Potrafi jak nikt przeszukiwać bazy danych oraz wyznaczać wojsku i policji cele do pojmania bądź likwidacji. Ale Europa coraz bardziej obawia się usług spółki założonej przez CIA i ekscentrycznego amerykańskiego miliardera. Tymczasem polskie ministerstwo obrony niedawno podpisało z Palantirem umowę.

Kończy się atomowa era odstraszania, lada chwila zacznie się nowa, oparta na AI”.

„Nie warto zastanawiać się, czy broń sterowana AI powstanie, ale kto ją zbuduje i w jakim celu”.

„Niektóre kultury tworzą istotny postęp, inne są dysfunkcjonalne i wsteczne. A jednak wszystkie są dziś równe, zakazana jest krytyka i ocenianie”.

„Powinniśmy oprzeć się płytkiej pokusie pustego pluralizmu”.

To nie fragment programu skrajnie prawicowej partii, tylko część 22-punktowego manifestu, który zamieściła 18 kwietnia na X firma Palantir, podkreślając, że to streszczenie książki „The Technological Republic”, napisanej przez prezesa firmy Alexa Karpa do spółki z Nicholasem Zamiską.

W świecie Tolkiena palantiry były stworzonymi przez elfów artefaktami, pozwalającymi widzieć i czytać myśli na odległość. Najbardziej znany pozwolił mrocznemu władcy — Sauronowi — kontrolować poczynania czarodzieja Sarumana. Tak palantir zadziałał na jednego z hobbitów:

„Pippin przykucnął, podciągnąwszy wysoko kolana i ścisnął kulę między nimi. Pochylony nad nią chciwie, wyglądał jak łakome dziecko, które z pełną miską uciekło w kąt z dala od rówieśników. Odwinął płaszcz i spojrzał. Powietrze dokoła jakby zastygło i stężało pełne napięcia. Zrazu kula była ciemna, czarna jak agat, tylko jej powierzchnia lśniła odblaskiem księżyca. Potem w środku kuli coś drgnęło i rozżarzyło się lekko, a świetliste jądro przykuło wzrok hobbita, tak że już nie mógł oderwać oczu. Wkrótce całe wnętrze płonęło. Pippin miał wrażenie, że albo kula wiruje, albo też światła w niej obracają się z zawrotną szybkością. Nagle wszystko zgasło. Hobbit krzyknął, szarpnął się, lecz na próżno; nie mógł wyprostować grzbietu, zgięty wpół ściskał oburącz kryształ. Schylał się coraz niżej, aż w końcu zdrętwiał zupełnie. Długą chwilę poruszał wargami, nim dobył głosu. Z krótkim, zdławionym okrzykiem padł na wznak”.

Narzędzia Palantir Technologies, bazujące na sztucznej inteligencji i biznesie big data, także pozwalają w pewien sposób „widzieć na odległość” i zobaczyć to, czego obserwowana osoba nie chciałaby pokazać. ELITE, narzędzie firmy dla amerykańskich służb imigracyjnych, pozwala nie tylko wskazać na mapie osobę, którą funkcjonariusze są zainteresowani — ale także podać o niej dokładne informacje, miejsce jej zamieszkania czy śledzić ją w drodze do pracy.

Kontrowersje budzi nie tylko samo działanie programu, ale także źródło posiadanych wiadomości — system zawiera dane wprowadzone przez funkcjonariuszy podczas działań operacyjnych, ale też informacje z różnych baz danych, łącznie z tymi zdobytymi w trakcie pandemii, w związku ze współpracą z amerykańskim systemem ochrony zdrowia. Wystarczyło odwiedzić lekarza, by trafić na celownik ICE.

Działanie aplikacji, przez jednego z funkcjonariuszy przyrównanej do Google Maps, opisywałam w serwisie OKO.press: użytkownik wybiera cel na podstawie wybranych kryteriów, np. zachowanie interesującego go człowieka czy jego lokalizacja. Program pokazuje imię, nazwisko i miejsce zamieszkania wskazanego „celu”, a nawet sugeruje, których funkcjonariuszy najlepiej oddelegować do danego zadania. Aplikacja ułatwia przeprowadzenie obławy na większe skupiska ludzi, informując nie tylko o tym, ile osób mieszka na wskazanym przez funkcjonariusza obszarze, ale także jakie jest prawdopodobieństwo zastania ich tam w planowanym terminie.

