Torunianie z gry o awans do elity odpadli dopiero w półfinale PLS 1. Ligi. Choć ostateczny sukces w postaci brązowego medalu z pewnością warto docenić, tym bardziej że przed sezonem CUK Anioły nie były rozpatrywane w kontekście kandydatów do podium.
A jednak, w bezpośredniej rywalizacji z KKS Mickiewiczem Kluczbork, ubiegłorocznym wicemistrzem na pierwszoligowym froncie, drużyna trenera Marcina Krysia wróciła ze stanu 0:1 w rywalizacji, wygrywając kolejne dwa mecze i gwarantując sobie brązowe medale. Jedno jest pewne – historyczne krążki – w dziejach tak młodego klubu.
Łukasz Sternik o sukcesie CUK Aniołów. Ważne słowa o Wilfredo Leonie
O perspektywie rozwoju toruńskiego klubu porozmawialiśmy z człowiekiem, który w zespole pojawił się jeszcze za czasów drugoligowych, w sezonie 2022/23. Łukasz Sternik, rozgrywający, który brązowym medalem w barwach Aniołów zamknął pewien etap swojej kariery. Kiedy jednak pojawił się w Toruniu, akurat sponsorem tytularnym zostawała multiagencja ubezpieczeniowa CUK Ubezpieczenia, a na horyzoncie pojawiała się perspektywa postawienia kolejnego, ważnego kroku. Co udało się zrealizować.
Awans, do tego ćwierćfinał Pucharu Polski (ostatecznie porażka z Projektem Warszawa), aż wreszcie podium PLS 1. Ligi. Jak dużo się zmieniło na przestrzeni minionych lat?
– Jeśli mowa o organizacji, to cały czas jest to młody klub. Na pewno w Toruniu chcą się rozwijać, na różnych płaszczyznach. W niektórych wychodzi to trochę jak w życiu, czasem lepiej, ale bywają i gorsze fragmenty. Klub funkcjonuje jednak dopiero od pięciu lat, więc nie można wymagać, że zaraz będzie tu czołówka PlusLigi. Patrząc całościowo, mam wrażenie, że miejsce, w którym obecnie są Anioły, to odpowiednia przestrzeń na tym etapie rozwoju – mówi dla WPROST rozgrywający toruńskiego klubu.
Czy w Toruniu spodziewano się takiego wyniku? W pewnym momencie było już dosłownie o jedno zwycięstwo od zapewnienia sobie bezpośredniej gry o awans.
CUK Anioły zaczęły półfinałową rywalizację z BBTS Bielsko-Biała od wygranej 3:1 na swoim terenie. Dwa kolejne mecze (wyjazd i dom) padły jednak łupem bielszczan i to oni weszli do wielkiego finału.
– Nikt, totalnie nikt nie zakładał takiego wyniku. Mieliśmy sporo niewiadomych w składzie. Świetnym przykładem jest Błażej Podleśny, który większość swojej seniorskiej kariery grał za granicą, a pierwsza liga jest dosyć specyficzna i nie wszyscy się w niej odnajdują. Ale on odnalazł się świetnie, uważam, że jest fantastyczny. Do tego Luis Paolinetti. Mieliśmy w poprzednim sezonie zagranicznego zawodnika, ale to był niewypał. A w tym roku trafiło nam się bardzo dobrze w tym kontekście. Przed sezonem trudno było jednak wyrokować, jak choćby wspomniana dwójka będzie się prezentować. Dlatego przed startem grania chcieliśmy się załapać do play-off, ale raczej w okolicach szóstego-ósmego miejsca. A jak sezon pokazał, fazę zasadniczą zakończyliśmy, jako wicelider. Przepięknie to się całościowo ułożyło. Zbudowaliśmy wewnątrz zespołu taką moc, że choć czasem sportowo mogliśmy być uważani za niżej notowanych, to walecznością i serduchem przeciągaliśmy wynik na naszą korzyść – analizuje Sternik.
A czy faktycznie było blisko ogrania BBTS?
– Serce trochę boli, że nie wygraliśmy z tym Bielskiem. Ale trzeba oddać, że BBTS pokazał nam w tych dwóch meczach, że trochę nam jeszcze brakuje do finału grania o PlusLigę. Jasne, było blisko i mieliśmy swoje momenty, ale całościowo uważam, że brązowy medal jest bardzo dobrym wynikiem – dodał rozgrywający.
W kontekście Wilfredo Leona i jego zaangażowania w klub z Torunia siatkarz Bogdanki LUK Lublin i reprezentacji Polski jest jego głównym udziałowcem. Poza drużyną seniorów została utworzona również Akademia Wilfredo Leona.
Czy obecność znanego reprezentanta Polski jest odczuwalna w Toruniu? Sternik spogląda na obecność właściciela nieco szerzej, porównując, jak sytuacja wyglądała w pierwszym sezonie CUK Aniołów na zapleczu PlusLigi, a jak obecnie.
