Były premier Mateusz Morawiecki nie będzie już chodził na spotkania władz Prawa i Sprawiedliwości, czyli na tzw. PKP. — Taki bojkot to mocny gest — ocenia decyzję wiceprezes partii człowiek z PiS.
Prezes PiS Jarosław Kaczyński przekazał na spotkaniu władz partii we wtorek po południu, że Morawieckiego nie będzie.
„Morawiecki nie chce tego wysłuchiwać”
Były premier miał tego dnia zeznawać przed sejmową komisją odpowiedzialności konstytucyjnej w sprawie postawienia przed Trybunałem Stanu prezesa NBP Adama Glapińskiego. Przesłuchanie trwało w godz. 16 -17. Był premier mógł więc — spóźniony — dojechać na PKP PiS (to skrót od prezydium Komitetu Politycznego PiS), ale w spotkaniu władz PiS uczestniczyć nie chciał.
— Morawiecki uznał, że nie będzie się zniżał do rozmawiania z „maślarzami” — mówi człowiek bliski Nowogrodzkiej.
Inni podobnie opisują podejście byłego premiera.
— Chodzenie na te PKP-y straciło sens. To, co się na nich dzieje, przekroczyło pewną granicę. Morawiecki nie chce mieć styczności z tymi ludźmi i nie chce chodzić na takie spotkania, by wysłuchiwać ataków na siebie — słyszymy w otoczeniu byłego premiera.
W jednym z ostatnich wywiadów Morawiecki mówił, że przez długie lata PKP-y nie przeciekały, ale po rozszerzeniu ich składu szczelne już nie są. Przed dwoma tygodniami na PKP doszło do karczemnej awantury, którą opisywaliśmy w „Newsweeku” — przeciwnicy Morawieckiego oskarżali go o chęć rozbicia PiS.
Kto z Morawieckim, kto przeciwko
Były premier — słyszymy w jego otoczeniu — może się spotykać z Jarosławem Kaczyńskim lub z węższym gronem polityków z władz partii, ale nie z całym PKP-em. — Spotykanie się z Anną Krupką albo Tobiaszem Bocheńskim nie ma sensu. Z nimi nie można dyskutować — słyszymy od polityka bliskiego byłemu premierowi. Bocheński jest europosłem i jednym z największych oponentów Morawieckiego w partii. Krupka jest wiceprezesem PiS — sam Kaczyński nazywał ją swoim „kaprysem” lub „fanaberią”, gdy ją awansował.
Morawiecki ma w gronie członków PKP — to około kilkunastu, dwudziestu osób — głównie przeciwników. Wspiera go w zasadzie tylko Ryszard Terlecki, który od miesięcy jest odsuwany na boczny tor, o czym w „Newsweeku” już pisaliśmy, bo widzi w Morawieckim przyszłego premiera i prezesa PiS. Kaczyńskiemu sugerował, aby ten zrezygnował ze stanowiska prezesa partii, ułatwiając w ten sposób Karolowi Nawrockiemu wygraną w wyborach prezydenckich.
Byłego premiera wspiera też Piotr Gliński — były wicepremier i zwornik prac programowych PiS. Adam Bielan i Joachim Brudziński nie są gorącymi zwolennikami Morawieckiego, ale starają się uspokajać i rozmasowywać napięcia wewnątrz PiS. Z Morawieckim — po latach wrogości — sympatyzuje też Beata Szydło, ale głównie dlatego, że jest ona krytyczna wobec Kaczyńskiego.
„Maślarze” oskarżają Morawieckiego
Ale dominująca część PKP to zagorzali krytycy byłego premiera. Alians czterech, jak ich pogardliwie określili ludzie Morawieckiego, „maślarzy” (przeciwnicy w odwecie nazywają ludzi Morawieckiego „frakcją rozłamową”) — a więc europosłowie Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki, posłowie Jacek Sasin i kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek — oskarżają Morawieckiego o rozbijanie partii.
Morawiecki — jak słyszymy w PiS — ma dość ścierania się na spotkaniach władz partii zwłaszcza z Sasinem, Bocheńskim i Jakim.
Na PKP dwa tygodnie temu Morawiecki rzucił pod adresem swoich krytyków: „Nie będę z wami rozmawiał, tylko z prezesem”. I wyszedł, bo miał zaplanowany wywiad w Telewizji Republika.
Czarnek i próba rozbicia frakcji „harcerzy”
Kaczyński miota się między dwiema frakcjami. Raz mówi publicznie o tym, że Morawiecki zmierza do zbudowania własnej partii, innym razem dogaduje się z nim na kolacji.
Ale to nie koniec napięć.
Jak informowaliśmy, w PiS trwa formowanie sztabu wyborczego, który będzie pracował na rzecz Czarnka. W zamierzeniu miałby ten sztab godzić frakcje w partii. Skład sztabu jest jednak kolejnym polem do konfliktu.
We frakcji Morawieckiego wobec tworzonego sztabu entuzjazmu nie ma. A to dlatego, że ruch ten postrzegany jest jako próba podzielenia się odpowiedzialnością za — zdaniem tej frakcji — słaby start prekampanii Czarnka. — Skoro Czarnkowi nie idzie, to chce się podzielić winą za to — słyszymy od jednego ze sceptyków wobec kandydatury Czarnka. Pisaliśmy już o tym, kto jest przymierzany do sztabu. Skład jednak nie jest jeszcze wykrystalizowany. Nie jest jasne, czy wejdą w jego skład ludzie związani z Morawieckim. Tworzenie sztabu jest wręcz postrzegane jako próba rozbicia frakcji „harcerzy”.

