Dwa filary dźwigały gospodarczy ciężar wojny Rosji przeciw Ukrainie. Ropa zapewniała stały dopływ gotówki do budżetu. Złoto stanowiło poduszkę bezpieczeństwa i pomagało obchodzić sankcje. Teraz oba te filary się chwieją, a ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę to tylko część problemu.
Ukraina niemal codziennie atakuje rosyjskie rafinerie. 18 czerwca przeprowadziła — jak określili to sami rosyjscy urzędnicy — największy atak dronów na Moskwę od początku pełnoskalowej wojny. Czarny dym zasnuł południowo-wschodnie dzielnice miasta. A był to już drugi w ciągu tygodnia atak na najważniejszą rafinerię ropy w stolicy.
Eksplozje, słupy ognia i czarny dym nad rosyjską stolicą to obrazki robiące ogromne wrażenie. Ale są one znakiem cichszej, strategicznej zmiany.
Przez większość wojny, którą Putin wydał Ukrainie, jej ciężar dźwigały dwa filary. Jeden czarny, drugi błyszczący. Ropa zapewniała stały dopływ gotówki do budżetu. Złoto stanowiło ucieczkę przed systemem dolara, który Zachód zamienił w narzędzie nacisku na Rosję.
Teraz ukraińskie drony niszczą infrastrukturę będącą fundamentem pierwszego z filarów, podczas gdy rynki finansowe uderzają w podstawy drugiego.
Cena ropy Brent spadła w ciągu miesiąca o około jedną czwartą, do 70 dol. za baryłkę, a Urals — gatunek, którym Rosja faktycznie handluje — potaniał jeszcze bardziej, bo o około jedną trzecią, do poziomu nieco powyżej 60 dol. (stan na 26 czerwca).
Złoto, które w styczniu osiągnęło rekordowy poziom powyżej 5600 dol. za uncję, spadło od tego czasu poniżej 4100 dol. — najniżej od siedmiu miesięcy i znacznie poniżej szczytu ze stycznia, choć nadal jest o ponad 20 proc. droższe niż rok temu (stan na 26 czerwca).
Żaden z tych filarów jeszcze się nie zawalił. Oba jednak się kruszą.
Silnik rosyjskiej gospodarki się zatrzymuje
Ukraińska kampania dalekiego zasięgu przestała być tylko symboliczna. Zaczęła boleśnie uderzać w instalacje: rafinerie, magazyny paliw, stacje pomp i linie kolejowe, które zamieniają ropę w użyteczną energię albo pozwalają sprzedać ją z zyskiem.
Stołeczna rafineria dostarcza około jednej trzeciej paliwa dla regionu moskiewskiego. Ataki z 16 i 18 czerwca zmusiły ją do wstrzymania przerobu ropy i uszkodziły główną jednostkę destylacyjną. Reuters podał, że szkody mogą uniemożliwić wznowienie pracy rafinerii do końca roku, a przestój może potrwać nawet dłużej.
Kłęby dymu nad rafinerią w Moskwie po zmasowanym ataku ukraińskich dronów i rakiet z 18 czerwca 2026 r.
Foto: Reuters
Niezależnie od dokładnego harmonogramu, wniosek jest jasny — nawet najlepiej chroniona rosyjska przestrzeń powietrzna nie jest już bezpieczna.
Były dowódca armii USA w Europie Ben Hodges zwracał uwagę, że to strategia, a nie tylko spektakularny obrazek. W ubiegłym roku powiedział agencji Ukrinform, że Ukraina powinna dostać większe możliwości uderzeń w rosyjską infrastrukturę naftową i gazową, by „jeszcze bardziej zakłócić możliwość eksportu ropy”.
Ale Ukraina uderza w tę część wojennej gospodarki, której nie da się ratować eksportem nierafinowanej ropy. Rosja może dalej sprzedawać baryłki za granicę, ale to paliwa z rafinerii napędzają wojsko, codzienne życie miast i nadchodzące wielkimi krokami żniwa.
Tylko w maju Ukraina zaatakowała co najmniej 16 rafinerii, uderzając w osiem z dziesięciu największych w kraju i spychając przerób ropy do najniższego poziomu od 2009 r.
Presja stała się na tyle silna, że Rosja — jeden z największych eksporterów paliw na świecie — podjęła rzadki krok, jakim jest organizacja importu benzyny drogą morską. Przedłużyła też zakaz jej eksportu. A jednocześnie reglamentacja paliwa rozprzestrzenia się na stacje w Moskwie i kolejnych regionach.
