Gdyby strategie tworzone przez Komisję Europejską i ich zatwierdzenie przez rządy członkowskie oraz Parlament Europejski zależały od wiedzy naukowej, faktów oraz woli obywateli, to Zielony Ład zostałby porzucony trzy lata temu. Zaraz po tym, jak w marcu 2023 r. ukazała się szósty „Raport syntetyczny” IPCC – Międzyrządowego Zespołu ds. Zmiany Klimatu.
Zajmuje się on analizowaniem wszystkiego, co opublikowano w literaturze naukowej na temat zmian klimatycznych. Przejdźmy więc do rozdziału „Podsumowanie dla decydentów” i przeczytajmy kluczowe konkluzje. Pierwsza brzmi:
„Z punktu widzenia nauk fizycznych, ograniczenie globalnego ocieplenia spowodowanego działalnością człowieka do określonego poziomu wymaga ograniczenia skumulowanej emisji CO2, osiągnięcia co najmniej zerowej emisji netto CO2, a także znacznej redukcji emisji innych gazów cieplarnianych”.
Po niej następuje kolejna, mówiąca, że aby zmiany klimatu nie były trwałe i głębokie trzeba by przeprowadzić: „natychmiastową redukcję emisji gazów cieplarnianych we wszystkich sektorach w tej dekadzie”.
Zauważmy, że kraje Unii odpowiadają za ok. siedem proc. globalnej emisji gazów cieplarnianych, a pulę 50 proc. dzierżą: Chiny, USA i Indie. Przy czym w tej dekadzie Stany Zjednoczone odnotowały ok. jeden proc spadku emisji, Chiny stabilizację, a Indie sukcesywny wzrost.
Wniosek jest więc oczywisty. Trwałe, głębokie i nieodwracalne zmiany klimatyczne są nieuchronne. Natomiast Unia Europejska zamiast uczynić swym priorytetem adaptowanie się do nich oraz budowanie odporności, „przepala” fundusze na zapobieganie. To jakby stać pod zaporą z coraz większą liczbą dziur i próbować zatykać kolejne. Choć gołym okiem widać, że już się tamy nie obroni. Musi pęknąć, a woda zaleje i utopi zafiksowanego na łataniu dziur nieszczęśnika. Ale ma on jeszcze trochę czasu, żeby otrzeźwieć i zacząć się na serio ratować.
Zdążyć przed zmianą
Mieszkańcy Europy po epoce lodowcowej już kilkukrotnie musieli przystosowywać się do skutków głębokich zmian klimatycznych. Acz dotąd czynili to, gdy zmiany były już bardzo daleko posunięte, a oni doświadczyli katastrof ekonomicznych oraz politycznych.
Naukowe monografie poświęcone historii klimatu jako dwie najważniejsze wskazują:
-
Załamanie pogodowe w II w. naszej ery, które przyniosło ochłodzenie i wieloletnie susze oraz „małą epokę lodową” po 1314 r. Susze i zimno zainicjowały krach ekonomiczny Imperium Rzymskiego oraz wielką wędrówka ludów, która zmiotła jego zachodnią część.
-
Gwałtowne ochłodzenie w XIV przyniosło klęski głodu, złamanie gospodarcze w Europie zachodniej, niekończące się wojny i pojawienie się dżumy.
W 100 lat liczba mieszkańców Starego Kontynentu zmalała z ok. 90 mln do niewiele ponad 40 mln. Po każdej z klimatycznych katastrof następował okres adaptacji, gdy mieszkańcy Europy zmieniali bardzo dużo, aby przetrwać. W przypadku „małej epoki lodowej” podzielona na setki autonomicznych państewek Europa zaczęła się szybko konsolidować. Nadeszła era wielkich, scentralizowanych mocarstw: Hiszpanii, Francji, Anglii, Austrii.
