Jarosław Kaczyński uwielbiał toczyć z nim długie rozmowy, to, co mówił Mateusz Morawiecki, bardzo prezesowi imponowało. Nikt jednak w PiS takiej sprawności po byłym premierze się nie spodziewał. Ale mosty nie zostały ostatecznie spalone, według ludzi Morawieckiego możliwa jest w przyszłości koalicja z PiS.

Mateusz Morawiecki ograł Jarosława Kaczyńskiego, co — trzeba przyznać — do łatwych rzeczy nie należy. Do tej pory to prezes był rozgrywającym w polskiej polityce. W ostatnich tygodniach role się odwróciły i Kaczyński został rozegrany przez Morawieckiego, sprawcę największego rozłamu w 25-letniej historii PiS.

Dramaturgii sprawie dodaje fakt, że rdzawy nóż wbił w plecy prezesa człowiek, o którym swego czasu mówiło się w PiS, że Kaczyński go niemal „usynowił”. Zresztą prezes był naprawdę Morawieckim zafascynowany. Uwielbiał toczyć z nim długie rozmowy, w czasie których były szef banku roztaczał przed nim wielkie rozwojowe wizje. Kaczyńskiemu, który na gospodarce się nie zna, bardzo to imponowało. W jednym z wywiadów żartował nawet, że Morawiecki tyle pracuje, iż zamiast żył ma pewnie kable, jak robot.

Być może sukces byłego premiera polega w tym, że nikt się po nim nie spodziewał takiej politycznej sprawności. W partii uchodził za niezbyt charyzmatycznego bankstera i mimo że przez sześć lat był szefem rządu, wciąż przez starą gwardię był traktowany jak ciało obce. Tymczasem Morawiecki nie tracił czasu. Kiedy dwór z Nowogrodzkiej coraz bardziej odcinał prezesa od świata, Morawiecki zapraszał do siebie posłów, dla każdego znalazł chwilę na rozmowę i poklepanie po plecach. Tak zbudował całkiem pokaźne stadko wiernych żołnierzy.

Jak wielkim szokiem dla PiS był ten rozłam, najlepiej świadczy erupcja emocji wśród „maślarzy” Jacka Sasina i wykwity intelektu Jacka Kurskiego, który z najdłużej urzędującego premiera Prawa i Sprawiedliwości próbował zrobić agenta Donalda Tuska i Niemiec. To nie trzyma logiki. Niestety, panie Jacku, nawet ciemny lud tego nie kupi.

Morawiecki skalkulował, że skoro Kaczyński stawia na Przemysława Czarnka i licytowanie się na radykalizm z dwiema Konfederacjami, to przestrzeń dla niego się kurczy. A już na pewno w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma szans ponownie zostać premierem. Dlatego postanowił iść na swoje. Nie oznacza to jednak, że mosty z PiS zostały ostatecznie spalone. Według ludzi Morawieckiego możliwa jest w przyszłości koalicja z PiS.

Ta przyszłość wcale nie musi być odległa. Może dotyczyć nawet najbliższych wyborów, szczególnie gdyby w budowę szerszej prawicowej listy do parlamentu zaangażował się prezydent Karol Nawrocki. W pałacu na rozłam w PiS patrzą bardzo spokojnie. Nie jest tajemnicą, że Morawiecki ma dobre relacje z prezydentem. Wiceszefem kancelarii Nawrockiego jest Adam Andruszkiewicz, były działacz Młodzieży Wszechpolskiej i Ruchu Narodowego, którego Morawiecki ściągnął do swojej kancelarii, będąc premierem.

Z punktu widzenia Nawrockiego rozłam PiS może być bardzo poręczny. Kaczyński przestaje być hegemonem na prawicy i jedynym punktem odniesienia. Jeśli poparcie dla PiS na trwałe spadnie poniżej 20 proc., a Morawieckiemu uda się w sondażach dobić w ok. 10-12 proc., pojawi się przestrzeń na rozmowy. Wtedy Nawrocki wejdzie cały na biało jako patron szerokiego prawicowego porozumienia na wybory. Jego elementem może być prawicowy pakt do Senatu, który pozwoliłby odbić izbę wyższą z rąk koalicji 15 października, i dwie lub trzy listy do Sejmu — w zależności od tego, czy Braun byłby w stanie porozumieć się z Krzysztofem Bosakiem i Sławomirem Mentzenem. Z jednej listy startowałaby koalicja PiS i Rozwój Plus, a z drugiej (lub dwóch kolejnych) — obie Konfederacje. Zdaniem ludzi Morawieckiego na jedną prawicową listę do Sejmu nie ma szans, bo Braun straciłby nimb polityka antysystemowego, a co za tym idzie — wyborców. Także Konfederacja Bosaka i Mentzena nie ma interesu w tym, żeby brać na siebie afery PiS.

Koalicja przedwyborcza Morawieckiego z PiS to na dziś bardziej prawdopodobny scenariusz niż to, że Rozwój Plus spróbuje dogadać się z koalicją 15 października. Tuskowi współpracownicy Morawieckiego nie ufają, a co do Władysława Kosiniaka-Kamysza, który może szukać nowej Trzeciej Drogi, mają przekonanie, że będzie się bał narazić mainstreamowi współpracą z byłym premierem z PiS.

Wszelkie alianse z PiS będą oczywiście zależały od tego, czy „maślarze” do spółki z Kurskim, którzy mają obecnie największy wpływ na prezesa, nie zdołają przez najbliższe miesiące tak zohydzić Kaczyńskiemu Morawieckiego, że współpraca stanie się niemożliwa.

Zapowiada się ciekawa jesień.

Udział

Leave A Reply

Exit mobile version