Kontrowersje budzą także założyciele Palantira: Peter Thiel i Alex Karp. Pierwszy z nich jest nie tylko zwolennikiem Donalda Trumpa oraz promotorem kariery biznesowej i politycznej J.D. Vance’a (do spółki z Elonem Muskiem). Wspiera też finansowo kampanie wyborcze republikanów, żywi głęboką niechęć i do „ideologii Doliny Krzemowej”, i do socjalizmu, a inicjatywy na rzecz różnorodności nazywa „złymi i głupimi”. Jednocześnie obawia się… stagnacji, zwłaszcza technologicznej. Szansę na jej przełamanie widzi właśnie w sztucznej inteligencji i w polityce Trumpa. Łączy poglądy transhumanizmu z chrześcijaństwem — za ideał uważając możliwość transformacji ludzkiego ciała w nieśmiertelną formę, przy jednoczesnych przemianach duchowych. Przestrzega przed „Antychrystem”, którego widzi… w Grecie Thunberg, i przypomina, że sloganem „Antychrysta” są „pokój i bezpieczeństwo”, kojarzone z czasem stagnacji.

Alex Karp z kolei rozwodził się ostatnio nad wpływem sztucznej inteligencji, która ma pozbawić pracy — a przez to także wpływu politycznego — przede wszystkim osoby stanowiące elektorat Partii Demokratycznej: ludzi z wyższym wykształceniem humanistycznym, często kobiety. Można by to potraktować jako ostrzeżenie, gdyby nie to, że Karp wprost określa Palantir mianem firmy „anty-woke”.

„Nie interesują nas dyskusje. Jesteśmy dumni ze swojej roli w tym, że amerykańscy mężczyźni i kobiety wracają bezpiecznie do domu. Czasami oznacza to, że ludzie strony przeciwnej nie wracają do domu” — powiedział Karp z dumą niedługo po tym, jak ofiarami amerykańskiego ataku padły uczennice szkoły w Iranie.

Thiel i Karp poznali się podczas studiów prawniczych na Stanfordzie. Nie wiedzieli wtedy, że staną na czele jednej z najbardziej kontrowersyjnych korporacji świata — byli zajęci długimi dysputami.

Karp widział w sobie socjalistę, który czuł się źle wśród kolegów skupionych na karierze. Był introwertykiem, synem żydowskiego pediatry i artystki afrykańsko-amerykańskiego pochodzenia. Rodzice, wedle samego Karpa „hipisi”, mieli go nieraz zabierać na polityczne protesty. Zafascynowany niemiecką doktryną społeczno-filozoficzną, nie zdecydował się na karierę w branży technologicznej, lecz udał się do Niemiec, by tam zrobić doktorat z teorii społecznej. Mawiał potem, że podjął w dorosłym życiu tylko dwie dobre decyzje: wyjazd do Niemiec i założenie Palantira. „Napędza go strach — pisze Michael Steinberger, dziennikarz „New York Timesa”, w książce „The Philosopher in the Valley: Alex Karp, Palantir, and the Rise of the Surveillance State”. — Stworzył Palantir, aby uczynić świat bezpieczniejszym dla siebie lub dla ludzi takich jak on”.

Karp zdaje się z jednej strony obawiać tendencji faszyzujących, a z drugiej — podkreśla wyższość własnej cywilizacji. W 2025 r., powołując się na Samuela Huntingtona, w liście do inwestorów wprost napisał, że Zachód urósł nie dzięki przewadze idei czy wartości, lecz dzięki stosowaniu zorganizowanej przemocy.

To właśnie w Niemczech odnalazł go dawny kolega ze studiów, szukając wspólnika. „Nie jestem pewien, czy Alex był do tego idealną osobą, ale był najlepszą z osób, które znałem” — powiedział Thiel Michaelowi Steinbergerowi.

W tym duecie to Thiel odgrywa rolę złego policjanta. Nie wierzy, że demokracja i wolność dadzą się pogodzić. Jest konserwatywnym libertarianinem (który ubolewał nad przyznaniem kobietom praw wyborczych), zagorzałym zwolennikiem Trumpa (w opozycji do Karpa, wyborcy demokratów), zdeklarowanym chrześcijaninem pozostającym w homoseksualnym związku. Jest orędownikiem wolności słowa, ale w 2016 r. po cichu dał pieniądze Hulkowi Hoganowi na pozew, który doprowadził do upadłości plotkarski serwis Gawker. To była zemsta za to, że Gawker kiedyś Thiela wyoutował. Thiel to jeden z filarów Doliny Krzemowej — był nie tylko jednym z pierwszych inwestorów Facebooka, ale też współzałożycielem PayPala.

Doświadczenia z PayPala zainspirowały go do założenia Palantir Technologies. Uważał, że narzędzia używane do walki z oszustwami finansowymi można wykorzystać do zwalczania terrorystów. Firma powstała w 2003 r. Po atakach z 11 września w USA i nie tylko szukano rozwiązań na pokonanie wroga, ale też na stosowanie skutecznej i masowej inwigilacji obywateli pod pretekstem dbania o ich bezpieczeństwo. Thiel trafił ze swoim pomysłem w dobry moment historii i otrzymał finansowanie In-Q-Tel, funduszu venture capital powiązanego z CIA. Dzięki temu agencja wywiadowcza uzyskała dostęp do narzędzi rozwijanych przez Palantir, Palantir zaś — dostęp do analityków CIA.