Nawet język używany na Kremlu wskazuje dziś na słabość.
Putin powiedział w tym tygodniu, że ukraińskie drony nadlatują „szerokimi strumieniami” i mają na celu „destabilizację społeczeństwa”. Z kolei wicepremier Aleksandr Nowak poinformował prezydenta, że rozważane jest zawieszenie eksportu oleju napędowego w celu ochrony kierowców w kraju.
Spadające ceny surowca na światowych rynkach zaciskają pętlę od drugiej strony. W pierwszym kwartale 2026 r. federalny budżet Rosji notował deficyt w wysokości 4,6 bln rubli — to już więcej niż przewidywano na cały rok — ponieważ dochody z ropy i gazu spadły o 45 proc.
Krótki „wojenny bonus” w postaci wzrostu cen podczas amerykańsko-izraelskiej kampanii przeciwko Iranowi, dziś szybko znika. Spodziewane porozumienie USA z Iranem zapowiada powrót dostaw z Zatoki Perskiej i już obniżyło ceny na światowych rynkach.
Na dodatek wywołane atakami zakłócenia w rosyjskiej produkcji narastają w momencie, gdy środków na ich łagodzenie jest coraz mniej.
Złota poduszka Rosji
Złoto to druga połowa wojennej polisy Putina.
Od 2014 r., a intensywnie od 2022 r., Moskwa tworzyła z rezerw złota odporny na sankcje magazyn wartości. Kruszec przechowywany w kraju nie może zostać zamrożony tak, jak rezerwy dolarowe.
Po inwazji rządy Zachodu zamroziły ponad 330 mld dol. rezerw Banku Centralnego Rosji — czyli mniej więcej połowę zasobów odłożonych na wojnę — sprawiając, że złoto, do którego Rosja wciąż ma dostęp, nabrało szczególnego znaczenia.
Zamówione przez wydział ds. sankcji w brytyjskim MSZ badanie RAND wskazało złoto jako kluczowe narzędzie rosyjskiej polityki odchodzenia od dolara. Tuż przed inwazją Moskwa przeniosła swój Fundusz Dobrobytu Narodowego w całości do chińskiego juana i złota.
Ta strategia ma jednak ograniczenia. Złoto jest poduszką bezpieczeństwa, nie silnikiem napędowym. Jak stwierdzili autorzy analizy RAND, złoto „nie jest i nie stanie się zamiennikiem eksportu ropy naftowej” w generowaniu przychodów.
Może zamortyzować szok, ale nie sfinansuje wojny — zwłaszcza tak długiej, która trwa już dłużej niż I wojna światowa z lat 1914-1918.
Złoto Putina traci blask
Spadająca cena złota nie odbiera Rosji jej zapasów, ale zmniejsza poduszkę bezpieczeństwa. I to w momencie, gdy Moskwa najbardziej jej potrzebuje.
Z danych Banku Centralnego Rosji wynika, że wartość dolarowa złota osiągnęła szczyt blisko 403 mld dol. pod koniec stycznia i spadła do około 326 mld dol. na koniec maja, czyli o około 77 mld dol. (19 proc.) w ciągu czterech miesięcy.
I nie chodzi tylko o cenę. Zgłoszone przez bank centralny zapasy złota także spadły — w pierwszych czterech miesiącach roku ubyło ich o 27,9 t. Jak podaje World Gold Council cytowany przez Kitco, to największy taki spadek od 2002 r.
Natalia Milchakova, główna analityczka w Freedom Finance Global, powiedziała w maju dla „The Moscow Times”, że sprzedaże służyły — w pierwszej kolejności — pokryciu deficytu budżetowego.
To ciche powiązanie między dwoma filarami — Moskwa upłynnia swoją złotą poduszkę właśnie po to, by załatać dziurę w budżecie, którą otwiera szok na rynku ropy.
— Sprzedaż złota mogła też służyć utworzeniu rezerwy w walutach obcych — ich niedobór pojawił się na początku roku z powodu słabego eksportu — oceniła Milchakova. — Złoto wymieniono na juany.
Chiny, strategiczny partner Rosji, który zapewnił Kremlowi ekonomiczne wsparcie podczas wojny z Ukrainą, wydają się beneficjentem tych transakcji.