Obecne lato komunikuje swymi skutkami, że najwyższa pora, by znów zabrać się za budowanie odporności na nadciągające zmiany. Wymaga tego choćby: susza, zagrożenie pożarami, spadek poziomu rzek. To przekłada się m.in. na produkcję żywności oraz energii. Na tym ostatnim przykładzie najlepiej widać nowe ryzyka.
Stałe zwiększanie mocy uzyskiwanych z OZE nie wygenerowało cudu sprawiającego, że te źródła energii przestały być zależne od dostępu do promieni słonecznych oraz wiatru.
Ich niestabilność oraz wysokie koszty systemowe muszą niwelować elektrownie klasyczne. Te zasilane energią jądrową oraz węglem wymagają dużo wody – jako chłodziwa oraz nośnika ciepła. Większość z nich jest już bardzo wiekowa. Budowano je w innej epoce klimatycznej w pobliżu wielkich rzek. A te tego lata wysychają. Zatem elektrownie muszą być wyłączane. Tak jak w tym tygodniu węgierska elektrownia jądrowa w Paks, zapewniająca krajowi połowę potrzebnej energii.
Kluczowy błąd w Zielonym Ładzie
Skoro w Dunaju brakuje wody, może ona pracować maksymalnie na 11 proc. swej całkowitej mocy. Nie lepiej dzieje się w Rumunii z tamtejszą elektroniką jądrową Cernavodă. Zatem nad obu państwami wisi groźba blackoutu. I może się on rozlać na całą Europę Środkową.
A teraz zestawmy ten kryzys z potrzebami Starego Kontynentu. Rewolucja AI, wzrost liczby aut elektrycznych, zapotrzebowanie na energię podczas upałów, itd, wymuszają zwiększenie jej produkcji. Jednocześnie, by gospodarki krajów Unii choć trochę dotrzymały kroku chińskiej, musi ona być dużo tańsza.
Zmiany klimatyczne odczuwalnego tego lata dowodzą, że należy w systemie energetycznym maksymalnie dywersyfikować źródła prądu. Tak aby się uzupełniały w momentach kryzysowych. Tymczasem założenia Zielonego Ładu to uniemożliwiają. I tu problem okazuje się szerszy. Ponieważ uniemożliwiają one także inne rodzaje szybkiego adoptowania się do konsekwencji zmian klimatycznych.
Miliardy wyrzucone w błoto?
„Być może przemysł stalowy zainwestował miliardy na darmo. Według badań inwestycja w zieloną stal z Niemiec jest zagrożona porażką” – donosił we wtorek „Handelsblatt”. Jak się okazało, bezemisyjna stal wytapiana dzięki wodorowi jest za droga i będzie za droga.
„Badanie przeprowadzone przez firmę konsultingową PwC podważa strategię niemieckiego przemysłu stalowego – a tym samym miliardowe dotacje od rządu federalnego. Znaczna część produkcji będzie nieopłacalna w obecnej formie we wszystkich możliwych scenariuszach na przyszłość” – wyjaśniał „Handelsblatt”.
Tak dzieje się powoli ze wszystkim, jeśli chodzi o wdrażanie w życie założeń Zielonego Ładu. Gospodarki krajów Unii, na czele z niemiecką są coraz mniej konkurencyjne wobec gospodarek: Chin, Indii i USA.
Rozbudowa mocy z OZE nie przynosi spadku cen energii. Przemysł samochodowy na czele z największym koncernem motoryzacyjnym Starego Kontynentu – Volkswagen Group jest wypierany nawet w rodzimego rynku. Ów proces zaczyna przypominać egzekucję, którą wykonują na nim chińskie korporacje. Nie lepiej wygląda sytuacja w branży stalowej i chemicznej.
Spójrzmy jeszcze na centra danych, niezbędny przecież element rewolucji AI. Ich łączne zapotrzebowanie na moc w USA wynosi ok. 53,7 GW, a w całej UE niewiele ponad 3 GW. Tymczasem rozbudowa tego sektora wymaga dostępu do wody (jako chłodziwa) oraz mnóstwa prądu. Centra danych w USA zużywają obecnie około 170 TWh (terawatogodzin) energii elektrycznej rocznie. Cała Polska ok. 180 TWh.
