Europejczycy z niepokojem patrzą na ceny gazu — i trudno się dziwić, bo wiele wskazuje na to, że zaburzenia na rynku błękitnego paliwa przyniosą najtrudniejszą zimę od 2022 r. Przyniosą także kolejne, bardzo poważne problemy dla unijnej gospodarki.

  • Ceny gazu w Europie wróciły do poziomów notowanych na początku 2023 r., a więc tuż po zerwaniu większości dostaw z Rosji.
  • Jednocześnie europejskie magazyny tego surowca mają najniższy stopień zapełnienia od 13 lat, sięgający zaledwie 67 proc., co rodzi niepokój ze względu na nadchodzący sezon grzewczy;
  • Sytuacja na rynku gazu może głęboko zaburzyć funkcjonowanie całej unijnej gospodarki i ponownie wepchnąć europejczyków w sidła inflacji.

W czwartek 10 września na europejskiej giełdzie TTF ceny gazu przebiły pułap 80 euro za MWh. To pierwsza taka sytuacja od początku 2023 r., a więc od pierwszej zimy po kryzysie energetycznym związanym z pełnoformatową agresją Rosji na Ukrainę oraz przerwami w dostawach rosyjskich surowców. Jest to efekt kilku nakładających się na siebie czynników.

Głównym powodem jest trwający konflikt na Bliskim Wschodzie i zablokowana Cieśnina Ormuz. Uderzenie USA i Izraela na Iran zaburzyło nie tylko eksport irańskich surowców energetycznych — ataki rozlały się na inne państwa Zatoki Perskiej, w tym np. na Katar, a więc na jednego z głównych eksporterów gazu. W marcu 2026 r. uszkodzono m.in. katarski hub Ras Laffan, największy ośrodek produkcji LNG na świecie. Wymusiło to całkowite wstrzymanie produkcji w hubie i objęcie dostaw z Kataru (np. do Polski) klauzulą siły wyższej. Od tamtego czasu eksport katarskiego gazu skroplonego pozostaje na śladowym poziomie. Dla przykładu: w ciągu ostatnich trzech miesięcy oficjalnie wiadomo jedynie o trzech metanowcach z Kataru, którym udało się przewieźć LNG przez Cieśninę Ormuz (miało to miejsce 11 czerwca, 29 czerwca i 7 września).

Jednakże nawet jeśli Ras Laffan pracowałby nieprzerwanie, to nie wiadomo, ile surowca udałoby się przewieźć przez Cieśninę Ormuz, która od sześciu miesięcy jest praktycznie zablokowana. Obecnie przepływa tamtędy kilka-kilkanaście statków dziennie, podczas gdy przed atakiem na Iran średnia dzienna sięgała 125 jednostek. Powoduje to istotny spadek dostaw m.in. gazu z Zatoki Perskiej na światowy rynek, podczas gdy w 2025 r. przez Cieśninę Ormuz przepłynęło 110 mld metrów sześciennych gazu w formie LNG, co odpowiadało ok. 20 proc. światowego handlu tym surowcem. Dla porównania: taki wolumen zaspokoiłby potrzeby Polski na ok. sześć lat. Ok. 90 proc. tych dostaw kupowali klienci w Azji, pozostała część trafiała do Europy (Katar odpowiadał za 20 proc. europejskich długoterminowych kontraktów na LNG).

Warto podkreślić, że w przypadku gazu nie istnieje możliwość przekierowania dostaw z Zatoki Perskiej na inne trasy (taką alternatywę znaleziono natomiast dla części eksportu ropy naftowej).

Obecnie lokalne konflikty na Bliskim Wschodzie zaczęły rozlewać się także na Morze Czerwone. W ubiegłym tygodniu bojownicy Huti działający w Jemenie zajęli jedną z wysp Hanisz, co może im pomóc uzyskać kontrolę nad cieśniną Bab el-Mandab, łączącą Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim. To jest jedna z najważniejszych arterii handlowych między Wschodem a Europą — przepływa przez nią ok. 10 proc. światowego handlu LNG.