Złoto nadal stanowi niemal połowę rosyjskich rezerw dostępnych do użycia. Jednak poduszka bezpieczeństwa, która kurczy się z dwóch stron — z powodu spadku cen kruszcu i jego wyprzedaży — czyni sytuację naprawdę napiętą. Zwłaszcza że znaczna część zagranicznych rezerw jest zamrożona.
Rosyjska „gorączka złota”
Budowanie rezerw złota nie było tylko domeną Kremla.
Odcięte od oszczędności w euro i dolarach rosyjskie gospodarstwa domowe kupiły od czasu inwazji szacunkowo 282 tony złota. To więcej niż państwowe rezerwy Hiszpanii. Oficjalne dane World Gold Council pokazują, że popyt konsumencki wciąż rósł w 2024 r.
Dmitrij Kazakow z BCS Global Markets ujął tę zmianę wprost: po wprowadzeniu ograniczeń sankcyjnych waluty zagraniczne stały się trudniejszym narzędziem oszczędzania, więc od 2022 r. rośnie popyt na złoto.
Banki rosyjskie, dla porównania, w tym samym roku niemal o połowę zmniejszyły fizyczne zapasy złota, korzystając z rekordowych cen. A w marcu Putin podpisał dekret zakazujący eksportu większości sztabek złota powyżej 100 gramów, co urzędnicy uzasadniali walką z nielegalnym wywozem kapitału.
Państwo naprawdę przekonane o sile swojej złotej poduszki nie zamyka drzwi, by nie uciekła za granicę.
Czy Rosja traci gospodarczą odporność?
Wszystko to nie oznacza, że Rosji kończą się pieniądze. Złoto wciąż jest warte znacznie więcej niż rok temu, a ropa to nadal znaczące źródło dochodów Kremla.
Moskwa od trzech lat udowadnia, że potrafi się przystosowywać. Przekierowała eksport ropy do Chin i Indii za pośrednictwem „floty cieni” odbudowała objęte sankcjami systemy płatności i potrafiła łagodzić kolejne ciosy, które miały ją złamać.
Deficyt jest finansowany tanio dzięki krajowym pożyczkom i szacowanym 11 bln rubli w płynnych rezerwach, co sprawia, że niektórzy analitycy spodziewają się, iż Kreml wyda w tym roku więcej, a nie mniej pieniędzy.
David Axe z CEPA argumentował w grudniu, że ukraińska kampania głębokich uderzeń przyniosła mocne obrazy, ale wciąż nie miała dość siły, by zmusić Rosję do odwrotu.
W tym samym miesiącu Siergiej Wakulenko, starszy analityk berlińskiego think tanku Carnegie Russia Eurasia Center, powiedział dla CNN: — Skala szkód gospodarczych, jakie trzeba by zadać Rosji, jest prawdopodobnie większa, niż Ukraina jest w stanie obecnie wywołać.
— Uważam, że w sytuacji podbramkowej Rosja zdołałaby prawdopodobnie przetrwać nawet z połową obecnego eksportu ropy i gazu — mówił Wakulenko.
Kruszenie się filarów
Mimo wszystko dwa filary finansowej stabilności Putina stają się coraz trudniejsze w utrzymaniu. Ta teza oczywiście osłabłaby, gdyby cena ropy Urals znów zbliżyła się do 80 dol. za baryłkę, gdyby Ukraina nie była w stanie utrzymać tempa ataków przez zimę i gdyby ceny złota ustabilizowały się w okolicach obecnych poziomów.
Każdy z tych scenariuszy jest możliwy. Na razie jednak trendy wskazują coś odwrotnego.
Umowa społeczna Putina z Rosjanami zawsze opierała się na obietnicy, że wojna będzie daleko, pod kontrolą i nie będzie ich wiele kosztować. Ataki dronów na rafinerię w Moskwie, dymy nad stołecznym horyzontem, spadające ceny ropy i kurcząca się złota poduszka bezpieczeństwa sprawiają, że utrzymanie tej umowy staje się coraz trudniejsze.
Dwa filary wciąż stoją. Są jednak słabsze, niż Kreml chciałby je widzieć. I bliższe runięcia niż kiedykolwiek.
Tekst opublikowany w amerykańskim „Newsweeku”. Tytuł, lead i śródtytuły od redakcji „Newsweek Polska”.