Ale w Unii budowa nowych elektrowni jest uwarunkowana wskaźnikiem emisji dwutlenku węgla i całym systemem zapisów prawnych oraz podatków. Podobnie jak wytwarzanie: stali, cementu, nawozów, substancji chemicznych, etc, etc. Dzięki mrówczej pracy Komisji Europejskiej powstał system uniemożliwiający rozwijanie tego, co emituje CO2. Przy jednoczesnym wspieraniu tego, co „nie emituje”.
Firma doradcza Alphalex-Consult GEIE obliczyła, że unijne instytucje wydały na Europejski Zielony Ład około 406,15 mld euro w latach 2023-2026. Dodajemy do tego drugie tyle z budżetów krajów członkowskich. Nie powinno więc dziwić, że na budowanie odporności środków brak.
UE potrzebuje kopernikańskiej rewolucji
Mało kto ma tego świadomość, ale po raz pierwszy ze strategią budowania odporności na zmiany klimatyczne Komisja Europejska zmagała się jeszcze w 2014 r. Ta aktualna pt. „Budując Europę odporną na zmianę klimatu – nowa Strategia UE w zakresie przystosowania się do zmiany klimatu” została przyjęta 24 lutego 2021 r. Po czym przez ostatnie pięć lat naprodukowano w Brukseli sporo dokumentów z nią związanych, o których mało kto wie. Ale przynajmniej tworzone są ramy prawne wspólnej polityki adaptacyjnej i budowana jest baza wiedzy o zachodzących zmianach.
Natomiast priorytetem, stale obecnym w mediach, pozostaje Zielony Ład. To wedle jego zasad przekierowuje się publiczne fundusze oraz prowadzi inwestycje. Zaś głównym wskaźnikiem stopnia realizacji oraz skuteczności pozostaje wskaźnik emisji CO2.
Tak bowiem działają wielkie aparaty biurokratyczne, gdy już zostaną odpowiednio zaprogramowane. Urzędnicy dzień po dniu realizują instrukcje, napisane na podstawie głównej strategii, po czym rezultaty mierzy się przy użyciu prostych wskaźników. To, jak wygląda otaczająca aparat biurokratyczny rzeczywistość, ma drugorzędne znaczenie.
Jednocześnie im większe pieniądze się wydaje, tym potężniejsze stają się grupy interesów, które bogacą się dzięki nim. One wraz z aparatem biurokratycznym dbają, żeby wytyczony kierunek stał się oczywisty dla polityków, mediów oraz wyborców. Gdy ta wielka maszyneria się rozpędzi, nawet korygowanie kierunku, w jakim zdąża, stwarza olbrzymie problemy. Acz jeśli oderwie się ona nazbyt mocno od rzeczywistości, to korekta w końcu nadchodzi sama. Przeprowadza ją głęboki kryzys ekonomiczno-polityczny lub totalna katastrofa.
Chcąc jej uniknąć, należałoby jak najszybciej zrezygnować z Zielonego Ładu i opracować zupełnie nową strategię budowania odporność Wspólnoty Europejskiej na to, co niesie ze sobą przyśpieszająca zmiana klimatu. Zakres wyzwań jest ogromny, bo wzrost średnich temperatur i susza wymuszają przebudowę dosłownie wszystkiego, żeby Stary Kontynent mógł pozostać konkurencyjny ekonomicznie, bezpieczny żywnościowo i zdolny do obrony swych zewnętrznych granic.
Tak muszą wyglądać priorytety, a nie wysokość emisji CO2, który to wskaźnik powinien zostać w Brukseli zakazany.
Andrzej Krajewski







![Wojna na Ukrainie. To moje drony atakują Rosję [OPINIA] Wojna na Ukrainie. To moje drony atakują Rosję [OPINIA]](https://i.iplsc.com/-/000N52FP51M6YBOI-C461.jpg)