Postępująca w ostatnich dniach eskalacja (ataki na Arabię Saudyjską, sukcesy bojówek Huti, wymiana uderzeń między Iranem i USA na wodach Zatoki Perskiej) dodatkowo zdestabilizowała rynki surowców. Analitycy spodziewają się, że najbliższe miesiące, poprzedzające wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych, mogą przynieść nasilenie napięć ze względu na determinację prezydenta Donalda Trumpa do odwrócenia niekorzystnego dla niego przebiegu konfliktu.

Zaburzenia wynikające z konfliktu w Zatoce Perskiej bardzo mocno odbiły się na europejskim rynku gazu, który od 2021 r. zmaga się z trudnościami w dostępie do surowca, a UE importuje aż 90 proc. gazu.

W czwartek 10 września ceny gazu na europejskiej giełdzie TTF sięgnęły 82 euro za MWh. To poziom ok. 10-krotnie wyższy od tego, po jakim gaz handlowany jest w USA. Jednocześnie zapełnienie unijnych magazynów gazu wciąż utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, sięgającym 67 proc. Rodzi to obawy o ceny surowca w czasie nadchodzącego sezonu grzewczego. Analitycy spodziewają się, że do końca roku gaz może kosztować w UE nawet 100 euro za MWh.

Wysokie ceny gazu bezpośrednio i szczególnie mocno uderzają w przemysł chemiczny, nawozowy, metalurgiczny, a także ceramiczny. Problem polega nie tylko na samych kosztach surowca niezbędnego do produkcji, ale także na ostatecznej konkurencyjności względem np. przemysłu chińskiego (korzystającego z taniego gazu z Rosji) czy amerykańskiego (dysponującego własnymi, potężnymi zasobami).

Co więcej, drogi gaz zwiększa w Unii Europejskiej ceny prądu. Wynika to z tzw. systemu merit order, porządkującego rynkową cenę energii względem najdroższej pracującej w danym momencie jednostki wytwórczej. To właśnie ten mechanizm stał za gigantycznym wzrostem cen energii elektrycznej w UE w latach 2022-2024, wymuszającym np. wprowadzenie mechanizmów osłonowych. Co więcej, oznacza to, że przemysł energochłonny będzie borykał się nie tylko z wysokimi cenami surowca (gazu), ale też z drogą energią elektryczną (często przedstawianą jako alternatywa właśnie dla paliw kopalnych).

Taka sytuacja tworzy bardzo silną presję inflacyjną. Jednoczesny gwałtowny wzrost cen gazu, połączony ze wzrostem cen paliw płynnych i wzrostem cen energii elektrycznej, szybko podnosi koszty w całej gospodarce. To wymusza określone działania instytucji finansowych — 10 września Europejski Bank Centralny podniósł wszystkie trzy podstawowe stopy procentowe o 25 punktów bazowych. Jednocześnie EBC podniósł prognozę średniej inflacji na 2027 r. do 2,5 proc. — to wzrost w stosunku do prognozy z czerwca o 0,3 pp.

Położenie europejskiej gospodarki jest zatem bardzo trudne. Rynki pozostają w ogromnym napięciu, które może nagle podbić szereg czynników zupełnie nieprzewidywalnych i niezależnych. Dla przykładu: wystarczy uderzenie chłodu w Hiszpanię czy Niemcy (zwiększające zużycie gazu), flauta w Europie Środkowej (obniżająca generację z energetyki wiatrowej) czy silny sztorm na Atlantyku (opóźniający dopłynięcie transportów LNG), by europejskie ceny gazu — a co za tym idzie: prądu czy produkcji — gwałtownie wzrosły. A do tej układanki dodać należy działania jawnie wrogie, jak np. sabotaże, do których mogłoby dojść na kluczowej infrastrukturze energetycznej w Europie. Sytuacja ta jasno pokazuje, jak wielkim ciężarem jest dla UE uzależnienie od zewnętrznych importów energii.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version