było tak: przyszedł do mnie Kowalski i zaczął opowiadać dowcipy polityczne. Milczałem jak grób. Jak Kowalski wyszedł, zacząłem się zastanawiać — prowokacja czy nie? Donieść do UB czy nie?

— I co, i co? — dopytuje współwięzień.

— Jak już się zdecydowałem, to Kowalski właśnie stamtąd wychodził.

Z drugiej strony Polacy stali się bardzo skryci, żeby nie narażać się nieprawomyślnymi poglądami. Ubek pyta przechodnia:

— Obywatelu, jakie macie zdanie o rządzie?

— Tajne.

— Dlaczego tajne?

— Bo nie chcę iść do więzienia.

A teraz ciekawostka, która wcale nie jest żartem. Dlaczego ubecy bili więźniów?

Jedno z wyjaśnień przedstawił mi 30 lat temu pułkownik Adam Humer, wicedyrektor Departamentu Śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Spotkałem go w więzieniu. W latach 90. ubiegłego wieku wytoczono mu proces za zbrodnie stalinowskie. Jako dziennikarz spotykałem się z nim w sali widzeń. On miał 75 lat, ja — 25. Cały czas powtarzał, że przesiąkłem ideologią Solidarności i że mogę go nazywać „komuchem” albo „ubolem”, bo to są komplementy.

Wtedy właśnie, w więzieniu na Mokotowie — w którym zresztą zaraz po wojnie urzędował — wytłumaczył mi (podobnie jak prokuratorowi) sposób myślenia ubeków: „Panowało wśród nas przekonanie, że skoro na filmach francuskich policja stosowała przymus fizyczny, to i nam też wolno”.

Jeden z najbardziej znanych ubeków to Józef Światło. Był między innymi wicedyrektorem X Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, jednym z najlepiej poinformowanych ludzi w ówczesnej Polsce. Aresztował m.in. Władysława Gomułkę i marszałka Michała Rolę-Żymierskiego. W listopadzie 1953 r. podczas podróży do Berlina Wschodniego, czmychnął do Berlina Zachodniego.

Do ministra bezpieczeństwa publicznego Stanisława Radkiewicza przychodzi oficer i wręcza mu pismo ze swoją dymisją.

— A to co? — pyta minister.

— Rachunek za Światło — odpowiada oficer.

Ten „rachunek” to rezultat opowieści, które po ucieczce snuł Józef Światło w Radiu Wolna Europa. Opowiadał w nim o zbrodniach powojennych władców Polski. Te relacje wstrząsnęły Polską — zagłuszanych audycji RWE potajemnie słuchali wszyscy. Jeszcze później całość spisał przeprowadzający z nim wywiady Zbigniew Błażyński i wydał w książce „Józef Światło mówi. Za kulisami bezpieki i partii”. Te relacje w pewnym stopniu przyczyniły się do przemian w Polsce — nawet niektórzy ludzie władzy nie zdawali sobie sprawy z bezeceństw bezpieki.

Ale po latach warto zwrócić uwagę jeszcze na coś innego. O ile zwykle agresywną propagandą oraz dezinformacją posługiwali się polscy komuniści, to tym razem Radio Wolna Europa mocno „pojechało” z rewelacjami pułkownika Światły. Pełne były przejaskrawień. Światło przedstawił świat powojennych komunistów jako ludzi wyuzdanych i żyjących w przepychu. Tymczasem oczywiście żyli w znacznie lepszych warunkach niż reszta społeczeństwa, ale daleko im było do żądnych pieniędzy dyktatorów. Byli też raczej purytańscy. Bolesław Bierut miał co prawda jedną formalną i trzy nieformalne żony, ale oburzał się na cokolwiek, co kojarzyło mu się z pornografią. Zrobił na przykład awanturę o opublikowanie opowiadania Marka Hłasko „Pierwszy dzień w chmurach”, w którym padło zdanie: „W taki upał nawet świętemu by nie stanął”.

Tymczasem Bierut był — według Światły — zwyczajnie wyuzdany. A żona premiera Józefa Cyrankiewicza, słynna aktorka Nina Andrycz, oddawała się namiętnościom z sowieckimi marszałkami.

Józef Światło opowiadał: „Pozwólcie więc, że zapytam. Dlaczego to, towarzyszu Tomaszu [to okupacyjny pseudonim Bolesława Bieurta — przyp. P.L.], porzuciliście swoją pierwszą żonę, Janinę Bierutową? Dlaczego do niej nie wróciliście? Dlaczego żyjecie z waszą sekretarką Wandą Górską, o której cała partia wie, że jest waszą kochanką? Czemuż przynajmniej nie weźmiecie z nią ślubu? I dlaczego wypędziliście z domu swoje dzieci? Czemuż to wasza córka, Oleńka, mieszka oddzielnie i z dala od was. Dajecie, wprawdzie, na jej utrzymanie, ale z kasy państwowej. Więc też i nic was to nie kosztuje”.

To w znacznym stopniu propagandowe banialuki — spotkałem dwoje dzieci Bieruta (w tym wspomnianą córkę) i żadne z nich nie narzekało na ojca.

Według pułkownika Światły „upodobania pani Cyrankiewiczowej wahały się między byłym ambasadorem sowieckim w Warszawie Lebiediewem, marszałkiem Rokossowskim i często pomniejszymi dygnitarzami. W okresie, kiedy akcje marszałka stały wysoko, państwo Cyrankiewiczowie wyjeżdżali na wypoczynek do jego kwatery głównej w Legnicy, jeszcze przed objęciem marszałkostwa. Bo tuż pod Legnicą znajduje się zameczek myśliwski, w którym tego rodzaju polsko-sowieckie kontakty towarzyskie rozwijały się jak najpomyślniej”.

W innym ośrodku, w Jelitkowie, też było luksusowo. „A jakże wygląda posiłek pani Cyrankiewiczowej w tym otoczeniu? Wytwornie nakryte stoły, stosy papierosów amerykańskich, pudła najlepszych czekoladek rozłożonych wszędzie. Obowiązuje strój bardzo formalny — to znaczy wieczorowe najczęściej toalety, błyszcząca biżuteria”. Te przerysowane obrazy nawróconego ubeka miały wzbudzić niechęć Polaków do komunistów — jakby i bez tego jej nie czuli.

Na koniec przypomnijmy:

Uwaga! Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego ogłasza konkurs na najlepszy kawał polityczny. Wyznaczono nagrody: I — pięć lat obozu pracy; II — trzy lata. Przyznanych będzie również kilka nagród pocieszenia. Od roku do sześciu miesięcy przymusowych robót.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version