Na polskim tronie zasiadł dwukrotnie, ale rzeczywistych rządów nie sprawował nawet przez jeden dzień. O losie Stanisława Leszczyńskiego decydowali inni władcy i wielkie procesy dziejowe. A jego życie na wygnaniu zakończył straszny wypadek.

Król leżał na stryszku chaty położonej pośrodku bagien. Starał się oddychać jak najciszej. Przez okienko widział rosyjskiego oficera i żołnierzy pasących konie. Jakby tego było mało, zza drzew wyłonił się oddział Kozaków, którzy skierowali się prosto do zabudowań. Teraz siedzieli na dole, posilali się i przechwalali wyczynami podczas oblężenia Gdańska. Koszmar zdawał się nie mieć końca, więc król Stanisław — by się uspokoić — starał się uporządkować w pamięci wydarzenia, które doprowadziły go na ten stryszek. Kiedy to wszystko się skończy — postanowił — napisze list do córki i wszystko jej opowie.

12 września 1733 r. 13 tys. szlachty wybrało Stanisława Leszczyńskiego na króla. Ale inicjatywa była po stronie jego wrogów. Wkroczyły wojska rosyjskie, a pod ich osłoną garstka opozycjonistów dokonała elekcji Augusta III Sasa. Francuscy sojusznicy Leszczyńskiego byli daleko, a Rosjanie i Sasi blisko. Leszczyński postanowił w oczekiwaniu na odsiecz schronić się w ufortyfikowanym Gdańsku.

Niebawem miasto otoczyła szczelna linia oblężenia, a próby przebicia się — niewielkich zresztą — posiłków francuskich spełzły na niczym. Kiedy padł fort Wisłoujście, sytuacja stała się beznadziejna: miasto straciło dostęp do morza. Rosjanie jako warunek rozpoczęcia rozmów o kapitulacji zażądali wydania króla. Leszczyński z charakterystyczną dla siebie megalomanią ocenił, że jego niewola „dopełniłaby miary nieszczęść mojej Ojczyzny, która pokładała jedyną nadzieję w mojej wolności”.

W siedzibie francuskiego ambasadora markiza de Montiego odbyła się narada: jak ocalić króla? Zwyciężył pomysł opuszczenia Gdańska w przebraniu chłopa. Ambasador wyposażył króla w zużytą koszulę z grubego płótna, prostą czapkę i sękaty kij. Gorzej było z butami — powinny być wysokie, zaopatrzone w cholewy, ale nie nowe. Odpowiednie znalazły się dopiero na godzinę przed wymarszem (de Monti pozbawił ich jednego ze swoich służących).

27 czerwca o godzinie 22 król, w towarzystwie również przebranego oficera oraz kilku opłaconych przewodników znających teren Żuław, potajemnie opuścił rezydencję ambasadora. Drużyna przepłynęła fosę. Wędrować mogli tylko nocą, która o tej porze roku była krótka: ciemności trwały od godziny 22 do 2 nad ranem. Uciekinierzy przedzierali się przez gęste trzciny, grzęźli w gęstym mule. Nie sposób było iść, nie robiąc hałasu. W końcu, przed świtem, przewodnicy dobrnęli do chaty na bagnach i ukryli Stanisława na strychu. Tymczasem dowództwo rosyjskie dowiedziało się już o ucieczce króla i po bagnach rozesłało liczne oddziały. Za jego głowę obiecano 20 tys. rubli, a za ukrywanie grożono rozstrzelaniem.

Przez kolejne dni grupa przedzierała się przez bagna, próbując dotrzeć do Wisły. „Szliśmy pieszo, prawie cały czas po grząskiej i błotnistej ziemi, w której brodząc aż po kolana, musieliśmy co chwilę udzielać sobie wzajemnie pomocy” — wspominał król. Szukając schronienia, trafili na kolejną chatę, której gospodarz niespodziewanie… rozpoznał króla i obiecał pomoc w przeprawie.

W chacie przyszło im spędzić kolejny dzień ze względu na licznych Kozaków przeczesujących okolice: zatrzymywali i rewidowali wszystkich napotkanych, szczególnie tych o wieku, wzroście i posturze Leszczyńskiego.

1 lipca grupie udało się dotrzeć na brzeg Wisły i przeprawić. Ostatni odcinek drogi prowadził nad Nogat — na jego drugim brzegu leżały neutralne Prusy, gdzie król byłby bezpieczny. Weszli do wioski, w której Leszczyński kupił wóz: odtąd udawali rzeźników z Malborka. Od ludności dowiedzieli się, że przeprawa przez Nogat jest niemożliwa, ponieważ Rosjanie skonfiskowali wszystkie okoliczne łodzie. Leszczyński zdołał zjednać pewną gospodynię: jej syn zaprowadził uciekinierów nad rzekę, dokąd, po umówionym sygnale, z drugiego brzegu przypłynął zaprzyjaźniony rybak.