Palantir rzeczywiście pozwala zobaczyć więcej niż inne narzędzia. Pod tym względem na myśl bardziej przywodzi uniwersum Orwella niż Tolkiena. Już pojedyncze firmy czy instytucje gromadzą zastraszającą ilość informacji o obywatelach. Jednak do tej pory profil na Facebooku nie był powiązany z lekarską kartą pacjenta, uczelnianym rejestrem czy informacjami z monitoringu miejskiego. Palantir zaoferował klientom narzędzie do analizy i integracji danych z różnych, niepowiązanych rejestrów, obsługiwane za pomocą przyjaznego interfejsu.

Tę samą taktykę można zastosować podczas działań wojennych, zwłaszcza że amerykańska armia współpracuje z innymi podmiotami, co pozwala włączyć ich narzędzia w działania wojskowe i zintegrować z produktami Palantira. Chodzi m.in. o popularne chatboty.

Na jednej z niedawnych konferencji przedstawiciele Palantira zaprezentowali możliwości systemu Maven: przyjazny i jednolity interfejs, integracja danych z różnych źródeł, udział w całym łańcuchu „procesu decyzyjnego” — od oceny sytuacji, poprzez logistykę, ze wskazaniem celu i jego unieszkodliwianiem. Można wskazać cel do zbombardowania na podobnej zasadzie, na jakiej wskazuje się człowieka do deportacji.

Alex Karp podkreślił, że Palantir powstał, aby zapewnić amerykańskim żołnierzom „nieuczciwą przewagę” względem wrogich sił. „Tak, naprawdę im dokopiemy. I jestem z tego dumny” — dodał.

Tego typu deklaracje już nie szokują — od początku Palantir stawia się niejako w kontrze do reszty amerykańskich big techów, zarzucając im konsumencko-biznesowe nastawienie i obojętność względem obronnych potrzeb państwa.

Retorykę przedstawicieli korporacji, deklarujących chęć ratowania Zachodu przed zagrożeniem z zewnątrz, zdaje się przyjmować nie tylko amerykańska administracja, ale też część europejskich służb i polityków, ignorujących zagrożenia oraz krytykę pod adresem firmy. Skuszeni atrakcyjną ofertą, niczym tolkienowski hobbit „nie mogą oderwać oczu” od Palantira i ignorują fakt, że „wnętrze płonie”.

Dziennikarka Sharon Weinberger na łamach „New York Magazine” opisała sposób, w jaki przedstawiciele firmy, wykorzystując biznesowo-marketingowe doświadczenie, zdobywali wpływ w jednostkach wojskowych, oferując za darmo swoje narzędzia i przeszkolenie.

Tę samą metodę zastosowano później w trakcie pandemii, oferując europejskim rządom darmowe wsparcie w zarządzaniu epidemią. Oprogramowanie Palantira ułatwiało zarządzanie szpitalami, przychodniami czy rejestracją na szczepienia. Przedstawiciele europejskich rządów, skuszeni darmowymi i tanimi ofertami, nie zadawali zbyt wielu pytań. W Grecji umowy z Palantirem nie ujawniono przez dziewięć miesięcy.

Nimb tajemniczości i niejasności ciągnie się za firmą od początku. Według jednego z popularnych mitów Alex Karp miał uzyskać doktorat pod okiem niedawno zmarłego Jürgena Habermasa — co nigdy nie miało miejsca. Milczenie jest złotem, pozwalającym interpretować fakty na swoją korzyść. Nie wiadomo, czy narzędzi Palantira użyto do obławy na Osamę bin Ladena lub niedawnego ataku na żeńską szkołę w Iranie — zawsze jednak można przesuwać narrację w stronę, która akurat się opłaca. Można też przemilczeć kontrowersje i skupić się na samych superlatywach. Saruman także udawał przyjaciela Gondoru tak długo, jak było to dla niego korzystne.

Brak pełnej jawności w przypadku działań dla wojska czy wywiadu nie wydaje się niczym kontrowersyjnym. Tyle że Palantir oferuje usługi także podmiotom prywatnym (np. Airbus) czy kojarzonym ze służbą typowo publiczną (system opieki zdrowotnej NHS w Wielkiej Brytanii, policja w Niemczech czy gospodarowanie odpadami w Hiszpanii).

