Z Juraty najbardziej przebił się cytat ze spotkania z Martą Nawrocką, gdy ta zachęca młode dziewczyny, by nie bały się być matkami. Szkoda, że pani prezydentowa nie zająknęła się o antykobiecym prawie obowiązującym w Polsce, które każe kobietom rodzić ciężko uszkodzone płody. Niewątpliwie to nie ułatwia decyzji o przyszłym rodzicielstwie.
Mimo że na co dzień współpracownicy prezydenta lubią wbijać szpile dawnemu rywalowi Karola Nawrockiego, Rafałowi Trzaskowskiemu, w skrytości ducha jednego mu zazdroszczą.
Chodzi o Campus Polska Przyszłości, czyli spotkania z młodymi, które prezydent Warszawy organizuje od kilku lat w Olsztynie. W tym roku swoje spotkanie postanowił mieć także Nawrocki. Jego ludzie niespecjalnie się nawet wysilili, by wymyślić oryginalną nazwę tego wydarzenia. „Przyszłość.pl” do złudzenia przypomina „Polskę Przyszłości” Trzaskowskiego.
Nawrocki lubi pozować na swojego chłopa
Przy dobrych wiatrach Nawrocki mógłby przebić Trzaskowskiego. Oto urzędujący prezydent, jako pierwszy w historii III RP, otwiera przed młodymi podwoje słynnej rezydencji w Juracie. Inni prezydenci mieli w zwyczaju spędzać tu letnie urlopy, odgrodzeni szczelną ochroną od gawiedzi, a od czasu do czasu zapraszać do Juraty inne głowy państw.
Za czasów Andrzeja Dudy obywatele mogli co najwyżej protestować przed nadmorską rezydencją głowy państwa, kiedy w szczycie debaty nad ustawami dewastującymi sądownictwo Duda postanowił zaczerpnąć oddechu u wód. Nawrocki, który lubi pozować na swojego chłopa i podkreślać swój antyelitaryzm, chciał pokazać, że jest inny od poprzedników. Jako chłopak z gdańskiego blokowiska, który z niejednego pieca chleb jadł i w niejednej ustawce uczestniczył, otwiera drogę na salony takim jak on.
Jednak trzeba przyznać, że spotkanie w Juracie miało w sobie coś z ustawki. Najbardziej miało służyć promocji prezydenckiej pary. Oto uczestnicy mogli wziąć udział w biegu z prezydentem, wypić matchę z prezydentową i zobaczyć, jak Marta Nawrocka prezentuje sztukę samoobrony.
Na koniec zaplanowano pląsy przy dźwiękach muzy Skolima i Kubańczyka, co miało przypieczętować przednią zabawę. Wszystko miało świetnie wyglądać na obrazku. Dziennikarze na spotkanie nie zostali wpuszczeni (mogli co najwyżej wziąć udział w konferencji prasowej), natomiast na Campusie Trzaskowskiego mogą wejść w każdą dziurę. Nawet na pogawędkę z Tuskiem, na której padło pytanie, czy premier nie powinien wreszcie — jak Kaczyński — schować się do szafy i oddać władzę młodszym.
O pójściu na żywioł w Juracie nie było mowy. To wydarzenie miało pokazać prezydenta jako silnego chłopa, który się nie wywyższa, a panią prezydentową jako przykładną żonę i matkę o tradycyjnych zapatrywaniach na życie. I to się udało.
Nawrocki jest zdolnym aktorem
Nawrocki wchodzi w nowy sezon polityczny jako lider polskiej prawicy. Nie jest nim już Jarosław Kaczyński, mimo że posiada największy klub opozycyjny w Sejmie. Po latach dominacji po prawej stronie prezes musi się skupić na wymianie ciosów z Morawieckim i martwić, by obie Konfederacje na trwałe nie przeskoczyły go w sondażach. Zresztą i sam Kaczyński musiał pogodzić się z mocną pozycją Nawrockiego. Coraz częściej słychać, że chciałby, aby prezydent włączył się w budowę paktu senackiego prawicy, a nawet wspólnej listy do Sejmu. Trudno powiedzieć, na ile Nawrocki będzie potrafił wykorzystać sytuację i doprowadzić do zjednoczenia prawicy, wszak polityczne zdolności głowy państwa wciąż są zagadką.
Po roku prezydentury widać, że Nawrocki jest zdolnym aktorem, świetnie wyreżyserowanym przez autora kilku wygranych kampanii PiS, w tym prezydenckich, Pawła Szefernakera, ksywa „SSzofer” lub „szefermacher”, dziś szefa gabinetu Nawrockiego. Czy prezydent będzie potrafił samodzielnie stanąć na scenie i odegrać prawdziwą pierwszoplanową rolę? To wymagałoby wyjścia poza napisany przez jego współpracowników z PiS scenariusz rozmów z obiema Konfederacjami, w tym Braunem, Rozwojem Plus Morawieckiego i Kaczyńskim, poukładania się prawicy od nowa, już pod berłem Nawrockiego.
W tym sensie rozpoczynający się właśnie polityczny sezon będzie nie tylko sprawdzianem dla Tuska i jego ekipy, ale także dla Nawrockiego. I to być może nawet trudniejszym niż wygranie wyborów przed rokiem.

