Szymon Hołownia postanowił zawalczyć o partię. Nie, nie o nową partię, która miałaby powstać rzekomo na bazie facebookowej grupy „Umiarkowani”, ale o swoją starą partię Polska 2050.
Co prawda wciąż jest aktualne pytanie, jak to się stało, że ową partię stracił, będąc jej ojcem założycielem albo mówiąc bardziej precyzyjnie, że dał sobie ją odebrać. Otóż jak twierdzą sejmowe kuluary, Hołownia jest przekonany, iż partię mu odebrano. A konkretnie, że odebrała mu ją Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, obecna przewodnicząca, niegdyś jego zastępczyni i najbardziej zaufana współpracownica, przy użyciu sprytnej intrygi.
Gdy Hołownia kandydował na Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców, co zbiegło się z wewnętrznymi wyborami w partii, Pełczyńska-Nałęcz miała go przekonać, że zostanie źle odebrane w partyjnych strukturach, jeśli będzie jednocześnie ubiegał się o stanowisko w ONZ i kandydował na szefa Polski 2050. To tak, jakby nie wierzył w swój sukces na arenie międzynarodowej i próbował zabezpieczać tyły.
Był pod wielkim wpływem Pełczyńskiej-Nałęcz
Z dzisiejszej perspektywy widać, że nie byłoby to głupie, biorąc pod uwagę, że od początku szanse na objęcie przez niego stanowiska wysokiego komisarza były bliskie zeru. Tak przynajmniej miałby partię. Ale Hołownia dał się przekabacić Pełczyńskiej-Nałęcz, nie doceniając widać starej prawdy Jarosława Kaczyńskiego, że „władzę się miewa, a partię się ma”. Swoją drogą fakt, iż rozumiała to lepiej zielona w polityce Pełczyńska-Nałęcz, nie najlepiej świadczy o politycznych kwalifikacjach Hołowni. Część jego dawnych współpracowników tłumaczy ową pomroczność jasną tym, że Hołownia był w kiepskiej formie psychicznej po porażce w wyborach prezydenckich.
Według innych, z niezrozumiałych powodów od samego początku istnienia Polski 2050 był pod wielkim wpływem Pełczyńskiej-Nałęcz. Mówiąc wprost, kręciła nim, jak chciała. Trochę mu to zajęło, ale w końcu doszedł do wniosku, że dał się ograć jak dziecko i odebrać sobie partię. Dziś jego relacje z Pełczyńską-Nałęcz są „na noże” — najlepiej świadczy o tym fakt, iż zrezygnował ze stanowiska wiceprzewodniczącego ugrupowania.
W partii mówią, że Hołownia zaliczył czołowe zderzenie z rozpędzonym pociągiem, czyli panią Kasią, zwaną „carycą Polski” — Polski 2050 rzecz jasna — która w polityce idzie jak przecinak. Pełczyńska-Nałęcz emocjami Hołowni nie bardzo się przejęła, wzięła partię w całości, zostawiając dawnemu przewodniczącemu na otarcie łez stanowisko wicemarszałka Sejmu.
Hołownia szybko się połapał, że to funkcja czysto dekoracyjna, wzbudzająca zerowe zainteresowanie mediów, czyli mówiąc wprost — że bez własnej partii nic nie znaczy. Postanowił więc Polskę 2050 odzyskać. Pierwszym krokiem miało być objęcie funkcji szefa klubu parlamentarnego. Choć dla byłego lidera partii i marszałka Sejmu to degradacja, Hołownia uznał, że nie takie polityczne tuzy jak on były szefami klubów. Choćby Grzegorz Schetyna, który został zesłany do klubu przez Tuska po aferze hazardowej w 2009 r., a później został przewodniczącym PO. Poza tym w klubie mógłby swobodnie knuć i przeciągać na swoją stronę posłów, wszak Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie jest posłanką i w parlamencie na co dzień nie bywa.
Polska 2050 znów będzie zajmować się sama sobą
Gdy Hołownia rzucił pomysł przeprowadzenia wyborów szefa klubu i zgłosił swój akces, zachwytów nie było. Przeciwnie — od razu dwoje posłów: Ewa Schaedler i Adam Luboński zaczęło mnożyć wątpliwości, zadając pytania, czym właściwie jego zarządzanie miałoby się różnić od szefowania klubowi przez obecnego przewodniczącego Pawła Śliza, na co Hołownia nie potrafił odpowiedzieć. Tak się składa, że ta dwójka to zaufani przewodniczącej Pełczyńskiej-Nałęcz, która sama wobec zmiany jest sceptyczna. Dyskusja zakończyła się więc bez konkluzji.
W sejmowych kuluarach słychać, że Hołownia ma plan B. Namawia posłów Centrum, by poparli jego kandydaturę na wicepremiera. Gdyby miał za sobą dwa kluby — Polskę 2050 i Centrum, łatwiej byłoby mu negocjować z Tuskiem. Ale i ten plan może spalić na panewce, wszak posłowie Centrum ciągle pamiętają gorzkie słowa, których Hołownia nie szczędził im w czasie politycznego rozwodu. Nie jest więc wykluczone, że temat „Hołownia na szefa klubu” wróci we wrześniu, po sejmowych wakacjach. Polska 2050 zamiast zwierać szyki i walczyć o jak najlepszą pozycję przed układaniem list wyborczych, a dziś w sondażach szoruje po dnie, będzie zajmować się sama sobą. Ale skoro tak lubią…
Renata Grochal jest publicystką Programu III Polskiego Radia, współtwórczynią podcastu politycznego „Strefa Wpływów” oraz współprowadzącą program „Trójkąt Polityczny” w TVP Info.