Leszczyński, zanim wsiadł do łódki, odesłał przewodników, wysyłając za ich pośrednictwem zaszyfrowaną wiadomość o udanej ucieczce do ambasadora de Montiego. Wkrótce potem napisał długi list do córki Marii, królowej francuskiej. Szczegółowa, sporządzona kwiecistym, barokowym stylem i gęsto cytowana powyżej opowieść o ucieczce z Gdańska w chłopskim przebraniu stała się niebawem europejskim bestsellerem: wydawano ją po francusku, włosku, holendersku, szwedzku, polsku i angielsku przez całe dekady.

Stanisławem Leszczyńskim fortuna przez całe życie okrutnie miotała, nigdy przy tym nie dając mu szansy na decydowanie o tym, kim miał być i co robić. O jego losie decydowali inni władcy i wielkie procesy dziejowe; on na tej szachownicy był tylko pionkiem. Na polskim tronie zasiadł dwukrotnie, ale rzeczywistych rządów nie sprawował nawet przez jeden dzień.

Za pierwszym razem koronę dostał z przypadku. W 1704 r. Rzeczpospolita była rozdarta wielką wojną północną: na jej ziemiach wojska szwedzkie ścierały się z saskimi i rosyjskimi. Król szwedzki, młody i zdolny wódz Karol XII obalił rządzącego w Polsce Augusta II Sasa i potrzebował figuranta na jego miejsce. Tymczasem grupa opozycyjnej wobec Sasa szlachty wysłała do niego na rozmowy wielkopolskiego magnata, 27-letniego Stanisława Leszczyńskiego.

Karol dostrzegł w nim cechy potrzebnej mu marionetki. Pod bagnetami szwedzkiej piechoty odbyła się farsa wolnej elekcji — i Stanisława wybrano na króla. Za uroczystości koronacyjne, asystę gwardii, a nawet karetę i klejnoty koronne zapłacił Karol XII.

Karol XII nie zamierzał Stanisławowi wydzielać nawet najmniejszej autonomii, a ten ani myślał się o nią starać. Wojska szwedzkie poruszały się bez przeszkód po ziemiach Rzeczypospolitej, nachodząc posiadłości szlacheckie i grabiąc wsie z żywności. Leszczyński zrzekł się nawet możliwości prowadzenia samodzielnej polityki zagranicznej. „Nie ma tu prawie żadnego autorytetu. Nie przyznaje mu się niemal nic z tego, o co prosi, w żadnej sprawie nie zasięga się jego rady” — pisał do swoich mocodawców ambasador francuski.

Listy do Karola XII Leszczyński pisał na kolanach, nie dbając oto, że przynajmniej formalnie obaj są równymi sobie głowami państw. Niezmiennie cieszył się, że „Jego Królewska Mość zechciał, abym był jego bratem i przyjacielem”. O sobie pisał jako o tym, który nawet „przez moment nie może zapomnieć o nadmiarze Jego łask”. Swoją pozycję polityczną opisywał tak: „w zupełności zależę od Waszej Królewskiej Mości, [więc] błagam, zechciej przekazać mi dyspozycje co do mojej osoby”.

Nieustannie przepraszał Szweda za to, że go nachodzi z kolejnymi prośbami — a chodziło na ogół o zwolnienie konkretnych majątków szlacheckich z kontrybucji na rzecz wojsk szwedzkich. „Grzeszę przeciwko słowu danemu Waszej Królewskiej Mości, której przyrzekłem więcej nie zabiegać o żadne uwolnienia” — pisał. Innym razem podkreślał: „mam nadzieję, że Wasza Królewska Mość łaskawie mi wybaczy, że pozwalam sobie się Jej naprzykrzać”.

Rządy króla Stanisława — o ile to słowo jest na miejscu — trwały tyle, co szwedzkie zwycięstwa, czyli do czasu klęski Karola XII z carem Piotrem Wielkim pod Połtawą 8 lipca 1709 r. Na polski tron wrócił August II, a Leszczyński uciekł do należącego do Szwedów Szczecina. Trzy lata później, pogodzony z klęską, zrzekł się korony.

Osiadł w należącym do Karola XII niemieckim Księstwie Dwóch Mostów, gdzie zasłynął głównie z zaciągania długów na utrzymanie swojego niewielkiego dworu. Po śmierci szwedzkiego króla w 1718 r. musiał się stamtąd wynieść — zamieszkał we francuskiej Alzacji. Żył z zastawiania klejnotów rodzinnych.

Nie przeszkadzało mu to objeżdżać dworów arystokratycznych w poszukiwaniu męża dla swojej córki Marii. Przedstawiał się jako polski król, który jeszcze wróci na należny mu tron. Podczas jednej z takich wizyt poznał markizę Agnès de Prie, kochankę regenta Francji Ludwika Henryka. Regent w tym czasie szukał żony dla 11-letniego Ludwika XV. Urządzono casting: sto arystokratek i księżniczek wysłało do Wersalu swoje portrety. Za sprawą markizy de Prie do domu Leszczyńskiego przyjechali dwaj lekarze, by zbadać Marię.

