Oczywiście, każdy marzy, by odnieść sukces, ale gdy się on zdarza, widzimy jego inne strony. Trzeba sprostać oczekiwaniom, żyć z etykietą zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego. Wyzwaniem jest pozostanie sobą — mówi Bruce Liu, zwycięzca konkursu w 2021 r.

  • Więcej ciekawych historii przeczytasz na stronie głównej „Newsweeka”

Bruce Liu: Żeby sprawić przyjemność i sobie, i słuchaczom. Wydaje mi się, że jest rodzajem niespodzianki, oprócz tradycji mamy w nim trochę egzotyki, prostotę i elegancję, echa Bliskiego Wschodu i Azji. Stanowi mieszankę różnych wpływów i kultur, jest trochę jak ja, więc dobrze się w nim czuję. To w ogóle dobry utwór dla pianistów, pozwala pokazać swoją osobowość. A poza tym, skoro zagram na inauguracji konkursu, uznałem, że przestrzeń chopinowską warto zostawić dla tych, którzy będą się prezentować w następnych dniach.

— Muzyka francuska jest jak perfumy dla uszu, przejrzysta, klarowna, elegancka i zarazem z pewną dozą tajemnicy. Ma to, co cenię jako pianista, jest w niej moc, można też pokazać osobisty do niej stosunek. Poza tym praca nad francuskim albumem pozwoliła mi zgłębić różne szczegóły techniki pianistycznej.

— Wyjechałem z niego z rodzicami, gdy miałem sześć lat. Trudno mi więc stwierdzić, czy Paryż wywarł wpływ na mój rozwój. Jestem mieszanką różnych tradycji, kultur i zwyczajów. Poprzez kuchnię czuję więź z Chinami, w Kanadzie mam najwięcej przyjaciół, a Europa to dla mnie związek z historią. Ale praca nad płytą „Waves” pozwoliła mi zrozumieć, kim jestem i jak różnorodne bywają kulturowe przepływy. W końcu Rameau czerpał ze źródeł egzotycznych, Ravel z hiszpańskich, a Alkan, którego nawiasem mówiąc odkryłem na Spotify, ma coś z wirtuozerii Liszta.

— Na pewno był podatny na wpływy francuskie. Znakomicie zaadaptował się w Paryżu, podobnie jak wielu innych artystów jego czasów czy epok późniejszych. Doskonale czuł się w paryskich salonach, do których wpasował się ze swoją elegancją, ale w duszy pozostał Polakiem. Słychać to w jego muzyce. Był trochę Francuzem, bo tak jak oni lubił wino, kobiety, narzekał na pogodę, ale kiedy siadał do fortepianu, stawał się Polakiem.

— Rzeczywiście, nie spodziewałem się, że moje życie zmieni się błyskawicznie w ciągu jednej nocy. Gdy ogłoszono wyniki, od razu poinformowano mnie, co będę musiał zrobić przez następne cztery miesiące. Dotąd ćwiczyłem tygodniami spokojnie we własnym pokoju, a po werdykcie okazało się, że nazajutrz muszę być w zupełnie innej sali, pojutrze w kolejnej i tak przez wiele, wiele tygodni. Oczywiście, każdy marzy, by odnieść sukces, ale gdy się on zdarza, widzimy jego inne strony. Trzeba sprostać oczekiwaniom, żyć z etykietą zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego. Wyzwaniem jest pozostanie sobą i dlatego trzeba zrozumieć, że choć udało się zrealizować dawne pragnienia, jest to jedynie początek ewentualnej kariery.

— Nie ma na to prostej odpowiedzi. Chopina mogę grać do końca życia i nie byłby to dla mnie problem. Stał się cząstką mnie, także dlatego, że ukształtował moją karierę. Ale oczywiście chcę wypowiadać się też poprzez inną muzykę. Zgadzam się na Chopina, gdy mnie o to proszą, ale potrafię też odmówić.

— Nagrywanie takiej muzyki to rodzaj odświeżenia, uspokojenia. Koncerty wymagają większej energii, większych emocji, w studiu mam dużo wolności, mogę swobodniej i dłużej pracować nad każdą frazą, wręcz każdym dźwiękiem. Nie jest to jednak rodzaj ucieczki, raczej próba utrzymania równowagi między kontaktem z publicznością a intymnością. Bo gdy nagrywam, jestem tylko ja i fortepian, nie ma podróży, jet lagu ani zmęczenia.

— Koncert jest czymś jednorazowym, wydarzył się i nie ma odwrotu, w studiu mogę zastanawiać się nad barwami muzyki, nad zestawieniem brzmień. Proces nagraniowy wymaga spokoju i cierpliwości, ale czasami udaje się osiągnąć efekt, którego się nie spodziewałem. Tak, lubię być w studiu.

— Staram się i choć te spotkania są dla mnie zawsze bardzo cenne, obecnie zdarzają się rzadko, mimo że mieszkamy w jednym mieście. Obaj jesteśmy bardzo zajęci występami, Dang Thai Son dodatkowo nauczaniem. Łatwiej nam zorganizować spotkanie gdzieś za granicą niż w Kanadzie. Podejrzewam, że szanse na kolejne mamy właśnie w Warszawie.

— Tak i zapewne zostanie, mimo że teraz gram tu inną muzykę i w zupełnie innej sytuacji. Konkurs Chopinowski jest jednak czymś niesamowitym, prawie jak igrzyska olimpijskie. Całe miasto nim żyje, konkursem wszyscy się emocjonują. A dla ciebie najważniejsze jest utrzymanie koncentracji i inspiracji. Bo trzeba grać te same utwory co inni, a wszyscy są równie dobrzy.

— Przestańcie ćwiczyć nieustannie, nie walczcie z Chopinem, tylko pozwólcie mu śpiewać, grajcie dla muzyki, a nie dla popisu, zachowajcie cząstkę siebie. I pamiętajcie, że jeśli nie wygracie, na pewno dacie radę przeżyć.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version