Mimo bezrefleksyjnego podejścia polityków krytycy wciąż podnoszą problem zagrożeń związanych z uzależnianiem europejskich usług od tej amerykańskiej korporacji. Chodzi o sprawy związane z ochroną danych wrażliwych, które wpadną w ręce firmy powiązanej z obcym wywiadem, o zagrożenia związane z brakiem zaufania do instytucji — gdy ofiara wypadku czy pacjent ma świadomość, że wszystko, co powie, może zostać umieszczone w systemie Palantira i wykorzystane w niewiadomy sposób. Są też wreszcie kwestie związane z suwerennością i bezpieczeństwem narodowym. Czy powinno się uzależniać nasze możliwości obronne od kosztownych rozwiązań firmy wiernej amerykańskiemu prezydentowi, który otwarcie odgraża się europejskim państwom i udowadnia, że może odciąć Europejczyków od usług amerykańskich firm?

Dziennikarze „Guardiana” i „Spiegla” dotarli do dokumentów, w którym policjanci z Europolu wyrażali niezadowolenie z usług firmy, skarżąc się na problemy z wydajnością i łańcuchem dostaw. Europejska policja, potrzebująca narzędzi do przechowywania i analizy danych, w grudniu 2012 r. podpisała umowę z firmą Capgemini, która dostarczała służbom oprogramowanie Palantira. Rozwiązania do tego stopnia nie spełniały oczekiwań europejskich funkcjonariuszy, że rozważano nawet wejście na drogę sądową. Skończyło się na ugodzie, a Europol zrezygnował z korzystania z części usług Palantira.

Z kolei dziennikarze szwajcarskiego serwisu Republik ujawnili powody, dla których tamtejsza armia odmówiła współpracy z firmą Karpa. Redakcja Republik została przez firmę pozwana.

Wątpliwości mają nie tylko Szwajcarzy. W Niemczech wciąż nie podjęto decyzji o zakupie konkretnych rozwiązań dla BKA (Federalnego Urzędu Kryminalnego) czy policji. Mimo że oferta Palantira spełniała wymagania, rząd, świadomy kontrowersji, postanowił na spokojnie przeanalizować różne możliwości. Brytyjczycy z kolei, którzy podpisali z Palantirem wart 330 mln funtów kontrakt na zarządzanie danymi w NHS, badają możliwość wycofania się z tej umowy.

Zmagania szwajcarskich instytucji z amerykańskim big techem opisał Marcin Rybak na łamach serwisu gohack.in, w artykule pod tytułem: „Szwajcaria odrzucała Palantira 9 razy. Polska podpisała umowę bez pytań”. Chodzi o list intencyjny, który Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało z Palantirem pod koniec października ubiegłego roku.

Rybak wspomina o obszernym raporcie, w którym szwajcarscy wojskowi zwracali uwagę, że współpraca z firmą oznaczałaby zbyt duże ryzyko, i zalecali szukanie alternatyw. Raport ostrzega m.in. przed rosnącymi kosztami czy przed ryzykiem powierzenia danych firmie, która może udostępnić je amerykańskim służbom wywiadowczym. W dokumencie możemy przeczytać, że transmisja danych, na których bazują systemy, byłaby trudna do realizacji na prawdziwym polu walki. Marcin Rybak zastanawia się: „Czy ktokolwiek w MON przeczytał raport szwajcarskiej armii?”.

Poprosiłam MON o komentarz. Zapytałam o zakres umowy z Palantirem, dane przekazywane do systemów firmy oraz o to, czy ministerstwo zapoznało się z raportem szwajcarskiej armii. Oto odpowiedź resortu: „Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało z firmą Palantir list intencyjny, stanowiący formalizację prowadzonego wcześniej dialogu technicznego. Celem tego etapu jest ocena, czy rozwiązania oferowane przez firmę mogą w przyszłości wspierać procesy analityczne i decyzyjne w Siłach Zbrojnych RP.

List intencyjny ma charakter niewiążący i nie rodzi żadnych zobowiązań między stronami, w szczególności w zakresie wyboru partnera do pozyskania i wdrożenia konkretnych produktów lub usług. Ewentualne zobowiązania mogą powstać dopiero po zawarciu stosownych, ostatecznych umów przez upoważnionych przedstawicieli obu stron.

Jednocześnie zapewnione jest zachowanie wymogów dotyczących ochrony informacji oraz bezpieczeństwa przetwarzania danych. Technologia oferowana przez Palantir nie wymaga wykorzystania zewnętrznych podmiotów ani rozwiązań, które mogłyby naruszać bezpieczeństwo danych przetwarzanych w systemach resortu obrony narodowej”.

Choć w uniwersum Tolkiena używanie potężnych kul dawało nieporównywalne z niczym innym możliwości, władcy Gondoru zaprzestali korzystania z palantirów. Gdy jeden z kamieni wpadł w ręce Saurona, obawiali się, że ten wykorzysta go, by nagiąć ich do swojej woli. Czy władcy europejskich państw wykażą się podobną dalekowzrocznością?

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version