O zwycięstwie 22-letniej córki Leszczyńskiego zadecydowała biologia (była silna, zdrowa i zdolna rodzić następców tronu) oraz polityka (warto było mieć w zanadrzu pretendenta do polskiego tronu). W 1725 r. Maria została królową, a jej ojcu pokazano miejsce w szeregu, nie zapraszając go na wesele do Wersalu. Nawiasem mówiąc, Maria spełniła oczekiwania dynastii Burbonów, rodząc 10 dzieci; francuska korona zwieńczyła skronie trzech jej wnuków: Ludwika XVI, Ludwika XVIII i Karola X.

Po śmierci Augusta II w 1733 r. Francja postanowiła wmieszać się w politykę wschodnią, popierając kandydaturę Stanisława Leszczyńskiego. Żeby wziąć udział w elekcji, musiał on jednak dostać się do kraju, a to nie było proste. W tym celu wywiad francuski zaplanował misterną akcję. W sierpniu 1733 r. z Bretanii odpłynął w silnej eskorcie okręt Le Fleuron, wiozący na pokładzie hrabiego de Thianges, niezwykle podobnego do Stanisława Leszczyńskiego. O wyprawie było głośno, napisały o niej gazety, a na mistyfikację dali się nabrać nawet zagraniczni szpiedzy.

Tymczasem prawdziwego Leszczyńskiego przebrano w szaty ze zgrzebnej wełny, nałożono mu czarną perukę i wyposażono w dokumenty subiekta kupieckiego Ernesta Brambaka. Wspólnie z „kupcem”, panem d’Andlau, przejechali niepozornym powozem przez kraje niemieckie aż do Frankfurtu nad Odrą, gdzie Leszczyńskiego przejął — i doprowadził do Warszawy — bratanek ambasadora francuskiego.

Resztę historii o drugim królowaniu Leszczyńskiego — od zwycięskiej elekcji po ucieczkę przez gdańskie bagna — już znamy.

Przywiezionego z Prus teścia Ludwik XV osadził w świeżo zdobytej Lotaryngii: na razie miała się cieszyć autonomią pod rządami Stanisława, a po jego śmierci przejść pod kontrolę Francji jako posag królowej Marii.

W istocie krajem rządził administrator z nadania Ludwika, a Leszczyńskiemu pozostawiono działkę kulturalną. To był najszczęśliwszy okres jego życia. Nie musiał się obawiać o utrzymanie i nikt nie dybał na jego pozycję. Podobno to on spopularyzował w regionie zupę cebulową oraz maślane ciasteczka zwane magdalenkami. Mając niemal nieograniczony budżet, realizował się jako mecenas sztuki, zasłynął z zakładania fantazyjnych ogrodów, w których łączył wpływy europejskie z orientalnymi. Jego dwór w Lunéville przyciągał atmosferą intelektualną (gościli tam Monteskiusz czy Wolter), koncertami i ucztami. W Lotaryngii powstało jego najsłynniejsze dzieło „Głos wolny wolności ubezpieczający”. Kwestia autorstwa nie jest gwoli ścisłości jasna. Badający tę sprawę historyk Emanuel Rostworowski przypuszczał, że Leszczyński przeredagował tekst litewskiego szlachcica Mateusza Białłozora.

Co do jednego nie ma wątpliwości: postulaty wzmocnienia Sejmu, osłabienia liberum veto, utworzenia stałego rządu, powiększenia armii czy zniesienia pańszczyzny — były prawdziwymi poglądami Leszczyńskiego. Nawet jeśli nie stworzył oryginalnego dzieła, „Głos” był jednym z najważniejszych traktatów polskiego oświecenia. Zdefiniował słabości ustroju, tworząc punkt wyjścia dla refleksji takich myślicieli jak Stanisław Konarski czy Hugo Kołłątaj.

Króla zgubiła namiętność do palenia. 5 lutego 1766 r. o godzinie 6 rano słudzy posadzili go w fotelu przed rozpalonym kominkiem. Chcąc sięgnąć po fajkę, wychylił się i wtedy jego pikowany szlafrok wypełniony watą zajął się ogniem. Król próbował go zrzucić z siebie, ale upadł. Żadnego ze służących nie było w pobliżu, dopiero kobieta sprzątająca korytarz usłyszała krzyki starca i wezwała pomoc. 88-letni król Stanisław miał ciężko poparzoną twarz, brzuch i całą lewą część ciała.

Pomoc wezwanych lekarzy przyniosła mu chwilową ulgę — Leszczyński podyktował wtedy list do córki, w którym uspokajał, że nie zdarzyło się nic poważnego. Okolicznej ludności rozpytującej o jego zdrowie polecił rozdać chleb i wino. Niestety, w rany wdała się gangrena i dla króla nie było ratunku. Zmarł 23 lutego.

Leszczyński jest w Lotaryngii do dzisiaj mile wspominany, a w stolicy regionu Nancy stoi jego postawiony w 1831 r. pomnik. Nieprzypadkowo to właśnie tam 9 maja 2025 r. podpisano polsko-francuski traktat sojuszniczy.

Korzystałem m.in. z: Edmund Cieślak, „Stanisław Leszczyński”; Beata Maciejewska, Mirosław Maciorowski, „Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana”; Stanisław Leszczyński, „Opis ucieczki z Gdańska do Kwidzyna”.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version