– Wilfredo w poprzednim sezonie bardziej integrował w działanie klubu. Wynikało to głównie z tego, że próbował nam jakoś pomóc. Dodać otuchy. Pamiętam, że mieliśmy spotkania, dzwonił do nas, ogólnie angażował się. Teraz wygląda to inaczej, bo z tego co słyszałem, Leon doszedł do słusznego wniosku, że nie ma się co wtrącać, jeśli coś działa. Jak idzie, to niech idzie. Obserwuje jednak nasze wyniki, udostępnia w mediach społecznościowych, to jest fajne. Chłopaki z Bogdanki LUK też zerkali w naszą stronę w trakcie sezonu, z tego co wiem. Odkąd jestem w klubie, głos Wilfredo był i jest taki sam. Jeśli jest coś potrzebne, nie dzieje się dobrze, jest jakaś sprawa, można do niego zadzwonić i on z chęcią będzie pomagał. I faktycznie, jeśli nie sam Wilfredo, to jego żona Gosia, która była też takim „łącznikiem” w wielu sprawach, to fajnie to działało – ocenił.
Wysoki poziom PLS 1. Ligi. Zaplecze PlusLigi potrafi być zaskakujące
Dodajmy, że w sezonie 2024/25 toruński zespół zajął 11. miejsce. Czyli dokładnie ostatnie dające utrzymanie w rozgrywkach, z przewagą zaledwie trzech oczek nad zdegradowaną drużyną REA BAS Białystok.
Paradoksalnie jednak Sternik uważa, że poziom rozgrywek ligowych jest z sezonu na sezon coraz wyższy.
– Jeśli chodzi o PLS 1. Ligę, to uważam, że poziom cały czas rośnie. Chociaż w poprzednim sezonie było dużo trudniej, z naszej perspektywy. Przede wszystkim spadały aż cztery zespoły. A my byliśmy beniaminkiem i trzeba było przejść błyskawiczny egzamin dojrzałości na tym poziomie. Jasne, mieliśmy wielu chłopaków ogranych na pierwszoligowym poziomie, ale do samego końca musieliśmy bić się o spokojne utrzymanie. Pamiętam, że wtedy zespół z Chełma był poza zasięgiem wszystkich zespołów. W tym roku to się trochę spłaszczyło, wyrównało, ale też mam wrażenie, że GKS Katowice nie był aż tak „napięty”, żeby wygrywać mecz za meczem. Pierwszą rundę zagrali solidną, w drugiej trochę spuścili z tonu, ale przed samym play-off podkręcili tempo. Graliśmy z nimi na końcu fazy zasadniczej, to szczerze mówiąc już byli na takim poziomie, że trudno byłoby nam do takiego doskoczyć do ich pułapu – przyznaje siatkarz.
Koniec końców, znajdzie się sporo ciekawych drużyn grających na drugim co do ważności, poziomie rozgrywek siatkarskich w Polsce. Bywa to też miejsce, w którym znajdą się te bardziej znane nazwiska, ale i zupełnie anonimowe, będące gdzieś na starcie swojego seniorskiego grania.
Tym najgłośniejszym przykładem ostatnich lat, był Jakub Nowak. Młody środkowy, który bezpośrednio z pierwszoligowej KS Lechii Tomaszów Mazowiecki, wylądował… w reprezentacji Polski, pod okiem trenera Nikoli Grbicia.
– Pamiętajmy też, że wielu chłopaków schodzi z poziomu PlusLigi na zaplecze. Wiadomo, to nie są ludzie grający pierwsze skrzypce w swoich drużynach ludzie. Albo mają już trochę lat więcej od młodszych konkurentów. Szykuje się też hitowy transfer z Lublina do Świdnika, w końcu Brazylijczyk Thales to podstawowy siatkarz Bogdanki LUK. Ciężko będzie jakiemukolwiek zespołowi przebić ten ruch. Ale to też pokazuje, że pierwszoligowe rozgrywki też są ciekawe i potrafią przyciągnąć – skwitował Sternik.
Czy kolejnym krokiem dla klubu z Torunia będzie awans do PlusLigi w niedalekiej przyszłości? Wydaje się, że to na tu i teraz jeszcze zbyt ambitne podejście, zwłaszcza że czasem warto spokojnie ugruntować swoją pozycję, żeby w pełni przygotowanym, zaatakować ten najwyższy szczyt.
Wiele było bowiem przykładów drużyn, które budowane „pod awans”, nie zdawały egzaminu. Ale też sporo tych bardziej „spontanicznych” historii, które potrafiły tym bardziej brutalnie – roztrzaskać się o codzienność w PlusLidze. Gdzie najczęściej nie ma miejsca na sportowe półśrodki.
A o tym jakie to dokładnie realia, gry w najlepszej lidze w Polsce, wie przecież sam szef CUK Aniołów.














